Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1 Ostatnio edytowany przez mlodamama1988 (2014-01-21 02:11:52)

Temat: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Witajcie, potrzebuje rady bo sama nie wiem co robić.
Jestem w związku 10 lat (6 po ślubie). Mamy 2 małych dzieci. On- Pan, władca, szef lubiany przez wszystkich ma firmę, dobrze zarabia, super tatuś itd. Ja- zajmuję się dziećmi, skończyłam studia, nadal się uczę mimo iż ciągle słyszę, że to wszystko za jego pieniądze. Nie chce abym szła do pracy, mam zajmować się domem- no chyba, że znajdę pracę przynoszącą dochody takie jak jego firma( wiadomo, nierealne).
To moja pierwsza miłość, idealny facet i wszystko byłoby cudownie, bajkowo gdyby nie fakt, że w kłótni wyzywa mnie od najgorszych choć naprawdę nie ma ku temu podstaw. Nigdy go nie zdradziłam, nigdzie się nie szwędam itd. Na początku ( już po ślubie) zdarzało mu się powiedzieć "głupia" lub coś w tym stylu. Ciężko mi było, ponieważ dla mnie ogromnie ważny "był" (niestety) szacunek i on o tym doskonale wiedział. Bolało okropnie ponieważ nie czułam się taką. A teraz to sama nie wiem kim jestem. Przez te kilka lat się nasłuchałam, że : wszystko jest jego, jestem idiotką, kretynką, debilem, grubasem ( daje mi limit kg którego nie mogę przekroczyć, bo jemu podobają się suche panienki, choć moje BMI wynosi 21) wielorybem i długo by wymieniać - zawsze stara się trafić w punkt, aby mnie najbardziej bolało.
A 3 dni temu powiedział, że jestem kurwą- powaliło mnie to;((
Ogólnie jest tak, że takie zachowanie jest tylko w trakcie kłótni, później są wyznania miłości, że miód cieknie. Obietnice: dozgonna idylla i czuję się wspaniale. Cisza w domu, dzieci szczęśliwie bawią się z tatusiem. Całe szczęście, że moje skarby nigdy nie słyszą tych obelg w moją stronę. Są dla mnie wszystkim.
Wiadomo do czasu kolejnej kłótni.
Niestety czas sprawił, że kiedy mój mąż jak nabluzga to już w ogóle nie przeprasza. I zakazuje mi komukolwiek o tym mówić. Doznaje furii kiedy dowiaduje się, że komuś pisnęłam słówko co się u nas dzieje. I tak zamknęłam się w sobie i żyję sobie sama z moimi problemami a moje przyjaciółki kompletnie nic nie wiedzą i myślą, że mam idealnego męża. A ja mam takie myśli, kiedy słyszę te obelgi, że rzeczywiście jestem głupia, brzydka, totalne zero, że nic nie potrafię i te wszystkie sytuacje agresywne są przeze mnie. Za chwile wkracza zdrowy rozsądek i myśl, że niekoniecznie wszystko jest przeze mnie...

I tu jest już mój problem, ponieważ wcześniej naprawdę próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyłam ile to dla mnie znaczy- szacunek itd. Nic nie skutkowało i z poczucia bezsilności kilkakrotnie opłacałam mu tym samym, czyli wyzywaliśmy się nawzajem. Aczkolwiek on robi takie rzeczy, że mam mu do zarzucenia np. kłamstwa, oszustwa itd. Ja nie jestem święta ale jako żona jestem lojalna i w kłótniach zarzuca mi coś co było 11 lat temu kiedy nie byłam z nim. Nie mam już na niego rady;(
Jak to mówią, do wszystkiego się człowiek przyzwyczaja i te wyzwiska nie robiły już na mnie wrażenia. Do ostatnich 6 m-cy. Kiedy w trakcie kłótni zaczął mną szarpać, popychać, kopać, szczypać. Posuwa się do coraz gorszych rzeczy. Kilka dni temu rozzłościł się i w kłótni wyrzucił mnie z domu- tak siłą jak psa i zamknął drzwi. Jest coraz gorzej. Ja jestem osobą, która nie lubi się gniewać, bo pragnę mieć wspaniały dom dla moich dzieci. A on po tym co zrobi, obraża się i czeka na przeprosiny co mnie zawsze doprowadza do wściekłości. A kiedy to on już przestanie się dąsać i wstaje rano jak gdyby nigdy nic się nie stało, wymaga ode mnie abym i ja zachowywała się normalnie. Ale czasem po prostu nie potrafię, bo serce ryczy jak głupie.
Kiedy ostatnio powiedziałam, że potrzebna nam terapia wyśmiał mnie, twierdząc, że rozdmuchuję problem. Aczkolwiek ciągle mi powtarza, że:" mi zapierdoli, że pożałuję, że będę płakać itd." Postawiłam się, wydrukowałam artykuł w którym jasno napisane jest, że to już jest przemoc. Zagroziłam, że wszystkim powiem. Prosiłam, aby to przemyślał, że ja chcę ratować naszą rodzinę. Zgodził się twierdząc, że naprawdę były momenty, kiedy ledwo pohamował się przed uderzeniem. Ucieszyłam się ogromnie, widziałam jakąś szanse dla nas. Miałam nas umówić na wizytę. Po czym na drugi dzień dowiaduję się, że wszystko powiedział znajomym, że chcę z niego zrobić wariata. Oni się śmieją a ja nie miałam odwagi opowiedzieć im prawdy dlaczego tak jest......
Czy ktoś miał podobną sytuację i uratował związek, rodzinę? terapia dała jakiś efekt? Czy jest sens w ogóle na nią iść skoro on podchodzi do tego w taki sposób.  Proszę o opinie, z nikim nie mogę o tym porozmawiać. Chcę znać wasze zdanie. Pozdrawiam..... Uff nawet nie wiecie jak mi ulżyło, że wyrzuciłam to w końcu z siebie.

Po przeczytaniu kilku artykułów o przemocy zaczęłam się zastanawiać czy nie wpadłam w ten ślepy zaułek i tylko czekać kiedy porządnie mi przyłoży. Bo nie ukrywam, że zaczęłam bać się męża. Mam odruchy obronne i często się na tym łapie, że jak się kłócimy to mimo woli zakrywam twarz. On się wtedy śmieje i mówi, że dobrze, że się go boję.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Filoletowa (2014-01-21 09:26:10)

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

To w czym tkwisz, to przemoc, emocjonalna i fizyczna. Tkwisz w tym kole przemocy, ale co najważniejsze widzisz to i dlatego jest to duży plus!
Nie sądzę, aby Twój mąż wybrał się na terapię i zaczął się zmieniać, terapie dla sprawców przemocy owszem są, ale ich skuteczność marna. To, co możesz zrobić teraz, to sama zgłosić się po pomoc do terapeuty, specjalisty przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Zgłoś się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej, lub Centrum Pomocy Rodzinie, lub jakiejkolwiek fundacji dla osób doświadczających przemocy w rodzinie. Nie bagatelizuj sprawy, bo z czasem będzie coraz gorzej, nie tylko jego przemoc się nasili, ale również Ty będziesz czuła się coraz gorzej. Działaj teraz, masz siły i możesz ochronić siebie i dzieci!
Powodzenia!

3

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Kochanie, żeby terapia odniosła jakikolwiek skutek to on musiał by jej chcieć, musiał by widzieć jej potrzebę i musiał by się przyznać do tego, Nie licz na to. To co opisujesz to narastająca przemoc, jeszcze się powstrzymuje ale ostatkiem sił, licz się z tym że to wszystko zmierza w kierunku przemocy fizycznej.
Nie uratujesz rodziny jeśli nie zaczniesz ratować siebie. Nie myśl o terapii dla niego, ani dla was. To nieistotne, szukaj pomocy dla siebie. Nie ukrywaj tego co się dzieje w Twoim domu, zbieraj dowody na to co on robi, i szukaj pracy. On nie ma prawa zabronić Ci pracować, a kiedyś fakt, że masz własne środki może okazać się bardzo ważny.
Gdyby kiedykolwiek doszło do przemocy wezwij policję.
Te miesiące miodowe będą coraz krótsze.
Piszesz że dzieci nic nie wiedzą? Nie liczyła bym na to. Dzieci widzą, czuja, a im starsze tym więcej widzą i się uczą.

4

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Witaj,

Jestem żoną od prawie 15 lat i mamy 3 dzieci. Mąż nigdy mnie nie uderzył - ma natomiast problem z alkoholem. Były oskarżenia o zdradę (bezpodstawne), ciągłe wypominanie, że ja nic nie wnoszę do związku, że on wszystko kupił (ja pracuję), że nic nie miałam przed ślubem, że nie znam życia, że jestem mendą, wredną babą, świętą krową, że nic nie robię, nikt mnie nie lubi, że jego rodzina nie chce mnie znać itp itd...
Ciągle się awanturował i kiedyś przepraszał, od kilku lat nie przeprasza, wyzwie i następnego dnia wszystko jak gdyby nigdy nic a mi serce pęka.
Wszystko przy dzieciach.

Doszło do sytuacji gdy podczas kolejnej awantury wszczętej przez męża (z powodu zupy, którą miał sobie sam odgrzać z lodówki!) wezwałam policję.
Pomogło, już nie wrzeszczy i bardziej się pilnuje.

Rozumiem Cię bardzo dobrze, dobrze, że sama widzisz co się dzieje, to najważniejsze.
Mi pomogła terapia - spróbuj poszukać w Punkcie Interwencji Kryzysowej (mi pomogli), w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, nie wstydź się, pomogą. Chodzi o to, że bardzo łatwo w końcu uwierzyć we wszystko co się słyszy -a to przecież nie prawda, nie można pozwolić odebrać sobie wiary w siebie : )


Trzymam za Ciebie kciuki, powodzenia,

5 Ostatnio edytowany przez iryd (2014-01-21 14:27:23)

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Popieram to co napisane wyżej. Jestem facetem i powiem, że nie powstrzyma mnie przed przemocą nic (pomijam policję). Wiem, że jestem silniejszy, znam słabości żony a powody do awantur zawsze się znajdą. Prawdziwe lub nie. Nawet zewnętrzne nie związane z żoną. Wykorzystywanie siły fizycznej w konflikcie jest naturalnym zachowaniem człowieka. Jeśli ktoś twierdzi inaczej to nie wie o czym mówi. Jedynym prawdziwym hamulcem przeciw przemocy jest to co jest we mnie. Przekonanie/wychowanie, że to nie sposób na rozwiązanie konfliktów i wypracowywanie kompromisu. Jeśli przyczyna konfliktu jest prawdziwa lub zrozumienie sprawy jak przyczyna jest tylko pretekstem. Szczera rozmowa o tym co Cię boli, to tylko informacja dla niego o tym gdzie Cię ma uderzyć, by bolało najbardziej.

cdn. Twojej historii.
   
Znalazł sobie młodszą od mnie. Przez tyle lat nie pracowałam. Zajmowałam się prowadzeniem domu. Nie wiem czy znajdę jakąś pracę w moim wieku, bez doświadczenia. Stara się odebrać mi dzieci. Udowodnić, że zawsze byłam złą matką. Znalazł świadków i znajomych w sądzie. Ja nie mam pieniędzy na dobrego adwokata. Oficjalnie jego firma nie przynosi dochodu. Co mam zrobić nie wiem jak mam żyć dalej.           


PS Trzeba się postarać o świadków awantur. Może nagranie ale ostrożnie. Dla mnie wyszłaś za mąż za potencjalnego sadystę. Opis stosunków w jego pracy o tym mnie przekonuje.
Nie patrz na jego stosunek do dzieci. Na razie są małe, prawdziwa postawa wyjdzie jak podrosną i będą miały własne poglądy na różne sprawy. Myślę, że wtedy zaczną się jego awantury z dziećmi. Koniecznie pomyśleć o pracy. Może coś w domu przez internet. Wiem, że to nie łatwe ale chyba Ci nie pozwoli na pracę na zewnątrz.   

powodzenia

6

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Dziękuję Wam bardzo!!!
Akurat dzisiaj w domu była między nami zgoda i rozmawialiśmy normalnie. I znowu miałam złudne światełko nadziei, że może to był już ostatni raz z jego strony... Aż tu po przeczytaniu waszych odpowiedzi zdałam sobie sprawę, że w życiu nie jest tak pięknie i nic samo nie ustąpi.
Ja chyba sama za bardzo chciałam uwierzyć, że będzie między nami dobrze, mimo iż w podświadomości wiem zupełnie coś innego. Jednak najgorsze w tej całej sytuacji jest to, że ja tego drania kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego, nie chcę rozwalić rodziny. Próbuję walczyć, robić wszystko by zachować godność, honor ale i stworzyć dzieciom wspaniały dom tylko tracę wiarę, że to się uda. Może rzeczywiście zacznę głośno o tym mówić ( dziękuję Elilena) , choć strasznie się tego wstydzę. Bo jestem osobą, która nie lubi mówić o problemach... I nawet ostatnio próbowałam tak zrobić, kiedy po ostatnim razie kiedy mnie pchnął ostrzegłam, że jeżeli zrobi to kolejny raz napiszę posta na fb i wszyscy się dowiedzą. Szarpnął mnie niestety kolejny raz po jakimś czasie i ja zgodnie z umową napisałam posta co prawda w j. angielskim. Nie chciałam jednak aby to jednoznacznie wskazywało na bicie (wstyd), tylko ogólnie komunikat, że coś jest nie tak) Poskutkowało jedynie tym, że kiedy się dowiedział, że napisałam COŚ ( nie zna angielskiego i nie potrafił sobie nawet przetłumaczyć) spakował się i chciał się wyprowadzić komunikując mi, że nigdy więcej go nie zobaczymy, zostaniemy bez środków do życia...
Okropnie się czułam ponieważ przypomniała mi się sytuacja, kiedy jakiś czas temu nie układało mu się w firmie i między nami też nie było za wesoło, powiedział mi wówczas, że się zabije i napisze wszystkim, że zrobił to przeze mnie. Aby każdy obwiniał mnie o to, bo przecież on jest wspaniałym facetem.... To straszne uczucie, bałam się, że może naprawdę zrobić sobie krzywdę.... A jego mama jest wspaniałym człowiekiem ale wiem, że niestety by w to uwierzyła i wszyscy obwiniali by mnie.

IRYD- masz rację, ponieważ kiedy nie raz wspominałam o rozwodzie, od razu mi powiedział, że nic od niego nie dostanę ( nawet nie ściągnę alimentów) ponieważ może wszystko załatwić tak, aby oficjalnie być bankrutem. I w niektórych sytuacjach myślę, że naprawdę jest do tego zdolny.
Z drugiej strony wiem, że on na swój sposób mnie kocha. Bo nawet jak jest między nami dobrze to świetnie razem spędzamy czas, uwielbiamy ze sobą długo rozmawiać, wszędzie chce mnie zabierać. Dlatego to nie jest takie proste.

Jestem katoliczką i dla mnie rozwód to ostateczność (nie pozwolę jednak by krzywdził dzieci!!!) dlatego muszę walczyć o spokój w domu. Kiedy próbuję z nim rozmawiać o np. jego totalnym braku współczucia
( nawet jak jestem naprawdę chora nie chce zrobić mi choćby herbaty, czy podać leków;(), bądź o lenistwie dochodzącym do tego stopnia, że myje się 2x w tygodniu ( nie wymagam już by cokolwiek zrobił w domu,po tylu latach zwyczajnie odpuściłam- szkoda nerwów)   to twierdzi, że wg mnie to w ogóle jest beznadziejny i się obraża. I jak jest taki zły to żebym go zostawiła.
Kiedyś, gdy było 1 dziecko po kolejnej kłótni odeszłam nic nikomu nie mówiąc. Wyjechałam, po 2 dniach non stop dzwonił, pisał, przepraszał obiecywał zmiany, przysięgał na wszystkie świętości.. Wróciłam lecz po jakimś czasie było jak wcześniej. Teraz odejście nawet na kilka dni stanowi problem. Z takimi maluchami ciężko. Ponieważ jak kiedyś wyprowadzałam się do mojej mamy to jak wiedział, że jestem bezpieczna i nigdzie nie jeżdżę nawet nie napisał jednego sms.

Jego najbliższa rodzina (siostra, mama) wie, że mnie czasem wyzywa (siostra słyszała nieraz) aczkolwiek nie mają na niego  żadnego wpływu.
Czasami tak sobie myślę, że gdybym napisała sobie na kartce jego wady i zalety to tych pierwszych byłoby zdecydowanie więcej. Zalet natomiast niewiele. Ale ciągle słyszę, że on mógłby mieć każdą kobietę itd. Fakt jest bardzo przystojny ale gdyby ktoś go poznał tak jak ja.... Tylko, że u nas  przez ślubem było wspaniale, nie okazywał tego. Twierdzi, że mnie z dwójką tak małych dzieci (4 i 2) nikt nie zechce, że będę sama itp.
Chcę ratować rodzinę tylko im dłużej czytam to co sama napisałam i jak dużo jest argumentów przeciw wątpię.... Życie jest takie dziwne... Może ON to taki mój krzyż, za jakieś grzechy...
Jak w tym związku mam zachować godność? Czy naprawdę nie widzicie szansy? Nikomu się nie udało zatrzymać przemocy?

7

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Moim zdaniem powinnaś otwarcie mówić jak jest, nawet w żartach- tak żeby rozmówcy nie wiedzieli czy się zgrywasz czy mówisz serio.Takim śmieciom jak Twój małżonek przeważnie bardzo zależy na opinii osób postronnych i w ten sposób zyskasz na czasie; chociaż i tak wcześniej czy później będziesz musiała odejść.
Powiadasz, ze z dwójką dzieci będziesz sama?A teraz to niby nie jesteś sama?Nawet wyżalić się nie masz komu, tylko piszesz anonimowo do obcych ludzi...

8

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

bardzo mi przykro....to co złego dzieje się w rodzinach w ogóle nie powinno miec miejsca! nie pomogę bo sama borykam się z problememami, u mnie niby jest łagodniej ale na pewno nie idzie to w dobrą stronę....a o dzieciach już ktoś mądrze napisał, nie patrz na relacje męza z nimi, ja mam 14 i 5 latkę...z 14 póki była mała mąż miał super układy a gdy zaczęła miec własne zdanie,, skończyła lat 8,9,10 i dalej, między nimi jest na noże....córka sama musiała wypracowac sobie realcje a te relacje to gruba skóra, poniewaz on jej nie szanuje ona go również, pyskuje mu, a on nie może tego znieśc, no ale co dajemy to do nas wraca...z młodszą ma lepsze relacje, choc ona tez potrafi mu sie postawic mowiąc nie i wtedy on ją odpycha i mówi to jak nie to idż sobie...zaczynają sie oddalac...
pomyśl o sobie w tym związku,

9 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-01-22 09:14:45)

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Mlodamama1988, obudź się. Twój mąż WCALE Cię nie kocha- Twój mąż po prostu lubi Cię kontrolować i się nad Tobą znęcać. Ot tak po prostu. Jasne, że Ci cuda na kiju będzie obiecywał by Cię przy sobie zatrzymać, bo gdzie znajdzie lepszą ofiarę do katowania niż we własnym domu? To jest taki dobrze znany schemat przemocy, w którym są okresy obiecanek-cacanek, kwiatów i czekoladek, przeplatane nasilającą się agresją fizyczną i psychiczną. Piszę "nasilającą" by Ci uświadomić, że lepiej nie będzie. Będzie gorzej. Na żadną terapię to ja bym nie liczyła. Twój mąż musiałby widzieć PROBLEM w swoim zachowaniu by szukać pomocy, a on z Twojego opisu, wcale takiej świadomości nie ma i mieć nie chce.

Wstydzić to się powinien on, nie Ty. Jak by Cię ktoś napadł w ciemnej alejce, pobił i zwyzywał, to byś się przecież nie wstydziła, ale pobiegła na policję, więc jeżeli mąż Cię tak traktuje, to wina leży PO JEGO STRONIE. Zamiast czekać na jego zmianę, powinnaś w te pędy poinformować o jego zachowaniu całą swoją rodzinę i przyjaciół i szukać u nich pomocy wyjścia z tego bagna.

No i godność to ktoś już tutaj stracił z kretesem- twój mąż.

10

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Młodamamo zakoncz to małżeństwo bo noc.z tego nie będzie a terapia jest dobra dla kogoś kto.widzi swoje błędy i chce je naprawić. Miałam podobną do twojej sytuację, poszliśmy ma terapię bo.zagrozilam rozwodem. Mój mąż nigdy nie widział i nie widzi winy w sobie a jedynie we mnie. Dzięki terapi odpadły emocje i nic poza tym. Twój mąż toba manipuluje i emocjonalnie cie szantazuje. Myśl o dzieciach o.e widzą więcej niż nam się wydaje. Pisz na meila jeśli będziesz potrzebowała. Trzymaj się kochana

11

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?
mlodamama1988 napisał/a:

Dziękuję Wam bardzo!!!
Akurat dzisiaj w domu była między nami zgoda i rozmawialiśmy normalnie. I znowu miałam złudne światełko nadziei, że może to był już ostatni raz z jego strony... Aż tu po przeczytaniu waszych odpowiedzi zdałam sobie sprawę, że w życiu nie jest tak pięknie i nic samo nie ustąpi.
Ja chyba sama za bardzo chciałam uwierzyć, że będzie między nami dobrze, mimo iż w podświadomości wiem zupełnie coś innego. (...)

Akurat wczoraj był u was tzw. okres miodowego miesiąca. Ile trwać będzie? Do czasu, gdy ponownie Twoje nadzieje rozkwitną.
Twierdzisz, że nie chcesz rozbijać rodziny. TY? To Twój mąż rozbił ją dawno i czyni to w dalszym ciągu. To, co jest między wami oraz dziećmi, jest toksyczne dla wszystkich, również dla niego.  Utrzymujesz, że dzieci są niczego nieświadome. Nieprawda. Widzą i słyszą więcej niż usiłujesz to sama sobie wmówić. Dzieci są doskonałymi obserwatorami, a ich milczenie wynika często z zakłopotania (bo jak gadać o czymś, co dla dorosłych jest tematem tabu) i lęku. Jesteś osobą wierzącą, rozwód byłby ostatecznością - Kościół katolicki uznaje separację.

By rozwiać swe wątpliwości, przeczytaj poniższą informację:

Niebieska Linia napisał/a:

Cykle przemocy w rodzinie
Przemoc nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem który ma tendencję do powtarzania się. Nie zatrzymana przemoc- narasta.  Badania wykazały, że osoby doznające przemocy,  przechodzą przez trzy fazy powtarzającego się cyklu przemocy.
1. Faza narastania napięcia
Początkiem cyklu jest zwykle wyczuwalny wzrost napięcia oraz nasilające się sytuacje konfliktowe. Osoba stosująca przemoc jest stale poirytowana, napięta, często robi awantury z byle powodu, prowokuje kłótnie. Reakcjami ofiar przemocy na taką sytuację w domu jest najczęściej uspokajanie atmosfery, spełnianie wszelkich zachcianek, przepraszanie sprawcy ?na wszelki wypadek?.
2. Faza gwałtownej przemocy
W tej fazie osoba stosująca przemoc staje się gwałtowna, wpada w szał. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Skutki użytej przemocy mogą być różne - podbite oko, połamane kości, obrażenia wewnętrzne, poronienie, śmierć. Najczęściej w tej fazie ofiary decydują się  wezwać policji lub szukać pomocy gdzie indziej.
Po zakończeniu wybuchu przemocy, ofiara jest w stanie szoku. Nie może uwierzyć, że to się na prawdę stało. Odczuwa wstyd i przerażenie. Jest oszołomiona. Staje się apatyczna, traci ochotę do życia, odczuwa złość i bezradność.

3. Faza miodowego miesiąca
To faza skruchy i okazywania miłości. Sprawca szczerze żałuje tego, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy.
Staje się znowu podobny do tego, jaki był na początku znajomości. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem.
Faza miodowego miesiąca przemija. Po jakimś czasie napięcie znowu powraca i cały cykl przemocy powtarza się. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, że przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza. Cykliczność przemocy sprawia, że ofiarom trudno jest podjąć działania mające na celu zatrzymanie przemocy.

12

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Pisalaś o jego mamie, siostrze.A co z jego ojcem ? Siedzi  w wiezieniu za znecanie się ?
Czy znalazl sobie inną?

13

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

-Jeśli zacznie się awanturować, wzywasz Policję. Bezwzględnie. ZA KAŻDYM RAZEM, to ważne.
-Szukasz pomocy w Punkcie Interwencji Kryzysowej.
-Mówisz przyjaciołom, że mąż się nad Tobą znęca psychicznie i fizycznie - NIE DAJ MU SIĘ ZASTRASZYĆ! Od tego masz przyjaciółki, by im mówić o swoich problemach. To nie są przelewki, kobieto, osoby trzecie muszą wiedzieć, co się dzieje. Mów im o wszystkim, ten buc się nie dowie.
-Zakupujesz dyktafon, włączasz, chowasz w miejscu, w którym nie ma prawa go znaleźć i nagrywasz jego ekscesy, wyzwiska i krzyki pod Twoim adresem. Pod żadnym pozorem nie może się o tym dowiedzieć.
-Skarżysz się jego rodzinie, że Cię wyzywa i szarpie. Jeśli po tym zrobi Ci kolejną awanturę - wzywasz Policję smile
-Przestań być ofiarą - dla dzieci. Musisz przestać się go bać. Jest słaby, jest żałosny, jest karykaturą człowieka, a Ty musisz zdawać sobie z tego sprawę.

On Cię straszy, bo wie, że łykasz każde jego słowo. Postaw się temu. Zacznij walczyć o swoje.
Wolisz żyć wiecznie poniżana i bita u boku męża, który posuwa (lub będzie posuwał, masz na to moją gwarancję) młode podwładne, czy może żyć bez tego idioty, który nie kocha Cię, nie szanuje i gardzi Tobą, bo sam ma problemy psychiczne? Zastanów się, co jest lepsze dla Ciebie i dzieci.

Koniecznie szukaj pracy, o niczym mu nie mów. Na Twoim miejscu wyprowadziłabym się do matki i robiła swoje - szukała pracy. Jeśli Pan Idiota dzwoniłby i domagał się powrotu, posłałabym go w diabły.

Siedzenie w domu i pisanie na forum nic Ci nie da- musisz wziąć sprawy w swoje ręce. Jeśli nie potrafisz sama, uderz do psychologa i radcy prawnego/adwokata. Zacznij działać, bo będzie coraz gorzej.

14

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Kochani, macie rację i dziękuje, że szerzej otwieracie mi oczy. Dobrze jest dowiedzieć się obiektywnych opinii osób trzecich. Najpierw muszę poukładać siebie samą, aby znaleźć sobie siłę na tak radykalne kroki.
Verdad- nie znałam teścia, zmarł gdy mąż miał 16 lat. Z opowieści teściowej natomiast wiem, że nie był dobrym mężem (alkohol) ale nie bił jej. Mój mąż w ogóle praktycznie nie pije ( całe szczęście), ale wychowywany był jak typowy synuś nadopiekuńczej mamusi- żadnych obowiązków tylko przyjemności i spełnianie jego zachcianek. Na początku nie potrafił pogodzić się z tym, że ja jestem wychowana zupełnie inaczej. Nie zje obiadu jak mu nie nałożę itp.;/// Achhhhhhh Pozdrawiam was:***

15

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?
pitagoras napisał/a:

Moim zdaniem powinnaś otwarcie mówić jak jest, nawet w żartach- tak żeby rozmówcy nie wiedzieli czy się zgrywasz czy mówisz serio.Takim śmieciom jak Twój małżonek przeważnie bardzo zależy na opinii osób postronnych i w ten sposób zyskasz na czasie; chociaż i tak wcześniej czy później będziesz musiała odejść.
Powiadasz, ze z dwójką dzieci będziesz sama?A teraz to niby nie jesteś sama?Nawet wyżalić się nie masz komu, tylko piszesz anonimowo do obcych ludzi...

Zgadzam się w 100% z powyższym. Nic tak nie działa jak śmiech i otwarte mówienie. U mnie zadziałało.

Przede wszystkim trzeba jednak postawić na siebie, polubić się, zadbać o swoje potrzeby, znaleźć przyjaznych ludzi i przestać się bać (chociaż trochę).

16

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?
Lwica_ napisał/a:

-Jeśli zacznie się awanturować, wzywasz Policję. Bezwzględnie. ZA KAŻDYM RAZEM, to ważne.
-Szukasz pomocy w Punkcie Interwencji Kryzysowej.
-Mówisz przyjaciołom, że mąż się nad Tobą znęca psychicznie i fizycznie - NIE DAJ MU SIĘ ZASTRASZYĆ! Od tego masz przyjaciółki, by im mówić o swoich problemach. To nie są przelewki, kobieto, osoby trzecie muszą wiedzieć, co się dzieje. Mów im o wszystkim, ten buc się nie dowie.
-Zakupujesz dyktafon, włączasz, chowasz w miejscu, w którym nie ma prawa go znaleźć i nagrywasz jego ekscesy, wyzwiska i krzyki pod Twoim adresem. Pod żadnym pozorem nie może się o tym dowiedzieć.
-Skarżysz się jego rodzinie, że Cię wyzywa i szarpie. Jeśli po tym zrobi Ci kolejną awanturę - wzywasz Policję smile
-Przestań być ofiarą - dla dzieci. Musisz przestać się go bać. Jest słaby, jest żałosny, jest karykaturą człowieka, a Ty musisz zdawać sobie z tego sprawę.

On Cię straszy, bo wie, że łykasz każde jego słowo. Postaw się temu. Zacznij walczyć o swoje.
Wolisz żyć wiecznie poniżana i bita u boku męża, który posuwa (lub będzie posuwał, masz na to moją gwarancję) młode podwładne, czy może żyć bez tego idioty, który nie kocha Cię, nie szanuje i gardzi Tobą, bo sam ma problemy psychiczne? Zastanów się, co jest lepsze dla Ciebie i dzieci.

Koniecznie szukaj pracy, o niczym mu nie mów. Na Twoim miejscu wyprowadziłabym się do matki i robiła swoje - szukała pracy. Jeśli Pan Idiota dzwoniłby i domagał się powrotu, posłałabym go w diabły.

Siedzenie w domu i pisanie na forum nic Ci nie da- musisz wziąć sprawy w swoje ręce. Jeśli nie potrafisz sama, uderz do psychologa i radcy prawnego/adwokata. Zacznij działać, bo będzie coraz gorzej.

Dokładnie tak jak Lwica podała, walcz o siebie,
dzieci potrzebuję silnej mamy wierzącej w siebie : )
Poszukaj pomocy, będzie lepiej, uwierzysz w siebie i zaczniesz działać : )

17

Odp: Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

też zgadzam się z tym co napisała Lwica , Kochana cieszysz się ,że tego nie słyszą Twoje dzieci a ja Ci mówię do czasu. Jak sama zauważyłaś ciągle posuwa się dalej i przy nich zacznie Cię poniewierać . To dla nich i dla siebie zacznij walczyć , bo lepiej nie będzie. Dajesz mu przyzwolenie na takie traktowanie , Wiem ,że łatwo jest pisać niż działać ale to jedyna droga. Im wcześniej tym lepiej. Na nim swiat się nie kończy jak on nie będzie chciał się zmienić to zostaw drania. Nie cierpię takich ludzi .którzy poniżają innych , dołują ich pozbawiają poczucia własnej wartości.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy wierzyć, że terapia mu pomoże skoro ON sam nie widzi problemu?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024