Cześć. Postanowiłam otworzyć ten wątek bo zastanawiam się czy jest więcej dziewczyn, które muszę radzić sobie z podobnymi problemami. Może macie jakieś dobre rady jak przetrwać :-)
Otóż od jakiegoś czasu pracuję w korporacji. Wcześniej pracowałam też dla porównania w mniejszej "rodzinnej" firmie, z której zrezygnowałam tylko z powodu zarobków, bo praca była jak najbardziej ok.
Ale przechodząc właśnie do zarobków, na horyzoncie pojawia się korporacja. Nęci interesującymi ofertami w stylu: szukamy młodych, kreatywnych i otwartych ludzi, którzy mogą wnieść nowe pomysły do zespołu, a oferujemy ciekawą pracę w międzynarodowym środowisku, możliwości awansu itp. No i tak ja, osoba jak najbardziej kreatywna, szybko rozwiązująca problemy, choć nie koniecznie lubiąca pracować w grupie, znalazłam się w obecnej w firmie, a muszę dodać, że rzecz dzieje się w jednym z większych polskich miast.
Doszłam do wniosku, że korporacje szukają tak na prawdę ludzi uległych, nie umiejących myśleć samodzielnie. Każdy krok, każdy ruch jest określony przez stos regulaminów, do tego stopnia, że dochodzi do absurdów. Nie lubię pracować na open space. Ciągle ktoś bawi się klimatyzacją, temu za zimno, temu za gorąco, jak zaświecisz światło, kogoś razi i robi afery, jak poprosisz o lampkę biurkową za 25zł, to trzeba napisać podanie i podać business reason, które w końcu zostaje odrzucone bo przecież korpo ma Ci zapewnić i zapewnia 500 luxów. Ktoś prosi Cię o pomoc w pracy, pomagasz, ale nie wyrabiasz ze wszystkimi swoimi rzeczami, zgłaszasz nadgodziny co kończy się tym, że dostajesz reprymendę, że źle sobie organizujesz czas, a kiedy nie pomagasz i robisz swoje, ale wyrabiasz się zgodnie z planem pracy, to dowiadujesz się na one-to-one z twoją team liderką, że nie umiesz pracować w zespole. I tak mogłabym wymieniać i wymieniać, a przecież jestem tam dopiero 4 miesiąc. Gdyby nie kredyt nigdy nie podjęłabym się pracy w korporacji. Zazwyczaj robi się małą część procesu, a awansować można jeżeli jest się potulnym i uległym, bo przecież osoby kreatywne, które nie chowają głowy w piasek zaraz chrzci się mianem "troublemakerów". Dodam jeszcze, że mój zespół się nie lubi między sobą, na okrągło ludzie się obgadują, jakby to było jakieś przedszkole. Już nie mówiąc o szeptach i kablowaniu...
Czy u was też tak jest? Jak radzicie sobie z prawami rządzącymi korporacją? Czy wszędzie ludzie są cicho i nie reagują nawet kiedy dzieje się niesprawiedliwość lub krzywda drugiej osobie...? Jak dajecie radę w świecie, gdzie każdy powinien zachowywać się tak samo...