Witajcie.
Jak w temacie: przestałam mieć ochotę na seks ze swoim partnerem. Myślę, że po prostu znudziło mi się ciągłe zabieganie o ten seks, to, że zawsze ja musiałam inicjować, że zawsze było tak samo: seks oralny w jego stronę, zero pieszczot i minetki dla mnie - on tego "nie lubi" - i 5-10 minut stosunku jak z pornoli (których za dużo się chyba w młodości naoglądał), on leży, a ja jestem stroną aktywną. Kiedyś jeszcze robiłam podchody, przebierałam się w sexy ciuszki, ale po wielu miesiącach powtarzania tego samego schematu i odmowach z jego strony w większości przypadków (bo zmęczony, bo głodny, bo przejedzony, bo wieczór i za późno, bo rano i za wcześnie i tym podobne bzdurne tłumaczenia) mam już dosyć. Orgazm z nim miałam może z 5 razy przez 2 lata, od ostatnich wakacji ani razu. Nie chce mi się już wysilać, starać, a i tak prawdopodobnie usłyszę znów jakąś wymówkę. Przez jakiś czas radziłam sobie filmami porno i masturbacją, ale ostatnio nawet na to nie mam ochoty. Jemu to na rękę, mógłby w ogóle się nie kochać. Zawsze miałam ogromny temperament, lubiłam seks, miałam partnerów, którzy potrafili o mnie zadbać w łóżku, mój orgazm też się liczył, zawsze były pieszczoty oralne mnie przed albo po stosunku. Z obecnym tego nie ma, to, co on ma mi do zaoferowania, jest tak ubogie, że aż wstyd opowiadać, taka męska wersja zimnej kłody. Czy któraś z Was miała podobnie? Macie jakieś rady, sugestie?
Poza seksem wszystko gra w codziennym życiu, nie chciałabym rozwalać tego tylko z tego powodu, że nie potrafi (czy też nie lubi) mnie zadowolić....