Nie wiem czy we właściwym rozdziale zamieściłam ten wątek. W każdym bądź razie chciałabym prosić o radę. Otóż od października studiuję na 1 roku na ASP. Studia tam są zupełnie inne niż takie pospolite jak np. na uniwersytecie czy politechnice. Panuje tam miła, kameralna atmosfera itp. Plan zajęć tez nie jest jakoś napięty, w zasadzie przypomina to warunki typowo szkolne, powiedzmy licealne. Ale do rzeczy. Mieszkam sama, moi rodzice utrzymują mnie, mieszkam daleko od nich. Uczę się dobrze, ale czuję się trochę samotna. Od dawna myślę nad kupnem psa - szczeniaka. Oczywiście to nie żadna mrzonka, myślałam nad tym bardzo długo. Jestem odpowiedzialna, miałam kiedyś królika, który żył u mojego boku przez ponad 8 lat, ale wiem że królik to nie to samo
Problem w tym, że nie wiem jak by to wszystko wyglądało. Mieszkam sama w małym mieszkanku w kamienicy, mam dwa kroki na uczelnię i w zasadzie mogłabym mieć psa. Ale co, gdy będę musiała wychodzić na zajęcia? Co wtedy z psem? Nie chciałabym żeby siedział sam w domu i nie daj Boże posmutniał z braku mojej obecności. Co prawda najdłużej nie ma mnie przez 4 godziny w ciągu dnia, zawsze są jakieś przerwy w między czasie albo w ogóle koniec zajęć, więc teoretycznie miałabym dla niego czas. Nie wiem jednak co na to właściciel mieszkania. Taki pies czasem może narobić drobnych szkód, tym bardziej gdy byłby sam w domu. Z jednej strony bardzo chciałabym mieć takiego psiego towarzysza, z którym mogłabym wychodzić na długie spacery, bawić się z nim, podróżować i cieszyć, a z drugiej strony nie wiem czy mam na to wystarczające warunki. Czy ktoś z Was był w takiej sytuacji będąc na studiach? Proszę, doradźcie mi coś.
Po pierwsze, musisz się dowiedzieć, czy właściciel mieszkania w ogóle pozwoli na zwierzę. Często nie pozwalają, a lepiej o zakazie dowiedzieć się teraz, niż jak już będziesz miała psa, którego będziesz musiała wydać obcym, bo właściciel się nie zgadza.
Po drugie- szczeniak powinien mieć na początku bardzo dużo uwagi. Przez pierwsze dni z tobą, nie powinien w ogóle zostawać sam w domu- wszystko będzie dla niego nowe, jak zostanie sam, to będzie myślał, że jest porzucony, zapłacze się, zasika wszystko, będzie piszczał i skomlał. Moja kuzynka wzięła kilka dni urlopu kiedy kupiła szczenię- i okazało się, że to było niezbędne, bo piesek nawet jak obudził się w nocy i zobaczył, że kuzynki nie ma (spała w innym pokoju) to piszczał i płakał tak długo, aż się obudziła. Ze szczeniętami jest jak z małymi dziećmi, potrzebują dużo uwagi. I tak, pies narobi szkód z pewnością. Bo przecież nikt go jeszcze nie nauczył co można, a czego nie.
Po trzecie- jeśli nie możesz zapewnić mu dużo uwagi, to nie bierz psa. Maluch musi mieć dużo uwagi, trzeba go nauczyć masy rzeczy- jeśli się tego nie zrobi i się go zaniedba (pod względem wychowawczym) to wszystko odbije się na jego dorosłym życiu. Psa trzeba nauczyć gdzie może sikać, gdzie nie, co może gryźć, co nie, jak ma reagować na obcych, a jak nie i tak dalej. A to wymaga kupę czasu. Szczeniaka przed szczepieniami nie można wyprowadzać na dwór (przynajmniej moja kuzynka miała absolutny zakaz), więc znowu maluch siedzi ciągle w domu, sika i kupa wszędzie wkoło- a nie chciałabyś wrócić po kilku godzinach z uczelni i odkryć kilka kupek przy zamkniętym oknie). Później znów- pies potrzebuje ruchu, więc musisz poświęcać czas na długie spacery (zależnie od rasy)
Po czwarte- pieniądze. Wbrew pozorom utrzymanie psa nie jest takie tanie, szczególnie początki (szczepienia itd.). Musisz się zastanowić, czy będzie cię stać na to wszystko.
Jeśli któregoś warunku nie spełniasz, to daj sobie spokój. Możesz zdecydować się na mniej wymagające zwierzę- chomik, królik, świnka itd. Pies to nie zabawka i decyzja o adopcji powinna być dobrze przemyślana, to nie może być kaprys.
Nie wiem czy we właściwym rozdziale zamieściłam ten wątek. W każdym bądź razie chciałabym prosić o radę. Otóż od października studiuję na 1 roku na ASP. Studia tam są zupełnie inne niż takie pospolite jak np. na uniwersytecie czy politechnice. Panuje tam miła, kameralna atmosfera itp. Plan zajęć tez nie jest jakoś napięty, w zasadzie przypomina to warunki typowo szkolne, powiedzmy licealne. Ale do rzeczy. Mieszkam sama, moi rodzice utrzymują mnie, mieszkam daleko od nich. Uczę się dobrze, ale czuję się trochę samotna. Od dawna myślę nad kupnem psa - szczeniaka. Oczywiście to nie żadna mrzonka, myślałam nad tym bardzo długo. Jestem odpowiedzialna, miałam kiedyś królika, który żył u mojego boku przez ponad 8 lat, ale wiem że królik to nie to samo
Problem w tym, że nie wiem jak by to wszystko wyglądało. Mieszkam sama w małym mieszkanku w kamienicy, mam dwa kroki na uczelnię i w zasadzie mogłabym mieć psa. Ale co, gdy będę musiała wychodzić na zajęcia? Co wtedy z psem? Nie chciałabym żeby siedział sam w domu i nie daj Boże posmutniał z braku mojej obecności. Co prawda najdłużej nie ma mnie przez 4 godziny w ciągu dnia, zawsze są jakieś przerwy w między czasie albo w ogóle koniec zajęć, więc teoretycznie miałabym dla niego czas. Nie wiem jednak co na to właściciel mieszkania. Taki pies czasem może narobić drobnych szkód, tym bardziej gdy byłby sam w domu. Z jednej strony bardzo chciałabym mieć takiego psiego towarzysza, z którym mogłabym wychodzić na długie spacery, bawić się z nim, podróżować i cieszyć, a z drugiej strony nie wiem czy mam na to wystarczające warunki. Czy ktoś z Was był w takiej sytuacji będąc na studiach? Proszę, doradźcie mi coś.
Kot? Rybki?
Powinnaś bezwzględnie uszanować zdanie właściciela mieszkania. Pies potrafi narobić szkód i hałasować pod twoją nieobecność. Wychowywanie go może być problemem jeśli będziesz go traktować jak przytulankę.
Rybki są fajne, niektóre pielęgnice mają fajne zachowania i są łatwe w utrzymaniu.
Świnka morska może się sprawdzić w takich warunkach, jeśli właściciel mieszkania się zgodzi. Można z nią wychodzić na powietrze.
Absolutnie nie decyduj się na psa, na kota też nie. Mały piesek i kotek potrzebują całe multum uwagi.
Może królik, świnka morska? Szynszyla?
Tylko dlaczego pies ma musi być mały? A może wziąć od kogoś kto, z jakiś względów, musi oddać swojego pupila? Takiego, który nie zjada mebli, nie siusia na dywan i nie wyje całymi dniami?
Aczkolwiek osobiście również jestem zdania, że pies dla studentki to nadmiar problemów. To uwiązanie. Nie wyjedziesz bez niego nawet na 2 dni, nie możesz iść na imprezę do rana, bo sąsiedzi kota dostaną... No i do tego dochodzą pokaźne koszty utrzymania zwierzaka.
Kot jest znacznie mniej problematyczny. Spokojnie można go zostawić np. na weekend, nie trzeba wyprowadzać na spacery. Najmniej problematyczna jest faktycznie świnka morska
Moja jest nawet strasznie milusia ![]()
Królika ma moja siostra. Dramat. Pożarł jej wszystkie meble, dywan, łóżko. Obsikuje pościel. A jeśli go z klatki nie wypuści to tak nią tłucze przez całą noc, że i tak spać nie może. Więc albo słucha łomotania drutami, albo chrupania jej łóżka ![]()
Kiepski pomysł, bo raczej nie wyobrażam sobie, żebyś na każdej przerwie między zajęciami biegła do domu, do psa. Może z początku, ale potem możesz zasmakować w życiu studenckim i woleć iść ze znajomymi na piwo.
Szczeniak to najgorszy możliwy wybór, bo potrzebuje dużo uwagi, dorosły pies z kolei potrzebuje dużo ruchu, więc jeśli już to może staruszek ze schroniska, któremu wystarczy ciepły kąt i pełna miska. One też są dobrym towarzystwem, dlaczego upierasz się na szczeniaka? Co zrobisz z nim za kilka lat?
Jak zwróciła uwagę Cyniczna dobrym pomysłem jest mniejsze zwierzę, tańsze i łatwiejsze w utrzymaniu, nie powinno przeszkadzać wynajmującemu. Ale króliki i świnki morskie, a także szynszyle, to zwierzęta stadne, nie powinny być trzymane pojedynczo, bo będą nieszczęśliwe (szczególnie, że często muszą zostawać same w domu). Więc jeśli już to dwoje, ale trzeba wziąć pod uwagę, że to większy wydatek, duża klatka kosztuje 100-200 zł.
Większość zwierząt jest nieszczęśliwa jeśli nie ma kogoś "do pary".
Może spróbuj z chomikiem, one są samotnikami, ale mogą się zaprzyjaźnić z człowiekiem. Ś.p. chomik mego męża nauczył się przychodzić gdy był wołany po imieniu.
8 2014-02-23 12:23:14 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2014-02-23 12:24:15)
A ja jestem troszkę innego zdania niż poprzednicy. U mnie pies zostawał na ponad 8h w domu jak wychodziliśmy do pracy i problemu nie było.
Oczywiście zgadzam się ze zdaniem Vingi, że może niekoniecznie szczeniak, bo jemu trzeba zapewnić duuuuuuuuuuużo atrakcji. W przeciwnym razie narobi szkód. Ewentualnie szczeniak, ale musiałabyś go wziąć pod koniec roku akademickiego tak, żeby przez całe wakacje z nim być i nauczyć go podstawowych rzeczy łącznie z pozostawaniem samemu w domu.
Kolejne kwestie.
Zapytaj rodziców co o tym myślą. Czy będą chcieli Ci pomóc przy psie czy się nim zająć jak będziesz chciała pojechać np. na wakacje.
Zapytaj właściciela czy miałby coś przeciwko zwierzęciu (jakiemukolwiek)
Zastanów się, czy nie będziesz chciała imprezować nocami.
Zastanów się czy za jakiś czas nie zdecydujesz się na pracę.
Pies to niewątpliwie ogromny obowiązek i nie wystarczy przyjść po zajęciach, wyprowadzić na 10 min, a potem znowu go zostawić samego, bo Ty się np. umówiłaś z koleżankami.
Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, co zrobić ze zwierzakiem jeśli wyjedziesz na ERASMUSa lub inną wymianę.
LeeBee, ja również uważam, że psa można zostawić na 8 godzin
W przeciwnym wypadku psa mogłyby mieć wyłącznie emerytki.
Pies to jednak towarzysz na lata. Młoda osoba, jak autorka, nie ma pojęcia co będzie robiła za rok, dwa. Nie wie gdzie będzie mieszkała, nie wie czy jej się jakiś wyjazd wielomiesięczny nie zamarzy, a może się zakocha a jej facet będzie straszliwym alergikiem i z psem mieszkać nie będzie mógł? Może będzie jeździć na liczne delegacje z pracy, a może będzie pracowała 14 godz/dobę? No nie wiadomo. Więc piesek, obecnie upragniony towarzysz, wkrótce może się stać wielkim balastem. I tylko dlatego jestem przeciwna temu pomysłowi.
11 2014-02-23 17:26:37 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-02-23 17:36:48)
Autorka pytania mówi że nie ma jej góra 4 godziny. A wszyscy piszą że to za długo. No bez jaj, co to są 4 godziny? Gdyby takim kryterium się kierować to psa nie miałby nikt, bo każdego czasem nie ma w domu. Pies jest drogi? Bez przesady jedno szczepienie 40 zł, w sumie trzeba zrobić 3 szczepienia (niektórzy hodowcy sami szczepią pieski i pies ma już przynajmniej jedno, a czasem nawet wszystkie za sobą), wyżywienie niedużego psa dobrą karmą to koszt około 130 zł za około 3 miesiące (ja kupiłam 18 kilo dobrej karmy za kwotę 130 zł na allegro). Ale warto mieć odłożone trochę pieniędzy na tzw. wetowe, na wypadek choroby, moja psina np. rozgryzła sobie język po szczepieniu, zdarzają się różne wypadki mniej lub bardziej poważne.
Jeżeli właściciel mieszkania wyrazi zgodę to ja nie widzę problemu, możesz też kupić czy przygarnąć podrośniętego psa jeśli boisz się szkód, każdy pies też jest inny, mój szczeniak niczego nie zniszczył, jak ząbkowała niczego nie pogryzła, ale są i takie które poćwiartują wszystko co napatoczy im się pod gębę
.
I jeszcze kwestia a co będzie za rok, dwa, trzy. Z takim podejściem to w ogóle nic nie róbmy, nie zakładajmy rodziny, nie miejmy dzieci, bo za rok będziemy bezrobotni, albo wyjedziemy, równie dobrze za rok może kogoś rozjechać ciężarówka.
I jeszcze kwestia a co będzie za rok, dwa, trzy. Z takim podejściem to w ogóle nic nie róbmy, nie zakładajmy rodziny, nie miejmy dzieci, bo za rok będziemy bezrobotni, albo wyjedziemy, równie dobrze za rok może kogoś rozjechać ciężarówka.
Jest różnica, czy ma się w miarę ustabilizowane życie czy wszystko jest wielką niewiadomą, włącznie z tym gdzie będzie się mieszkać za pół roku. Przy wynajmie nigdy nic nie wiadomo.
A tutaj ludzie piszą wszystkie "przeciw", bo skoro dziewczyna pyta o radę widać że stara się być odpowiedzialna i lepiej niech weźmie pod uwagę wszystkie okoliczności. Jeśli nie ma kto jej się zaopiekować psem na wypadek wyjazdu to o czym tu mówić?
Przejedź się do schroniska. Tam jest pełno ofiar bezmyślnych ludzi, którzy brali zwierzęta bez zastanowienia co będzie za rok lub dwa.
Małpo, gdy byłam w Twoim wieku postanowiłam, że chcę kota. Również studia, wynajmowane mieszkanie w bloku - no ale ja chcę! Bardzo szybko zaczęłam przeklinać moje "chcenie". Nie miałam czasu kota wychować - wychował się sam - z upodobaniem skakał po wszystkim oprócz sufitu. Kwiatki na podłodze w pozycji odwrotnej niż jest dla nich zalecana to był codzienny standard. Podrapane meble, pozrzucane rzeczy z półek - mieszkanie wyglądało jak po tornado. I to wcale nie było dlatego, że kotkowi towarzystwa brakowało - kiedy byliśmy w domu skakał po meblach i firankach jeszcze radośniej.
Owszem, przesympatyczny był z niego zwierzak i bardzo go lubiłam. Ale kiedy chciałam wyjechać gdziekolwiek - musiałam prosić o pomoc przyjaciółkę, żeby przyjeżdżała kota karmić i kuwetę wymienić. Kiedy kota przygarniałam niewiele jeździłam. Potem się okazało, że częściej kota karmi przyjaciółka niż ja. Kot stał się balastem, dodatkowym problemem, o którym trzeba było pamiętać w napiętym grafiku. A to był tylko kot, spacerów nie wymagał i nie dręczył sąsiadów wyciem kiedy nikogo nie było w domu! Później zaszłam w ciążę. Musiałam kota oddać. Nie było sposobu oduczenia go od brykania, więc obawiałam się, że zrobi niemowlakowi krzywdę.
Po prostu młodzi ludzie często mają przed sobą wielką niewiadomą. W pozytywnym znaczeniu, ale istnieje duże ryzyko, że zwierzak będzie przeszkadzał. Lepiej sobie znaleźć inne lekarstwo na chwilowe poczucie samotności niż żywe zwierzę - zwłaszcza tak absorbujące jak pies.
Być może, ale nie znamy szczegółów życia autorki, równie dobrze może być osobą spokojną, domatorką, osobą bardzo odpowiedzialną która będzie wspaniałą właścicielką psa, nie wiedząc tego nie będę pisać "nie" bo każdy człowiek jest inny. Ja mam w domu kilkadziesiąt zwierząt (tak kilkadziesiąt) i dla wszystkich znajduje czas, a kiedy gdzieś jadę, pies jedzie ze mną, kot zostaje z teściową, a reszta zwierzaków (ptaszniki, skorpy) zostaje odpowiednio zabezpieczona na czas mojej nieobecności. Jeśli ktoś jest odpowiedzialny i bardzo chce to z powodzeniem da radę zająć się zwierzakiem.
Osobiście w takiej sytuacji zdecydowałabym się na kota.
Jest o wiele mniej problemowy.
Wybrałabym kocura, z reguły to lenie i przytulanki.
Łatwo można znaleźć kota kastrata z wyprawką, którego właściciele chcą oddać z jakiś tam powodów.
Oczywiście ważne jest to czy właściciel mieszkania pozwoli na zwierze, oraz musisz liczyć się z tym, że gdybyś musiała zmienić mieszkanie może być Ci ciężej znaleźć nowe, ze względu na posiadanie zwierzaka.
Osobiście w takiej sytuacji zdecydowałabym się na kota.
Jest o wiele mniej problemowy.
Wybrałabym kocura, z reguły to lenie i przytulanki.
Łatwo można znaleźć kota kastrata z wyprawką, którego właściciele chcą oddać z jakiś tam powodów.Oczywiście ważne jest to czy właściciel mieszkania pozwoli na zwierze, oraz musisz liczyć się z tym, że gdybyś musiała zmienić mieszkanie może być Ci ciężej znaleźć nowe, ze względu na posiadanie zwierzaka.
Z tym kotem niby dobry pomysł, ale nie wiadomo jaki ten kot będzie, mój kot to kastrat, jest starszy od mojego psa a robi taki bajzel i ma tak durne pomysły że się w głowie nie mieści, wiecznie pozrzucane firany, wyławianie mięsa z gotującej się zupy, a to zeżre jakieś kwiatki (40 stopni gorączki i 200 zł na leczenie, bo kotu się nudziło) ![]()
Odradzam szczeniaka. Sama teraz mam czteromiesięcznego i do głowy by mi nie przyszło zostawić go godzinami w domu, bo chyba bym domu nie poznała
Ja wzięłam nawet tydzień urlopu, żeby się zaaklimatyzował, chociaż połowa mojej pracy odbywa się z własnego stołu w jadalni, więc tym bardziej nie wyobrażam sobie bycia studentką, z gamą zajęć i odpowiedzialnością za psa, bo ucierpiałby na tym albo on albo ja.
Kup coś mniejszego i sensowniejszego. Swinka morska jest bardziej realnym projektem.
Z tym kotem niby dobry pomysł, ale nie wiadomo jaki ten kot będzie, mój kot to kastrat, jest starszy od mojego psa a robi taki bajzel i ma tak durne pomysły że się w głowie nie mieści, wiecznie pozrzucane firany, wyławianie mięsa z gotującej się zupy, a to zeżre jakieś kwiatki (40 stopni gorączki i 200 zł na leczenie, bo kotu się nudziło)
I takie osobniki się zdarzają, ale moim zdaniem spokojnie można tego uniknąć.
Kota da się wychować, jest to o wiele trudniejsza sprawa niż z psem, ale nie niewykonalna.
Trzeba niestety zacząć jak kot jest malutkim rozbrajająco słodkim kociakiem, bo raz zdobytego przywileju np. włażenia na stół) nie odda nigdy.
Ale wzięłabym pod uwagę jeszcze jedną rzecz, studia studiami, niby wolne co 4 godziny, ale kiedyś trzeba będzie iść do pracy. A pies i kot żyją długo. Nawet świnka morska kilka lat pociągnie.
Czasem dla szczeniaka tydzień urlopu i przebywania z nim to za mało.Tak zrobiłam z poprzednim psem- bokserem.Co z tego,że ponad tydzień byłam z nim w domu,pokazywałam,uczyłam.Gdy wracałam z pracy zastawałam albo zjedzoną kanapę,pozrzucane kwiaty z parapetu,pogryzione książki albo zjedzone drzwi.
Kolejnemu psu,którego kupiłam poświęciłam prawie dwa miesiące wakacji i jak do tej pory zostaje sama na pięć- siedem godzin i nic nie zniszczyła.
Są szczeniaki,które łatwo się wszędzie aklimatyzują,można zabrać je na imprezę,do restauracji,do pubu i są bardzo grzeczne- tak jak nasz obecny.A są takie,które będą cały czas szczekać,wyć lub biegać.
I co zrobisz wtedy gdy pies nie będzie spełniał Twoich oczekiwań?
20 2014-02-24 10:46:38 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-02-24 10:53:23)
No właśnie o tym piszę Gojka. Ja spędzam z psem większość dni, bo pracuję tak w sumie czasem więcej niż pół etatu w domu, a jak muszę być poza mieszkaniem, to nigdy dłużej niż trzy godziny, i tak zawsze mając wizję zjedzonej kanapy przed oczami jak wracam, tak na wszelki wypadek
Mój pies na szczęście ma spokojny temperament i zwykle do niczego nie dochodzi, ale i tak musiałam na straty spisać parę ulubionych mokasynów, kapcie, sweter, niezliczone skarpetki i całą teczkę notatek, bo jak byłam nieuważna i zostawiłam je w zasięgu, to mały od razu pomaszerował po "zakazane" jak się tylko drzwi za mną zamknęły.
Poza tym, teraz jak mam potrzebę materiałów z czytelni, to sobie nie mogę tak raz dwa polecieć tam, tylko zamawiam skanowany materiał do odebrania, co jest dobrym, jednak kosztownym rozwiązaniem. Nawet jak na twarz wieczorem padam, to i tak muszę iść na długi spacer. Podłogę myję chyba ze dwa raz dziennie albo ja albo mój facet, a odkurzacz jest ciągle w zasięgu, żeby zassać sierść, co gromadzi się na poduszkach, ubraniach i po całym samochodzie. Do pubów mogę chodzić (pies po prostu zasypia i nikogo nie zaczepia), ale jestem ograniczona do lokali, które na psy pozwalają, więc ulubione tanie moczydziury odpadają. Kiedy w tym roku pojedziemy na wakacje, musimy zapłacić za psi hotel. Koszta po prostu rosną i rosną, a ja i partner oboje pracujemy, dobrze zarabiamy i jak wspomniałam, ze względu na moją pracę, jesteśmy elastyczni w organizacji czasu.
Nie wyobrażam sobie jak studentka, z wieloma zajęciami, zdrową chęcią życia towarzyskiego i ograniczonym budżetem, jest w stanie ogarnąć szczeniaka przez parę miesięcy, a w konsekwencji, wychować dobrze psa. Jeżeli Autorka tak bardzo chce zwierzaka, to radziłabym postarać się o dorosłego osobnika rasy, która nie wymaga zbyt dużo ruchu, jest gabarytowo niewielka i nie ma tendencji do szczekania- np. buldog.
ufff ale tu komentarzy heh..
A wiec tak... Ja osobiście tez mam psa i planuje go wydac....I cos czuje,ze raczej mi się to nie uda,owszem sa chętni na moja sunie,ale jednak obawa czy będzie miała dobrze w innym domu jest wieksza :-(
Prawda jest taka,ze ci ,którzy niby moa mieć psa bo np. maja wybieg,domek,nie pracują to nie znaczy,ze sa odpowiednimi ludzmi do Tego,zeby mieć psa! Iz nigdy nie wiemy co przyniesie nam zycie! Jaki los na spotka.
Ja np. miałam dobre warunki dla psa i opieke tez,dopoki mój facet nie stracil prace i zaczal wyjezdzac za granice,a ja w ciąży i moja ciaza nie należy do lekkich :-( I pies mi przeszkadza.
Ale kto by pomyslal,ze takie cos nas spotka???????
Ja swojego psa wzielam gdy miał miesiąc,i pierwsze 2 miesiące bywala z rana do południa sama w domku. Kupilam jej pelno zabawek,zeby miała co gryz,w lozeczku gdzie spala ,zostawiałam swoje spodnie czy bluzke,zeby czula,ze niby jestem przy niej (weterynarz mi tak doradzil). I jedyny mankament co ona uszkodzila to pogryzła nogi od stolu w kuchni,akurat był stary wiec nie było tragedii,ale dostala na dupe i oduczyla się.
A tak to innch uszkodzen nie było.
Jakby patrzeć za i przeciw to zwierzęta mogli by mieć ludzie,ktorzy mieszkają z wieloma osobami.Zeby zawsze ktoś był przy nich itd.
A wiadomo,to jest nie realne!
Przewaznie single biora kotki,pieski itp.
Po prostu trzeba na spokojnie pomyslec czy chcemy psa,zeby potem go nie skrzywdzić.
Być swiadomym,ze na wakacje jechać to będzie trzeba go brac,a to jest jakas udreka :-(
22 2014-02-24 12:22:05 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-02-24 12:22:42)
Poruszyłaś ważny temat. Zwierzaka nie powinien brać ktoś, komu on może zacząć w pewnym momencie przeszkadzać. Jeśli ktoś wymienia psa na dziecko, bo uważa że nie da się pogodzić jednego z drugim, to zwierzaka brać nie powinien. NIGDY, bo zwyczajnie na niego nie zasługuje.
Być swiadomym,ze na wakacje jechać to będzie trzeba go brac,a to jest jakas udreka :-(
Wakacje z psem jako udręka? Mogą być super jeśli opiekun się dobrze zorganizuje... I jeśli nadaje się do opieki nad zwierzakiem.
BTW jak Twoje dziecko w wieku poniżej lat 3 coś przeskrobie też dostanie od Ciebie w dupę? Ma taką samą świadomość kary jak pies, bicie jest tak samo bezsensowne.
Ja np. miałam dobre warunki dla psa i opieke tez,dopoki mój facet nie stracil prace i zaczal wyjezdzac za granice,a ja w ciąży i moja ciaza nie należy do lekkich :-( I pies mi przeszkadza.
Wiesz co ja też jestem w ciąży i mam psa wymagającego uwagi, 90% opieki nad nim leży na moich barkach (mój mąż wychodzi z nim jedynie na 7 min. wieczorem), ale nigdy w życiu nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby z tego powodu pozbyć się go. Już mam nawet plan jak organizować wyjścia z psem po urodzeniu dziecka.
Przykro się czyta słowa, że pies (którego wychowałaś od małego) Ci przeszkadza....
Być swiadomym, ze na wakacje jechać to będzie trzeba go brac,a to jest jakas udreka :-(
Nie powinnaś była brać psa w ogóle, skoro dla Ciebie to istna udręka. Mam nadzieję, że chociaż postarasz mu się znaleźć dobry dom, w którym będzie miał szanse dożycia starości i nie będzie dla nikogo udręką.
Dziewczyny, ale przecież różne są sytuacje. Nie każdy pies jest taki sam. I nie każdy młody człowiek potrafi sobie wyobrazić ze szczegółami swoją przyszłość kilka lat do przodu.
Wymieniłam kota na dziecko. Czy to znaczy, że nigdy nie powinnam mieć zwierzaka? Kot był zagrożeniem dla dziecka. Musiałam ustalić priorytety.
Moi rodzice mają psa. Oaza spokoju, taki misiek do miętoszenia - moja 7-letnia córka mogłaby mu łapy pourywać i by nie warknął. Pojawił się w domu niemowlak. Pies wylądował na podwórku (na szczęście jest taka możliwość). Oaza spokoju na widok niemowlęcia dostaje małpiego rozumu. I, niestety, nikt nie będzie ryzykował starcia 40-kilogramowy alaskan kontra 4-kilogramowy noworodek po to, żeby psa oswoić z dzieckiem. Nie da się przewidzieć zachowania zwierzęcia w momencie, kiedy zachodzą zmiany. Dlatego lepiej jeśli na zwierzę decydują się osoby o w miarę ustabilizowanej sytuacji.
Rybki, rybki, rybki ![]()
vinga oczywiście, że sytuacje są różne i zwierzęta są różne. Ja też nie wiem jak mój pies będzie zachowywał gdy dziecko się pojawi. Tym bardziej, że jest psem rozpieszczonym, ale ja z góry nie zakładam, że będzie źle. Obce dzieci lubi, więc mam nadzieję, że i ze "swoim" się zaprzyjaźni.
Tak na prawdę to nie wiesz czy kot był zagrożeniem dla dziecka, bo nie mieli okazji się nawet poznać. Założyłaś, że może być i nie chciałaś ryzykować. Ja się na kotach nie znam (nie moja bajka), więc i nie wiele mogę na ich temat powiedzieć. Ale o ile kot jest mniej przewidywalny i potrafi skakać po meblach, to psa jesteśmy w stanie sprawdzić i kontrolować. Jak podany przez Ciebie przykład psa rodziców. Najpierw była interakcja a potem reakcja. W wypowiedzi Lejdiaiszy zmartwiło mnie nazwanie psa przeszkodą i udręką i brak chęci próby pogodzenia tych dwóch istot. Tylko tyle.
Ja bym oddała psa tylko i wyłącznie w sytuacji gdyby wykazywał przejawy agresji w stosunku do dziecka. Inne problemy są możliwe do rozwiązania.
Ale wracając do sensu wątku, to przykład lejdiaiszy również pokazał, że można mieć w miarę stabilne życie i coś się posypie i sytuacja nagle się zmienia, więc tak na prawdę nigdy nie wiadomo co nas w życiu czeka, więc argument przyszłościowy może nie być do końca sensowny.
Katarina- wakacje z psem mogą być udręką jeśli ktoś chce je spędzać np. wyłącznie na plaży czy jachcie.Psu nie będzie tam dobrze z pewnością.Nie będzie mu też dobrze w tłocznych i gwarnych miejscach przez cały dzień,w autokarze czy pociągu.
Mój poprzedni pies został oddany przyjaciółce.Dziecko było prawie przedszkolne,ja poszłam do pracy.Moim obowiązkiem było odwożenie dziecka przed pracą do babci.Mąż,jako,że później szedł do pracy miał obowiązek wyprowadzić psa.Po drugim razie gdy wracałam do domu wieczorem a pies nie wyprowadzony przez cały dzień,męczył się i zapaskudził pól domu porozmawiałam z mężem i zaczęłam szukać kogoś kto zająłby się psem lepiej niż my.
Nie uważam,że nie powinnam mieć psa w ogóle.Mądrzejsze było oddanie psa ludziom,którzy są codziennie w domu i mają czas dla psa niż trzymanie go u nas podczas gdy mój mąż nie był w stanie wstać nieco wcześniej i wyprowadzić go.
Naszego psa zabieraliśmy wszędzie, ale nie mogłam znieść tego,że ktoś kto psa mi podarował,kto deklarował pomoc przy nim nagle zmienił zdanie bo obowiązki go przerosły.
Teraz mamy znowu psa- córka bardzo chciała psiaka.I dzielimy się po równo obowiązkami.Nie zmienia to faktu,że gdyby na przykład moja córka bardzo poważnie zachorowała i trzeba byłoby codziennie przebywać z nią w szpitalu to kto wie czy nie postarałabym się o nowy,lepszy dom dla naszej psiny.
Nie jest istotne w tym momencie,że pies się z nami zżył a my z nim- istotne jest to by trafił do ludzi odpowiedzialnych, mających dla niego czas i miejsce w swoim sercu.
Nie jest istotne w tym momencie,że pies się z nami zżył a my z nim- istotne jest to by trafił do ludzi odpowiedzialnych, mających dla niego czas i miejsce w swoim sercu.
DLA CIEBIE to nie jest istotne. Bo wzięłaś psa, oddałaś, potem wzięłaś drugiego, jak zacznie być kłopotliwy oddasz i możesz wziąć następnego.
Fajnie, że dbasz o to, jakie zwierzak będzie miał warunki. Tak więc poczuwasz się do odpowiedzialności, trudno Cię potępiać.
Ale widać nie bierzesz pod uwagę, że zwierzę też ma uczucia. Pies, kot w ciągu kilku lat może się bardzo silnie przywiązać. Jeden (pewnie większość) przyzwyczai się do zmiany opiekuna. Inny wpadnie depresję (tak jest również w przypadku kotów, szczególnie starszych).
W czym pies jest gorszy do dziecka, że można go ot tak porzucić i wymienić na innego, który nam bardziej w danym momencie pasuje?
To jest bardzo przykre.
Katriina, z tym się zgodzę. Nie umiałabym tak wziąć psiaka i oddać psiaka, jak mi się znudzi czy jest niewygodnie, bo to okrutne zachowanie. Pies ma uczucia, przywiązuje się do "stada". Dlatego też właśnie odradzam osobom, które nie do końca są pewne, albo nie mają warunków, by kupować pupila.
My czekaliśmy prawie rok, zanim ja studia doktoranckie pokończę i będziemy mieli możliwość kupna domu za miastem i przeprowadzenia się tam. Pies ma 4 miechy, mieszkanie sprzedane, a do nowego pięciopokojowego domu z dużym ogrodem przenosimy się za w maju. Nie wyobrażam sobie więzienia dorosłego buldoga amerykańskiego w mieszkaniu na drugim piętrze, w centrum miasta.
Nie wiem. Ja mam inne podejście do zwierząt. Jeśli już się na jakieś zdecydowałam, to biorę za nie 100% odpowiedzialności. A nie że dziś biorę, a za trzy lata jak będę chciała jechać na wakacje to go oddam, bo nagle mi przeszkadza.
Dla mnie to taki sam członek rodziny, który potrzebuje opieki i uwagi. W sylwestra nie wychodzimy, bo nasz pies boi się fajerwerków (chyba, że zawieziemy do teściów, z którymi pies jest zżyty równie mocno). Kiedy oboje pracowaliśmy nigdzie w ciągu tygodnia nie wychodziliśmy żeby nie zostawiać psa samego na cały dzień. A tak poza tymi sytuacjami to gdzie się da to staramy się psa zabierać. Czasem bywa to kłopotliwe, no ale cóż. Chciałam psa? Mam psa, więc muszę brać za niego pełną odpowiedzialność.
Całe szczęście, że to napisałyście, bo myślałam, że jestem jedyna z dziwnymi poglądami.
Wydaje mi się, że w takim razie chcąc się zdecydować na zwierzaka trzeba się zastanowić kim o dla nas będzie?
Jeśli ma być lekarstwem na samotność, ozdobą do domu, zabawną kuleczką która nam zapełni czas i zapewni rozrywkę, futerkiem do przytulenia, wypełniaczem czasu albo uzupełnieniem "idealnego" dom to go nie należy brać. Można sobie kupić maskotkę albo sprawić zwierzątko elektroniczne.
Pies i każde inne zwierzę ma prawo być członkiem rodziny. Dla niego człowiek nie jest towarzystwem na chwilę, jest kimś, od kogo zwierzę jest uzależnione. Rybka czy chomik jest uzależniony tylko materialnie, ale pies/kot/królik, wiele innych - wiążą się z opiekunem emocjonalnie.
Większość ludzi tego nie rozumie, dla nich zwierzak jest dodatkową atrakcją, dodatkiem w życiu. Jeśli przeszkadza to się go można pozbyć.
I ludzie, którzy tak robią, uważają że są "w porządku". To jest nie do pojęcia.
32 2014-02-24 14:36:20 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2014-02-24 14:50:45)
W sytuacji gdy ktoś tylko deklaruje ( jak mój mąż),że to okropne oddać psa,który zżył się z nami jest to po prostu śmieszne.
Pies u mojej przyjaciółki czuł się jak u siebie bo bywał tam wiele razy.Dla mojej suczki zmiana miejsca spania i jedzenia nie była problemem.
Kiedy ja byłam w szpitalu przez ponad pól roku a mój mąż pracował psem zajmowała się moja przyjaciółka właśnie,Przyznam,że na miejscu męża dałabym radę zajmować się psem.No, ale on najwyraźniej nie dał...
Nie miałam nigdy psa,który okropnie by tęsknił za swoimi właścicielami,który by nie jadł z tego powodu i był smutny.
Wzięłam psa ze schroniska,który od razu się nas przywiązał,nasz poprzedni pies,którego oddałam potrafił obszczekać mnie gdy wysiadałam z auta pod furtką przyajciółki.Widać było,że mu u niej dobrze.Do końca jego dni odwiedzałam go...I wiem,że dobrze zrobiłam.Bo miał dobre życie..
Pies w niczym nie jest gorszy od dziecka, u mnie nie oddanie psa wiązało się z tym,że mój mąż nie dawał sobie rady z obowiązkiem wyprowadzania rano a ja już nie mogłam więcej wziąć na siebie,ot co.
Co do kwestii: dziecko czy pies w sytuacji jaką opisałam:że masz ciężko chore dziecko,nie wiesz czy wyzdrowieje i spędzasz z nim każdą wolną chwilę- to chyba oczywiste,że chcesz psu zapewnić opiekę i go oddajesz.Nie ma co się tu zasłaniać uczuciami.Tak może napisać chyba ktoś kto nie ma dzieci i nie musi rozważać podobnych dylematów.
Beyondblackie- nigdy nie wiesz czy będziesz do końca pewna czy nie.W sytuacji chorego dziecka,uczulonego na psią ślinę i duszącego się z tego powodu,kiedy po zagrożonej ciąży rzisz ciężko chore dziecko wymagające 24 godzinnej opieki do końca życia to tego przewidzieć nie można.Podobnie tego,że nagle stracisz pracę,a że mieszkasz w małej miejscowości szukasz jej przez następny rok z takim skutkiem,że nie raz i nie dwa bywasz stołówce Brata Alberta na obiadkach.O szansach na to by zaszczepić psa czy dobrze go odżywiać możesz pomarzyć...
Lepiej nigdy nie mówić nigdy.
W USA podczas wielkiej powodzi wielu ludzi traciło wszystko: domy,rodziny czy pupili domowych.
W sytuacji gdy mogą wrócić na miejsce i spróbować uratować zwierzaki a te przestraszone nie dają się złapać nie ryzykują niczyjego życia by je ratować. I na tej podstawie potrafisz stwierdzić,że pies jest tu w czymś gorszy od człowieka?
Ja bym jeszcze dodała,że trzeba zrobić konieczne badania lekarskie bo co się stanie ze zwierzakiem kiedy nas- w pełni sił dotknie śmiertelna choroba? Co stanie z naszym kochanym zwierzątkiem?
Gojka, Ty piszesz o SYTUACJACH LOSOWYCH, a nie kiedy ktoś pozbywa się psa, bo mu się spacery znudziły, albo mu się odwidziało, a znam takich ludzi. I szczerze mówiąc, to mnie wtedy ponosi.
gojka to teraz temat trochę rozwinęłaś. Jeśli zostałaś zupełnie sama ze wszystkim, a ponadto pies był związany z Twoją przyjaciółką równie mocno, to myślę, że jakoś bardzo nie przeżył rozstania. I pewnie mu było bardzo dobrze.
Tylko ten poprzedni post zabrzmiał tak, że nie masz problemu z tym, że raz sobie pieska bierzesz (bo np. córka chciała) a za chwilę jak Wam się znudzi to go znowu oddasz.
Czyli możemy te kilka postów podsumować, że bardzo ważnym jest posiadanie wsparcia. Czy to w postaci rodziny czy przyjaciół, którzy w razie awaryjnych sytuacji są gotowi nam pomóc czy czasowo zająć się zwierzęciem. Dlatego z perspektywy naszej autorki, która mieszka sama, rodzinę ma daleko, a każdy wyjazd do rodziny ze zwierzęciem to dodatkowy bilet więc i koszty, to może nie najlepszy pomysł. Każdy z nas staje czasem w sytuacji kiedy musi znaleźć opiekę i ja już nie mówię o jakichś poważnych problemach np. zdrowotnych, ale czasem musi zostać po godzinach w pracy czy musi zaliczyć lekarza zaraz po pracy bo na wizytę czekał pół roku i tylko taka godzina była wolna.
Tego też nie jestem w stanie zrozumieć.Ale przez sam brak zrozumienia takiemu psu nie pomogę nijak.
Jeśli znam ludzi,którzy chcą się psów pozbyć staram się załatwić takim psiakom dobry dom zamiast wałęsania się po osiedlu.Bo znam niestety gościa,który po prostu swego psa do domu nie wpuszcza i udaje,że pies nie jest jego...
Tego też nie jestem w stanie zrozumieć.Ale przez sam brak zrozumienia takiemu psu nie pomogę nijak.
Jeśli znam ludzi,którzy chcą się psów pozbyć staram się załatwić takim psiakom dobry dom zamiast wałęsania się po osiedlu.Bo znam niestety gościa,który po prostu swego psa do domu nie wpuszcza i udaje,że pies nie jest jego...
Chyba żartujesz. I nikomu na osiedlu nie wpadło do głowy zawiadomić OTOZ albo schronisko?
Mi wpadło do głowy.Złapałam psiaka na taką smycz dla królika i zadzwoniłam na policję,że mam bezdomnego psiaka,który jest trochę agresywny w stosunku do dzieci.Policjant powiedział,że wysyła do mnie patrol.Siedzę więc na ławce i czekam.Przychodzi pieszy patrol i pierwsze pytanie: a to nie pani pies? a skąd pani ma smycz?
Hmmm....Wzięli ode mnie psa,pożyczyli smycz.Gdy szłam do pobliskiego sklepu spotkałam ich wyłażących z jakichś krzaków.Oddali mi smycz.A wieczorem...znów widziałam tego psa biegającego po osiedlu...
A w jakiej to jest miejscowości?
40 2014-02-24 15:24:21 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2014-02-24 16:00:24)
Z...
Patrol miał oddać psa do schroniska- mieli rzekomo zadzwonić tam i czekać na przyjazd pracownika.
Gdy zadzwoniłam raz jeszcze na policję i opowiedziałam jak się pracownicy z obowiązków wywiązują dyżurny poinformował mnie,że oni nie mają obowiązku się tym zajmować:)
Śmiech przez łzy...
Eeh, tak myślałam, że to będą jakieś "dziurawe" rejony...
Postaram się dowiedzieć, czy działa w tych okolicach jakaś organizacja, mogę wysłać później email do Ciebie w tej sprawie?
Tak- jasne.
I pozwól,że mojego maila edytuję.Nie chcę mieć problemów:)
Przeczytajcie jeszcze raz mój post!
Na pisalam,ze chce oddac psa,ale jednak Tego nie zrobie!
Czytac ze zrozumieniem!!!
A i chciałam dopisać,ze od początku ciąży caly czas opiekuje się psem,ale od 2 miesięcy mam nakaz lezenia w lozku,i tu jest problem,ktory nie jest zależny ode mnie.
Wiec dlatego myslalam o oddaniu psa,iz wiem,ze moja sunia jest nieszczesliwa siedząc non stop w domu,tylko na sekundę wyjde,zeby zrobila swoje fizjologiczne potrzeby.
A duzy pies wymaga dużego wybiegu.
Dopóki nie musiałam lezec w lozku,nie myslalam aby psa wydac.
A i nadal będę trzymać się Tego,ze wyjazd na wakacje z psem jest udreka!
W sensie takim,ze jak w zeszłoroczne wakacje szukałam noclegu gdzie można tez wziasc psa,okazalo się dla mojej psinki nie możliwe,iz ona jest rasy amstaff, i każdy odmawial,na nic zdawaly się tłumaczenia,ze ona jest spokoja itd.
Tak wiec nigdzie nie pojechałam,ale bylam swiadoma Tego,ze pies ogranicza zycie! I chce to autorce uswiadomic!
a co do sytuacji gojka102 ,to tez miałam taki przypadek,ze na drodze lezal pies,dzwonilam na policje,to mnie poinformowali,ze oni takimi przypadkami się nie zajmują,ale byle na tyle mili,ze dali mi inny numer,ktory zajmuje się takimi przypadkami.
Zreszta na tvn w uwadze często sa sytuacje gdzie my ludzie dzwonimy o pomoc dla zwierzaka,i wszędzie dostajemy odmowy.
Albo tez miałam taka sytuacje,ze blakal się pies po wiosce i dzwonie do schroniska,a oni mi mowia,ze ja musze osobiście sama psa zlapac i im przywieź,ale wlasnie był problem,ze on się bal ludzi i do nikogo nie podchodzil. Karmilismy go,ale przyszla zima i zal nam go było,a schronisko miało w dupie!
W końcu sąsiad zbudowal mu bude gdzies kolo swojej posiadlosci,i z czasem piesek przyzwyczail się do nowego lokum.
Ja tylko odradzam Autorce szczeniaka, bo nie podoła. Tylko tyle.
.....................................
A czy ty o tym wiesz bezradnisia, ze psy zyja przecietnie 12 - 15 lat !
.....................................
Co do kotów, wychowałam wiele zwierząt, mojego kota nie da się wychować, od małego był ganiony za to co robił i robił to dalej. To po prostu kot nie do mieszkania, zdarzają się przypadki awykonalne.
48 2014-02-25 11:44:48 Ostatnio edytowany przez lejdiaisza (2014-02-25 11:45:32)
Tez z tym się zgadzam,co pisze malpa
Mieszkalam kiedyś w bloku i miałam kota,ktora po prostu szalala po mieszkaniu!To co ona wyprawiala to było przerazajace! heh
ale nasmialam się z jej.
Stwierdzilam,ze ona do cyrku by się nadawala,heh, i tez na nic zdawalo się moje wychowanie itd.
I raz na jakiś czas jezdzilam do mojej mamy,ona ma domek z ogródkiem,i mój kot bedac u mojej mamy,ciagle wychodzil na dwor,a na wieczor wracal i spal.
Rano wstawala i miauczała do okna,ze chce wyjść,to ja wypuszczaliśmy.
A potem gdy wracałam do siebie to ona zaczela przy oknie miauczeć,a mieszkałam na samej gorze.
Wiec nie mogłam jej wypuscic.
I zaraz pewnie zostane "zjebana",ale zadzwoniłam do mamy i zapytałam się czy nie chce mojego kota,i się zgodzila.
I do dziś ten kot mieszka u mojej mamy,jest dużo szczęśliwszy niż przedtem.
A mam jeszcze jednego kota,ktory np. wcale nie chce wyjść na dwor,jego azyl to dom,ale to wszystko zależy od genow i tyle.
I tak samo jest z moim psem. Czy ona jest szczesliwa siedząc od rana do wieczora w domu?
Nie lepiej byłoby ja dac komus gdzie miałaby lepiej?
Inaczej gdyby mój partner miał ta sama prace co przedtem ,ale niestety zycie pisze rozne scenariusze.
Mimo wszystko nie wydam jej, bo się boje,ze trafi w zle rece,a teraz nikomu nie można ufac.
Ale serce mi się kraja gdy ona piszczy,podchodzi do okien i lapami opiera się o parapet.I patrzy na mnie i robi te smutne oczka.
I wyobrazcie sobie,ze mimo,ze musze lezec ,to jednak czasem ja biore na spacer,ide wtedy co prawda powoli,ale dla mnie to wysiłek.I ryzyko.
49 2014-02-25 12:45:53 Ostatnio edytowany przez Katariina (2014-02-25 12:46:56)
lejdiaisza, myślę że niesłusznie Cię potępiłam, ale użyłaś w pierwszym poście sformułowania "pies mi przeszkadza", stąd głosy krytyki. NIestety wiemy o Tobie tylko tyle, ile napiszesz, a czasami niektóre zdania w wypowiedzi bardziej zwracają uwagę niż inne i się do nich ludzie odnoszą.
Oczywiście, że miałaś rację oddając kota skoro miał silną potrzebę swobody na dworze, i słusznie myślisz o oddaniu psa skoro się męczy.
Mea culpa.
Jest sporo osób, które patrzą tylko na swoją wygodę, a nie dobro zwierzęcia, stąd posypało się tutaj tle nieprzychylnych postów. Może komuś to da do myślenia, oby, a tobie życzę powodzenia z pieskiem.
PS: Czy nie masz sąsiadów, znajomych z trochę starszymi dziećmi, które chciałyby wyprowadzać psa? Czasem tak jest, że ktoś chce mieć psa a nie może i chętnie pomoże komuś w spacerach, stąd funkcjonuje wolontariat w schroniskach. Wiadomo, że nie można psa powierzyć byle komu, ale może jak się rozejrzysz w otoczeniu i popytasz znajdziesz godną zaufania osobę, która mogłaby zapewnić psu długi spacer chociaż raz na kilka dni. Ja kiedyś wyprowadzałam w ten sposób psa chorej kobiecie, która szukała kogoś za pośrednictwem fundacji Viva.
lejdiaisza pewnie, że suni szkoda (sama ma pitbulla, więc wiem o czym mówisz). Ale z drugiej strony pomyśl, to jeszcze tylko trochę i potem będziecie chodzić na spacery.
A masz samochód? Bo wiesz ja np. jak nie mam siły chodzić to wsiadam w samochód, w aucie mam składane krzesełko, biorę piłkę i jadę na jakąś polanę i dzięki temu ja się nie zmęczę a pies się wylata.
51 2014-02-25 18:54:55 Ostatnio edytowany przez lejdiaisza (2014-02-25 18:57:04)
Z tym słowem,ze pies mi przeszkadza,to zle okreslilam slowo,nie o to mi do końca chodzilo :-)
Wlasnie dobra myśl mi podsunęliście.
Może jakiś wolontariusz moglby z nia czasem wyjść?
Na sasiadow nie mogę liczyc.
Ale damy rade.Jeszcze troszkę i będę po rozwiązaniu.:-)
A wydac komus obcem4 u to ryzyko,mimo wszystko mój pies ma tu dobrze.
Ona nie jada karmy z puszek,tylko jej gotuje makaron np.,z watrobka,czy sercami itp. I nie wiem czy nowym wlascicielom chciałoby się jej gotowac.
A kiedyś była taka historia,ze koles z tablicy przygarnial koty,i potem się okazało,ze on nad nimi się znecal. Bral je po to by je krzywdzić!
No masakra!
Mój kotek też pojedzie na wieś do teściowej jak się ociepli i nie dlatego że mi przeszkadza, mogę wieszać firanki 15 razy dziennie ;p, ale dlatego że wiem że będzie szczęśliwszy że będzie mógł się wyszaleć i jak prawdziwy kot wspinać się, polować.
A kiedyś była taka historia,ze koles z tablicy przygarnial koty,i potem się okazało,ze on nad nimi się znecal. Bral je po to by je krzywdzić!
No masakra!
Niestety,prawda jest bardziej okrutna.
28 letni student stomatologii z Zabrza nabywal przez internet koty do adopcji. Nad kotami znecal sie w swoim mieszkaniu i w bardzo brutalny sposob je mordowal bijac piescia i rzucajac nimi o sciane. W ciagu 4 miesiecy zabil 20 kotow. Wyrok wlasnie zapada.
szok !
pinkpiwonia wlasnie ten przypadek miałam na myśli! ja bym Tego faceta zajebala!!!! Mam nadzieje,ze pojdzie siedzieć,i nie w zawieszeniu!!!!
A kiedyś była taka historia,ze koles z tablicy przygarnial koty,i potem się okazało,ze on nad nimi się znecal. Bral je po to by je krzywdzić!
No masakra!Niestety,prawda jest bardziej okrutna.
28 letni student stomatologii z Zabrza nabywal przez internet koty do adopcji. Nad kotami znecal sie w swoim mieszkaniu i w bardzo brutalny sposob je mordowal bijac piescia i rzucajac nimi o sciane. W ciagu 4 miesiecy zabil 20 kotow. Wyrok wlasnie zapada.szok !
Oszsz...
Zastanawia mnie co kieruje takim człowiekiem,kto i jakie błędy popełnił w jego wychowaniu i co zrobić by nie "produkować" takich dewiantów...