Długo się zastanawiałam nad napisaniem tu, ale widzę jak wspaniałym wsparciem obdarzacie zmagających się z problemami, a mi potrzeba bardzo wsparcia bo sie pogubiłam.
Rozstałam się ze swoim partnerem. Nie byliśmy ze sobą długo bo jedyne 7 miesięcy ale był to tzw .?strzał? coś co sprawia, że chcesz stworzyć komuś dom, rodzić dzieci itd. itp.
Nie wiem czy mieliście kiedyś sytuacje, gdzie poznajecie kogoś stworzonego na specjalne zamówienie, posiadającego wszystkie cechy, kogoś wyproszonego i wymarzonego. Wydawało mi się, że właśnie mnie to spotkało. Tyle, że składając zamówienie niekoniecznie sprecyzowałam obszar otwartości/bliskości tego wyśnionego?
Był to związek z wysokiego ryzyka, dwa mocne i władcze charaktery, ludzie po przejściach i do tego uczucie w nas urodziło się niedługo po tym jak wprowadziłam się do mieszkania w którym on już mieszkał. Wiedziałam, że to ostatnie będzie trudne bo dwoje obcych sobie ludzi, od razu zamkniętych w ciasnej przestrzeni, ryzyko zagryzienia i/lub ukiszenia wzrasta znacznie przecież.
Ciężko tak streścić wszystko?
Mój były partner ma dość poważne problemy z bliskością, otworzeniem się na drugą osobę, więc lekko nie było nigdy, zwłaszcza, że ja dawałam od siebie za dużo chcąc mu zrekompensować wszystkie krzywdy ( a było ich zdecydowanie zbyt wiele jak na jedna osobę).
Tak wiem Matka Teresa od siedmiu boleści, kocham za bardzo, też to wiem. Ale TO po prostu poczułam, nie miałam nigdy tego ?problemu?.
Jak widzicie oboje jesteśmy dysfunkcyjni
ale co mogę powiedzieć, no bywa ![]()
Mężczyzna uciekający od bliskości i kobieta kochająca za bardzo. Książkowo.
Darzymy się dalej wielkim sentymentem, lubmy spędzać razem czas, czujemy bliskość będąc razem. Nie jest najgorzej biorąc po uwagę fakt że mieszkamy dalej razem i przez najbliższe dwa tygodnie będziemy nadal. Podjęłam decyzję o wyprowadzce, głownie z rozsądku, a nie chce zeby to on zmieniał mieszkanie choćby dlatego ze mi sie ono będzie kojarzyło tylko z nim a nie jest mi to potrzebne.
Więc pewnego pięknego dnia / wieczora mój partner (teraz już były) stwierdził że to co jest miedzy nami to nie TO i nie damy sobie szczęścia. Zapewne podjął tą decyzję już jakiś czas wcześniej ale czekał na cud z jasnego nieba który magicznie wyjaśni i naprawi wszystko. Sam od siebie niekoniecznie zrobił cokolwiek nie wiem czy nie chciał czy nie jest w stanie (to wcale nie jest takie oczywiste uwierzcie).
Nie przeczę ostatnie kilka tygodni związku to był słodko gorzki czas. Spieraliśmy się, we mnie rosła frustracja że nie traktuje mnie jak powinien, że nie stara się dla mnie tak jak powinien (w moim zaburzonym pojęciu bliskości oczywiście) i to była kwestia czasu aż to runie ale szlak mnie trafia bo było mu łatwiej wyrzucić niż spróbować naprawić. Ale znaczy dla mnie tak wiele, że chciałabym spróbować na nowo zbudować miedzy nami związek. Nie wiem czy jest to możliwe skoro ten Ktoś mówi, że to nie TO jest ale?. (jako, że tonący chwyta się czegokolwiek).
Dziwne jest zachowanie mojego byłego partnera teraz. No czuje się jak jojo. Kiedy jesteśmy razem jest świetnie, tak jak pisałam super nam się rozmawia, miło spędza czas, jest serdeczność i bliskość. Na dobrą sprawę pomijając to że nie sypiamy razem i nie trzymamy się za ręce, nie całujemy i przytulamy jest jak było. Mam nawet wrażenie że teraz otwiera się bardziej, mówi mi o rzeczach które są bolesne dla niego, nie robił tego wcześniej. Wychodzimy razem do baru i tu pojawia się zupełnie inna osoba, w domu widać bliskość między nami we wszystkim co oboje robimy, to że lubimy razem czas spędzać w barze przy znajomych ex przybiera maskę jaka to jestem mu obojętną, w sumie zwisa mu, może nawet czasem stara się ignorować, dalej jest grzecznie ale już bez tych fajerwerków, że on nie, wcale mu nie zależy, no skąd. Sam się już w tym mota, tu niby obojętność, ale np. noga styka się z moją nogą, kurteczkę zarzuca mi na ramionka bo zimno itd. itp
Zdziwiło mnie to, że po tym jak sie rozstaliśmy, nie szukał wrażeń, mój przedni ex po tygodniu sie pocieszał z współną "przyjaciółką". Dalej ich nie szuka, siedzi ze mna w domu a jak mnie nie ma to pije i w ogóle od naszego rozstania bardzo dużo pije. Bardzo dokładnie opowiada co robił i z kim kiedy mnie nie ma, kto dzwoni albo kto mu napisał smsa.
Jak się słusznie domyślacie kocham palanta i w każdym czynie upatruję ochłapu uczucia głębszego. Panie mające doświadczenia z bojącymi się bliskości partnerami, będą wiedziały, że te ochłapy to często jedyne co mogą dać od siebie partnerzy. Mówię ochłapy bo wkurza mnie już ta sytuacja ale mam na myśli drobne serdeczne gesty, które świadczą o czymś więcej niż o dobrym wychowaniu. Ech no ciężko się żyje z kimś takim. Ale kocha się pomimo a nie za coś więc jestem w czarnej ?. rozpaczy.
Nie chcę zostawić tego. Pomimo emocjonalnej dysfunkcji związanej z bliskością jest cudownym, wartościowym, szalenie inteligentnym i błyskotliwym człowiekiem, dzięki któremu i ja staję się lepsza. Ten związek nie trwał długo ale jako partner dał mi więcej niż wszystkie poprzednie razem wzięte.
Niedawno podczas wyjścia do baru, znów mętlik w głowie się pojawił, byliśmy blisko siebie ciągle, tańczyliśmy, całowaliśmy się (prawie przypadkiem) we mnie się obudziło wiele, mimo ze starałam się zdusić i odsunąć od siebie uczucia żebym mogła żyć normalnie. Rozmawialiśmy o tym pozniej, przyznał że coś jeszcze jest w nim, ale na moje ?spróbujmy?, odparł tylko, że będzie tak jak było. Widzę, że się miota, widzę te skrajoności targające nim, nie wiem co to jest.
Uwielbiam momenty w których dorosła i zazwyczaj twardo stąpająca po ziemi kobieta ma papkę zamiast mózgu;/
Nie wiem czy chce uciekać, odciąć się od kogoś/czegoś tak ważnego dla mnie.
Nie wiem też czy potrafię zostać i być tylko przyjacielem, gdy kocham.
Nic już nie wiem, żyjemy w zawieszeniu, bo rozstalismy się (aż mnie korci żeby napisać NIBY się rozstaliśmy bo tak się czuję) a jednak nie jest to takie oczywiste jasne ani klarowne.