Witam wszystkich,
Piszę tutaj bo potrzebuję żeby ktoś z boku ocenił moją życiową sytuację. Z góry proszę o szczerość, a ja postaram się opisać moją patową sytuację w jak najbardziej zwięzły sposób.
Jestem z kimś w związku od 10 lat. Poznaliśmy się jako dwoje mało dojrzałych nastolatków i przez cały ten okres bywało po prostu różnie. W tamtym roku wybaczyłam mu zdradę o której dowiedziałam się po 4 latach. To była przemyślana decyzja z mojej strony, zaręczyliśmy się, planujemy ślub. Zdaje się, że wszystkie burze są za nami, ja w tym wszystkim też nie byłam bez winy, zdawałam sobie z tego sprawę i zdaje nadal.
Mieszkamy obecnie w dużym mieście, mam dobrą pracę, on też. Jesteśmy wobec siebie szczerzy, rozmawialiśmy o dziecku, ślub ma się odbyć w tym roku.
I co jest nie tak? Myślałam, że zupełne nic, że wreszcie wiemy czego oboje chcemy, ale coś we mnie pęka. On bardzo chciał przeprowadzić się do innego miasta, bliżej rodziny, zgodziłam się na to, stawiając swoje warunki. Teraz im bliżej wszystkiego im więcej przyglądam się jego zachowaniom tym mam tylko jedno wrażenie: dasz palec ktoś będzie chciał całą rękę.
Moja sytuacja wygląda tak:
Mam rzucić pracę kiedy on znajdzie inną w nowym mieście - bo on tak chce
Decyzja o dziecku - jak on to przemyśli to da znać
Decyzja o zaproszeniach na ślub- jest jeszcze czas
Ciągle to słyszę - jest czas i że jak on coś przemyśli to da mi znać. Czuję się jak zbędny mebel, którym nikt się nie interesuje. Moje zdanie się nie liczy. Mam wrażenie, że ten związek tworzy on + on, a ja jestem jak dla ozdoby.
Nie chcę tak funkcjonować. Nie chcę takiego życia dla siebie, gdzie decyzje podejmuje za mnie ktoś inny. On nie liczy się z moimi potrzebami, z tym kim jestem. Liczy się tylko on i to czego on chce. Próbowałam rozmawiać ale każda próba kończy się awanturą i zwalaniem na mnie winy. Nie wiem jak do niego dotrzeć ani jak dalej żyć. Najchętniej przełożyłabym decyzję o ślubie.
Co o tym myślicie?
dziękuję z góry wszystkim tym, którzy będą chcieli wypowiedzieć swoje zdanie w moim temacie