Twierdzę, z całą stanowczością, że swoboda seksualna, tak dziś wszechobecna, musi pociągać za sobą głębokie przemiany w naszym podejściu do zawierania związków małżeńskich. Drogie Panie, nie można zjeść jabłka i mieć jabłko. Albo konsekwentnie jest się kobietą "wyzwoloną", albo się nią nie jest. Jeżeli się nią jest, to po latach szaleństw nie wymaga się od nikogo bezwzględnego poświęcenia w związku małżeńskim. A tym bardziej nie poluje się na naiwnych facetów skorych do takiego poświęcenia, tylko szuka się męża w gronie podobnych sobie. Kobieta po przejściach, szukająca męża, powinna to robić wśród takich mężczyzn, którzy będąc w pełni świadomym swojego aktualnego życiowego położenia są gotowi do zawarcia związku małżeńskiego i pełnej akceptacji jej przeszłości.
Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Młoda dziewczyna, lat powiedzmy 20. Niegdyś, kiedy jeszcze była gimnazjalistką i licealistką szalała na całego. Przyszedł jednak czas na ustatkowanie się i zaczęła myśleć o dzieciach. Wybiera się więc na studia, przy tym, zamierzając wyrobić sobie nowy wizerunek w nowym środowisku odcina się możliwie skutecznie od starego, które na tą chwilę stoi jej ością w gardle. Już nie szaleje, ale szuka męża i stosownie do tego lepiej się prowadzi, inaczej ubiera, inaczej zachowuje. Jak niepokalanie poczęta maryja dziewica. Jest wyrafinowana i podjęła się studiowania na kierunku inżynierskim, by znaleźć faceta z finansowymi perspektywami. Rozkochuje pierwszego lepszego, w miarę przyzwoitego, który jest wystarczająco nieświadomy tego w co się może wpakować, jeżeli się zakocha. Chłopak jest dość naiwny, nigdy nie miał takiej - jak twierdzi - fajnej dziewczyny, prawdopodobnie dlatego, że dotychczas nie błyszczał w towarzystwie i nie bił kolegów, więc nie był atrakcyjny dla płci przeciwnej. Pewnie - o święta naiwności - wydaje mu się, że złapał samego boga za nogi. Skądinąd, takich jak on jest o wiele więcej. Wbrew pozorom to kobiety mają za sobą więcej przygód seksualnych. Jeśli idzie o mężczyzn, to pomiędzy nimi jest tylko garstka wulgaryzm, którzy są w stanie obsłużyć większość dam. Czy zachowanie, które przed momentem opisałem może być społecznie akceptowalne? Pewnie kobiety nie mają nic przeciwko. A faceci? To zależy czy byli lub są tymi wulgaryzm. W przeciwnym razie, jeżeli cenią sobie inne podejście do życia duma nie powinna pozwolić im przystać na tę panoszącą się obłudę. Niektórzy bronią się przed nią, wymagając od kobiet dziewictwa. Kobiety chcąc zachować twarz, próbują swoje położenie przedstawić w innym, lepszym świetle: "My jesteśmy wolne, wyzwolone, doświadczone. Wy jesteście paranoicznie zazdrośni, niedojrzali i traktujecie nas przedmiotowo; a tak w ogóle o przeszłości nie można mówić, bo już jej nie ma." Sprytne! W porządku, zamykamy gęby na kłódki. Nie mówimy o przeszłości. W takim razie dla równowagi, nie wspominajmy również o przyszłości. Nie mówmy o małżeństwie, o dzieciach i o domku z ogródkiem. Żyjmy tylko bieżącą chwilą, jak prawdziwie zakochani. Niech chłopak, którego rozkochała hipotetyczna bohaterka tej opowieści sobie poużywa, bo przecież jeszcze jest młody, niech go ta dziewczyna uszczęśliwi w imię miłości, którą go przecież darzy, tak jak kiedyś uszczęśliwiała innych i niech pogodzi się z tym, że nie będzie jego ostatnią. On nie jest dla niej. Dla niej jest przeznaczony mężczyzna, który swoje przeżył, a teraz chce się ustatkować i myśli o dzieciach, powiedzmy taki koło trzydziestki. Ale taki jegomość miłością się już nie pozwoli omamić. Patrzy trzeźwo na sytuację. Romantykiem już nie jest, być może był nim kiedyś, ale ileż to razy można kochać? Analogicznie, czy ta dziewczyna jest jeszcze zdolna do prawdziwej miłości? Śmiem twierdzić, że jest to mało prawdopodobne, a na poparcie swojego zdania, poza obserwacjami życiowych perypetii tego i tamtego, powołuję się na badania naukowe. Istnieją powody natury neuropsychologicznej, które przyczyniają się do tego, że każdego kolejnego partnera kocha się słabiej i nie tworzy się z nim już tak silnej więzi jak z poprzednimi. Ten wykres (wstaw kropki zamiast gwiazdek) -> spam ilustruje trwałość małżeństw w zależności od liczby poprzednich partnerów kobiety. Widać wyraźnie, że trwałość spada wraz ze wzrostem tej liczby (cały artykuł jest tutaj -> spam ).
Biorąc pod uwagę te fakty, jak również to, że powszechnym zjawiskiem wśród mężczyzn jest dbanie o swoją własną reputację, możecie łatwo zrozumieć, dlaczego Ci mniej rozpasani faceci ostatecznie małżeństw z takimi "wyzwolonymi" kobietami zawierać nie chcą. Wszak każdy wie, że tak jak mąż jest wizytówką kobiety, tak kobieta jest wizytówką męża. Forumowe wrzawy i spory o dziewictwo na które ostatnio natykam się coraz częściej, prawdopodobnie zwiastują przemiany obyczajowe, które powoli nadchodzą do nas, od naszych lepiej rozwiniętych gospodarczo sąsiadów. Weźmy przykład Szwecji. Oto co pisze Kazimierz Imieliński w swojej książce "Sekrety seksu": "Szwedki w stosunku do kobiet zachodniej Europy wcale nie są bardziej niemoralne, są natomiast bardziej uczciwe. Wiele z nich stwierdza, że nie potrzebuje męża dla zaspokojenia potrzeb seksualnych. Partnerów seksualnych wyszukują sobie same i wcale przy tym nie czują się bardziej osamotnione niż wiele kobiet zamężnych zachodniej Europy." Czym się różni sytuacja Polek od sytuacji Szwedek? Zachodnie wzorce kulturowe i trendy gwałtownie się rozprzestrzeniają, ale rozwój gospodarczy niektórych państw, także europejskich nie nadąża za nimi. Owe mody, które asymilujemy na naszym rodzimym gruncie, do polskiej biedoty powinny dotrzeć za sto lat. Mówiąc wprost, Polki w dzisiejszych czasach nie posiadają środków wystarczających na samotne wychowywanie potomstwa, a co za tym idzie potrzebują mężów. A to rodzi konflikty, o których wyżej napisałem, bo mężczyźni zawsze pragnęli prowadzić do ołtarza dziewicę. Suknia panny młodej nie bez przyczyny jest koloru białego. Biel ma symbolizować czystość, a mąż ma czuć dumę ze swojej kobiety. Podsumowując, małżeństwo tylko z kobietą szlachetną. "Wyzwolone" niech śmigają dalej od rozporka do rozporka, a nóż odnajdą swojego Romea.
Ps. granicę postawiłem kategorycznie dziewica-nie dziewica, ponieważ gdybym napisał mało partnerów-dużo partnerów to "wyzwolone" powiedzą, że dla nich kilkananaście to mało i będzie im się wydawać, że są cnotliwe.
A do Panów mam pytanie. Co się do wulgaryzm z wami dzieje? Coraz więcej ciapków, często bardziej sfeminizowanych niż same kobiety, a coraz mniej facetów z jajami, którzy wiedzą co to honor i szacunek do samego siebie. Bo jak inaczej można nazwać gościa, który twierdzi: "Nieważne ilu miała przede mną, ważne, żebym był tym ostatnim". Nie mając szacunku do samego siebie, mieć nie będziecie go u innych ludzi. Aż się prosicie, żeby was kobiety wulgaryzm, ustępując im na każdym polu. Niedługo będą sobie musiały kupić sztuczne fallusy, żeby wam dogodzić!