bebeq napisał/a:Powinnismy patrzac na zwiazki zwracac uwage na nasze zachowanie, gdzie byly bledy i zawsze postawic sie w sytuacji tej drugiej osoby. Nie patrzec na cechy charakteru bylych partnerow ale na siebie i powod rozstania.
Masz rację.
Wypada uczyć się na własnych błędach, wyciągać wnioski i starać się tego w przyszłości nie powtarzać. Tyle tylko, że często (właściwie zawsze) każdy związek i ta "druga" osoba jest inną pod wieloma względami od naszych "byłych". Więc właściwie za każdym razem człowiek się uczy. Masz rację przede wszystkim pisząc o stawianiu sie w sytuacji drugiej osoby. Zanim coś zrobimy, zanim powiemy - to można chyba nazwać wyczuciem, taktem, delikatnością. To - o ile się tego nie ma - można wypracować, zanim się coś zrobi - wpierw pomyśli się jak ta druga osoba to moze odebrać... To niestety dość rzadki dar. W efekcie często człowiek jest poraniony...
Mógłbym sporo o tym pisać poznawszy tą czyjąś "niewiedzę" na własnej osobie 
I owszem, dobrze przeanalizować powód rozstania. To czegoś (za każdym razem) uczy. Szkoda tylko, że za każdym razem ...czegoś nowego
Tak na marginesie: głupio bywa, gdy osoba już tak doświadczona wiąże się z kimś stawiającym "pierwsze kroki" i uczącym się...
To bywa ...bolesne jak cholera 
Co do dominacji, jaka została tu poruszona - to kwestia charakterów. Można dominować w kilku dziedzinach (kasy, stylu bycia, dążeń) i uzupełniać się w tym z drugą połówką. Myślę, że jeśli jedna strona dominuje we wszystkim, bądź uzurpuje sobie do tego prawo i je narzuca - druga strona (o ile nie ma charakteru i silnej osobowosci) w jakimś stopniu to przyjmuje i się dostosowywuje. W przeciwnym razie dochodzi do konfliktów i zgrzytów, które prowadzą zazwyczaj do katastrofy...
Utarł się stereotyp (aczkolwiek patrząc na kierunek w jakim podąża ludzkość - to zanika), że prym w związku, ową dominację wiedzie/ma mężczyzna. Tylko od osobowości obojga zależy, czy ten stereotyp w związku też funkcjonuje.
Osobiście zawsze byłem zwolennikiem związku partnerskiego, gdzie - na równych prawach, bez narzucania woli - obie osoby współtworzą parę, bez podziału "pan i sługa". Tyle tylko, że do takiego bycia "ze sobą" potrzeba dwóch otwartych na porozumienie osób. Co przez to rozumiem? Umiejętność rozmowy, a tą drogą osiąganie wspólnego stanowiska bez narzucania, bez lekceważenia innego zdania.
Kończąc: "dojrzały związek" to dość wielorakie pojęcie, pod którym każdy z nas być moze coś innego rozumie.
Jak dla mnie "dojrzały" oznacza taki, w którym drugą osobę traktujemy z szacunkiem, liczymy się z jej zdaniem (nie oznacza to, że wyzbywamy sie własnych przekonań, ale drogą rozmów dochodzimy do porozumienia) i traktujemy jak ...człowieka, którego obecność w naszym życiu (czasem bardzo krótka) jest dla nas cenna...