Sytuacja w polskich szpitalach położniczych. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 41 ]

Temat: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Inspiracją do założenia ów wątku była moja dzisiejsza rozmowa ze znajomą, a także moje własne doświadczenia.
No więc oto moja przygoda z miejscem, które jest kluczowe dla każdej świeżo upieczonej mamy.

O godzinie 7 (po lewatywie i ''oporządzeniu'') trafiłam na porodówkę.
Wyszłam z sali przygotowawczej ze skurczami mniej więcej co minutę i z 7 centymetrowym rozwarciem. Pani, która się mną wtedy zajmowała kazała mi wziąć torbę i przejść na salę porodową. Poprosiłam o pomoc w dźwiganiu dość ciężkiej torby. Odmówiono mi komentując, że przecież nie jestem niepełnosprawna i sama doskonale dam sobie z tym radę. Cóż, wzięłam torbę po czym po krótkiej instrukcji znalazłam się na łóżku przeznaczonym do porodu.

Było zimno (luty), a okno było uchylone. Trzęsąc się jak osika poprosiłam o zamknięcie okna. Z wielkim trudem pielęgniarka zamknęła ów okno.
Lecz w parę minut sala nie zdążyła nagrzać się na tyle, aby było mi ciepło. Poprosiłam o założenie skarpet (miałam skurcze krzyżowe i nakazano mi nie wstawać).
Odmówiono mi. Potem prośba o wodę. Cóż, w końcu się doczekałam upragnionej szklanki wody.

Zostałam na sali sama. Zmarznięta, spanikowana i niepewna (to mój pierwszy poród). Panie w pokoju naprzeciwko sali porodowej radośnie żartowały i piły kawę.
Modliłam się, aby mój mąż pojawił się jak najszybciej.
Kilka razy prosiłam pielęgniarkę (może położną- nie pamiętam) żeby ze mną została i w jakiś sposób wsparła w czymś, co było dla mnie czymś nowym, czymś czego się bałam (choć teraz nie wiem czemu). Pielęgniarka uspokoiła mnie i znów wróciła do plotek i kawy. W końcu przełom. Zjawił się mój mąż.

I nagle wszystko zmieniło się diametralnie. Założono mi w końcu skarpetki, spokojnie tłumaczono mi co mam robić.
Po znieczuleniu i podaniu oksytocyny na świecie wreszcie pojawiła się moja córka. Zbadano ją i położono na łóżku (zabijcie-nie wiem jak się ono nazywa).
Kilka razy pytałam czy z Lenką wszystko w porządku. Nie uzyskałam odpowiedzi. Kazano mi się uspokoić i odpocząć.
Na wychodne lekarz odpowiedział "zdrowe". I tyle dowiedziałam się o stanie zdrowia mojej córki.

Po przewiezieniu na salę uczono mnie jak dawać dziecku pierś. Obolałą, nabrzmiałą pierś traktowano jak wór. Bez wyczucia, ani krzty delikatności.
Na informacje o tym, że Lenka nie potrafi złapać sutka i jest dokarmiana sztucznie, lekarka zarzuciła mi, iż to wina mojego...Lenistwa. Dostałam 'ochrzan' i nakazano mi przystawiać. Cóż, nauczyłam córkę łapać pierś poprzez smoczek. Za co też mi się oberwało.

Wyszłam stamtąd 5 dni później z przekonaniem, że nie chcę tam nigdy wracać i że brakowało mi niezmiernie kogoś, kto wprowadziłby mnie w tajniki macierzyństwa...

I tu moje pytanie do Was, drogie mamy.
Jak to było u Was? Jaka jest Wasza opinia na temat szpitali położniczych w Polsce? Jak to było w Waszych przypadkach i jakie są Wasze wspomnienia z tych pierwszych 'szpitalnych' chwil z maluchem?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Wiesz, moje dziecko ma już 13 lat, więc trochę się zmieniło w szpitalach, ale dwie uwagi mi się nasunęły:
- dobrze jest rodzić z ojcem dziecka, bo w takich sytuacjach może interweniować,
- to w jaki sposób traktują cię, to kwestia kultury osobistej... i pieniędzy.
Rodziłam w szpitalu rejonowym, który był na samym szczycie rankingu "rodzić po ludzku". Zapłaciłam za salę, za coś tam jeszcze i dla mnie to bardzo fajne wspomnienie, natomiast inne kobiety, które tam trafiły, bo najbliższy szpital, które nie płaciły z własnej kieszeni nie miały tak dobrych wspomnień. Ten sam szpital, ci sami ludzie, a zupełnie różne wrażenia.

Właściwie to można tutaj przywołać piosenkę "Daleko od noszy, od noszy najdalej /.../ omijaj szpitale".

Ciesz się maleństwem - niech się zdrowo rozwija!

3

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Averyl, ja rodziłam w normalnym publicznym niby 'najlepszym' szpitalu w okolicy.

Nie było mnie stać na to, aby wywalać kasę w coś, co mi-jako podatnikowi się należy. Poza tym wystarczyłaby mi wtedy odrobina człowieczeństwa i zrozumienia.
Nie chodzi tu o użalanie się. Ukazałam swoje wspomnienia i chciałabym, aby inne kobiety zrobiły to samo, żeby można było porównać...Czy tylko ja miałam takiego pecha, czy może inne kobiety też nie mają najlepszych wspomnień z tego miejsca.

4

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

to ja nataluszku trafiłam na jakiś inny szpital
po przyjęciu mnie na izbie przyjęć pani kazała usiąść mi na wózek inwalidzki i wziąść torbę na kolana,no ja byłam przeciwna bo mogłam spokojnie sobie wejść nawet po schodach na 4 piętro,ale pani pielęgniarka powiedziała że takie są przepisy i muszę na ten wózek usiąść
na porodówce mogłam być w skarpetkach big_smile
była połowa stycznia,a ja kazałam okno otworzyć bo było za gorąco smile otworzyły
i właściwie skakały koło mnie przez cały poród,jak nie położne to lekarze na przemian,tak więc czas spędzony na porodówce wspominam dobrze,no wiadomo pomijając ból,ale ten też da się znieść i to bez znieczulenia
na noworodkowym też ok,2 kobiety w pokojach,dzieci 24 na dobę przy mamie co dla mnie jest dużym plusem,bo znam szpitale gdzie dzieci są zabierane a dzieci rodzinie pokazywane tylko przez szybę,wszystkie zabiegi wykonywane przy mamie,pomoc przy karmieniu piersią,butelka na zawołanie przynoszona bez komentarzy
odwiedziny od godziny 9 do 21,co tez mi pasowało
jedynie przy pierwszym synu musiałam siedzieć w szpitalu 7 dni z powodu żółtaczki co było strasznie męczące
no i jedzenie szpitalne też do kitu,ale na szczęście w barze szpitalnym bardzo dobre smile

5

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Nataluszek rozumiem cię, ale takie jest życie, tacy są ludzie. Wtedy akcja "Rodzić po ludzku" już się dobrze rozkręciła, więc myślałam, że jest to jakaś zmiana mentalna, ale potem po rozmowach z innymi matkami, stwierdziłam, że to tylko chwyt reklamowy. To dobrze widać, jaka różnica jest między odziałam położniczym: patologia ciąży, a samą porodówką.

6

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Choć rodziłam tylko raz (16 lat temu), to miałam okazję leżeć na dwóch oddziałach położniczych, oczywiście w dwóch różnych szpitalach. Z każdego z nich mam diametralnie inne wspomnienia. Do pierwszego trafiłam z powodu braku miejsc na patologii ciąży yikes. To znaczy najpierw położono mnie na patologię, ale po dwóch godzinach kazano przenieść się piętro wyżej. Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, zwykle chodzi o pieniądze, ale my byliśmy młodzi, nie było nas stać, a ja i tak nigdy w życiu nie dam pieniędzy za coś, co mi się po prostu należy. To pewnie dlatego leżałam tam ?aż? jeden dzień, a jednak wystarczyło, aby zobaczyć swoje i czym prędzej się stamtąd wynosić.

Niemal na moich oczach wykończyła się dziewczyna, bo - choć miała do tego wskazanie i było już grubo po terminie - zwlekano z wykonaniem cesarskiego cięcia. Rano widziałam też, jak inne kobiety, tuż po porodzie, leżały na korytarzu, na tym samym, po którym chodzili robotnicy aktualnie remontujący jedno z pomieszczeń. Musiały się ?wspaniale? czuć, kiedy pielęgniarka przy tych mężczyznach odchylała kołdrę, sprawdzając czy nic niepokojącego się nie dzieje. Wychodząc stamtąd byłam też świadkiem w jaki sposób przekazano młodziutkiej matce informację, że jej dziecko urodziło się z zespołem Downa. Nikomu nie życzę spotkania się z taką bezdusznością i brakiem empatii w miejscu, które z założenia powinno dawać człowiekowi pomoc i wsparcie.
Naprawdę wystarczyło mi, aby bez żalu i poczucia straty stamtąd uciec. 

Po wyjściu z tej rzeźni na prawie dwa miesiące trafiłam do szpitala, w którym potem także rodziłam. Po dwóch tygodniach czułam się tam niemal jak w domu - zaprzyjaźniłam się z personelem, ze stażystkami, współpacjentkami, było więc naprawdę sympatycznie.  Aż trudno uwierzyć, że można lubić przebywać w szpitalu, a jednak tam czułam się po prostu bezpieczna, wiedząc, że cokolwiek ze mną czy z maleństwem będzie się działo, to natychmiast otrzymam fachową pomoc. Wiem, wiem, miało być o porodówce, ale w tym szpitalu patologia ściśle powiązana była z oddziałem położniczym.

Sam poród wspominam bardzo dobrze ? w towarzystwie męża, w miłej atmosferze, z naprawdę dobrą opieką. Była ze mną położna, co jakiś czas dochodził lekarz prowadzący, czułam się w pełni ?zaopiekowana? i złego słowa nie dam powiedzieć na bezpłatny, rodzinny poród w państwowej placówce. Poród trwał bardzo krótko, bez komplikacji, nie chciałam nawet znieczulenia. Kiedy było po wszystkim, mogliśmy zostać z mężem sami, to do mnie należała decyzja czy synka chcę mieć w nocy przy sobie, czy jednak chcę odpocząć, podobnie było z karmieniem ? nikt na nic nie naciskał ani nikt niczego nie narzucał, bez słowa krytyki szanowano każdą moją decyzję.

Mało tego, kiedy było już po wszystkim, mąż poszedł do ordynatora (który był także moim lekarzem prowadzącym) z jakimś dobrym alkoholem, który chciał wręcz w geście wdzięczności. Lekarz ze słowami ,,to jest przecież moja praca? stanowczo odmówił.

7

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

zapomniałam dodać że różnica między moimi porodai to prawie 10 lat,przy pierwszym szpital miał dużo plusów ,a przy drugim porodzie jeszcze bardziej się polepszył,to nic że musiałam jechać 60 km żeby urodzić,wolałam tyle niż do tego o 20 km oddalonego nazywanego rzeźnią wink

8

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Averyl niestety akcja "Rodzić po ludzki" zrobiła więcej złego niż dobrego. Dość powiedzieć, że prokuratura najczęściej wszczyna i kończy aktem oskarżenia postępowania o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu właśnie w związku z prowadzonym porodem i powtarza się jak manta jeden element opisu zarzucanego czynu: NIE PRZEPROWADZIŁ POMIMO ISTNIENIA WSKAZAŃ NAGLĄCYCH ZAKOŃCZENIA CIĄŻY POPRZEZ CESARSKIE CIĘCIE CZYM NARAZIŁ NA BEZPOŚREDNIE NIEBEZPIECZEŃSTWO UTRATY ŻYCIA I ZDROWIA MAŁOLETNIĄ/MAŁOLETNIEGO xxxxxxxxx.

Niestety w polska medycyna jest obecnie w stanie kryzysu na który składa się szereg czynników:

1. nieprawidłowe szkolenie lekarzy. Odejście od paradygmatu humanistyczne w rozumieniu chrześcijańskim (leczy się człowieka) do paradygmatu kantowskiego, którego skutkiem jest mechanicystyczne podejście do pacjenta - naprawia się chory narząd. Niby bez znaczenia ale moi profesorowie mieli umiejętność stawiania trafnych diagnoz z wykorzystaniem bardzo ograniczonego instrumnetarium. Dziś taka umiejętność należy do rzadkości;

2. błędny system, w którym o rodzaju procedury medycznej decyduje urzędnik NFZ a nie lekarz. To prowadzi do ubezwłasnowolnienia lekarza;

3. naturalny proces tworzenia się twardej skorupy - taka ochrona. Lekarz, pielęgniarka funkcjonuje w stresie, wiec zachodzi naturalny proces psychiczny polegający na zobojętnieniu - dlatego często pielęgniarki i lekarze traktują pacjenta na zasadzie "następny proszę". Duży stopień indywidualizacji pacjenta wiąże się ze znacznym obciążeniem emocjonalnym a to prowadzi do ryzyka błędu. Wiec to niestety naturalny sposób zabezpieczenia przed błędem. Choć nie powiem - należy sobie z tego zdawać sprawę i przeciwdziałać takiej oschłości.

9

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Och Adam, nawet tu musisz wrzucić swoje 5 groszy?:O Może napiszesz coś na temat sytuacji w polskich szpitalach położniczych? Może jakieś przejścia czy coś? smile

Ja w szpitalu czułam się bardzo samotna. Odwiedziny były zakazane bo panowała wtedy grypa. W wyjątkowych (rzadkich) sytuacjach można było na chwilę wpuścić męża, aby przytulił dziecko.
Wcześniej (w grudniu) leżałam na patologii w tym samym szpitalu i było o niebo, niebo lepiej. Miłe pielęgniarki, koleżanki z sal, które opowiadały o porodzie, macierzyństwie i swoich starszych, czekających w domu pociechach. Tak jak u Ciebie, Olinko. Może to brzmi śmiesznie, ale nie chciało mi się stamtąd wychodzić. smile

Porodówka i położniczy to coś zupełnie innego...Pielęgniarki były 'umiarkowane' w swoim chamstwie, ale lekarze i lekarki bili wszystkich na głowę...
Zamiast tłumaczyć-opierdzielali.
Zamiast pomagać-kazali uczyć się samej.
Zamiast informować-kazali czytać kartę pacjenta...

Czułam się bardzo źle. Po słowach lekarki, że przez moje lenistwo moja córka nie potrafi złapać sutka, niemal do końca pobytu w szpitalu płakałam dniami i nocami, próbując ją tego nauczyć. W 4 dniu pobytu w szpitalu moja córka po raz pierwszy samodzielnie chwyciła pierś...Zrobiłam to sama, bez niczyjej pomocy bo metody wpychania dziecku piersi na siłę do buzi (tak jak to pokazywały mi pielęgniarki) nie zdały rezultatów.

Bądź co bądź. Chciałam stamtąd jak najszybciej uciec i tak też się stało. Gdy dostałam wypis, ubrałam siebie, Małą i 10 minut później byłyśmy w drodze do domu.

10

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

wadą jest jeszcze to że jednak w większości szpitali trzeba w trakcie porodu leżeć,a wiadomo że to nie wpływa korzystnie
w moim szpitalu podobało mi się to że już w 2 dobie mogliśmy iść do domu

11

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Tak, Leno. Miałam kategoryczny zakaz wstawania, a przy skurczach krzyżowych leżenie sprawiało większy ból niż poruszanie się.
Cierpiałam ogromnie. Marzyłam o tym, aby usiąść albo chociaż na chwilę móc się podnieść. Nie mogłam. Pielęgniarki wręcz przyciskały mnie do łóżka kiedy w zaawansowanej fazie porodu nie wytrzymałam z bólu i chciałam wstać.

Ja musiałam zostać dłużej ze względu na żółtaczkę u małej i moją anemię.

12 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-03 21:11:45)

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Mam na biurku jakieś 7 - 8 spraw po oddziałach położniczych. Wystarczy??

13

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Nie, nie wystarczy. smile
Jeśli OSOBIŚCIE doświadczysz czegoś w szpitalu położniczym, to chętnie o tym poczytam. W innym przypadku, nie będę zaprzątała sobie głowy wypowiedziami kogoś, kto sytuacje zna z papierka, czy internetu, wybacz. smile

14

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Słonko - na oddziale ginekologicznym spędziłem więcej czasu niż Ty;) Uwierz mi całe 6 miesięcy. Pewnie dlatego ciągle mi takie zgniłe jaja podrzucają.

15

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Chmurko- a co tam robiłeś? Jakieś problemy z jajnikami? Czy może uporczywa infekcja? smile
Praktyka z teorią bardzo się mija, a ja po prostu chcę znać punkt widzenia kobiet, które miały okazję doświadczyć co nie co w owych szpitalach. smile

16

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.
Adam12 napisał/a:

Słonko - na oddziale ginekologicznym spędziłem więcej czasu niż Ty;) Uwierz mi całe 6 miesięcy. Pewnie dlatego ciągle mi takie zgniłe jaja podrzucają.

oddział ginekologiczny a połozniczo-noworodkowy to chyba jakaś różnica jest big_smile

17 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-03 23:03:33)

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

No jednym i drugim byłem po 6 m- cy jakoś dla mnie i jedno i drugie było jedno to samo iść zaliczyć klinikę i spadać na coś ciekawszego.

W zasadzie rozróżnienie ma charakter organizacyjny i nie medyczny. Wiec jeden czort. Ta sama dziedzina medycyny.

Porody są z najczęściej lekarskiego punktu widzenia dość nudne (nie licząc maniaków, którzy idą na ginekologię) ale też są piękne. I tak między nami oby takich nudnych z lekarskiego punktu widzenia porodów było jak najmniej.

18

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

No jednym i drugim byłem po 6 m- cy jakoś dla mnie i jedno i drugie było jedno to samo iść zaliczyć klinikę i spadać na coś ciekawszego.

No i właśnie dlatego mógłbyś się powstrzymać od zabierania głosu w temacie, którego dogłębnie nie znasz (i nie poznasz) i pozwolić Nam, kobietom, wypowiadać się w naszej dziedzinie życia. smile

19

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.
Adam12 napisał/a:

No jednym i drugim byłem po 6 m- cy jakoś dla mnie i jedno i drugie było jedno to samo iść zaliczyć klinikę i spadać na coś ciekawszego.

W zasadzie rozróżnienie ma charakter organizacyjny i nie medyczny. Wiec jeden czort. Ta sama dziedzina medycyny.

Porody są z najczęściej lekarskiego punktu widzenia dość nudne (nie licząc maniaków, którzy idą na ginekologię) ale też są piękne. I tak między nami oby takich nudnych z lekarskiego punktu widzenia porodów było jak najmniej.

a ten nudny poród według Ciebie to jaki jest?

20

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.
Nataluszek napisał/a:

Gdy dostałam wypis, ubrałam siebie, Małą i 10 minut później byłyśmy w drodze do domu.

W "moim" szpitalu nawet maluszka przed naszym wyjściem z uśmiechem na twarzy ubrała pielęgniarka wink, ja miałam tylko zająć się sobą i czekać na męża wink

Swoją drogą szokuje mnie ta bezduszność, jaką opisujesz lub jaką sama miałam okazję zobaczyć podczas pierwszego pobytu w tego typu placówce. Oddział położniczy jest przecież jednym z najpiękniejszych, w jakich może pracować lekarz czy pielęgniarka - tam przede wszystkim rodzi się nowe życie, a nie choruje czy umiera.

21 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-03 23:58:12)

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Nudny - taki dla kobiety szczęśliwy, bez żadnych atrakcji, typu niedotlenienie wewnątrzmaciczne płodu;)

Nataluszek - wybacz ale tę procedurę musi przejść każdy bez względu na płeć. Wiec nie jest to czysto kobieca sprawa.

22

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Olinko, dzieci ubierano tylko wtedy, kiedy wyjątkowo nieporadna matka nie potrafiła zrobić tego tuż po kąpieli maluszka. Reszta należała do matki.

Fakt, personel był dość oschły. Oczywiście jak wszędzie, były wyjątki, ale były to pojedyncze jednostki tłamszone przez resztę 'chamówy'.
Tak naprawdę byłam po prostu zawiedziona i rozczarowana. Gdybym tylko mogła cofnęłabym czas i wybrała inny szpital.
Jedno jest pewne. Nie chcę tam wracać i nie chcę tam rodzić (w przypadku ewentualnej ciąży).

Może to dość samolubne, ale jedyne co mnie cieszyło to to, że nie byłam w tym wszystkim sama i że nie tylko ja spotkałam się z takim traktowaniem.
Dziewczyna, z która leżałam na sali miała poranione sutki bo jej dziecko non stop, 24 godziny na dobę musiało trzymać go w buzi. Efekty były okropne...Poprosiła pielęgniarkę o pomoc w bólu i jakikolwiek pomysł na rozwiązanie bolesnego problemu. Pielęgniarka powiedziała, że musi coś wymyślić bo to jej dziecko i to ona powinna wiedzieć co zrobić, a jak ją boli to niech mąż kupi jej Bepanten i po krzyku...

23

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Adam12, zastanawiam się jak duży odestek osób w ogóle decyduje się zgłaszać do prokuratury sprawy typu nie zakończenie ciąży, do zakończenia której było naglące wskazanie? Ta tendencja jest rosnąca?
Świadomość, że nie ma zmiłuj się tam, gdzie pojawia się zaniedbanie (nie mówiąc o celowym działaniu), mogłaby zrobić wiele dobrego.

Sama znam co najmniej dwa przypadki, które dla nienarodzonego dzieciątka zakończyły się tragicznie, a jednak rodzice, ze względu na traumę oraz widmo batalii w dochodzeniu prawdy, nie zdecydowali się na złożenie doniesienia.

Prywatnie znam jednego lekarza, który wybrał specjalizację ginekologia-położnictwo z wielkiej pasji. Obecnie co prawda nie mam z nim kontaktu, ale kiedyś zawsze podkreślał, że uwielbia pomagać przychodzić dzieciom na świat wink.

Nataluszku, to wszystko tylko jasno pokazuje, że to sami ludzie tworzą atmosferę miejsca, w którym pracują. I to ci sami ludzie mogą kiedyś, w zupełnie innym miejscu, doświadczyć podobnego poczucia bycia skazanym na łaskę i niełaskę innych.
Szkoda tylko, że tak niemiłe wspomnienia potrafią zepsuć radość tamtych chwil.

24

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Na początek to powiem a raczej napiszę że jednak każdy Szpital rządził się swoimi prawami i podejściem do pacjentów a w tym wypadku do pacjentek. Ja byłam z wizytą 3 razy jeśli chodzi o poród. Wspomnienia są różne,choć dwa razy miałam w jednym szpitalu,a trzeci a zarazem pierwszy po za terenem ,ponieważ ówczesny szpital przeprowadzał malowanie oddziału położniczego.

Pierwsza ciąża  , skurcze około 24  karetka z lekarzem przyjechała po mnie chyba 20 minut po północy.W tym czasie odeszły mi wody i skurcze stawały się coraz częstsze... ale byłam tak cichutka że jadąc karetką lekarz co chwilkę pytał jak się czuję... Kiedy zajechaliśmy na miejsce lekarza nie było na oddziale,same położne. Zaczęły się pytania skąd ,który poród,które dziecko.... itd. Potem lewatywa i do ......... toalety. Troszkę sobie pobiegałam,co do obsługi , to niestety panie nie były miłe.Nie mogłam chodzić, spacerować...
Tak męczyłam się do godz 8 rano,wtedy zaczęły się bóle krzyżowe....... to było straszne.
Nie mogłam urodzić,wysiłek był ogromny czego skutkiem były plamki na twarzy,niczym piegi.Aa  zanim mnie położono pielęgniarki coś dyskutowały czy ze względu na wzrok nie powinno być cesarki,a ja że nie dostałam zaświadczenia niestety.
W pewnym momencie,kiedy dziecko nie chciało wyjść,pielęgniarka nacięła mnie ech...
i nacisnęła mi brzuch...kurcze myślałam że już po mnie.... ale udało się najpierw dzieciątko a potem łożysko....a potem szycie  i to bardzo długo trwało. Poczułam ruszające się nóżki mojego synka ,ocierały się o moje uda. tongue Poleżałam jeszcze 3 godzinki ,aa i nie kazali mi zasypiać,a potem na salę. smile A to był Szpital Państwowy  ,chyba dawne kieleckie województwo,a może do dziś to samo.... województwo nie wiem... tongue

25 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-04 00:52:42)

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Generalnie gdy idzie o przepis art. 160 kk to najczęstsza grupa zgłoszeń. I niestety zawiniła tu akcja rodzic po ludzku, kiedy lekarzy piętnowano m.in. za wykonywanie cięcia cesarskiego. No to są teraz efekty. Ja pamiętam tylko gdzieś w telewizji ówczesnego krajowego konsultanta, który pokazywał na to niebezpieczeństwo.

Ja tam się ludziom nie dziwię. Nam przysyła tych ludzi położna, która prowadziła moją patronkę. I powiem, że w odniesieniu do miasta, w którym akurat mieszkam (140.000 osób) metoda okazała się skuteczna. Lekarze mają jak wymuszać zmiany na dyrekcji - ostatnio dyrektor przed Sądem powiedział wprost, że przez te procesy musiał podkupować sprzętu i renegocjować kontrakt na cesarki z NFZ - em.

Olinka - natomiast jeżeli dzieciaki, o których piszesz żyją a przyczyną takiego a nie innego stanu rzeczy był błąd medyczny warto wystąpić o odszkodowanie i rentę dla dzieciaka od szpitala. Jak sknocili niech płacą za naprawianie błędów.

26 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2014-01-04 10:30:50)

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Adam12, to wszystko nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać.

Kuzynka męża w 7 miesiącu poszła na wizytę do ginekologa. Pracowała w sklepie i lekarz po comiesięcznej kontroli stwierdzał, iż może pracować nadal i nie ma przeciwwskazań do przerwania pracy, bo ciąża rozwija się prawidłowo i nie ma się czym martwić. Od razu po wizycie u lekarza pojechała na popołudniową zmianę do pracy.
W pewnym momencie dostała krwotoku, zaczęła rodzić w taksówce, po którą zadzwoniła jak tylko spostrzegła pierwsze krople krwi na spodniach. Pod szpitalem dziecko było już w nogawce jej spodni. Porodówka, cięcie spodni i oczom lekarzy ukazało się niestety martwe już dziecko...Obwiniała się o to, że to przez spodnie, że maluch może się udusił. Jak się okazało po badaniach i sekcji maleństwa okazało się, że dziecko miało liczne wady wrodzone, że jeśliby się urodziło to i tak byłoby tak chore, że najprawdopodobniej szybko by zmarło. Waga była tak mała, że dziecko nie kwalifikowało się do pochówku.
Po wnikliwszych badaniach okazało się, że dziecko nie żyło już MINIMUM 2 DNI (a przecież w tym samym dniu była u ginekologa i ten stwierdził, że maluch rośnie i jest zdrowy!!!).

Wezwano psychologa, rozmawiano z nią i z kuzynem męża. Psycholog powiedziała, że sprawa jest do wygrania, że odszkodowanie się jej należy. Ale za co wynająć prawnika? Przecież to dziany lekarz, prywaciarz. Stać go na szereg najlepszych prawników. Poza tym skąd czerpać siłę po takiej stracie? Odpuścili. Dzisiaj żałują, a lekarz, u którego była niedawno przeszedł na emeryturę...

Aha, a ciało dziecka, wrzucono do reklamówki jednorazowej z Reala i wrzucono do zlewu... Tak wspomina to kuzynostwo i nieżyjąca już matka kuzyna.

I powiedz mi Adamie, jak przeciętna rodzina, ma starać się o odszkodowanie? Rzadko kto zgodzi się prowadzić sprawę non profit, albo z klauzulą, że kasa dopiero po wygranym procesie...

27 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-04 12:28:14)

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Wiesz Nataluszek ja nie odpowiadam za wszystkich prawników (zwłaszcza tych po medycynie smile). Ja mogę powiedzieć jakie w tej sytuacji byłyby warunki i nie uważam żeby miały być wygórowane (myślę 200 - 400 złotych za napisanie pozwu) pozostała część od szpitala po wygranej. No i najpierw wysłałbym do prokuratora.

Natomiast co mogę poradzić w takich sytuacjach jak napisałaś - wizyta w prokuraturze. Prokurator co najmniej musi postanowić o zasięgnięciu opinii biegłego i po opinii biegłego wiadomo czy ma się jakieś szanse. Za prokuraturę oczywiście się nie płaci.

Jeżeli opinia stwierdza błąd lekarski znacznie łatwiej znaleźć prawnika, który się korzystnie dogada. Wiesz zawsze ma jakąś tam perspektywę zysku.

I jedna jeszcze uwaga proponuję uważać na "łowców dusz" tacy panowie z "kancelarii" ubezpieczeniowych co się kręcą i nie wiadomo skąd oni się tam pojawiają.

Swoją drogą wyrzucanie zwłok dziecka w reklamówce - no comments. Musiałbym użyć kilku niecenzuralnych zwrotów, wiec wolę ugryźć się w język, jednak rozmowa z Paniami zobowiązuje.

28

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Adamie, niestety dwoje tych dzieci nie żyje, jedno udusiło się pępowiną, bo na czas nie wykonano cc, drugie, zanim się zorientowano, nie żyło już od kilku dni, a lekarz nawet nie zauważył, że kobieta ma zatrucie ciążowe yikes. Ona musiała to marte dziecko urodzić w sposób naturalny, co skończyło się dla niej dodatkowym, ogromnym urazem psychicznym. Obydwa te przypadki zdarzyły się w rzeźni, którą na wstępie opisywałam. Dziś mamy nowy, piękny, dobrze wyposażony szpital, ale ludzie, którzy stanowią kadrę medyczną, w ogromnej większości pozostali ci sami.

Oczywiście, że warto byłoby, aby rodzice starali się o odszkodowania, choćby po to, aby takie zaniedbania niosły za sobą jakieś wymierne skutki, niemniej to były ich świadome decyzje, które po prostu trzeba uszanować.

Nataluszku, to nieco inny temat, ale z powodu błędu lekarskiego moją dobrą koleżankę bardzo poważnie okaleczono. Skorzystała z prawnika przysługującego z urzędu. Co prawda dostała niższe odszkodowanie niż to, o jakie wnioskowała, ale relatywnie nie było ono niskie i wyszła ze sprawy zadowolona. Jeśli jest taka możliwość, to zawsze lepiej skorzystać z prawnika z urzędu niż zupełnie sobie odpuścić. I jedna praktyczna uwaga - z tego co wiem, nie warto skarżyć lekarza, a szpital, wówczas nie tylko łatwiej jest sprawę wygrać, ale też wyegzekwować zasądzone odszkodowanie. Oczywiście nie każdy lekarz ma związek ze szpitalem, jeśli jednak ma, to dobrze jest o tym pamiętać. Oby jednak nigdy nie było to potrzebne...

29

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Przez te horrory, które opisujecie bałam się porodu naturalnego... Tyle, że ja mam dokładnie odwrotne doświadczenia. Szpital, wg opinii kiepski. Personel - rutynowo odwalający swoje obowiązki, mało zainteresowany pacjentkami (to akurat rozumiałam smile ). Poród wywoływany (odeszły mi wody bez akcji porodowej). Kazali mi chodzić, wręcz zmuszali do tego. Znudzony personel jednak wykonywał wszelkie przewidziane badania i monitorował postępy (między kawkami tongue ). Szybko wychwycili, że kiedy wstaję to KTG pokazuje coś dziwnego. Błyskawicznie podjęto decyzję o cc. I mam zdrowe dziecko. Gdyby znudzony lekarz zdecydował o kontynuacji porodu naturalnego - moja córka udusiłaby się pępowiną lub wyszłaby z tego niepełnosprawna.

Wydaje mi się, że wszystko zależy od personelu. W szpitalach położniczych jest taki sam personel jak wszędzie - czyli różny smile Tyle, że specyfika tych szpitali sprawia, że pacjentki są znacznie bardziej przewrażliwione na punkcie opieki, wsparcia, pomocy. Trudno im się dziwić. Skręcenie kostki jakoś mniej rusza psychicznie niż wielogodzinny, bolesny poród. Połączony z pojawieniem się na świecie wyczekiwanego człowieka.

30

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

vinnga - widzisz to co opisujesz to właśnie modelowe zachowanie lekarza. Zamiast się rozczulać i cukrować po prostu zajął się monitorowaniem przebiegu porodu, czynności wykonał rutynowo i skutecznie.

Natomiast co do przewrażliwienia pacjentek - to właśnie skutki takich akcji jak rodzić po ludzku. No to wzięli się za nadskakiwanie rodzącym i jakoś mniej uwagi poświęcają na rutynowe czynności, które po prostu ratują życie.

Owszem jak jest potrzeba to należy rodzącą otoczyć opieką ale nie kosztem poprawności leczenia. Słowem są wskazania - to się tnie a GW niech sobie pisze co tam chce.

31

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Słyszeliście o ostatnich doniesieniach i nowinkach dotyczących śmierci np. bliźniaków i zgłaszających się matek, które postanowiły walczyć z bezdusznymi lekarzami w szpitalach położniczych?
Jak myślicie, co powoduje, że coraz częściej słyszy się o tragedii rodziców, w której winnymi są ci, którzy teoretycznie powinni pomagać?
Skąd w tak rozwiniętym kraju bierze się takie zacofanie? Przecież mamy i sprzęt i personel.

Co o tym myślicie?

32

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Nataluszek a możesz napisać coś więcej. Niestety nie mam czasu zajmować się tymi doniesieniami. W sumie za bardzo nie mam czasu nawet oglądać TV.

33

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

tak nataluszku słyszałam,dzisiaj doszły wiadomości takie że zapisy z USG zniknęły...w przypadku tych bliźniąt

34

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

No to jasne. Ktoś popełnił błąd i teraz cóż dokumenty muszą zniknąć.

35 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2014-01-27 16:55:53)

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

''Śmierć bliźniąt nastąpiła w nocy z 16/17 stycznia na oddziale ginekologiczno-położniczym włocławskiego Szpitala Specjalistycznego im. ks. Jerzego Popiełuszki. Doszło do tego kilkanaście godzin przed planowanym porodem, który miał się odbyć poprzez tzw. cesarskie cięcie. Ojciec dzieci obwinia personel placówki o zaniedbania, które miały doprowadzić do śmierci dzieci.

Według relacji ojca, ginekolog zalecił niezwłoczne przeprowadzenie zabiegu cesarskiego cięcia. Nie zrobiono tego, gdyż - jak usłyszał od personelu szpitala - osoba kompetentna do wykonania koniecznego badania ultrasonografem miała być na miejscu dopiero następnego dnia.

Sekcję zwłok dzieci przeprowadzono w Zakładzie Medycyny Sądowej w Bydgoszczy. Jak poinformowała włocławska prokuratura, wstępnie wskazano niewydolność oddechowo-krążeniową jako bezpośrednią przyczynę śmierci. Jednocześnie patolodzy ocenili, że dzieci do 35. tygodnia ciąży, gdy nastąpił zgon, rozwijały się prawidłowo. Nie stwierdzono żadnych poważnych wad rozwojowych, ani śladów ewentualnych urazów, które mogły przyczynić się do śmierci dzieci.

Prawidłowość postępowania w tym przypadku personelu medycznego bada na wniosek ministra zdrowia prof. Stanisław Radowicki, krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa. Własne postępowanie zapowiedział już także samorząd lekarski. Na wniosek ministra zdrowia ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego we włocławskim szpitalu został zawieszony w czynnościach służbowych.''

Źródło: TVP INFO, gazeta.pl, PAP

Adam, to kawałek artykułu o sprawie, o którą mi chodzi.

Jestem ciekawa dlaczego nie wykonano CC tak naprawdę. Są podejrzenia, że lekarz odsypiał dyżur i dlatego zaniedbał poważny stan pacjentki i zagrożenie życia jej dzieci.
Strach pomyśleć co czeka teraz kobiety w ciąży. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że sprawa w szpitalach położniczych jest, aż tak zła...

36

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Nataluszek obawiam się, że niestety zawiniły system. To mogę powiedzieć ponad wszelką wątpliwość.

Co do reszty ciężko mi powiedzieć bo danych jest zbyt mało. Wygląda na to, że kobieta została prawidłowo zakwalifikowana do CC. Pytanie co było dalej, jak wyglądało postępowanie, czy zgłaszała dolegliwości itd. Trochę za mało info jak na dzień dzisiejszy.

37

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Adamie, nie będę tu śmieciła artykułami na ten temat. Jeśli chcesz tknąć sprawy bliżej wpisz w dobrego wuja google ''Śmierć bliźniąt z Włocławka'', na pewno znajdziesz więcej informacji na ten temat.

Wszystko byłoby dobrze gdyby nie zwłoka lekarzy. Tak jest wszędzie. U okulisty, kardiologa czy laryngologa. Tylko czekać i czekać. Ale na co? Na to, aż straci się wzrok? Dostanie zawału? A może ogłuchnie?
Przykre, że życie ludzkie spoczywa w rękach drugiego człowieka, czasami mylącego kierunek studiów i pracujący tylko i wyłącznie dla zarobków.

38

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Nataluszek co do oceny medycznej ciężko mi się wypowiadać bez dokumentacji.

Na pewno masz rację co do jednego - czekanie na USG bo lekarza nie ma jest skandaliczne. I odnosi się to do każdej specjalizacji. Niestety akurat lekarzom się tu obrywa a oni nie mają w tej sprawie nic do gadania. A obecność takich lekarzy co to się pomylili niestety tylko pogarsza sytuację.

W zasadzie za każdą taką śmierć trzeba by pozywać NFZ i Ministra Zdrowia to może....

39

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Newsweek podaje trochę więcej szczegółów:

,,Przepracowany ordynator oddziału ginekologii szpitala we Włocławku spał w swoim gabinecie, zamiast przeprowadzić cesarskie cięcie. Co, więcej kontrola NFZ wykazała, że ktoś usunął historię badań z aparatów USG, którymi badano matkę dzieci.

Pracę we włocławskim szpitalu, ordynator oddziału ginekologicznego, Waldemar Uszyński, powinien zacząć o godzinie 14. Wcześniej miał dyżur w prywatnym szpitalu, którego jest współwłaścicielem - informuje "Gazeta Wyborcza". Z relacji świadków wynika, że do pracy przyszedł spóźniony o około dwie godziny, a jego obowiązki pełnił w tym czasie inny lekarz.

Ordynator ostatni raz badał matkę zmarłych dzieci podczas obchodu, po godzinie 19. Wszystko było w porządku. Potem zniknął w swoim gabinecie - prawdopodobnie odsypiał zmęczony pracą w innej placówce. Na oddziale pojawił się dopiero o 3 w nocy, kiedy na ratunek dla bliźniąt było już za późno - wynika z informacji "GW".

Problemy zaczęły się około 2 w nocy, kiedy zanika tętno u dzieci. Ciężarną kobietą zajmował się wtedy doktor Przemysław Kieszkowski, podwładny doktora Uszyńskiego. Przeprowadził on badanie USG na wysłużonym aparacie w Izbie Przyjęć, mimo że na oddziale znajdował się także nowocześniejszy model. Kieszkowski nie mógł jednak opuścić izby przyjęć, na której dyżurował.

Po przeprowadzeniu badania USG lekarz stwierdził, że wyczuwa tętno u dzieci. Nie wydrukował jednak wyników badań. Chwilę później położna ponownie sprawdziła tętno bliźniaków. Nie wyczuła go. Dopiero wtedy na oddziale pojawił ordynator Uszyński. Ponowne badanie USG (na nowocześniejszym aparacie), wskazuje jednoznacznie, że tętno u dzieci zaniknęło - dzieci zmarły. Sekcja zwłok nie wykazała żadnych wad płodu. Dzieci zmarły wskutek niewydolności krążeniowo-oddechowej."

Tuż po zdarzeniu TVP podawała, że nie było na oddziale nikogo, kto mógłby wykonać USG, a ciężarna sygnalizowała, że dzieje się coś niedobrego, wersja Newsweeka jest ciut inna, niemniej faktem jest, że prawidłowo i na czas przeprowadzone badanie mogło tutaj znacząco przyspieszyć decyzję o wykonaniu cesarskiego cięcia. Zawinił system lub opieszałość personelu szpitala, ale tak naprawdę ciężko wyrokować.

40

Odp: Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Olinka nie bardzo rozumiem stwierdzenie o wyczuwaniu tętna bliźniąt - co oni KTG nie mają. Specem od porodów nigdy nie byłem. Wyceniono mnie aż na 3;D ale coś mi tu nie gra.

Na prawdę trzeba by to wyjaśnić i to do samego dna.

Posty [ 41 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STYL ŻYCIA I SPOŁECZEŃSTWO KOBIECYM OKIEM » Sytuacja w polskich szpitalach położniczych.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024