Dziękuję za rady Drogie Panie,
Po napisaniu do Was nie wytrzymałem i napisałem do niej na NK. Tak wiem, nie powinienem ale stało się. Nikt nie odpisywał na mój post więc postanowiłem działać. Teraz mi głupio więc już będę Was słuchał i pierwsze co zrobię to po prostu głęboko się zastanowię nam swoją nieuczuciową, egoistyczną ignorancją w stosunku do mojej byłej narzeczonej i innych osób.
Po drugie postaram się wypisać (i tutaj i do pamięci) wszystkie swoje słabości i chciałbym razem z Wami je pokonać, bo wierzę, że można się zmienić i chciałbym być w życiu kimś więcej niż tylko zwykłym szarym facetem, którego zostawiła kobieta.
Na zakończenie (już dziś nic do Was nie napiszę) chciałbym napisać coś o sobie i o naszym związku:
Ja i moja narzeczona poznaliśmy się przez komunikator Gadu Gadu dokładnie 5 lat i 51 dni temu. Mieszkałem sam. Ojciec na Śląsku pracował jako górnik, bardzo rzadko przyjeżdżał (1x na mc), mama w Stanach, rodzeństwa nie mam więc "się żyło chwilą". Nie pracowałem, bo po co, skoro mamusia wysyłała pieniążki zza oceanu, a tatuś płacił rachunki. Było mnie stać na godziwe życie, choć nie tak godziwe jakbym chciał. Kilka lat wcześniej zacząłem grać na giełdzie papierów wartościowych i powiem tylko tyle, że na dzień dzisiejszy gdybym zamiast wpłacać na giełdę wpłacał na konto oszczędnościowe miałbym na piękny dom z poddaszem i może jeszcze na wykończenie. Ale nie mam bo żyłem marzeniami, że w końcu wygram, że jestem kimś wielkim i posiadam wiedzę taką, co da mi zarobić miliony w bardzo krótkim czasie. Żyłem w chaosie. Bez ambicji (tych prawdziwych), złudzeniami i chwilą. Były prezenty, kolacje, każdego dnia spontaniczne wypady na miasto lub do mnie tylko po seks (oczywiście z moją byłą narzeczoną)... Było pięknie i cudownie. A było tak do czasu gdy nie wyjechaliśmy do USA, czyli jakieś 2,5 roku. Chociaż nie, na początku tutaj (jeden rok) też było fajnie. A więc dopiero (a może i aż) tak gdzieś od roku, może półtora coś zaczęło się psuć. I wiem dlaczego!
Pieniądze!!! A konkretniej pogoń za nimi. Wzięło się to stąd, iż chicałem bardzo szybko się wzbogacić, dlatego też nabrałem pracy ponad siłę (pracowałem CODZIENNIE po 12 godzin w dodatku na noc). Co tu dużo pisać: wcześniej nie miałem pieniędzy więc teraz mając okazję szybkiego zarobienia w mojej głowie powstał obraz dolarów, które kiedyś tam zamienię na luksus zwany domem, w którym będziemy sobie żyć z moją byłą narzeczoną...
Moim największym marzeniem było niepracować. Posiadać tyle pieniędzy, że już mi starczy do końca życia i że będę mógł skupić się na swojej pasji (hodowla ziół i wycieczki po górach) i na mojej byłej narzeczonej. Skupiałem się wyłącznie na przyszłości. A jeszcze nie tak dawno czytałem recenzję fenomenalnej książki, która głosi, by żyć skutecznie należy żyć w 33% przeszłością, w 33% teraźniejszością i w tyle samo procentach przyszłością. Ja żyłem w 100% tym ostatnim.
Przez ostatnie pół roku zacząłem intensywnie czytać książki o sukcesie, życiu, prawdzie, zdrowiu... Było tego tak wiele, że nie jestem w stanie wymienić wszystkich tytułów (może ponad 200 książek). Poznawałem prawdę o życiu i zacząłem filozofować, czyli mówić innym jak żyć. to dlatego, po poznaniu prawdy (dużo czytałem o psychologii) widziałem, że żyjąc chwilą, tak jak by to chciała moja narzeczona i jej znajomi nie zajdę za daleko. Nie chciałem być szarym kowalskim z dzieckiem, rachunkami, pracą, której nie cierpiałem... sami rozumiecie, prawda?
Zacząłem więc żyć w poświęceniu. Praca, matematyczne równania, które rozpracują giełdę (dadzą zarabiać każdego tygodnia duże pieniądze) i tak każdego dnia. Moja narzeczona była i czasem tam zwróciłem na nią uwagę a tak to nic tylko wypisywałem kolejny zeszyt wzorów i równań.
Miesiąc tamu się udało. Po kilku miesiącach doszedłem do równania (systemu) tak doskonałego, że pozwala mi zarabiać ok. 70% w ciągu 1 kwartału. Byłem tak zafascynowany tym, że spełniło się w końcu moje marzenie, że... zacząłem w początku w to wszystko niewierzyć. Jak mogło mi się udać? Przecież na giełdzie takie pieniądze zarabia tylko 5-10% osób. A więc zacząłem cierpliwie sprawdzać mój system i dalej pracować w pracy, którą nie znoszę! To zdołowało moją partnerkę na maksa. Bo skoro udowodniłem matematycznie, że posiadam sposób na giełdę to dlaczego nadal to się odbija na niej?
Ale Ja wciąż nie wierzyłem, szukałem potwierdzenia (innymi słowy: sprawdzając czy teraz zarabiam). Tak było do piątku, kiedy to w końcu zdałem sobie sprawę, że staję się multimilionerem, który sprząta biura w Stanach. W piątek zrezygnowałem z jednej pracy (mam ich trzy) i chicałem sobie pracować tylko 3-4 godziny, tak aby dodatkowo zarobić na tutejsze życie, a z giełdy wybudować dom i utrzymać całą moją, jak i jej rodzinę.
PRZEPRASZAM, ŻE PISZĘ TYLE O TYCH PIENIĄDZACH!
Dziś wiem, że są one dla mnie narkotykiem, którego muszę się pozbyć! Dlatego nie czekając na nic zadzwoniłem do drugiego szefa i złożyłem kolejne wymówienie. Dzięki temu do 1 mca nie będę w ogóle pracował i w końcu poświęcę swój czas i zainteresowanie moją drogą narzeczoną. Tak było w piątek, 3 dni temu. Nie mówiłem nic o tym mojej byłej bo chciałem jej zrobić niespodziankę, która widocznie okazała się spóźniona...
Ps. Dziękuję za słowa krytyki, które świadczą o waszej chęci pomocy. Obiecuję...