Zacznę od tego, że on dwóch lat jestem z chłopakiem, który w teorii jest ideałem. Dlaczego w teorii? Każdego poranka otwieram leniwie jedno oko w celu sprawdzenia godziny i ONE już są. Całe ICH mnóstwo. Rzeczone 'one' - to wiadomości tekstowe, w których roi się od słodkich jak glicerol [próbowałam kiedyś, dawno temu na lekcjach chemii jeszcze w czasach gimnazjum i dlatego mogę śmiało powiedzieć, że ten alkohol jest słodszy niż cukier] słówek typu: 'kotuś', 'misiaczek', 'pysiaczek', 'pączuś', 'księżniczka', 'tygrysek', 'prosiaczek', 'kwiatuszek' czy 'niedźwiadek'. Jako spoiwo między tymi słówkami występuje 2866863 wyznań miłości. Chłopak ten, o imieniu Daniel, jednak dopiero się rozgrzewa. Zaloguję się na facebooka - wiadomość. Zniknę z facebooka bez zapowiedzi - sms. Poinformuję, że będę nieosiągalna godzinę, bo muszę załatwić sprawy - mój Romeo, niezłomny i niepokonany siedzi już w limuzynie od Mercedesa [taaaa, mówię o naszym MPK] i jedzie ze mną by 'nikt mu mnie nie ukradł' - jak to zwykł nazywać. Ze złością przysłuchuje się bacznie moim rozmowom z kolegami, chociaż jedyni którzy mi zostali to aseksualni brzydale z klasy, z którymi rozmowy kręcą się wokół tego, co było zadane. Tak, do klasy też chodzimy razem. Trzeci rok. Na studia w październiku też pojedziemy razem. I razem zamieszkamy. I będziemy studiować ten sam kierunek. Moja rodzina nazywa go pantoflarzem widząc, jak zawsze,dzień w dzień [na dwa lata związku przypadł razem tydzień rozłąki] on musi mnie odprowadzać do domu, nawet przy -20stopniach, nie ma dnia bez niego i jest zawsze, gdy tego chcę. A nawet jeśli nie chcę. Tyle, że ja się o to nie prosiłam. Nasz związek zaczął się od przyjaźni i wspólnej imprezy, na którą go zabrałam, a on mnie po nieudanym party o 22 odprowadził do drzwi. Bynajmniej nie z powodu upicia się - z powodu zażenowania ludźmi tam przebywającymi. Soczyście pocałował mnie na dobranoc i tak właśnie zaczęło się wszystko. Nie czując żadnych motylków w brzuchu, jakiejś ekscytacji, pomyślałam, że dam mu szansę i pokocham z czasem. I właściwie, to tak się stało.
Ale tutaj muszę przestać pisać o Rycerzu i powinnam poruszyć kwestię Buntownika.
Buntownik - tak nazwałam po cichu Sebastiana, bo odkąd go znam, miał kompletnie niezniszczalne, twarde poglądy na świat, które odbiegały od dzisiejszych 'norm' -dlaczego ujęłam to w cudzysłów, przekonacie się za chwilę.
Imperatywy Sebastiana są konserwatywne. Zwłaszcza co do wybranki serca - Sebastian ma wymagania, którym nie podoła zbyt wiele kobiet - którejś nocy liczyliśmy rachunek prawdopodobieństwa na to, czy będzie kiedykolwiek miał ten swój ideał który wyniósł 2%, zakładając, że pozna kiedykolwiek dziewczynę, która spełnia wszystkie wymagania, nie będzie za stara ani za młoda i w dodatku będzie go chciała. Trzeba było też uwzględnić fakt, że w ogóle będzie kobietą. I to heteroseksualną. A jego wymagania to: bycie dziewicą, bycie abstynentką, bycie niepalącą, bycie ładną, bycie mądrą, bycie kulturalną i obytą, wierzącą, kochającą, niezdradzającą i wspierającą a do tego akceptującą w całości jego wady i wymagania. Sebastian twierdzi, że jeśli te wymagania nie zostaną spełnione, to pozostaje mu zostać starym kawalerem, mimo, że potrzebuje mieć ludzi wokół siebie,aby być zadowolonym z życia. Sebastian jest bardzo wierzącym świadkiem Jehowy, ma bardzo dużo argumentów, gdy ktoś próbuje z nim polemizować na temat religii, miłości, czy w sumie czegokolwiek innego. Wiem to, bo przez wiele nocy aż do świtu gorąco dyskutowaliśmy oboje przekonani,że mamy rację w różnych kontrowersyjnych sprawach. Nikt na niego nie ma wpływu, nie zmanipuluje go, bo wyczuwa wszelkie manipulacje na kilometr, nawet pięknym dziewczynom, które pokazują to i owo oraz go niezbyt dyskretnie podrywają, jest obojętny. Nie chce on żadnej kariery zawodowej, stu tysięcy na koncie i jachtów w osobistym porcie, życia imprezowego w wielkim mieście. Chciałby mieć na utrzymanie się i podróże od czasu do czasu. Wspominałam, że jest szalenie inteligentny i ma piękne, jasnoniebieskie oczy, oraz że jest bardzo wysportowany?
I teraz o mnie - zawsze byłam przeciwieństwem Sebastiana - żądną sławy, pieniędzy i uznania egocentryczką, która zrobi wielkie pieniądze w branży internetowej, modliłam się tylko wieczorem, przed snem, lubiłam spędzać wieczory na piwie w ulubionej knajpie, otoczona gromadą ludzi. Któregoś dnia mój chłopak odnowił kontakt z przyjacielem z czasów podstawówki i gimnazjum, którego 'porzucił' dla mnie. Wtedy go poznałam i polubiłam od razu inteligentne poczucie humoru z drugim dnem. Sebastian stał się po pewnym czasie moim przyjacielem - jako trzecia osoba na świecie poznałam go tak dobrze. Do tej pory żartowałam z jego wymagań. Sebastian w stosunku do mnie był zawsze obojętny a zarazem sympatyczny - sprawiał wrażenie, jakby mnie lubił ,ale nie byłoby mu żal, gdyby mnie brakło w jego życiu. Daniel zawsze zachowywał się jakby był od spełniania moich zachcianek. Wtedy zauważyłam, że przecież ostatnimi czasy Sebastian zaczął mnie traktować trochę inaczej. Gdy mu po wybuchu zazdrości Daniela [tak, o Sebastiana jest szczególnie zazdrosny] powiedziałam, że zależy mi na nim i że nie chcę tracić kontaktu, usłyszałam kompletnie niespodziewaną odpowiedź: 'no przecież wiesz, że ja często się droczę z tobą a często tak nie myślę, ale nie chcę, by Daniel sobie coś pomyślał'. Sebastian którego znałam, odpowiedziałby: 'dooooobra,dobra' - od zawsze był raczej zamknięty. Specjalnie dla mnie, żebym się nie złościła, pobiegł do oddalonego o dwa kilometry domu po pieniądze, gdy potłukł moje piwo zaraz po wyjściu ze sklepu, a ja miałam wtedy fatalny dzień i trąbiłam tylko o tym, że muszę się napić browarka. Zmienił numer na zastrzeżony i odczekał pół godziny, gdy nie chciałam z nim rozmawiać, żebym ten telefon już odebrała. Coś się w nim zmieniło, zawsze był zimny i dawał odczuć ludziom, że mu nie zależy. Któregoś dnia, podczas kolejnej burzliwej debaty doszło do mnie, że właściwie Sebastian stał się ważniejszy od Daniela. Zadałam sobie pytanie - 'dlaczego jednych nie da się pokochać nawet gdy przynoszą nam gwiazdkę z nieba, podczas gdy innych kochamy mimo wszystko?'.. Chyba w Danielu brakuje mi męskiej ręki, zdecydowania, dowodzenia. Nie czuję też między nami chemii - nie czuję nic podczas pocałunków czy innych form okazywania uczuć. Być może to nie jego wina, tylko może nie lubię kontaktów fizycznych z ludźmi... A jeśli chodzi o Sebastiana, coś się zmieniło, bo myśląc o nim zaczęłam odczuwać błogi spokój [że nawet jak będzie mi w życiu źle, to przestanie bo mam to uczucie, które mnie dziwnie uczy latać], radość, cierpliwość. Nagle z dnia na dzień zaczęłam nieświadomie się zmieniać dla niego w ten jego ideał. Odrzuciłam wszelkie używki, zaczęłam odchudzanie i aktywność [zawsze byłam beznadziejnym przypadkiem w tej kwestii chociaż jestem szczupła bo moje BMI wynosi około 22]. Dzisiaj jestem pewna, że to jest ta miłość. Mimo, że z jego wieloma poglądami się nie zgadzam,a wręcz mnie obrzydzają - już je zaakceptowałam.
Jednak nie mogę rzucić Daniela ponieważ:
- jego rodzina mnie zna tak dobrze, że jego rodzice mówią do mnie 'córcia' ,a nawet dziadkowie i wujostwo dają buziaki na dzień dobry
- wszyscy nas postrzegają za parę idealną i chciałabym uniknąć rozgłosu na ten temat
- jest mi z nim cholernie dobrze i jako przyjaciel, nawet najlepszy, cudownie się sprawdza, wiem że to infantylnie zabrzmi, ale nie chcę zostać z niczym. najchętniej zaproponowałabym mu przyjaźń, ale... :
- pytałby dlaczego i nie zgadzałby się i drążyłby dopóki bym dalej nie zdecydowała się z nim być, bo dzieje się tak co jakiś czas - ja nie chcę go dłużej okłamywać że myślałam o nim cały dzień i chciałam się tylko przytulić, chcę go delikatnie zostawić, ale nigdy nie pozwala mi na odejście. Jedyna metoda to wmówienie mu, że go zdradziłam, co jest nieprawdą, ale to wykluczyłoby przyjaźń i w innym wariancie - nie wykluczyłoby wybaczenia mi, z czego faza wybaczenia mi trwałaby miesiąc, podczas którego kompletnie z nikim nie mogłabym się widywać i byłoby wypominanie rok
- po tym wszystkim, co dla mnie robi, nie czułabym się dobrze
- mam wrażenie, że Sebastian i tak by mnie odrzucił, bo jego najważniejsze, pierwsze wymaganie zostało wykluczone po pół roku związku z Danielem, czyli na krótko przed tym, jak poznałam Sebastiana...
- Daniel jest fatalnie zakompleksiony, w dodatku ma dość zniszczony układ kostny przez choroby, stale narzeka na życie i wspomina ,że się zabije, boję się, że byłabym jego gwoździem do trumny
Co radzicie i myślicie na ten temat? Proszę Was o rozwinięte wypowiedzi i z góry dziękuję...