Wiecie dziewczyny, ja zostałem sam, wręcz porzucony jak pies 3 lata temu. Fakt przeżyłem to bardzo ale samo jej oddejście nie zabolało mnie tak tylko w jakich okolicznościach. Dzisiaj jestem szczęśliwy, doszedłem do wniosku jakbym miał sie przejmować każdą partnerką, która poszła sobie w jasną cienką, albo do innego, to chybabym dostał śmergla.
Dlatego radzę, nie brać sobie do serca, pewnie zaboli, ale nie myśleć o nim, tylko o tym , co może nas spotkać w życiu pięknego i kogo możemy poznać.
1 2014-01-18 14:54:59 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2014-01-18 14:55:30)
mozna byc szczesliwym jak sie jest samotnym czlowiekiem?????
mozna byc szczesliwym jak sie jest samotnym czlowiekiem?????
Tak jak najbardziej, jak czujesz się szczęśliwa zaczynasz przyciągać super rzeczy, a nawet przyciągniesz swojego wymażonego partnera - oczywiście nie szukając na siłę.
nie wierze juz w te bzdury....... ale trzymam kciuki za Ciebie
nie wierze juz w te bzdury....... ale trzymam kciuki za Ciebie
To zacznij wierzyć. Bo wiara czyni cuda.
"Kiedy sie czujesz źle ze sobą, powstrzymujesz miłość i jej nie przyciągniesz"
"Traktuj się z miłością i szacunkiem, a przyciągniesz więcej ludzi, którzy okażą Ci miłość i szacunek a także życiowego partnera"
Piekne marzenia no coz moe i tak je..... jak sprawdzisz na sobie i ci sie uda to daj znac:)
jak sprawdzisz na sobie i ci sie uda to daj znac:)
Niestety, kolejność musi być odwrotna, czyli trzeba uwierzyć, żeby zobaczyć
O tym uczył już Jezus, a po nim wielu innych. Ty też widzisz to w co wierzysz, ale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Piekne marzenia no coz moe i tak je..... jak sprawdzisz na sobie i ci sie uda to daj znac:)
Już dawno to sprawdziłem a co do partnerki nie szukam na siłę.
Skończyłaś dwa kierunki studiów, tylko nie napisałaś jakie. Siedzisz na wsi, uważasz że nie ma tam w czym wybierać, a może masz tak wygurowane aspiracje o partnerze, że żaden ci nie odpowiada. A co do twojego byłego wział sobie 23 latkę z rodziny patologicznej jak sama pisałaś, Sam sobie szczelił gola, chyba go seks trzyma z nią.
A szczęście jest w nas. Żyje się dla siebie a nie dla kogoś.
Chyba że mamy dziecko, wiadomo ja mam i on jest dla mnie najważniejszy. To nie znaczy, że moja partnerka miałabyć lekceważona. Zresztą mój dzieciak już jest dorosły wg. dowodu.
skonczylam historie, edukacje wczesnoszkolna i przedszkolna i logopedia.
skonczylam historie, edukacje wczesnoszkolna i przedszkolna i logopedia.
To jesteś nauczycielka.
To już rozumiem wszystko.
skonczylam historie, edukacje wczesnoszkolna i przedszkolna i logopedia.
W takim razie w dużym mieście też się utrzymasz. Przynajmniej w Warszawie i najbliższych okolicach mogłabyś nieźle dorobić po godzinach. Niektórzy zapłacą ekstra, żeby ich dzieci miały właściwą i kompetentną opiekę.
pewnie że mozna byc szczęśliwym samemu
ja wlasnie skonczylam kolejny moj związek, tym razem nie był zbyt dlugi, ale wiem ze dam rade i w koncu trafie na milość
mam studia, prace, silownie, przyjaciol, imprezy, kolacje, kawiarnie, basen, duuuzo by tu wypisywać. ważne zeby ciagle cos robić, a w koncu ktoś pomiedzy tymi wszystkimi zadaniami sie znajdzie ![]()
ja wierze ze ta milośc nadejdzie, chociaż nie zawsze jest latwo i dopadaja zle humory to trwaja one tylko chwilke, zycie dalej jest super. a skoro bedąc single potrafimy sie nim ciszyc to z drugą osobą bedzie lepiej
kiedys...
pewnie że mozna byc szczęśliwym samemu
ja wlasnie skonczylam kolejny moj związek, tym razem nie był zbyt dlugi, ale wiem ze dam rade i w koncu trafie na milość
![]()
mam studia, prace, silownie, przyjaciol, imprezy, kolacje, kawiarnie, basen, duuuzo by tu wypisywać. ważne zeby ciagle cos robić, a w koncu ktoś pomiedzy tymi wszystkimi zadaniami sie znajdzie
ja wierze ze ta milośc nadejdzie, chociaż nie zawsze jest latwo i dopadaja zle humory to trwaja one tylko chwilke, zycie dalej jest super. a skoro bedąc single potrafimy sie nim ciszyc to z drugą osobą bedzie lepiejkiedys...
Super podejście.
Jak sie potkniemy to trzeba się otrzepać i iść dalej. A nie szlochać bez końca. Cieszyć sie życiem.
A inni tylko chcą zemst, pieniędzy w przypadku rozwodów.
własnie bylam nauczycielem pod warszawa.... praca niepewna na zstaepstwo za grosze:( dlatego wrocilam na wies do rodzicow bo tam mam etat za takie same pieniadze co pod warszawka tylko ze na wsi nie te same perspektywy no niestety
własnie bylam nauczycielem pod warszawa....
Nauczyciel to chyba zawód bez perspektyw. Dziś chyba ciągłe redukcje. Najważniejsze żeby żyć dobrze z dyrektorem lub być jakąś jego rodziną, żoną, córką itp. O nauczycielach mam jak najgorsze zdanie. Ogólnie zawód strasznie dziś wygodny mało godzin, dużo luzu. Nie jestem samotny ale samotnym dziewczynom się dziwię. Jeśli jesteś brzydka i głupia to fakt atutów brak. Ale jeśli jesteś choćby przeciętna to cały świat przed Tobą.
czemu nie lubisz nauczycieli???? jakies zle doswiadczenia??? i czemu dziwisz sie samotnym kobietom???
własnie bylam nauczycielem pod warszawa.... praca niepewna na zstaepstwo za grosze:( dlatego wrocilam na wies do rodzicow bo tam mam etat za takie same pieniadze co pod warszawka tylko ze na wsi nie te same perspektywy no niestety
Miałem koleżankę, która pracowała w prywatnym przedszkolu. Było długo czynne, a i tak ludzie do niej przychodzili i prosili, żeby jeszcze po pracy zajęła się dzieckiem za dodatkową kasę. W takim systemie nie narzekała na kasę, a wcale długo nie pracowała.
pewnie zalezy jak kto trafi.... jak ma sie caly etat to nie zarabia sie zle do tego jak dojda dodatki. ale ciezko wkrecic sie do szkoly w warszawie no niestety dzis to dosc oblegany zawod
Nauczycielka w gimnazjum czy LO?
Z mojego podwórka też pani nauczycielka swoją drugą połówkę poznała grubo po trzydziestce, jakieś 4 lata temu. Teraz oczekuje drugiego potomka. Msc. zamieszkania - wieś, więc Twoje obawy Historyczko uważam za bezzasadne.
pzdr
czemu nie lubisz nauczycieli???? jakies zle doswiadczenia??? i czemu dziwisz sie samotnym kobietom???
Powodów jest wiele ale zaraz moderatorki powiedzą, że to nie na temat, bo temat to szczęśliwy paulo w samotności. Załóż wątek dlaczego nie lubimy nauczycieli lub czy lubimy nauczycieli to napiszę moje zdanie i moderatorki nie będą się czepiać, że nie na temat.
Drugie to tylko mailem, bo na poważne tematy nie interesuje mnie narodowa dyskusja.
ok to czekam na odpowiedz na meilu
22 2014-01-18 22:25:26 Ostatnio edytowany przez Diament74 (2014-01-18 22:47:55)
historyczka222 napisał/a:mozna byc szczesliwym jak sie jest samotnym czlowiekiem?????
Tak jak najbardziej, jak czujesz się szczęśliwa zaczynasz przyciągać super rzeczy, a nawet przyciągniesz swojego wymażonego partnera - oczywiście nie szukając na siłę.
To prawda, że można być samotnym i szczęśliwym. To prawda, że pozytywnym nastawieniem do życia, możemy przyciągać dobre rzeczy... ![]()
Tak jak Paulo71 nie szukam partnera na siłę, bo po co? Co ma być to będzie a myślę - wierzę w to - że spotkam jeszcze mężczyznę swojego życia
Może za miesiąc, za rok za 10 lat ale spotkam... ![]()
Tymczasem cieszę się z odzyskanej wolności ![]()
Pozdrawiam
23 2014-01-18 22:47:52 Ostatnio edytowany przez Unikalny (2014-01-18 23:00:14)
nie wierze juz w te bzdury....... ale trzymam kciuki za Ciebie
Wiara jest potrzebna najczęściej w kościele. Szczęście się czuje, a nie się w nie wierzy. Rodzimy się szczęśliwi, kochani i kochamy, kwestia, że zaczynamy to gubić po drodze :) Cudownie jest mieć kogoś, ale wiązanie się z kimś tylko by poprawić sobie nastrój jest do kitu :))
Cudownie jest mieć kogoś, ale wiązanie się z kimś tylko by poprawić sobie nastrój jest do kitu
)
Cała prawda ![]()
Szczęście się czuje, a nie się w nie wierzy. Rodzimy się szczęśliwi, kochani i kochamy, kwestia, że zaczynamy to gubić po drodze
Czyli jak ktoś się urodził jako dziecko niechciane to na szczęście nie ma już szans.
Chodzi Ci o to, że szczęście się odczuwa czy, że czuje bo masz jakieś specjalne receptory do odczuwania szczęścia. Może trzecie oko lub ucho, bo nie rozumiem.
26 2014-01-18 23:19:10 Ostatnio edytowany przez Unikalny (2014-01-18 23:19:46)
Unikalny napisał/a:Szczęście się czuje, a nie się w nie wierzy. Rodzimy się szczęśliwi, kochani i kochamy, kwestia, że zaczynamy to gubić po drodze
Czyli jak ktoś się urodził jako dziecko niechciane to na szczęście nie ma już szans.
Chodzi Ci o to, że szczęście się odczuwa czy, że czuje bo masz jakieś specjalne receptory do odczuwania szczęścia. Może trzecie oko lub ucho, bo nie rozumiem.
Szczęście zaczyna się od myślenia albo od nie myślenia. Skąd urodzone dziecko może wiedzieć, że jest niechciane? To, że przytuli go ktoś inny niż matka ono sobie zinterpretuje, że jest niechciane? Dziecko jest w całej okazałości EGO kształtuje się na poziomie 4-5 lat, więc ono nie ma interpretacji pod tytułem jestem chciany, niechciany, jestem gorszy, lepszy, potrzebuje mieć czerwony kabriolet by czuć się lepiej ![]()
Co Ty piszesz? Nie czułeś nigdy szczęścia? Właśnie o tym pisze o takim odczuwaniu szczęścia, a nie jakieś specjalnie receptory oO...
Szczęście zaczyna się od myślenia albo od nie myślenia. Skąd urodzone dziecko może wiedzieć, że jest niechciane? To, że przytuli go ktoś inny niż matka ono sobie zinterpretuje, że jest niechciane? Dziecko jest w całej okazałości EGO kształtuje się na poziomie 4-5 lat, więc ono nie ma interpretacji pod tytułem jestem chciany, niechciany, jestem gorszy, lepszy, potrzebuje mieć czerwony kabriolet by czuć się lepiej
Niezupełnie tak... Dziecko zaczyna czuć już w łonie matki. Kiedy pojawia się ego to oblepia te pierwotne odczucia emocjami, a później przekonaniami i na końcu zachowaniami, ale to nie jest tak, że prze powstaniem ego nie ma nic. Niechciane dziecko będzie w dorosłym życiu odrzucało to co mu służy, bo nie zasługuje. Tak to się może objawiać.
A kluczem do uzdrowienia jest świadomość ![]()
jakbym miał sie przejmować każdą partnerką, która poszła sobie w jasną cienką, albo do innego, to chybabym dostał śmergla.
Dlatego radzę, nie brać sobie do serca, pewnie zaboli, ale nie myśleć o nim, tylko o tym , co może nas spotkać w życiu pięknego i kogo możemy poznać.
No pewnie! Najważniejsza jest wolna wola człowieka, więc jak chce iść do kogo innego to niech idzie. Musimy to szanować. Wtedy liczy się tylko przyszłość.
Ale często jest tak, że jak komuś damy wolność do odejścia, to on jednak zostaje, wraca. Wtedy jesteśmy pewni tej osoby bardziej niż wtedy gdy baliśmy się że odejdzie.
Obrazowo: lepiej mieć ptaszka, który lata wolno i codzienie wraca do naszej klatki, niż trzymać go w klatce szczelnie zamkniętej i bać się że ucieknie.
Unikalny napisał/a:Szczęście zaczyna się od myślenia albo od nie myślenia. Skąd urodzone dziecko może wiedzieć, że jest niechciane? To, że przytuli go ktoś inny niż matka ono sobie zinterpretuje, że jest niechciane? Dziecko jest w całej okazałości EGO kształtuje się na poziomie 4-5 lat, więc ono nie ma interpretacji pod tytułem jestem chciany, niechciany, jestem gorszy, lepszy, potrzebuje mieć czerwony kabriolet by czuć się lepiej
Niezupełnie tak... Dziecko zaczyna czuć już w łonie matki. Kiedy pojawia się ego to oblepia te pierwotne odczucia emocjami, a później przekonaniami i na końcu zachowaniami, ale to nie jest tak, że prze powstaniem ego nie ma nic. Niechciane dziecko będzie w dorosłym życiu odrzucało to co mu służy, bo nie zasługuje. Tak to się może objawiać.
A kluczem do uzdrowienia jest świadomość
Możliwe
Świadomość jest mega ważna dlatego warto się uczyć przydatnych rzeczy ![]()
Pytanie jest jak byś szczęśliwym czyli samotny a szczęśliwy. To że szczęście się odczuwa to nie ma nic do tego jak je osiągnąć.
Można się zgodzić z tym co pisze marioosh666 .
Choć mi chodzi o to, że to czy byliśmy kochani czy nie? Ma wpływ na nasz rozwój psychiczny a nie na szczęście. Ludzie z prawidłową psychiką łatwej doprowadzają do sytuacji gdy są szczęśliwi. Zwłaszcza w kontaktach interpersonalnych. A wiara to tylko motywacja lub samousprawiedliwienie, bo to oczekiwane szczęście niby samo ma przyjść a jak nie przychodzi, to niby nie nasza wina.
Nie wierzę, że osoby samotne mogą być w pełni szczęśliwe. Zawsze będą narzekały na brak czułości: tego promienistego uśmiechu, ciepłego dotyku, przyjemnie świdrującego wzroku. Z kim przegadają całą noc, z kim oddadzą się fali miłosnego uniesienia. Czym można to sobie zrekompensować? No właśnie nie ma za bardzo czym. Dlatego związek z drugą osobą, choć tak dalece niedoskonały jest o wiele lepszy niż samotność.
Myślę, że można być samotnym i szczęśliwym. Słyszysz śpiew ptaków i czujesz taką wewnetrzną radość, widzisz słońce i się cieszysz, jestes sama i funkcjonujesz, idziesz do kina, na spacer. Żyjesz.
Nazywam to szczęście na mój sposób.
Ale do pełni szczęścia, takiej prawdziwej, pełnej satysfakcji potrzebuję drugiej osoby.
Nie na siłę, nie z desperacją.
Tak zwyczajnie: potrzebuję bliskiej osoby, chwil kiedy usiądziemy porozmawiamy, obejrzymy razem film, położę głowę na jego kolanach i nawet nic nie mówiąc po prostu będzie.
Nie wierzę, że osoby samotne mogą być w pełni szczęśliwe. Zawsze będą narzekały na brak czułości: tego promienistego uśmiechu, ciepłego dotyku, przyjemnie świdrującego wzroku. Z kim przegadają całą noc, z kim oddadzą się fali miłosnego uniesienia. Czym można to sobie zrekompensować? No właśnie nie ma za bardzo czym. Dlatego związek z drugą osobą, choć tak dalece niedoskonały jest o wiele lepszy niż samotność.
HAHAHA Faktycznie, poczytaj to forum. Poznasz historie małżeństw gdzie nie ma ani rozmów, ani fali uniesienia miłosnego( a na pewno nie w małżeńskim łożu), że o przyjemnie świdrujacym wzroku nie wspomnę....hahaha
Oczywiście że można być szczęśliwym samotnie... i to o wiele bardziej niż trzymanym na siłę związku
Nie wierzę, że osoby samotne mogą być w pełni szczęśliwe. Zawsze będą narzekały na brak czułości: tego promienistego uśmiechu, ciepłego dotyku, przyjemnie świdrującego wzroku. Z kim przegadają całą noc, z kim oddadzą się fali miłosnego uniesienia. Czym można to sobie zrekompensować? No właśnie nie ma za bardzo czym. Dlatego związek z drugą osobą, choć tak dalece niedoskonały jest o wiele lepszy niż samotność.
A wiesz ile osób w związkach jest nieszczęśliwych.
Więc można być szczęśliwym samemu. Robisz to , na co masz ochotę. Cieszysz się każdym dniem, spędzasz go jak chcesz.
Pewnie, jeśli jest przy tobie partner, który jeszcze wzbogaca to szczęście to super.
A wiesz ile osób w związkach jest nieszczęśliwych.
No cóż, jestem dobrym przykładem.
Mój "związek małżeński" przetrwał, tylko dzięki mojej wielkiej determinacji - 15 lat. Byłam dobrą żoną, lojalną, wierną, oddaną, ufałam swojemu mężowi i bardzo go szanowałam. Jednak "wszystko" skończyło się w jednym dniu... Dzień ogłoszenia rozwodu, był najszczęśliwszym dniem, w moim dorosłym życiu i tak jest do dzisiaj.
Więc można być szczęśliwym samemu. Robisz to , na co masz ochotę. Cieszysz się każdym dniem, spędzasz go jak chcesz.
Dokładnie tak ![]()
Pewnie, jeśli jest przy tobie partner, który jeszcze wzbogaca to szczęście to super.
To by było superrr ale nic na siłę.
Zawsze mówię, że nic nie dzieje się bez przyczyny i to, że w tej chwili jestem sama ma jakiś cel.
Mam prawie dorosłą córkę ( prawie 18 -ka na karku), która bardzo przeżyła nasz rozwód i nowy związek ojca. Było jej bardzo ciężko i myślę, że dalej jest przez manipulacje jej ojca i jego rodziny. Tak sobie myślę, że dobrze się stało iż z mojej strony nie zafundowałam jej "rewelacji" w postaci nowego partnera. Moja córka, w tym roku zdaje maturę, więc do tego czasu daję sobie spokój z mężczyznami. W tej chwili cieszę się życiem oraz jego dobrodziejstwami i najważniejsze rozwijam się zawodowo.
Wokół Nas jest wiele rzeczy, które nas mogą uszczęśliwić...
A wyobraźcie sobie kogos kto przenosi sie za praca za granicę, samodzielnie, sam. To jest odwaga i dojrzałość, ukształtowana osobowość - z czasem zapozna jakieś osoby do towarzystwa.
Dziecko niekochane, poczuje to szybko, zacznie się wycofywać, bo jest dzieckiem, a nie ukształtowaną osobowością.
Właściwie to powinienem zedytować swoją wypowiedź o usunięcie ostatniego zdania: "Dlatego związek z drugą osobą, choć tak dalece niedoskonały jest o wiele lepszy niż samotność." Jasne że osoba będąca w samotności może być bardziej szczęśliwa od tej w związku. Chodzi mi jednak o to, że nie osiągnie pełni szczęścia, bo będzie jej brakowało bliskości drugiej osoby, a niczym sobie tego nie zrekompensuje.
Kto jej dostarczy czułości jakiej potrzebuje, gdzie znajdzie tego substytut? Moim zdaniem brak tego elementu w jej życiu sprawi, że stanie się inną osobą. Trochę zdziwaczeje.
Zgadzam się w pełni z tym co napisała kiki4.
...Trochę zdziwaczeje.
No, proszę Cię, o czym Ty właściwie piszesz!!! Zdziwaczeje? ![]()
Jestem sama od ponad 3 lat i nie zdziwaczałam - jakoś
Jeśli ktoś ma tendencje do "zdziwaczenia" to uwidoczni się to prędzej czy później, i nie ma zanaczenia czy dana osoba jest w związku czy nie.
Jeżeli człowiek nie ma intymnego kontaktu fizycznego z drugą osobą, to musi to oddziaływać na jego psychikę.
Czytaj: stare panny i starzy kawalerowie są dziwni:)
Ciekawe że ten problem nie został jakoś zbadany przez psychologów. Chyba że czegoś nie wiem.
40 2014-01-19 18:15:55 Ostatnio edytowany przez anjess83 (2014-01-19 18:23:42)
Jeżeli człowiek nie ma intymnego kontaktu fizycznego z drugą osobą, to musi to oddziaływać na jego psychikę.
Czytaj: stare panny i starzy kawalerowie są dziwni:)Ciekawe że ten problem nie został jakoś zbadany przez psychologów. Chyba że czegoś nie wiem.
właśnie...
Ja jestem sama i mi strasznie tego brakuje, nie chodzi o seks z byle kim ale o taką prawdziwą bliskość i zauroczenie.
Dziś mam kryzys na tym punkcie.
Może i ktoś umie się cieszyć z samotności, chociaż nie wiem szczerze mówiąc jakim cudem tak jest, ja nie umiem.
PS.
Możecie mnie napiętnować ale jakbym kogoś poznała kto by mi się bardzo spodobał i umiałby się zachować to sama bym go zaciągnęła do łóżka. Chodzę na imprezy ale podchodzą do mnie akurat tacy co mi się nie podobają więc dawno nie miałam okazji.
Pal już licho moją niespełnioną miłość, wybrał inną, nie mogę nic zrobić, nie mamy kontaktu więc zapomnę jak kogoś poznam. Rozpamiętuję to tylko i wyłącznie z ogólnej depresji.
witaj w klubie!!!!!!!!!!!!!:)
Warto dodać jeszcze jedną rzecz.
Co innego jak osoba była przez całe życie samotna, wtedy właściwie nie wie co traci. Może być jej smutno gdy widzi zakochane pary, ale ból samotności wynika tylko i wyłącznie z jej wyobrażeń tego co można przeżyć w związku. Najgorzej mają ci, którzy co najmniej raz zaznali miłości, a są samotni. Ich życie wypełnia niewypowiedziana pustka, bo są w pełni świadomi tego co tracą. Oni czuli miłość, ona wypełniała całe ich ciało. Do pewnego stopnia mogą czuć się tak jak by byli na odwyku. Najgorszy jest okres zaraz po rozstaniu, wtedy można podjąć wiele nieroztropnych decyzji. Znane są przypadki młodych ludzi, którzy pod wpływem zawiedzionej miłości wstąpili do seminarium, kobiet, które w akcie desperacji wiązały się z mężczyznami, którzy byli absolutnie nie dla nich.
Dlatego szacunek dla ciebie anjess83, że zachowujesz zdrowy rozsądek i nie odpowiadasz na zaloty facetów w klubie. Dziwni mnie tylko że jako miejsce spotkania wartościowej osoby wybrałaś właśnie klub, ale jest to twój wybór.
43 2014-01-19 18:55:36 Ostatnio edytowany przez Diament74 (2014-01-19 19:01:35)
Jeżeli człowiek nie ma intymnego kontaktu fizycznego z drugą osobą, to musi to oddziaływać na jego psychikę.
Czytaj: stare panny i starzy kawalerowie są dziwni:)Ciekawe że ten problem nie został jakoś zbadany przez psychologów. Chyba że czegoś nie wiem.
A tam, pierdu, pierdu... można wytrzymać bez kontaktu fizycznego, tylko trzeba myśleć głową a nie dup@.
Tak naprawdę, jestem bez partnera, bo sama tego chcę - tak mają niektórzy po toksycznych wieloletnich związkach i wcale nie wynika to z tego, że jestem nieatrakcyjna czy głupiutka ![]()
Co to w ogóle jest szczęście? Dla jednych szczęście, to zdrowie dla innych związek z partnerem, a jeszcze dla innych jakaś pierdółka-bzdet.
Szczęście, to dla każdego z nas coś innego, bo każdy z nas ma inne wartości i oczekiwania od życia, które z wiekiem się zmieniają.
Dlatego szacunek dla ciebie anjess83, że zachowujesz zdrowy rozsądek i nie odpowiadasz na zaloty facetów w klubie. Dziwni mnie tylko że jako miejsce spotkania wartościowej osoby wybrałaś właśnie klub, ale jest to twój wybór.
Nie szukam tylko w klubie. Jestem otwarta na wszelkie sposoby:
-Internet,
-przez znajomych (ale oni akurat nie bardzo mają dla mnie kandydatów),
-przez pracę (gdzie akurat obecnie nikogo nie interesującego dla mnie nie ma, a ten co mnie interesował odmówił współpracy że tak powiem i jest z kimś innym)
Jeśli zaczepia mnie/interesuje się mną ktoś kto mi nie odpowiada nie robię im żadnej nadziei. Ja tak mam od zawsze, znam siebie, że albo ktoś od razu mnie chociaż trochę zainteresuje i można coś próbować albo wcale i się to nie zmieni. Przetestowane. Po co komuś więc zawracać głowę.
Tykwer można żyć bez seksu. Wcale człowiek nie dziwaczeje, po prostu musi się czymś zająć, nie myśleć.
Pewnie, że jak mamy partnera, to wiadomo seks powinien występować. Ale ile jest związków, gdzie jest sporadyczny albo nie ma wcale. Oczywiście to jest znak zapytania i pytanie "dlaczego".
Ja jestem szczęśliwy, bo cieszy mnie życie, wiem kim jestem, wiem co mogę zrobić, wiem co osiągnę, wiem że uszczęśliwie innych ludzi, wiem, że największą radość daje mi dziecko, cieszę się z jego dobrego charakteru i serca, szczęście daje mi także mój cel do którego dąże.
Aby czuć się szczęśliwym nie potrzebujemy na siłe partnera, owszem jeśli go mamy i ta osoba nas uskrzydla to naprawdę jesteśmy podwójnie szczęśliwi gorzej jak nas dołuje, zniechęca, powstrzymuje i wogóle zachowuje się negatywnie lub postępuje. Wtedy czujemy się źle, przestajemy być szczęśliwi, nie widzimy szczęścia które nas otacza, tylko negatywne rzeczy czy odczucia.
Zauważ, że sama użyłaś określenia "wytrzymać bez kontaktu fizycznego". Zakładasz więc, że jest to trudne:)
Nie miałem tylko na myśli seksu. Do kogo się przytulisz kiedy będzie ci źle, do pluszowego misia?
Dlatego będę się upierał, że prawdziwe spełnienie człowiek osiąga tylko z drugą osobą, zakładając że jest ona normalna psychicznie.
Zauważ, że sama użyłaś określenia "wytrzymać bez kontaktu fizycznego". Zakładasz więc, że jest to trudne:)
Nie miałem tylko na myśli seksu. Do kogo się przytulisz kiedy będzie ci źle, do pluszowego misia?
Dlatego będę się upierał, że prawdziwe spełnienie człowiek osiąga tylko z drugą osobą, zakładając że jest ona normalna psychicznie.
Czepiasz się słów, zupełnie niepotrzebnie. Jestem normalną kobietą z potrzebami ale tak jak napisał Paulo, w swoim poście, można zająć się czymś innym i nie myśleć o tym, zresztą w sytuacji samotnych osób to najlepszy sposób aby właśnie nie "zdziwaczeć". Każdy z nas potrzebuje kontaktu fizycznego z drugą osobą, to normalne i naturalne, ale każdy z nas ma rówież inne priorytety w życiu.
Uwierz mi Tykwer, że gdybym chciała bardzo, to każdego dnia miała bym w łóżku innego faceta, tylko po co, na co? Aby poczuć bliskość i być szczęśliwą. Ja mam zamiar stworzyć nowy związek oparty na miłości, lojalności i wierności, związek w którm będę dzieliła swoje szczęście z tą drugą osobą.
Zresztą, ja tam cieszę się z tego co mam ![]()
Wiecie dziewczyny, ja zostałem sam, wręcz porzucony jak pies 3 lata temu. Fakt przeżyłem to bardzo ale samo jej oddejście nie zabolało mnie tak tylko w jakich okolicznościach. Dzisiaj jestem szczęśliwy, doszedłem do wniosku jakbym miał sie przejmować każdą partnerką, która poszła sobie w jasną cienką, albo do innego, to chybabym dostał śmergla.
Dlatego radzę, nie brać sobie do serca, pewnie zaboli, ale nie myśleć o nim, tylko o tym , co może nas spotkać w życiu pięknego i kogo możemy poznać.
Podoba mi się bardzo Twoje podejście! :-) Ja jednak moją samotność postrzegam trochę mniej kolorowo. Mam wrażenie, że gdy tylko zaczynam myśleć, co pięknego może się zdarzyć, dostaję kopniaka ;-)
paulo71 napisał/a:Wiecie dziewczyny, ja zostałem sam, wręcz porzucony jak pies 3 lata temu. Fakt przeżyłem to bardzo ale samo jej oddejście nie zabolało mnie tak tylko w jakich okolicznościach. Dzisiaj jestem szczęśliwy, doszedłem do wniosku jakbym miał sie przejmować każdą partnerką, która poszła sobie w jasną cienką, albo do innego, to chybabym dostał śmergla.
Dlatego radzę, nie brać sobie do serca, pewnie zaboli, ale nie myśleć o nim, tylko o tym , co może nas spotkać w życiu pięknego i kogo możemy poznać.Podoba mi się bardzo Twoje podejście! :-) Ja jednak moją samotność postrzegam trochę mniej kolorowo. Mam wrażenie, że gdy tylko zaczynam myśleć, co pięknego może się zdarzyć, dostaję kopniaka ;-)
Każdy z nas dostaje kopniaki w swoim życiu...
Niekiedy jest tak, że na siłę staramy się "coś" osiągnąć a jak nam nie wychodzi, to uważamy, że ponieśliśmy klęskę i kolejny raz dostaliśmy "kopniaka".
Najważniejsze jest aby nauczyć się przyjmować od życia te dobre ale i te złe rzeczy. Ważne jest aby umieć pogodzić się z porażką aby umieć przyznać się do błędów i przeprosić jeśli trzeba.
Pokora - ona też jest bardzo potrzebna w naszym życiu...
Ja jakieś trzy miesiące temu spakowałam walizkę wziełam samochód i pojechałam przed siebie. Wałęsałam się od miasta do miasta, od tygodnia mieszkam na Śląsku 400 km od życia które zostawiłam za sobą. Zaczynam od początku mam 40 lat jestem przerażona bo znajduję się w obcym mieście bez znajmowych rodziny sama, ale szczęśliwa że daje radę. Kiedyś już wyszłam z domu ale wróciłam ze wględu na dziecko nie mogłam jej tego zrobić i to był błąd. Dziś wiem że spokojnie bym sobie poradziła, straciłam jakieś 10 lat .....
Każdy z nas dostaje kopniaki w swoim życiu...
Niekiedy jest tak, że na siłę staramy się "coś" osiągnąć a jak nam nie wychodzi, to uważamy, że ponieśliśmy klęskę i kolejny raz dostaliśmy "kopniaka".
Najważniejsze jest aby nauczyć się przyjmować od życia te dobre ale i te złe rzeczy. Ważne jest aby umieć pogodzić się z porażką aby umieć przyznać się do błędów i przeprosić jeśli trzeba.
Pokora - ona też jest bardzo potrzebna w naszym życiu...
Ładnie to napisałaś :-).
Może ze mną też tak jest, że staram się bardzo, ale nie wychodzi. Mam wrażenie, że jak odpuszczę, to już w ogóle będzie dramat. I moja wina, że jestem sama.
Zgadzam się - trzeba umieć przyjmować to, co dobre i to, co złe. Ja jestem dopiero na początku tej drogi.
fajnie się już pozbierać po stracie kogoś bliskiego , rozstaniu i takich tam ale jak ten czas przejściowy przeżyć bez prochów ha ha ha
Czasami dajemy zbyt wiele siebie innym, a kiedy wyciągniesz rękę o swoje oczekując pomocy nie dostajesz nic
Ja jakieś trzy miesiące temu spakowałam walizkę wziełam samochód i pojechałam przed siebie. Wałęsałam się od miasta do miasta, od tygodnia mieszkam na Śląsku 400 km od życia które zostawiłam za sobą. Zaczynam od początku mam 40 lat jestem przerażona bo znajduję się w obcym mieście bez znajmowych rodziny sama, ale szczęśliwa że daje radę. Kiedyś już wyszłam z domu ale wróciłam ze wględu na dziecko nie mogłam jej tego zrobić i to był błąd. Dziś wiem że spokojnie bym sobie poradziła, straciłam jakieś 10 lat .....
Trzymaj się dzielnie! Jesteś bardzo silną Kobietą, gratuluję odważnej decyzji. Poradzisz sobie, a z biegiem czasu znajdą się osoby, które staną Ci się bliskie. Nie trać tylko nadziei. Posyłam uściski.
byłam przez kilka lat w związku, który dawał mi tyle szczęścia co i zgryzot. Kiedy rozstaliśmy się poczułam się nie szczęśliwa, ale spokojna. Myślę że to czego wtedy potrzebowałam to był spokój i uważam, że przez kilka lat byłam szczerze zadowoloną i pogodną singielką. Po kilku latach "odblokowałam się" na relacje damsko-męskie i od ponad pół roku jestem w dobrym związku ....
Mam szczęście być sangwinikiem - lubię ludzi, ciekawi mnie świat, więc bycie samą nie było dla mnie wielką udręką. Brakowało mi oczywiście bliskości, a oczepiny w trakcie wesel to była dla mnie gehenna, ale to drobiazgi.... W międzyczasie obserwowałam koleżanki-mężatki i powiem jedno - niekiedy myślałam sobie, że wolę moje staropanieństwo ![]()
Co więcej ... kiedy piszą mi o staropanieństwie kobiety 26 letnie, uśmiecham się bo jestem 10 lat starsza
Dzięki, za miłe słowa ...
Wychodządz z domu nie obejrzałam się za siebie miłam uśmiech na twarzy Poczułam jakbym zrzuciła balast całego swojego życia. Męża miłam jeszcze mam wspaniałego dobrego człowieka ale swoim byciem nie byciem doprowadził że nie miałam czym oddychać takie życie bez celu. Kocham ludzi podróże wyzwania Nie oceniam innych bo często są zamknięci w swoich skorupach i nie wiedzą o tym, ja wiedziałam że muszę to zrobić odejść. Marzyłam o tym przez ostatnie 10 lat i skupiałam się tylko na tym Długo to trwało ale czuję się szczęśliwa samotna na dzisiaj, ale szczęśliwa ....
To Ci zazdroszcze ,że jesteś sam ,ale szczęśliwy
fajnie się już pozbierać po stracie kogoś bliskiego , rozstaniu i takich tam ale jak ten czas przejściowy przeżyć bez prochów ha ha ha
Niekiedy trzeba wspomóc się farmakologią.
Po rozstaniu z ex mężem nie mogłam spać. To było dla mnie bardzo wyczerpujące, bo sen jest ważny w moim życiu, więc w tamtym czasie musiałam zażywać leki nasenne aby jakoś funkcjonować.
Maroko odważna i dojrzała decyzja. Życzę Ci dużo siły i determinacji w osiągnięciu celu.
Pozdrawiam i ściskam wszystkich wirtualnie ![]()
To Ci zazdroszcze ,że jesteś sam ,ale szczęśliwy
Marysiu nie zazdrość mi, bo to złe uczucie.
marysia71 napisał/a:To Ci zazdroszcze ,że jesteś sam ,ale szczęśliwy
Marysiu nie zazdrość mi, bo to złe uczucie.
Ja tak po cichu też Ci trochę zazdroszczę..
Jestem sama od ponad 3 lat i nie zdziwaczałam - jakoś
Trzeba trochę poczekać. Nie wszystko od razu. I nie złość się, bo jeszcze ktoś pomyśli, że zdziwaczałaś.
Trzeba czuć się szczęśliwym, wtedy przyciągamy do siebie szczęśliwe dni, ciekawych ludzi, realizują się nasze marzenia. Życie trzeba brać z uśmiechem , choć czasem zagląda do nas ponury dzień. Czy świeci słońce czy pada deszcz, to zawsze się uśmiechaj.
Wyobraź sobie swojego partnera, a on się pojawi. wiadomo, trzeba na to czasu i troszeczkę działania.
Kocham was .
Powtarzam, czuj się szczęśliwy a zmienisz wszystko co chcesz!
Czesć ,fajny topik.Przyłącze się.
Rok juz sama ,ale ostatnio cos mnie wzięło na wspominki.Może mi ktoś wybije je z głowy?
Czesć ,fajny topik.Przyłącze się.
Rok juz sama ,ale ostatnio cos mnie wzięło na wspominki.Może mi ktoś wybije je z głowy?
a Ja jestem 3 lata i wcale o niej nie myślę. Niech sobie żyje tam gdzieś, gdzie jest.
Po co wspominać, to nic nieda. Życie jest tak piękne, że szkoda czasu na wspomnienia, to czas przeszły, żyje się przyszłością.
Wir haben nur eine Leben. Ich liebe euch.
rossanka napisał/a:Czesć ,fajny topik.Przyłącze się.
Rok juz sama ,ale ostatnio cos mnie wzięło na wspominki.Może mi ktoś wybije je z głowy?a Ja jestem 3 lata i wcale o niej nie myślę. Niech sobie żyje tam gdzieś, gdzie jest.
Po co wspominać, to nic nieda. Życie jest tak piękne, że szkoda czasu na wspomnienia, to czas przeszły, żyje się przyszłością.
Wir haben nur eine Leben. Ich liebe euch.
Wiem,że to bez sensu takie wspominanie.Też już bym chciała, żeby całkiem już przeszło.