Witajcie, potrzebuje rady bo sama nie wiem co robić.
Jestem w związku 10 lat (6 po ślubie). Mamy 2 małych dzieci. On- Pan, władca, szef lubiany przez wszystkich ma firmę, dobrze zarabia, super tatuś itd. Ja- zajmuję się dziećmi, skończyłam studia, nadal się uczę mimo iż ciągle słyszę, że to wszystko za jego pieniądze. Nie chce abym szła do pracy, mam zajmować się domem- no chyba, że znajdę pracę przynoszącą dochody takie jak jego firma( wiadomo, nierealne).
To moja pierwsza miłość, idealny facet i wszystko byłoby cudownie, bajkowo gdyby nie fakt, że w kłótni wyzywa mnie od najgorszych choć naprawdę nie ma ku temu podstaw. Nigdy go nie zdradziłam, nigdzie się nie szwędam itd. Na początku ( już po ślubie) zdarzało mu się powiedzieć "głupia" lub coś w tym stylu. Ciężko mi było, ponieważ dla mnie ogromnie ważny "był" (niestety) szacunek i on o tym doskonale wiedział. Bolało okropnie ponieważ nie czułam się taką. A teraz to sama nie wiem kim jestem. Przez te kilka lat się nasłuchałam, że : wszystko jest jego, jestem idiotką, kretynką, debilem, grubasem ( daje mi limit kg którego nie mogę przekroczyć, bo jemu podobają się suche panienki, choć moje BMI wynosi 21) wielorybem i długo by wymieniać - zawsze stara się trafić w punkt, aby mnie najbardziej bolało.
A 3 dni temu powiedział, że jestem kurwą- powaliło mnie to;((
Ogólnie jest tak, że takie zachowanie jest tylko w trakcie kłótni, później są wyznania miłości, że miód cieknie. Obietnice: dozgonna idylla i czuję się wspaniale. Cisza w domu, dzieci szczęśliwie bawią się z tatusiem. Całe szczęście, że moje skarby nigdy nie słyszą tych obelg w moją stronę. Są dla mnie wszystkim.
Wiadomo do czasu kolejnej kłótni.
Niestety czas sprawił, że kiedy mój mąż jak nabluzga to już w ogóle nie przeprasza. I zakazuje mi komukolwiek o tym mówić. Doznaje furii kiedy dowiaduje się, że komuś pisnęłam słówko co się u nas dzieje. I tak zamknęłam się w sobie i żyję sobie sama z moimi problemami a moje przyjaciółki kompletnie nic nie wiedzą i myślą, że mam idealnego męża. A ja mam takie myśli, kiedy słyszę te obelgi, że rzeczywiście jestem głupia, brzydka, totalne zero, że nic nie potrafię i te wszystkie sytuacje agresywne są przeze mnie. Za chwile wkracza zdrowy rozsądek i myśl, że niekoniecznie wszystko jest przeze mnie...
I tu jest już mój problem, ponieważ wcześniej naprawdę próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyłam ile to dla mnie znaczy- szacunek itd. Nic nie skutkowało i z poczucia bezsilności kilkakrotnie opłacałam mu tym samym, czyli wyzywaliśmy się nawzajem. Aczkolwiek on robi takie rzeczy, że mam mu do zarzucenia np. kłamstwa, oszustwa itd. Ja nie jestem święta ale jako żona jestem lojalna i w kłótniach zarzuca mi coś co było 11 lat temu kiedy nie byłam z nim. Nie mam już na niego rady;(
Jak to mówią, do wszystkiego się człowiek przyzwyczaja i te wyzwiska nie robiły już na mnie wrażenia. Do ostatnich 6 m-cy. Kiedy w trakcie kłótni zaczął mną szarpać, popychać, kopać, szczypać. Posuwa się do coraz gorszych rzeczy. Kilka dni temu rozzłościł się i w kłótni wyrzucił mnie z domu- tak siłą jak psa i zamknął drzwi. Jest coraz gorzej. Ja jestem osobą, która nie lubi się gniewać, bo pragnę mieć wspaniały dom dla moich dzieci. A on po tym co zrobi, obraża się i czeka na przeprosiny co mnie zawsze doprowadza do wściekłości. A kiedy to on już przestanie się dąsać i wstaje rano jak gdyby nigdy nic się nie stało, wymaga ode mnie abym i ja zachowywała się normalnie. Ale czasem po prostu nie potrafię, bo serce ryczy jak głupie.
Kiedy ostatnio powiedziałam, że potrzebna nam terapia wyśmiał mnie, twierdząc, że rozdmuchuję problem. Aczkolwiek ciągle mi powtarza, że:" mi zapierdoli, że pożałuję, że będę płakać itd." Postawiłam się, wydrukowałam artykuł w którym jasno napisane jest, że to już jest przemoc. Zagroziłam, że wszystkim powiem. Prosiłam, aby to przemyślał, że ja chcę ratować naszą rodzinę. Zgodził się twierdząc, że naprawdę były momenty, kiedy ledwo pohamował się przed uderzeniem. Ucieszyłam się ogromnie, widziałam jakąś szanse dla nas. Miałam nas umówić na wizytę. Po czym na drugi dzień dowiaduję się, że wszystko powiedział znajomym, że chcę z niego zrobić wariata. Oni się śmieją a ja nie miałam odwagi opowiedzieć im prawdy dlaczego tak jest......
Czy ktoś miał podobną sytuację i uratował związek, rodzinę? terapia dała jakiś efekt? Czy jest sens w ogóle na nią iść skoro on podchodzi do tego w taki sposób. Proszę o opinie, z nikim nie mogę o tym porozmawiać. Chcę znać wasze zdanie. Pozdrawiam..... Uff nawet nie wiecie jak mi ulżyło, że wyrzuciłam to w końcu z siebie.
Po przeczytaniu kilku artykułów o przemocy zaczęłam się zastanawiać czy nie wpadłam w ten ślepy zaułek i tylko czekać kiedy porządnie mi przyłoży. Bo nie ukrywam, że zaczęłam bać się męża. Mam odruchy obronne i często się na tym łapie, że jak się kłócimy to mimo woli zakrywam twarz. On się wtedy śmieje i mówi, że dobrze, że się go boję.