Witajcie, to mój pierwszy post, przypuszczam, że będzie długi. Nie mam obiektywnej osoby, z którą mogłabym porozmawiać, nie wiem jak nazwać to, co czuję.
Byłam z moim byłym chłopakiem przez 8 lat razem. W zasadzie przez ten czas nie mieliśmy żadnych większych awantur. Razem stanowiliśmy dobrany zespół. Jedyne problemy, które mieliśmy to jego kłamstwa - z podbieraniem mi drobnych pieniędzy, z tym, że palił papierosy, poszedł na piwo z kolegami. Ale z drugiej strony ja też byłam temu winna, bo nie pozwalałam mu na wyjścia jedynie z kumplami i ja odpowiadałam za finanse (planowałam wydatki itp.). Więc z perspektywy czasu widzę swoje wielkie błędy, które popełniałam.
Wiem, że on zrobiłby dla mnie wszystko, wspierał mnie w moich decyzjach, pomagał jak tylko potrafił. Mieliśmy wspólne pasje, razem podróżowaliśmy, kochaliśmy się i było cudownie.
Ja miałam problem, właściwie to nadal mam. Nie stanowi to dla mnie problemu, ale dla partnera. Mianowicie - nie potrzebuję seksu, nigdy nie czuję pożądania, seks mógłby dla mnie nie istnieć. Jest smutną koniecznością. Zawsze unikałam tego jak mogłam.
Przyszedł taki czas, że oboje straciliśmy pracę i mój były musiał wyjechać do Niemiec do pracy. Ja zostałam w kraju. Początkowo rozmawialiśmy ze sobą codziennie, później on coraz częściej nie miał dla mnie czasu. Czułam się opuszczona, potrzebowałam z nim porozmawiać.
Po jakimś czasie w końcu przyznał mi się, że mnie kilkukrotnie zdradził z jakąś dziewczyną i że chyba będą teraz razem. To był największy szok w moim życiu, nigdy bym się tego po nim nie spodziewała. Postanowiliśmy jednak utrzymać kontakt, bo mieliśmy wspólne niezałatwione sprawy. On był w związku z tą dziewczyną, ona dawała mu pewnie to, czego ja nie chciałam - seks - i chyba mogę to rozumieć.
Musieliśmy sprzedać wspólne mieszkanie, bo żadne z nas nie chciało w nim już mieszkać. Tego co czułam, gdy zabierałam wszystkie rzeczy nie da się opisać. Tak potworny przeszywający ból, nie byłam w stanie się spakować, bo co chwilę wracały wspomnienia (jak razem coś urządzaliśmy, wybieraliśmy wspólnie do mieszkania) i popadałam w rozpacz. Tyle lat związku, tyle wspólnych wspomnień, marzeń... A teraz pustka, nic nie warte wszystko na śmietnik.
Po jakimś czasie wplątałam się w krótki związek z facetem, ale rozpadł się bezboleśnie i dla mnie i dla niego.
W końcu i ja musiałam wyjechać za granicę. W tym czasie mojego byłego rzuciła ta dziewczyna. Zaczął do mnie dzwonić i mówić jak to wszystko zepsuł, jak żałuje, że mnie skrzywdził, że teraz to zrozumiał. Ciągle mnie kocha i żadna dziewczyna nie może być taka jak ja, że zrobiłby wszystko, aby cofnąć czas. Chciał, abym mu wybaczyła i wróciła do niego, ale dla mnie to nie było takie proste. Minęły wtedy cztery miesiące od naszego rozstania i uczyłam się żyć bez niego, nie mogłam też zapomnieć tego co zrobił. W końcu poznałam też kogoś. Z moim obecnym chłopakiem początkowo tylko imprezowałam, nie miałam ochoty na żadne związki. Ale on się we mnie zakochał, więc zgodziłam się z nim być, chyba z wygody. Myślałam, że da się tak żyć - ok, nie kocham go, nie pożądam, ale jest w porządku i się dogadujemy to może z czasem to wystarczy. To dobry człowiek, wiem, że gdybym go zostawiła to bardzo by cierpiał. Niestety go nie kocham i mimo wszystko nie jestem szczęśliwa.
Porównuję go z moim byłym i niestety wypada gorzej - jej zazdrosny, nieco skąpy, władczy i głupi przykład, ale nawet nie dał mi kwiatka na dzień kobiet, tylko rzucił, wszystkiego najlepszego, gdy zaglądał do lodówki.
O moim byłym myślę od dawna, strasznie za nim tęsknię i nie wiem co robić. Dzisiejszy dzień coś we mnie przełamał, że zdecydowałam się tu napisać, właściwie nie wiem czego oczekując. Myślę, że byłabym w stanie wrócić do mojego byłego i być z nim, ale na pewno nie mogłabym z nim uprawiać seksu. Czy to ma sens? Pewnie głupie pytanie.
Może któraś z was ma podobną historię za sobą, albo rozumie to, co ja czuję.
Proszę pomóżcie, co robić, bo nie jestem teraz szczęśliwa ![]()