Czytając Wasze wypowiedzi na temat rozwodu stwierdziłam że muszę się po prostu wygadać. Nie miałam łatwego dzieciństwa. Moja mama nie wiedziała że jest w ciąży, przez pierwsze miesiące byłam "rakiem" - tak sobie wmówiła, tak każdy myślał. Mama raczej nie dopuszczała myśli że jest w ciąży... Paliła, piła. Mama miała od młodości problem z alkoholem. Nie byliśmy jakąś patologią. Po prostu lubiła sobie wypić pierw okazjonalnie później co już pamiętam coraz częściej. Przeniosę się teraz w czasy kiedy już się urodziłam. Mama bała się mnie kąpać - robił to mój tata. Ale patrząc na stare zdjęcia później jej się to odmieniło. Była szczęśliwa, wszyscy byliśmy. Do czasu kiedy mama nie zaczęła przeginać z alkoholem. Te czasy pamiętam jak dziś, nie raz ja jako 10 letnia dziewczynka idąc z koleżankami musiałam wstydzić się za własną matkę która szła po kolejne wino zataczając się. Mój tata jak i cała nasza rodzina namawialiśmy ją na leczenie, niestety ona nigdy nie widziała problemu. Nie raz po alkoholu była nerwowa, raz tak że tata nie wytrzymał i zadzwonił na policję. Już wtedy wiedziałam że tata strasznie cierpi. Zaczęliśmy namawiać go na rozwód. W końcu zrozumiał że jesteśmy na tyle dorośli że damy sobie rade sami. Było tak źle że nawet na święta tata nie zaprosił jej do stołu, ona też nie chciała przyjść. Jako jedyna poszłam do niej. Ona siedziała zapłakana przy oknie wiedząc chyba że przegrała własne życie. Miałam z 13 lat jakoś. Zapytałam czy zagramy. Wspominam nasze wspólne gry słowne. Kochałam to po prostu. Ale ona nie była w stanie. Niestety. Kiedy tata w końcu uzyskał rozwód mama się wyprowadziła. Pierw do jakiegoś tam mężczyzny a później w zasadzie do kolejnego "wujka" blok obok mnie. Idąc do szkoły często do niej rano przychodziłam, wyprowadzałam jej psy. Któregoś dnia przed szkołą wyznała mi że ma raka. Tak strasznie się bała iść do lekarza, tak strasznie się bała.... Zaproponowałam jej że pójdę z nią do lekarza. Widziałam wszystkie papiery, rak był po prostu do wycięcia. Pobrali próbkę złośliwy nie był ale w każdej chwili mógł się takowy zrobić. Byłam umówiona z mamą na dany dzień że przyjdę i pojedziemy razem a ja.... ja po prostu ją olałam. i tu jest pies pogrzebany... Przestałam do niej przychodzić. Obraziłam się na nią bo raz w przypływie emocji i alkoholu uderzyła mnie w twarz... Nie byłam u niej od tamtego momentu mimo iż "Wujek" nie raz do mnie dzwonił, nie raz do mnie przychodził. W końcu przyszedł ze złą wieścią. Mama chce się ze mną zobaczyć ostatni raz... I wiecie co? NIE POSZŁAM! DO JASNEJ CHOLERY! NIE POSZŁAM! Dzień później mamę zabrało pogotowie, odwiedzałam ją w szpitalu ale już nie było z nią kontaktu... Trzymając ją za rękę i zupełnie nie poznając tej kobiety, mojej matki płakałam jak małe dziecko błagając żeby nie odchodziła, żeby dała mi jeszcze szansę wszystko naprawić, kochałam ją mimo wszystko... Mama odeszła 10 grudnia o 8 rano. Nie zdążyłam do niej pojechać jak jej serce przestało bić... lekarz mówił że miała przerzuty z odbytu na płuca, nerki i inne narządy. I słowa które zabolały mnie najbardziej... gdyby mama przyszła do mnie wcześniej jak ją o to prosiłem (chodziła do tego samego lekarza) prawdopodobnie by żyła, wycięlibyśmy tego guza i było by ok...
I tu pozwolicie na małą refleksję z mojej strony. Pluję sobie w twarz że wtedy z nią nie poszłam. Z opowiadań "wujka" wiem że na mnie czekała, wiem że z nikim innym iść nie chciała tylko ze mną. Gówniara miała focha i nie poszła.... Czasem mam dni kiedy po prostu czuję się brudna. Nie potrafię sobie poradzić z jej śmiercią mimo iż minęło już 10 lat....
Czytając Wasze wypowiedzi na temat rozwodu stwierdziłam że muszę się po prostu wygadać. Nie miałam łatwego dzieciństwa. Moja mama nie wiedziała że jest w ciąży, przez pierwsze miesiące byłam "rakiem" - tak sobie wmówiła, tak każdy myślał. Mama raczej nie dopuszczała myśli że jest w ciąży... Paliła, piła. Mama miała od młodości problem z alkoholem. Nie byliśmy jakąś patologią. Po prostu lubiła sobie wypić pierw okazjonalnie później co już pamiętam coraz częściej. Przeniosę się teraz w czasy kiedy już się urodziłam. Mama bała się mnie kąpać - robił to mój tata. Ale patrząc na stare zdjęcia później jej się to odmieniło. Była szczęśliwa, wszyscy byliśmy. Do czasu kiedy mama nie zaczęła przeginać z alkoholem. Te czasy pamiętam jak dziś, nie raz ja jako 10 letnia dziewczynka idąc z koleżankami musiałam wstydzić się za własną matkę która szła po kolejne wino zataczając się. Mój tata jak i cała nasza rodzina namawialiśmy ją na leczenie, niestety ona nigdy nie widziała problemu. Nie raz po alkoholu była nerwowa, raz tak że tata nie wytrzymał i zadzwonił na policję. Już wtedy wiedziałam że tata strasznie cierpi. Zaczęliśmy namawiać go na rozwód. W końcu zrozumiał że jesteśmy na tyle dorośli że damy sobie rade sami. Było tak źle że nawet na święta tata nie zaprosił jej do stołu, ona też nie chciała przyjść. Jako jedyna poszłam do niej. Ona siedziała zapłakana przy oknie wiedząc chyba że przegrała własne życie. Miałam z 13 lat jakoś. Zapytałam czy zagramy. Wspominam nasze wspólne gry słowne. Kochałam to po prostu. Ale ona nie była w stanie. Niestety. Kiedy tata w końcu uzyskał rozwód mama się wyprowadziła. Pierw do jakiegoś tam mężczyzny a później w zasadzie do kolejnego "wujka" blok obok mnie. Idąc do szkoły często do niej rano przychodziłam, wyprowadzałam jej psy. Któregoś dnia przed szkołą wyznała mi że ma raka. Tak strasznie się bała iść do lekarza, tak strasznie się bała.... Zaproponowałam jej że pójdę z nią do lekarza. Widziałam wszystkie papiery, rak był po prostu do wycięcia. Pobrali próbkę złośliwy nie był ale w każdej chwili mógł się takowy zrobić. Byłam umówiona z mamą na dany dzień że przyjdę i pojedziemy razem a ja.... ja po prostu ją olałam. i tu jest pies pogrzebany... Przestałam do niej przychodzić. Obraziłam się na nią bo raz w przypływie emocji i alkoholu uderzyła mnie w twarz... Nie byłam u niej od tamtego momentu mimo iż "Wujek" nie raz do mnie dzwonił, nie raz do mnie przychodził. W końcu przyszedł ze złą wieścią. Mama chce się ze mną zobaczyć ostatni raz... I wiecie co? NIE POSZŁAM! DO JASNEJ CHOLERY! NIE POSZŁAM! Dzień później mamę zabrało pogotowie, odwiedzałam ją w szpitalu ale już nie było z nią kontaktu... Trzymając ją za rękę i zupełnie nie poznając tej kobiety, mojej matki płakałam jak małe dziecko błagając żeby nie odchodziła, żeby dała mi jeszcze szansę wszystko naprawić, kochałam ją mimo wszystko... Mama odeszła 10 grudnia o 8 rano. Nie zdążyłam do niej pojechać jak jej serce przestało bić... lekarz mówił że miała przerzuty z odbytu na płuca, nerki i inne narządy. I słowa które zabolały mnie najbardziej... gdyby mama przyszła do mnie wcześniej jak ją o to prosiłem (chodziła do tego samego lekarza) prawdopodobnie by żyła, wycięlibyśmy tego guza i było by ok...
I tu pozwolicie na małą refleksję z mojej strony. Pluję sobie w twarz że wtedy z nią nie poszłam. Z opowiadań "wujka" wiem że na mnie czekała, wiem że z nikim innym iść nie chciała tylko ze mną. Gówniara miała focha i nie poszła.... Czasem mam dni kiedy po prostu czuję się brudna. Nie potrafię sobie poradzić z jej śmiercią mimo iż minęło już 10 lat....
Twój post wywołał łzy na moich policzkach. Szczere łzy. Nie wiem co Ci napisać/pocieszyć. Czasu nie cofniesz, może powinnaś sama sobie wybaczyć?
Z opowiadań "wujka" wiem że na mnie czekała, wiem że z nikim innym iść nie chciała tylko ze mną. .
Beatko,
bardzo Ci wspolczuje, ze w tak mlodym wieku strcilas matke.
Nie powinnas miec zadnych wyrzutow sumienia.
To dorosly ma dbac o swoje zdrowie, nie jego nastoletnie dziecko.
To, ze Twoja Matka z nikim innym procz Ciebie, nie chciala isc na zabieg, bylo niepowazne. Nie mozna obarczac nastoletnie dziecko odpowiedzialnoscia za swoje zycie.
Twoja Matka byla niestety niedojrzala i toksyczna.
Pomysl o tym, ze Ty nie mialas jako dziecko w niej zadnego oparcia.
Bylas samotna w dziecinstwie, doznalas przemocy i odrzucenia ze strony swojej Matki.
Tacy niedojrzali rodzice czesto odwracaja role i oczekuja opieki i wsparcia od swoich dzieci, a przeciez to dorosli maja sie opiekowac swoimi dziecmi i wspierac ich.
Matka obarczyla Cie zbyt wieka odpowiedzialnoscia, mialas byc (jako dziecko) odpowiedzialna za to, czy zacznie sie leczyc, czy nie.
To tak, jakbys Ty byla jej matka, a ona Twoim dzieckiem.
Na dodatek stosowala wobec Ciebie przemoc fizyczna.
Teraz jestes dorosla osoba i nie potrafisz wybaczej tej dziewczynce, jaka kiedys bylas, ze nie potrafila byc silna jak dorosly czlowiek i dac sobie rade z ogromnymi problemami - agresa i alkoholizmem matki, brakiem wsparcia i milosci z jej strony, oraz jej powazna choroba.
Pochyl sie z miloscia nad ta dziewczynka i docen ja, jaka dzielna byla, ze przetrwala to nielatwe dziecinstwo.
Twoja Matka sama zadecydowala o swoim losie. Byla dorosla.
4 2014-04-05 12:44:17 Ostatnio edytowany przez beatka87 (2014-04-05 12:45:14)
Nie wiem co bardziej boli. To że odeszła czy to że mogła żyć.W sercu mam wielki ból, żal do siebie... starałam się ze wszystkich sił jakoś się usprawiedliwiać, starałam się wmówić sama sobie że to nie jest moja wina, że była dorosła i sama powinna brać odpowiedzialność za swoje życie. Ona wiedziała że odchodzi i chciała się ze mną widzieć, ja niestety ją po prostu olałam... I to mnie boli najbardziej. Za każdym razem kiedy myślę o niej moje serce przepełnia nienawiść do siebie. Popełniłam w życiu tak dużo błędów ale tego jednego nie potrafię sobie darować. Wujek mówił że chciała się ze mną pożegnać, że chciała po raz ostatni się do mnie przytulić. Ponoć cały czas nawet w noc przed zabraniem do szpitala majaczyła że mnie kocha, że musi się ze mną zobaczyć by móc spokojnie umrzeć. A ja? Ja nie potrafiłam jej wybaczyć i teraz tego żałuję, nie potrafiłam po prostu tam iść... Nie bałam się... po prostu nie chciałam jej widzieć. I teraz na tym cierpię bo jej wybaczyłam już dawno a sobie nie potrafię. Nie wiem może to jakaś kara....
5 2014-04-05 13:29:55 Ostatnio edytowany przez Marisa (2014-04-05 13:44:06)
Dzieci toksycznych rodzicow nie potrafia siebie kochac, obwiniaja siebie samych za zachowanie i problemy rodzicow, nosza w sobie zal, wstyd, lek, zlosc, czesto nienawidza siebie.
Nosisz w sobie wiele ran z dziecinstwa, te rany nie zagoja sie same z siebie, potrzebujesz psychoterapii, zeby dotrzec do starych zranien i je przy wsparciu terapuety uleczyc.
Piszesz, ze twoja Matka twierdzila, ze Cie kocha, jednak nie slowa swiadcza o milosci, a czyny.
Twoja Matka Cie urodzila, ale potem nie zachowywala sie jak matka,
sama oczekiwala wsparcia i opieki od swojego dziecka, nie mozna wymagac od dziecka tyle, co od doroslego czlowieka.
Wybacz sobie, ze nie potrafilas - jako dziecko spragnione milosci matki- wybaczyc jej odrzucenia, agresji, braku wsparcia, opieki, milosci, czulosci.
Skoro nie potrafilas Jej wtedy wybaczyc i pojsc do niej, widocznie zostalas przez nia bardzo zraniona i mialas bardzo powazne powody, zeby sie tak zachowac.
Bylas tylko dzieckiem, a dziecko potrzebuje samo wsparcia, opieki i milosci. A Ty bylas bardzo zagubionym i nieszczesliwym dzieckiem.
Postaraj sie zrozumiec tamto dziecko, ktorym wtedy bylas.
Postaraj sie zrozumiec cierpienie tamtego dziecka.
Moze wtedy uda Cie sie wybaczyc sobie.
Wtedy nie bylas dorosla, nie mozna oczekiwac od dziecka takich zachowan, jak od doroslego.
Potrafię wrócić do tamtych czasów ale nie potrafię zrozumieć dlaczego nie miałam wsparcia w nikim. Dlaczego mi nikt nie potrafił pomóc, dlaczego ja w zasadzie sama byłam ofiarą samej siebie. I do tej pory te piętno tamtych dni, tamtych przeżyć odpija się na mnie. Jak odchodzi to wraca. Mam coraz więcej żalu, coraz więcej pytań bez odpowiedzi. Tyle chciałabym zmienić. Co gorsza jestem matką ale nikt nie nauczył mnie nią być. Nie mam żadnego drogowskazu... Kiedy zmarła moja mama nawet we własnym chłopaku nie miałam wsparcia. Już nie mówiąc o tym że znęcał się nade mną psychicznie i fizycznie. Mój tata nie potrafił ze mną rozmawiać o mamie. byłam pozostawiona sama sobie. Z czasem zaczęłam mieć żal nie tylko do samej siebie ale i do całego świata. Wołałam o pomoc ale nikt mnie nie słyszał. Krzyczałam ale każdy zatykał uszy albo odwracał się ode mnie. Płakałam to się śmiali... Zastanawiam się nad jakąś terapią która pozwoli mi zrozumieć. Ale przez 10 lat starałam się uporać z tym sama. Niestety bezskutecznie. Więc teraz postanowiłam coś z tym zrobić. Może dzięki temu stanę się lepszym człowiekiem, lepszą matką, żoną...
Beatko, zgadzam się z Marisą w 100% , pomóż sobie bo życie całe przed Toba i zapisz się na psychoterapię , sama nie dasz sobie rady. Masz ogromne poczucie winy i błędy matki bierzesz na siebie.
Ty niczemu nie jesteś winna, ale z psychologiem musisz przepracować swoje ciężkie życie abyś zrozumiała że to matka była niedojrzała emocjonalnie i nie przygotowana do życia. Serdecznie Ciebie pozdrawiam i pomóż sobie nie obwiniając się, bo nie masz za co. Matka Twoja też musiała przenieść do swojego życia złe doświadczenia z lat dziecinnych stąd to nieudane jej życie.
Od nas samych zależy jak nasze życie przeżyjemy i co przekażemy naszym dzieciom, założenie rodziny to ogromna odpowiedzialność i człowiek dorosły ją tworzy a nie dzieci.
okropne jest to że dorośli zrzucają swoje nieudane życie na karby swoich dzieci!
Niestety coraz wiecej sie widzi takich historii
twoja mama nie chciała dać sobie pomóc! to ona a nie ty była odpowiedzialna za to co sie stało! to ona odpowiada za swoje życie. Wolała żyć w upojeniu alkoholowym niż zatroszczyć sie o swoje zdrowie a gdy próbowałaś pomóc to odpychała i była nieprzyjemna. W mojej bliskiej rodzinie również jest taka osoba. Pije już ponad 30 lat. Nie myslała o dzieciach, o tym ze chodzą głodne, ze nie mogły sie uczyć, że musiały si wstydzić gdy siedziały na ławce pod blokiem z koleżankami a matka szła chwiejnym krokiem. Tyle upokorzeń, łez, strachu , odwrócenia ról bo to dzieci okazały sie dojrzalsze i na nic! one tak jak i ty wszystko by zrobiły aby matka tylko nie piła, aby była tylko przy nich. Ona natomiast nie mogła sie skupic na niczym gdy nie piła kilka dni, była arogancka, agresywna , nieczuła, aż wykryzczała jednej z córek ze to przez nią poje! Nie myslała o konsekwencjach swoich słów, nie pomyslała jak dziecko to zinterpretuje i jaki ciezar na nie nakłada! więc zycze ci abyś sobie uzmysłowiła że to nie ty ponosisz winę. To twoja mama nie potrafiła nawiązać więzi, dla niej wazne było alkohol , szum w głowie. ciesz sie życiem nie cofniesz czasu a życie jest zbyt krótkie na udrękę. Wyciągnij wnioski i naucz swoje dzieci miłości, przekaż im to czego ty nie dostałas! wiem ze to trudne ale wykonalne:) trzymam za ciebie kciuki:)
Czytając Wasze wypowiedzi na temat rozwodu stwierdziłam że muszę się po prostu wygadać. Nie miałam łatwego dzieciństwa. Moja mama nie wiedziała że jest w ciąży, przez pierwsze miesiące byłam "rakiem" - tak sobie wmówiła, tak każdy myślał. Mama raczej nie dopuszczała myśli że jest w ciąży... Paliła, piła. Mama miała od młodości problem z alkoholem. Nie byliśmy jakąś patologią. Po prostu lubiła sobie wypić pierw okazjonalnie później co już pamiętam coraz częściej. Przeniosę się teraz w czasy kiedy już się urodziłam. Mama bała się mnie kąpać - robił to mój tata. Ale patrząc na stare zdjęcia później jej się to odmieniło. Była szczęśliwa, wszyscy byliśmy. Do czasu kiedy mama nie zaczęła przeginać z alkoholem. Te czasy pamiętam jak dziś, nie raz ja jako 10 letnia dziewczynka idąc z koleżankami musiałam wstydzić się za własną matkę która szła po kolejne wino zataczając się. Mój tata jak i cała nasza rodzina namawialiśmy ją na leczenie, niestety ona nigdy nie widziała problemu. Nie raz po alkoholu była nerwowa, raz tak że tata nie wytrzymał i zadzwonił na policję. Już wtedy wiedziałam że tata strasznie cierpi. Zaczęliśmy namawiać go na rozwód. W końcu zrozumiał że jesteśmy na tyle dorośli że damy sobie rade sami. Było tak źle że nawet na święta tata nie zaprosił jej do stołu, ona też nie chciała przyjść. Jako jedyna poszłam do niej. Ona siedziała zapłakana przy oknie wiedząc chyba że przegrała własne życie. Miałam z 13 lat jakoś. Zapytałam czy zagramy. Wspominam nasze wspólne gry słowne. Kochałam to po prostu. Ale ona nie była w stanie. Niestety. Kiedy tata w końcu uzyskał rozwód mama się wyprowadziła. Pierw do jakiegoś tam mężczyzny a później w zasadzie do kolejnego "wujka" blok obok mnie. Idąc do szkoły często do niej rano przychodziłam, wyprowadzałam jej psy. Któregoś dnia przed szkołą wyznała mi że ma raka. Tak strasznie się bała iść do lekarza, tak strasznie się bała.... Zaproponowałam jej że pójdę z nią do lekarza. Widziałam wszystkie papiery, rak był po prostu do wycięcia. Pobrali próbkę złośliwy nie był ale w każdej chwili mógł się takowy zrobić. Byłam umówiona z mamą na dany dzień że przyjdę i pojedziemy razem a ja.... ja po prostu ją olałam. i tu jest pies pogrzebany... Przestałam do niej przychodzić. Obraziłam się na nią bo raz w przypływie emocji i alkoholu uderzyła mnie w twarz... Nie byłam u niej od tamtego momentu mimo iż "Wujek" nie raz do mnie dzwonił, nie raz do mnie przychodził. W końcu przyszedł ze złą wieścią. Mama chce się ze mną zobaczyć ostatni raz... I wiecie co? NIE POSZŁAM! DO JASNEJ CHOLERY! NIE POSZŁAM! Dzień później mamę zabrało pogotowie, odwiedzałam ją w szpitalu ale już nie było z nią kontaktu... Trzymając ją za rękę i zupełnie nie poznając tej kobiety, mojej matki płakałam jak małe dziecko błagając żeby nie odchodziła, żeby dała mi jeszcze szansę wszystko naprawić, kochałam ją mimo wszystko... Mama odeszła 10 grudnia o 8 rano. Nie zdążyłam do niej pojechać jak jej serce przestało bić... lekarz mówił że miała przerzuty z odbytu na płuca, nerki i inne narządy. I słowa które zabolały mnie najbardziej... gdyby mama przyszła do mnie wcześniej jak ją o to prosiłem (chodziła do tego samego lekarza) prawdopodobnie by żyła, wycięlibyśmy tego guza i było by ok...
I tu pozwolicie na małą refleksję z mojej strony. Pluję sobie w twarz że wtedy z nią nie poszłam. Z opowiadań "wujka" wiem że na mnie czekała, wiem że z nikim innym iść nie chciała tylko ze mną. Gówniara miała focha i nie poszła.... Czasem mam dni kiedy po prostu czuję się brudna. Nie potrafię sobie poradzić z jej śmiercią mimo iż minęło już 10 lat....
Boże, mi też popłynęły łzy.
Za smierc mamy nie powinnas sie obwiniac.
Ale,ze matki w chorobie nie odwiedzilas, mimo tego ze na Ciebie czekala i o to cie prosila, jest tak zwanym niespelnieniem prosby potrzebujacego i czesto pozostaje obciazeniem energetycznym, tak jak w twoim przypadku.
Jest mozliwe, ze Twoja mama odchodzila z tego swiata z wielka gorycza, i wlasnie w tym glebokim zalu i rozczarowaniu przekazala ci swoje ostatnie mysli ktore pozostaly przy Tobie do teraz i staly sie one Twoim wyrzutem sumienia.
Przez to , ze te wyrzuty sumienia wciaz pielegnujesz i nasycasz je energia, one rosna i mocnieja.
Zanim zaczniesz psychoterapie, sprobuj sama twoje wyrzuty sumienia leczyc.
Mozesz zaczac listem do mamy. Pisz wszystko, co chcialabys jej powiedziec i co czujesz.
List taki mozna pisac nawet pare dni, pisac, czytac, plakac... plakac,czytac, pisac.
Jesli uznasz, ze wszystkoju wyjasnilas ,powiedzialas - wtedy spal ten list, zaadresowany do twojej rodzicielki. I PRZEBACZ jej a przede wszystkim sobie. Wtedy , kiedy podejmowalas te decyzje, po prostu nie potrafilas inaczej....!
W Twoim Beatka problemie, moga tez dobrze pomoc tak zwane ustawienia Hellingera. Wiem co mowie.Poczytaj w necie o co tam chodzi.Terapia trwa czasem miesiacami, a dobre ustawienie potrafi pomoc za pierwszym razem.
Wiecie co najgorsze jest to że mam tą cholerną świadomość, świadomość że już nigdy nie porozmawiamy, nie zagramy, nie popłaczemy razem i nie pozłościmy się na siebie. Tyle jeszcze chciałabym jej powiedzieć, pokazać jakiego wspaniałego ma wnuka, tęsknię za nią przeokropnie. Może nie była najlepszą matka i kompanką życiową ale to wszystko staje się nie ważne. Najgorsze jest to że jest bardzo dużo rzeczy które mi o niej przypominają a których nie da się wymazać, wyrzucić... To właśnie one pokazują mi jak słaba byłam... I niestety ta słabość będzie ze mną do końca moich dni... ten dowód...
Wiecie co najgorsze jest to że mam tą cholerną świadomość, świadomość że już nigdy nie porozmawiamy, nie zagramy, nie popłaczemy razem i nie pozłościmy się na siebie. Tyle jeszcze chciałabym jej powiedzieć, pokazać jakiego wspaniałego ma wnuka, tęsknię za nią przeokropnie. Może nie była najlepszą matka i kompanką życiową ale to wszystko staje się nie ważne. Najgorsze jest to że jest bardzo dużo rzeczy które mi o niej przypominają a których nie da się wymazać, wyrzucić... To właśnie one pokazują mi jak słaba byłam... I niestety ta słabość będzie ze mną do końca moich dni... ten dowód...
Twoja historia wzruszyła mnie do łez. Nie wyobrażam sobie, jak musiało Ci być ciężko z tym wszystkim, ALE jak już pisały tutaj inne osoby, każdy dorosły człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie. Twoja Mama podjęła własne decyzje, dokonała wyborów - świadomie. Nie jesteś odpowiedzialna za te wybory i decyzje. Powinnaś wybaczyć sobie i starać się po prostu (jak to łatwo powiedzieć, wiem...) żyć najlepiej jak potrafisz.
Ja wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że wszystkie nasze codzienne sprawy, ostateczne rozstrzygnięcia, mają sens, który kiedyś poznamy i ułożymy w logiczną całość.
Ciężko to mało powiedziane. Byłam ze wszystkim sama, nikt nie pomógł mi chociażby rozmową, przytuleniem. Wiem że skoro wcześniej nikt nie był w stanie mi pomóc to może teraz w końcu wezmę się za siebie. Napisanie tu o moich problemach, Wasze wsparcie bardzo dużo dla mnie znaczy! Jesteście jedynym wsparciem (nie licząc męża choć z nim raczej też za dużo pogadać nie jestem w stanie). Boli mnie jeszcze fakt że ludzie widząc mnie widząc wszystkie skazy mówią "nienormalna" a ja po prostu nie potrafiłam inaczej wyrazić swojego bólu... Teraz muszę się ukrywać choć wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z tego jak to co się stało i co robiłam ze swoim ciałem bardzo wpłynie na moje życie w przyszłości. Problem z pracą, problem ze znajomymi. Bo kto chce się spotykać z osobą która w wyniku przeżyć z dzieciństwa ma blizny i to nie tylko na sercu.... Szlag! ;( Przepraszam ale znów się rozkleiłam ![]()
Czytałam całą opowieść .Co z was za rodzina ...Zostawiliście matkę chorą .Najlepiej było sie z nią rozwiesc ,Odejść od problemu ....... No a ty Beatko...sumienie będzie cię gryzło do końca życia .Jak mogłaś tak postąpić TY TWÓJ ojciec ...To wy jesteście rodziną patologiczną...... Tak to wy żle postąpiliście zostawiając matkę alkoholiczkę samą sobie .Zamiast jej pomóc odeszliście .I w godzinie śmierci zostawiliście ją samą ........ O Boże co z was za ludzie .....zimne stwory .Beatko będziesz ten dzień pamiętała i będziesz miała wyrzuty do końca życia ...To ci nie minie .
Nie współczuje ci bo nie ma czego tego oziebłego charakteru ..... tej znieczulilcy ...... Kto cie tak chował???????? Zimna i bez uczuć kobieta i cała rodzinka
Beatko pamiętaj ...."JAK CIEZKO NA ŚWIECIE ŻYĆ ,GDY SERCE MATKI PRZESTAJE BIĆ"
A tego wiersza naucz sie na pamięć
To matka? (Karol Wojtyła)
Choć posiwiały ciemne jej sploty,
Chociaż zmarszczkami twarz jej pokryta,
Chociaż wdzięk lekki straciły kroki,
Lecz w oczach tenże uśmiech zakwita,
Ta sama miłość w sercu jej płonie,
Co wiek swój, słabość, zapomnieć każe,
Tylko do dzieci wyciąga dłonie,
I wszystko oddać gotowa w darze.
I choć na nogach ledwo się słania,
Mnie spocząć każe, "... boś ty zmęczona,
Ty tyle dzisiaj miałaś biegania..."
I tuli dziecko swoje w ramionach.
I zawsze czujna, ciągle gotowa
Pomagać dzieciom swym do ostatka,
Miłość swą w czyny zdobi, nie w słowa -
- To ma jedyna, najdroższa matka!
16 2014-04-12 17:51:49 Ostatnio edytowany przez beatka87 (2014-04-12 17:55:34)
Próbowaliśmy jej pomóc. Ona nigdy nie widziała problemu. Ja jako mała dziewczynka tak na prawdę nie miałam nic do gadania. Ty myślisz że nie próbowałam ratować mojej rodziny? ZA KAŻDYM RAZEM jak mama trzeźwiała mówiłam ze ma iść się leczyć. Ona wybrała inne życie. Niestety zaczęła zdradzać mojego tatę. Po rozwodzie była przez kilka lat z "wujkiem". Wiem że źle zrobiłam ale to nie powód by mówić że jesteśmy patologiczną rodziną. Mój tata po tylu latach picia przez mamę po prostu nie wytrzymał. Wcale się jemu nie dziwię. Nie wiesz jak to jest żyć z matką alkoholiczką. Nie wiesz jak to jest widzieć matkę która zamiast kupić mleko czy chleb idzie do sklepu po kolejne wino, Nie wiesz jak to jest kiedy cała wypłata taty (mama nie pracowała) była przeznaczana głównie na rachunki i alkohol. Kiedy tata przestał dawać jej pieniądze potrafiła wychodzić na kilka dni i wracać znów jak zwykle pijana. Nie przejmowała się czy jesteśmy głodni, czy chodzimy do szkoły. Kilka lat walczyliśmy z jej problemami. Jak pierwszy raz zdradziła tatę, wybaczył drugi, wybaczył ale jak zaczęła że tak brzydko powiem chodzić w tango... No kurcze ile można? Ile można patrzeć się na matkę która nie potrafi stać o własnych nogach, ile można słuchać że matka leży tu czy tam i nie potrafi wstać? Brałam wtedy kogokolwiek żeby pomogli mi powiem szczerze zanieść mamę do domu. A jak wstała to znów piła... Człowiek ma cierpliwość ale czasem po prostu pęka... Tata nigdy mi nie ograniczał jakichkolwiek kontaktów z mamą choć ona miała ograniczone prawa do mnie. Zawsze wręcz mnie namawiał żebym do niej poszła i żebym zobaczyła co robi czy też jak się czuje. Przeważnie za każdym razem przychodziłam z płaczem od mamy bo nie była w stanie nawet drzwi mi otworzyć. Raz mało sie nie utopiła bo zasnęła po pijanemu w wannie. To jest na serio super widok który oglądałam dzień w dzień....
Nie tłumacz sie to już zbyt póżno ..żyj z tą myślą do końca swoich dni.......
Ja patrzę obiektywnie na tę sprawe i nie jestem tu po to aby ci przytakiwać .
18 2014-04-12 18:19:09 Ostatnio edytowany przez beatka87 (2014-04-12 18:20:21)
Dobrze Marion to powiedz mi co taka osoba jak ty ponoć obiektywna jak piszesz zrobiłaby na moim miejscu? Żyła pod jednym dachem z matką alkoholiczką? Piszesz jakiś sorry ale kompletnie nieodpowiedni niby ckliwy wierszyk który ma opisywać kobietę, matkę która jest matką idealną. A moja takową była?
Ja już dużo ci napisałam .Sama sobie odpowiedz to twój problem.Zaczynasz być agresywan ...To są wyrzuty sumienia .A wiersz napisął Karol Wojtyła
20 2014-04-12 18:51:21 Ostatnio edytowany przez beatka87 (2014-04-12 18:55:30)
Ja już dużo ci napisałam .Sama sobie odpowiedz to twój problem.Zaczynasz być agresywan ...To są wyrzuty sumienia .A wiersz napisął Karol Wojtyła
Wiesz co nie powiedziałam że wiersz jest brzydki i nie ważne kto go napisał tylko został wstawiony w złym czasie i w złym miejscu.. Mi matkę zastępował ojciec prawie przez całe życie ale jak to masz idealne napisane "nie dyskutuj z głupszym..." więc zakończę z Tobą swoją wymianę zdań bo staje się już nudna i jakoś mało masz argumentów. Nie potrafisz napisać co zrobiłabyś na moim miejscu więc może już nic nie pisz o co bardzo Ciebie proszę.
Tak jest podkul ogon i nie dyskutuj
Tak jest podkul ogon i nie dyskutuj
Poprosiłam Ciebie abyś nie udzielała się w moim temacie. Uszanuj to.
23 2014-04-12 19:07:08 Ostatnio edytowany przez Marion22 (2014-04-12 19:09:44)
Z tak zle postępującą córką to aż strach prowadzić dyskusję .Chciałabyś aby ci współczuć ....Czego???? Braku zaangażowania w chorobę matki????/ To ty zamilcz .....
Dużo osób podobnie do mnie myśli tylko nie wypowiada sie bo szkoda im słów
Z tak zle postępującą córką to aż strach prowadzić dyskusję .Chciałabyś aby ci współczuć ....Czego???? Braku zaangażowania w chorobę matki????/ To ty zamilcz .....
Dużo osób podobnie do mnie myśli tylko nie wypowiada sie bo szkoda im słów
Wypowiedziały się osoby które ewidentnie chcą pomóc. Ty natomiast kłody pod nogi. Gratuluję.
Z tak zle postępującą córką to aż strach prowadzić dyskusję .Chciałabyś aby ci współczuć ....Czego???? Braku zaangażowania w chorobę matki????/ To ty zamilcz .....
Dużo osób podobnie do mnie myśli tylko nie wypowiada sie bo szkoda im słów
Czytam Twoje posty zamieszczone w tym temacie i własnym oczom nie wierzę. Przydałoby się choć trochę empatii i zrozumienia. Z dodatkiem wrażliwości i wyczucia/taktu. Z pewnością nie jesteś obiektywna.
Beatko 87 serdecznie pozdrawiam i przesyłam swoje wsparcie. Dasz radę, nie poddawaj się!
Dziękuję. Wiem że dam radę. Nie ma innej możliwości, mam wspaniałego synka, wspaniałego męża i może z czasem wszystko się ułoży. Jak nie pozostaje psycholog choć tego wolałabym uniknąć...
beatka ode mnie też wsparcie.Przeżyliście z tatą straszne rzeczy ,próbowaliście pomóc mamie ale ona nie chciała.Była dorosłą osobą jeśli nie chciała się leczyć to jej decyzja.Nie miej wyrzutów i ciesz się że masz wspaniałego tatę.
A marion coś się pomyliło.Karol Wojtyła napisał wiersz o prawdziwej kochającej matce. A to różnica.
Dziękuję dziewczyny i chłopaki. Jak już pisałam jesteście dla mnie wielkim wsparciem. Pomagacie mi w jakiś sposób przechodzić te chwile. Szkoda że Takie osoby jak ta wyżej próbuje dolać oliwy do ognia ale raczej się nią nie przejmuje. Napisałam tu bo potrzebuję wsparcia i takie właśnie otrzymuję od Was. Jeszcze raz dziękuję
Cześć Beato. Moja mama umarła rok temu, miała wylew, pogotowie nie mogło już pomóc. Ostatnia moja rozmowa z nią? Przez telefon, oboje z ojcem byli pijani, więc gadałam od niechcenia, o niczym, chciałam jak najszybciej skończyć. Moi rodzice też od zawsze mieli problemy z alkoholem, ostatnio u mamy wykryto marskość wątroby, było oczywiste, że alkohol ją zabije, ale nie miało znaczenie co mówiłam ja, lekarze, ktokolwiek inny. A potem ona umarła, i też czuję się winna. Że wyjechałam na studia setki kilometrów dalej, po to żeby właśnie być daleko od tego wszystkiego. Ciężko mi nawet o tym pisać, bo zbierają mi się łzy w oczach.
Busiu to zapewne choć w małej części wiesz co ja czuje. Szkoda tylko że istnieją tacy ludzie co oceniają i choć w małej części nie potrafią zrozumieć...
Beatko, jesteś wierząca? Tzn. wierzysz, że człowiek ma duszę?
Beatko, jesteś wierząca? Tzn. wierzysz, że człowiek ma duszę?
Czy ja wiem... W zasadzie już dawno przestałam wierzyć w cokolwiek... A dlaczego pytasz?
Bo jeśli wierzysz, że dusza Twojej mamy wciąż gdzieś jest, a zniknęła tylko ta biedna, chora cielesna powłoka, to możesz nadrobić to, co zaprzepaszczone. Żyć tak, jakby mama patrzyła na Ciebie każdego dnia. Powiedzieć: "Mamo, wtedy nie potrafiłam ci wybaczyć, teraz wybaczam." Ona na pewno miała (w przebłyskach trzeźwości) okropne wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobiła Tobie i Twojemu ojcu. Pokaż jej, że to już przeszłość. "Mamo, nie martw się, nie spieprzyłaś mi życia do końca, spójrz, jestem szczęśliwa i potrafię stworzyć cudowną rodzinę." Wypowiedz, wykrzycz wszystko, co mogłaś wtedy. Ty odetchniesz i... ona też.
Nie, nie jestem walnięta
To pomaga.
Bo jeśli wierzysz, że dusza Twojej mamy wciąż gdzieś jest, a zniknęła tylko ta biedna, chora cielesna powłoka, to możesz nadrobić to, co zaprzepaszczone. Żyć tak, jakby mama patrzyła na Ciebie każdego dnia. Powiedzieć: "Mamo, wtedy nie potrafiłam ci wybaczyć, teraz wybaczam." Ona na pewno miała (w przebłyskach trzeźwości) okropne wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobiła Tobie i Twojemu ojcu. Pokaż jej, że to już przeszłość. "Mamo, nie martw się, nie spieprzyłaś mi życia do końca, spójrz, jestem szczęśliwa i potrafię stworzyć cudowną rodzinę." Wypowiedz, wykrzycz wszystko, co mogłaś wtedy. Ty odetchniesz i... ona też.
Nie, nie jestem walnięta
To pomaga.
Aż się popłakałam. Myślę że ona doskonale wie że już wszystko jej wybaczyłam. Jak leżała w szpitalu jak trzymałam ją za rękę,jak tylko coś do niej mówiłam tętno skakało do góry a raz jak jak powiedziałam że bardzo ją kocham uścisnęła moją dłoń. Myślę że wtedy na pewno mnie słyszała... Może ten uścisk dłoni był znakiem od niej że wie że jestem przy niej. Czasem biję się z myślami... Raz chcę ją TU i TERAZ a raz cieszę się że już nie cierpi. Jak urodził się mój synek poszłam do niej na grób. Mówiłam do niej chyba z pół godziny. Przestawiłam jej wnuka. Nie raz czuję jakby ktoś był ze mną jakby stał koło mnie i otulał mnie takim matczynym ciepłem. Nie wiem może to ona jest moim aniołem stróżem.
35 2014-04-13 10:36:00 Ostatnio edytowany przez Wielbiciel Lidiji Bacic (2014-04-13 10:38:11)
Bo jeśli wierzysz, że dusza Twojej mamy wciąż gdzieś jest, a zniknęła tylko ta biedna, chora cielesna powłoka, to możesz nadrobić to, co zaprzepaszczone. Żyć tak, jakby mama patrzyła na Ciebie każdego dnia. Powiedzieć: "Mamo, wtedy nie potrafiłam ci wybaczyć, teraz wybaczam." Ona na pewno miała (w przebłyskach trzeźwości) okropne wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobiła Tobie i Twojemu ojcu. Pokaż jej, że to już przeszłość. "Mamo, nie martw się, nie spieprzyłaś mi życia do końca, spójrz, jestem szczęśliwa i potrafię stworzyć cudowną rodzinę." Wypowiedz, wykrzycz wszystko, co mogłaś wtedy. Ty odetchniesz i... ona też.
Nie, nie jestem walnięta
To pomaga.
Ciekawa sugestia psychologiczna. Takie swego rodzaju oczyszczenie emocjonalne. Uwolnienie się z negatywnych emocji, na korzyść tych dobrych. Spróbować zawsze warto.
Beatko 87 wzruszyłem się czytając Twój ostatni post. I to bardzo.
Ja się wzruszam za każdym razem jak czytam Wasze odpowiedzi podtrzymujące mnie na duchu i dzięki temu jest mi trochę łatwiej. Dziś wieczorem zasiądę napiszę do niej list. Ale myślę że nie będę go palić. Myślę że po prostu schowam go gdzieś głęboko i kiedy będę miała jakiekolwiek wątpliwości co do mojej walki z tym uczuciem wezmę go i po prostu przeczytam. Szkoda że nie można zamówić sobie snów. Może we śnie gdyby tylko mi się przyśniła porozmawiałabym z nią. Bardzo mi tego brak. Tej rozmowy z nią.... Moja mama idealna nie była ale któż jest idealny. Ja też nie jestem idealną matką choć staram się nią być. Też mam chwile słabości. Nie raz siedzę wieczorem i łzy same cisną mi się do oczu. Jak już wspomniałam najbardziej boli mnie to że ludzie bardzo lubią oceniać drugiego człowieka choć nic o nim tak na prawdę nie wiedzą. Patrzą się na mnie, nie raz słyszałam szepty "patrz co ona ma na rękach, pewnie jakaś chora, i ona ma dziecko? Takim to się powinno dzieci zabierać..." Ale ja nie jestem złym człowiekiem. Ja po prostu bardzo cierpiałam i nikt nie potrafił mi pomóc....
Ja się wzruszam za każdym razem jak czytam Wasze odpowiedzi podtrzymujące mnie na duchu i dzięki temu jest mi trochę łatwiej. Dziś wieczorem zasiądę napiszę do niej list. Ale myślę że nie będę go palić. Myślę że po prostu schowam go gdzieś głęboko i kiedy będę miała jakiekolwiek wątpliwości co do mojej walki z tym uczuciem wezmę go i po prostu przeczytam. Szkoda że nie można zamówić sobie snów. Może we śnie gdyby tylko mi się przyśniła porozmawiałabym z nią. Bardzo mi tego brak. Tej rozmowy z nią.... Moja mama idealna nie była ale któż jest idealny. Ja też nie jestem idealną matką choć staram się nią być. Też mam chwile słabości. Nie raz siedzę wieczorem i łzy same cisną mi się do oczu. Jak już wspomniałam najbardziej boli mnie to że ludzie bardzo lubią oceniać drugiego człowieka choć nic o nim tak na prawdę nie wiedzą. Patrzą się na mnie, nie raz słyszałam szepty "patrz co ona ma na rękach, pewnie jakaś chora, i ona ma dziecko? Takim to się powinno dzieci zabierać..." Ale ja nie jestem złym człowiekiem. Ja po prostu bardzo cierpiałam i nikt nie potrafił mi pomóc....
Niestety niektórych ludzi nie zmienisz. Co tu dużo mówić są po prostu odporni na zmiany. Opiniami innych się nie przejmuj, postępuj w zgodzie z własnym sumieniem i zasadami moralnymi. Mnie również bardzo boli i martwi, tak łatwe ocenianie innych. Częstokroć jest to ze wszech miar krzywdzące. Trzymaj się ciepło i pozytywnie!
Jak już wspomniałam najbardziej boli mnie to że ludzie bardzo lubią oceniać drugiego człowieka choć nic o nim tak na prawdę nie wiedzą.
Beatko kochana, martwić i smucić to Ty się możesz, jak mąż ma kłopot, albo dziecko gorączkę. Co Cię obchodzą głupkowate komentarze przypadkowych, sfrustrowanych człowieczków (normalni ludzie nie zachowują się w ten sposób), których i tak nigdy więcej już nie spotkasz? Tacy zawsze będą dogadywać: a to za gruba jesteś, a to za chuda, a to nieprzyzwoicie się ubierasz, a to dziecko przegrzewasz, a to wózek masz drogi, pewnie się prostytuujesz... ![]()
39 2014-04-13 12:15:12 Ostatnio edytowany przez Marietta54 (2014-04-13 12:24:12)
Z tak zle postępującą córką to aż strach prowadzić dyskusję .Chciałabyś aby ci współczuć ....Czego???? Braku zaangażowania w chorobę matki????/ To ty zamilcz .....
Dużo osób podobnie do mnie myśli tylko nie wypowiada sie bo szkoda im słów
W/g Ciebie, leżącemu trzeba jeszcze dokopać . Dobrze , że Ty najwidoczniej nie masz czego w życiu żałować . I wiesz , co inni myślą . Bardzo nieeeee ładnie !!!!!!!!! Beatko bardzo Ci WSPÓŁCZUJE . Nie obwiniaj się , przecież Byłaś jeszcze dzieckiem . Nie zawsze mamy wpływ na nasze źycie .
Beatko, jesteś bardzo dzielną, a jednocześnie bardzo wrażliwą osobą. Zostałaś skrzywdzona w dzieciństwie, przeżyłaś sporo nieszczęść, ale pozbierałaś się, starasz się stworzyć ba - już stworzyłaś! własną fajną rodzinę. Wyniosłaś nieco negatywny obraz własnej osoby z dzieciństwa, bo warunki do ugruntowania takiego właśnie obrazu Ci stworzono. A Ty nie pozwoliłaś, żeby Cię złamano, jesteś bardzo, bardzo dzielna i silna! Pamiętaj o tym, że Eleanor Roosevelt powiedziała kiedyś, że nikt z chodzących po tej ziemi "nie może wywołać w Tobie poczucia niższości bez Twojej zgody" i tego się trzymaj. Nie przejmuj się proszę uwagami osoby, która - nie potrafiąc wykazać odrobiny empatii, nie potrafiąc powstrzymać się od oceniania innych ludzi - tak naprawdę krzywdzi samą siebie. Widzę Beatko, że też jesteś ze Śląska, tak jak ja, jeśli masz ochotę pisz do mnie na maila
Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymam kciuki, dasz radę ![]()
Czytałam całą opowieść .Co z was za rodzina ...Zostawiliście matkę chorą .Najlepiej było sie z nią rozwiesc ,Odejść od problemu ....... No a ty Beatko...sumienie będzie cię gryzło do końca życia .Jak mogłaś tak postąpić TY TWÓJ ojciec ...To wy jesteście rodziną patologiczną...... Tak to wy żle postąpiliście zostawiając matkę alkoholiczkę samą sobie .Zamiast jej pomóc odeszliście .I w godzinie śmierci zostawiliście ją samą ........ O Boże co z was za ludzie .....zimne stwory .Beatko będziesz ten dzień pamiętała i będziesz miała wyrzuty do końca życia ...To ci nie minie .
Nie współczuje ci bo nie ma czego tego oziebłego charakteru ..... tej znieczulilcy ...... Kto cie tak chował???????? Zimna i bez uczuć kobieta i cała rodzinka
Marion, to co piszesz jest okrutne. Jak możesz tak oceniać kogoś i jego przeżycia. Czy wiesz coś na temat alkoholizmu? Podejrzewam, że nic. Twoje słowa są pełne nienawiści i zła. To co robisz jest nieetyczne. Wypowiadać może się na taki temat osoba, która czegoś takiego doświadczyła lub jest fachowcem zajmującym się tego typu problematyką. Jak łatwo komuś dołożyć. Przypuszczam, że intencją Beatki była chęć opowiedzenia o swoich traumatycznych przeżyciach, szukanie wsparcia, uporanie się z przeszłością, która złym cieniem kładzie się na jej obecnym życiu. Pomyśl zanim znowu wypowiesz się w sposób nieprzemyślany.
Beatko, jesteś wspaniałą, dzielną kobietą. Zamknij przeszłość. Żyj tym co tu i teraz. Troszcz się o siebie, męża, dziecko. Nie zmienisz przeszłości, to nie Twoja wina, że mama tak postępowała. Zasługujesz na wszystko co najlepsze.
Nie rozpamiętuj tego co było. Wiem jakie to trudne, jeśli nie uporasz się z tym sama, to wybierz się na terapię. Twoje dziecko zasługuje na to, żeby mieć kochającą i radosną mamę.
43 2014-04-14 09:48:02 Ostatnio edytowany przez beatka87 (2014-04-14 09:54:33)
Jak czasem komuś opowiedziałam co przeszłam w życiu to dużo osób mówiło że podziwia mnie za to że jeszcze potrafię się uśmiechać, pokochać i w ogóle żyć. Ja zawsze odpowiadałam że niektórzy mają o wiele gorzej ode mnie. Że nie jestem sama która cierpi. Każdy z nas ma jakiś przykry bagaż doświadczeń który czasem trzeba rozpakować-czyli po prostu się wygadać. I to na prawdę pomaga! Czasem lepiej jest się wygadać tak po prostu. Oj gdybym wam wszystko opowiedziała bo to jeszcze nie jest wszystko. W pewnej części dotyczy to również mojej mamy... Nie wiem czy mogę w tym temacie. Ale po co zaśmiecać i zakładać inny.
W tym całym czasie kiedy to wszystko się stało z moją mamą byłam w związku. Jak już wcześniej wspomniałam facet był dosłownie katem. po roku bycia razem zmienił się tak, że cały czas zastanawiałam się czy to wszystko ma sens. Był starszy ode mnie o 4 lata ale to mi w zupełności nie przeszkadzało. Problem stał się wtedy kiedy aż głupio mi się przyznać zaczęłam po prostu brać narkotyki. Nie brałam jakoś nałogowo. Mój wtedy obecny facet zaczął się powoli uzależniać. Ile ja płakałam, ile ja prosiłam aby przestał. Kiedyś po prostu mnie uderzył. Dlaczego wtedy nie odeszłam zapytacie pewnie... Bo w tamtych chwilach na prawdę nikogo nie miałam... a on później bardzo tego żałował... Byłam z nim w sumie 2,5 roku postanowiłam coś z tym zrobić po rozmowie z kolegą który stwierdził że jak nie teraz to mnie w końcu zabije. Mój chłopak znał każdy mój czuły punkt. Dosłownie każdy! Groził mi że jak z nim zerwę to powie wszystko mojemu tacie czyli to że brałam. A wiem że to by go zabiło... chciałam zakończyć ten związek po tym jak kilka razy miałam siniaki pod oczami, złamany nos i raz rękę (tak śmieszne ale nikt nie zauważył siniaków ale po prostu skutecznie je maskowałam) W końcu przeszedł samego siebie. Kilka dni po śmierci mamy powiedziałam dość po tym jak mnie zwyzywał że płaczę za nią. On nie chciał tego przyjąć do wiadomości. Byliśmy sami w domu i może tu popełniłam błąd. Powiedziałam że nie chcę z nim już być, że mam dość tego jak mnie traktuje... Zaczął mną szarpać ja uciekłam do łazienki ale nie zdążyłam się zamknąć... Zaatakował mnie po tym jak wziął nóż do ręki, zamachnął się i powiedział że albo jestem jego albo niczyja... Co dalej.. Pamiętam tylko jak ocknęłam się. On płakał... Nic mi nie zrobił... Po prostu zemdlałam. Ze stoickim spokojem powiedziałam żeby wyszedł wiedząc że nie mam już nic do stracenia. Jak będzie chciał mnie zabić i tak to zrobi... O dziwo wyszedł... Nie pamiętam co zrobiłam pamiętam tylko tyle że odetchnęłam z ulgą. Chciał jeszcze do mnie normalnie przychodzić pajac jeden miał nadzieję że dalej jesteśmy razem. taaaa... jasne... Ponoć po tym wszystkim ćpał na potęgę, był nawet w więzieniu za narkotyki. Z informacji które co jakiś czas do mnie dochodzą to obecną dziewczynę również bije... Wiem że już za późno żeby coś z tym zrobić i strasznie żałuję że nie zgłosiłam tego na policję. Przez pewien czas bałam się wychodzić z domu, bałam się mężczyzn. Teraz jak widzę agresję w mężczyźnie po prostu odchodzę choć mam ochotę uciec... Wiem wiem opowieść jak z jakiejś telenoweli ale tak. To szczera prawda. Nie chciałam o tym mówić wcześniej ale jesteście dobrymi doradcami, pocieszycielkami... Może i w tej kwestii coś mi doradzicie... Do tej pory śni mi się to po nocach, nie raz wstaje zapłakana, nie raz po prostu się zawieszam... Ale jestem z siebie dumna że w końcu coś z tym zrobiłam...
44 2014-04-14 09:50:29 Ostatnio edytowany przez beatka87 (2014-04-14 09:52:01)
Przepraszam za błędy ewentualnie. I za ten post bo zamiast edytuj dałam cytuj.
Beatko musisz bardzo zwracać uwagę na to z kim się wiążesz. Osoby po takich przejściach mają skłonność do wiązania się z niewłaściwymi osobami. U Ciebie już to nastąpiło. Bądż bardzo ostrożna w zawieraniu znajomości.
Na początku bałam się mężczyzn. W końcu zrozumiałam że nie wszyscy tacy są.
Beatko, przeczytałam Twoja historię i ogromnie mnie wzruszyła. Moja rodzina jest wspaniała, ale też popełniała błędy dlatego trochę rozumiem co czujesz. Zarówno jesli chodzi o obarczanie dziecka zbyt dużą odpowiedzialnością za rodzica jak i żal, że było się niedobrym dla bliskiego który odszedł i nie można tego naprawić (w moim przypadku babcia).
Napisałaś w międzyczasie, że chciałabyś uniknąć spotkania z psychologiem. Powiem Ci coś: ja też długo próbowałam. Bagatelizowałam moje problemy, uważałam, że są głupie i nikt z takimi po wsparcie nie chodzi. Przez to męczyłam się kilka lat zanim doprowadziłam się do takiego smutku i paraliżu życiowego (na szczęście nie była to depresja), że kiedyś z zapłakaną twarzą napisałam maila, umówiłam się na spotkanie i poszłam do psycholożki. Kobieta pomogła mi niesamowicie! Byłam tylko na 4 spotkaniach, ale rozwiązały one w moim zyciu bardzo wiele! Nie był to duży wydatek - ok. 100 PLN za spotkanie. Psycholożka działała w nurcie terpii skoncentrowanej na rozwiązaniach, co bardzo mi odpowiadało, bo jestem "kobietą czynu". Od razu mogłam coś zadziałać! Moja rada od serca: jeśli czujesz, że takie spotkanie może Ci pomóc - nie zwlekaj, bo szkoda cennego czasu
Trzymam kciuki za Twoje szczęście! ![]()
Witam czytałam wszystkie wypowiedzi i..... Uważam iż Marion ma trochę racji choć może zbyt ostro to wyraziła
Każdy człowiek ma inne spojrzenie na pewne sprawy .Ludzie zawsze żałują po czasie .
Myślę że na tym czy innym forum każdy powinien wypowiedzieć sie na dany temat nie obrażając nikogo .
Dzięki temu powstają dyskusje,wyciągamy wnioski ....
A tu ta Marion została zablokowana...Bo co ma inne spojrzenie na pewne sprawy .
Aż strach na tym forum wypowiadać sie.
Bo jak żle coś powiem to....zablokują ...
Witam czytałam wszystkie wypowiedzi i..... Uważam iż Marion ma trochę racji choć może zbyt ostro to wyraziła
Każdy człowiek ma inne spojrzenie na pewne sprawy .Ludzie zawsze żałują po czasie .Myślę że na tym czy innym forum każdy powinien wypowiedzieć sie na dany temat nie obrażając nikogo .
Dzięki temu powstają dyskusje,wyciągamy wnioski ....
A tu ta Marion została zablokowana...Bo co ma inne spojrzenie na pewne sprawy .
Primo mym prywatnym zdaniem całkowicie nie ma racji. Secundo obraziła Autorkę tematu. Tertio wykazała się brakiem wrażliwości i empatii. Quatro "zasłużyła" na otrzymanie bana.
Kochanie głównie chodziło o to że zamiast wesprzeć, pomóc to zmieszała mnie z błotem. Napisałam tu by szukać pomocy a nie potępienia które od niej otrzymałam. Chciałam oczyścić się duchowo a ona po prostu mnie poniżyła i obraziła moją rodzinę...
Nie współczuje ci bo nie ma czego tego oziebłego charakteru ..... tej znieczulilcy ...... Kto cie tak chował???????? Zimna i bez uczuć kobieta i cała rodzinka
Na samym końcu Marion sama sobie odpowiadasz na swoje durne pytanie. Kto cie tak chował. Ta wspaniała matka która zawsze przy niej była i pokazywała co to matczyna miłość.
Widać ze nie masz pojęcia o czym piszesz a wypowiadasz się jak byś wszystkie rozumy pozjadała. !!!
Beato, dobrze, że trafiłaś na to forum i korzystasz z okazji, żeby się wypowiedzieć, wyrzucić z siebie trudne emocje i bolesne myśli. To na pewno pomaga i stanowi krok ku poradzeniu sobie z przeszłością. A dlaczego musisz sobie z nią poradzić? Popatrz... Tego co było już nie zmienisz - choćbyś nie wiem jak chciała, czasu nie cofniesz. Zresztą, może nie dałoby się zrobić zupełnie nic? Prawdopodobnie więcej osób miałoby zniszczone życie... Serio, prawdą jest, że jeśli ktoś nie chce pomocy to mu nie można pomóc. Jeśli o nią nie prosi, jeśli nie umie z niej skorzystać....
Ale nieważne, to już było.
A zatem przeszłości nie zmienisz. Możesz za to kształtować swoje TERAZ i tym samym PRZYSZŁOŚĆ - swoją i innych związanych z Tobą osób. Przede wszystkim pamiętaj, że Twoje dziecko potrzebuje Ciebie i stabilnych emocji - pierwszych 5-6 lat życia dziecka decyduje w dużym stopniu o tym, jakie będą jego późniejsze relacje z innymi ludźmi. Masz na to wpływ, masz nad tym kontrolę. Możesz "wyposażyć" swoje dziecko w najlepsze umiejętności aby było szczęśliwym człowiekiem. Możesz to zrobić przede wszystkim godząc się z przeszłością i akceptując siebie - ze wszystkimi tymi trudnymi wspomnieniami. Na podstawie Twoich wpisów widzę, że masz w sobie niezwykłą siłę i dasz radę.
A co do oceniania przez innych ludzi -jako ludzie tak już mamy, że czasem osądzamy, choć nie powinniśmy lub wręcz nie mamy prawa. Nie przejmuj się tym, bo popatrz, większość tych, którzy oceniają nas zupełnie nas nie znając to przecież ludzie, którzy przechodzą gdzieś obok i nic nas z nimi nie łączy. Więc dlaczego się przejmować ich osądami?
Bądź dobrym człowiekiem, a przynajmniej staraj się. Będzie dobrze, z czasem coraz lepiej. Powodzenia!!!
To na pewno... wiem że muszę być silna, wiem że muszę dbać o ciepło rodzinne. Ciężko jest mi się pogodzić z niektórymi faktami ale jaki mam inny wybór... Chcę wychować moje dziecko na dobrego, kochającego i pozytywnego człowieka. Bardzo wspiera mnie w tym mój mąż. Słysząc słowo "mama" z ust mojego dziecka czuję się jak we śnie z którego nie chcę się budzić. Czuję się wspaniale. Wiem że muszę zrobić wszystko by moje dziecko było szczęśliwe. Może kiedyś jak już nadejdzie czas pożegnania się z tym światem to właśnie ON moje dziecko podziękuje mi że byłam dla niego dobrą matką. Może jak już znajdę się po drugiej stronie będzie mi dane po prostu ją zobaczyć. Nie w jakimś cieniu z przeszłości. Wiem że moja mama mnie kochała. Czuję to...
To na pewno... wiem że muszę być silna, wiem że muszę dbać o ciepło rodzinne. Ciężko jest mi się pogodzić z niektórymi faktami ale jaki mam inny wybór... Chcę wychować moje dziecko na dobrego, kochającego i pozytywnego człowieka. Bardzo wspiera mnie w tym mój mąż. Słysząc słowo "mama" z ust mojego dziecka czuję się jak we śnie z którego nie chcę się budzić. Czuję się wspaniale. Wiem że muszę zrobić wszystko by moje dziecko było szczęśliwe. Może kiedyś jak już nadejdzie czas pożegnania się z tym światem to właśnie ON moje dziecko podziękuje mi że byłam dla niego dobrą matką. Może jak już znajdę się po drugiej stronie będzie mi dane po prostu ją zobaczyć. Nie w jakimś cieniu z przeszłości. Wiem że moja mama mnie kochała. Czuję to...
Nie jestem osobą "przykładnie" wierzącą, ale wiem i wierzę, że jest coś takiego jak nieustanny obieg energii - miłość także jest energią. Twoja Mama na pewno Cię kochała i na pewno w jakiś sposób JEST przy Tobie i wie to wszystko, o czym tu piszesz. To czym jesteśmy, co czujemy, nie znika tak po prostu.
Nie jestem osobą "przykładnie" wierzącą, ale wiem i wierzę, że jest coś takiego jak nieustanny obieg energii - miłość także jest energią. Twoja Mama na pewno Cię kochała i na pewno w jakiś sposób JEST przy Tobie i wie to wszystko, o czym tu piszesz. To czym jesteśmy, co czujemy, nie znika tak po prostu.
Jestem dokładnie tego samego zdania
57 2014-04-23 23:25:58 Ostatnio edytowany przez dobraBaba (2014-04-23 23:29:54)
Witaj Beatka ![]()
Dużo złego wydarzyło się w Twoim życiu, czy winna jest temu Twoja mama? Była chorą osobą, alkohol zrobił z jej psychiki błoto.
Bardzo współczuję ludziom którzy są lub byli współuzależnieni. W mojej bliskiej rodzinie nie było tego problemu ale miałam znajomego który długo ukrywał swoje skłonności do alkoholu. Gdy pił stawał się inną osobą, totalnie nieodpowiedzialną, kłamał, kombinował. Gdy wytrzeźwiał,do rany przyłóż. Jak Dr.Jekyll and Mr.Hyde. Chciałam mu jakoś pomóc ale nie dałam rady. Nie mogłam na niego patrzeć gdy człapał po ulicy zarośnięty i śmierdzący wódą, proszący o parę groszy choćby na piwo. Wszyscy znajomi i przyjaciele przychodzili mu z pomocą ale on to zaczął wykorzystywać. Został sam. Słyszałam że podjął leczenie, mam nadzieję że mu się uda.
Twoja mama też została sama, mimo że miała rodzinę. Wpadła w pułapkę i nikt jej nie mógł pomóc bo tego nie chciała (nie mogła chcieć). Gdy czytałam jak reagowałaś na jej postępowanie, wcale mnie to nie zdziwiło. Byłaś nastolatką chciałaś cieszyć się życiem jak Twoi rówieśnicy a tu takie brzemię, taki wstyd. Myślę że nawet chwilami nienawidziłaś ją za to co Ci robi. Nie rozumiem tylko dlaczego nie miałaś wsparcia u ojca. Przecież w takiej sytuacji powinien Ciebie chronić. Czy w szkole nikt nie wiedział o Twoich problemach? Zostałaś sama sobie z problemami których nie mogłaś ogarnąć, stąd frustracja i niechęć. Wierzę Ci że nie potrafiłaś tak normalnie współczuć osobie która świadomie lub nie zadawała ból,myślę że gdyby była obcą osobą nie bolałby tak mocno.
Twoja mama odeszła przedwcześnie, można powiedzieć że po części na własne życzenie. Bywa że umierający człowiek chciałby odejść w spokoju sumienia, próbuje wybaczyć i prosi o wybaczenie. Czasem mu się to udaje, gorzej jeśli nie. Takie niedokończone, niedopowiedziane sytuacje ciążą niemiłosiernie. Trudno się z nich otrząsnąć. Piszesz że minęło dziesięć lat a Ty nadal nosisz ten ciężar.
Kilka osób radziło jak możesz starać się sobie pomóc, dobrym pomysłem jest pisanie listów ja bym dodała jeszcze abyś spróbowała dla równowagi przypomnieć sobie choć kilka sekund tych pozytywnych, gdy było ci z mamą dobrze. Przypomnij sobie jej uśmiech. Pomyśl że teraz jest już tylko taka, pogodna i dumna ze swojej córki i wnuka.
Życzę Ci abyś była mądrze kochającą i niezawodną mamą. Myśl o tym co dobrego spotka Twoją rodzinę w przyszłości a to co było staraj się zostawić hen daleko za sobą.