coraz częściej można wyczytać, spotkać ludzi którzy nadal mieszkają z rodzicami ale nie dlatego że chcą ale nie mają możliwości usamodzielnienia się bo wszystko odbija się o kasę, przede wszystkim słabe zarobki w naszym "pięknym kraju", wysokie ceny mieszkań i to zarówno ich wynajem jak i kupno. Czy takich ludzi należy piętnować? Moim zdaniem nie powinno się ze względu na to że Ci ludzie są wykształceni, znają wiele języków oraz wszelkie predyspozycje aby zarabiać dobre pieniądze ale co przeszkadza? brak znajomości pozwalających zaczepić się o dobrą posadę oraz beton którego nie mogą skruszyć
2 2014-01-02 06:54:00 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2014-01-02 09:30:47)
już nie przesadzajmy z tymi znajomościami, przydają się może w budżetówce ale w korpo jest tyle stopni rekrutacji że nie ma mowy o znajomościach. A co do problemów z usamodzielnieniem to fakt, jakby miała teraz wynajmować mieszkanie (za nędzną kawalerkę na peryferiach w moim mieście to z opłatami nie mniej niż 1500 PLN) to bym się poważnie zastanowiła czy nie schować dumy do kieszeni i nie wrócić do rodziców
coraz częściej można wyczytać, spotkać ludzi którzy nadal mieszkają z rodzicami ale nie dlatego że chcą ale nie mają możliwości usamodzielnienia się bo wszystko odbija się o kasęprzede wszystkim słabe zarobki w naszym "pięknym kraju", wysokie ceny mieszkań i to zarówno ich wynajem jak i kupno. Czy takich ludzi należy piętnować? Moim zdaniem nie powinno się ze względu na to że Ci ludzie są wykształceni, znają wiele języków oraz wszelkie predyspozycje aby zarabiać dobre pieniądze ale co przeszkadza? brak znajomości pozwalających zaczepić się o dobrą posadę oraz beton którego nie mogą skruszyć
Skoro w tym "pięknym kraju" się nie da...
Co zrobiłby TAK wykształcony i znający biegle języki rówieśnik z mniej pięknego kraju? Udałby się zapewne w rejony gdzie pracy jest WIĘCEJ. TAM zarobiłby upragnione środki na zakup (bądź wkład własny)...
Przynajmniej tak mówił mi ojciec, który zjeździł Z TAKICH właśnie powodów, całą Australię wzdłuż i wszerz ![]()
Ale przecież DZIAŁANIE nie jest obowiązkowe. Można sobie teoretyzować i narzekać, CZEKAJĄC na... ? Właśnie NA CO?
marios34 napisał/a:coraz częściej można wyczytać, spotkać ludzi którzy nadal mieszkają z rodzicami ale nie dlatego że chcą ale nie mają możliwości usamodzielnienia się bo wszystko odbija się o kasęprzede wszystkim słabe zarobki w naszym "pięknym kraju", wysokie ceny mieszkań i to zarówno ich wynajem jak i kupno. Czy takich ludzi należy piętnować? Moim zdaniem nie powinno się ze względu na to że Ci ludzie są wykształceni, znają wiele języków oraz wszelkie predyspozycje aby zarabiać dobre pieniądze ale co przeszkadza? brak znajomości pozwalających zaczepić się o dobrą posadę oraz beton którego nie mogą skruszyć
Skoro w tym "pięknym kraju" się nie da...
Co zrobiłby TAK wykształcony i znający biegle języki rówieśnik z mniej pięknego kraju? Udałby się zapewne w rejony gdzie pracy jest WIĘCEJ. TAM zarobiłby upragnione środki na zakup (bądź wkład własny)...
Przynajmniej tak mówił mi ojciec, który zjeździł Z TAKICH właśnie powodów, całą Australię wzdłuż i wszerz
Ale przecież DZIAŁANIE nie jest obowiązkowe. Można sobie teoretyzować i narzekać, CZEKAJĄC na... ? Właśnie NA CO?
najlepiej powiedzieć wyjedź,więc może wszyscy wyjedzmy z tego kraju bo tu lepiej na pewno nie będzie a przynajmniej nie prędko
są ludzie którzy nie chcą wyjechać,albo nie mogą
niektórym tak łatwo mówić spakuj się i wyjedz
Kurczę poszłam zaraz po maturze do pracy, tyrałam po 12h w McD's i wracałam dwoma nocnymi do domu, na godzinę 4,78 brutto.
Ale umowa była i ZUS, składki były, za pełen etat zarabiałam no powiedzmy - 600PLN to było dużo. Działo się to 11 lat temu.
Bez znajomości. Ale wtedy wyznaczyłam sobie cel, praca w banku. I tak krok po kroku udało się, bez znajomości. I mieszkanie kupiłam, auto, czegoś tam się dorobiłam, sama. Od 26 roku życia nie mieszkam z rodzicami.
Ja rozumiem, że jak się ma studia, fakultety to chce pracować się w zawodzie, studia i skończenie ich to przecież również czas i wysiłek.
I praca.
Ale niestety, realia tego kraju są takie, a nie inne. Mi się akurat udało, ale też, korporacje jakim są banki nie działają na mnie po ponad 6 latach pracy najlepiej, wieczna rywalizacja, gonitwa szczurów, na samą myśl o powrocie z macierzyńskiego robi mi się słabo, ale cóż począć.
Także coraz częściej myślę o emigracji.![]()
6 2014-01-02 10:31:32 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2014-01-02 10:34:42)
Skoro w tym "pięknym kraju" się nie da...
Co zrobiłby TAK wykształcony i znający biegle języki rówieśnik z mniej pięknego kraju? Udałby się zapewne w rejony gdzie pracy jest WIĘCEJ. TAM zarobiłby upragnione środki na zakup (bądź wkład własny)...
Przynajmniej tak mówił mi ojciec, który zjeździł Z TAKICH właśnie powodów, całą Australię wzdłuż i wszerz
W czasach Twojego ojca zapewne:
- nie było kryzysu całego zachodniego świata, dzisiaj za granicą często tubylcy nie mają pracy, kiedyś wystarczyło wyjechać, żeby mieć pracę,
- było trochę inne przebicie i kiedyś dniówka robotnika na Zachodzie przekraczała polską pensję, a dzisiaj zarobki tam są maksymalnie 3 - 4 razy wyższe.
@Zielony_Domek, masz zaledwie kilka lat więcej niż ja, ale to trochę zmienia. Wszyscy moi znajomi z Twojego wieku mają już swoje mieszkania. Na kredyt po na kredyt, ale mają. Dlaczego? Wstrzelili się przed tą ogromną podwyżką i przy zarobkach podobnych do dzisiejszych płacili np.: 2 500 PLN za metr, a nie 6 000 PLN jak dzisiaj.
Może i tak, ale gdy brałam kredyt zarabiałam 2000brutto, kupiłam maleńką kawalerkę 28m, metr kosztował wtedy koło 3000-3500.
Mam kredyt w CHF. Piszę to poglądowo, bo mi osobiście to nie przeszkadza, sama pracuje w banku i to ryzyko wzięłam pod uwagę, ale dzięki ciężkiej pracy podwoiłam w zasadzie zarobki i to w strukturze tego samego pracodawcy, a kredyt został ten sam, rata na poziomie 500-600 (tej górnej granicy nigdy nie osiągnęłam).
Potem tak się życie potoczyło, że dostałam M4 w darowiźnie, dzięki czemu moją kawalerkę dałam bratu, a na to większe mieszkanie przeniosłam hipotekę, teraz zamiast 28m, mam z tą samą ratą 56.
Bo są dwie szkoły - aktywnych z celami i takich, którzy by chcieli, ale im się nie chce.
Owszem, zarobki i warunki startowe przeciętnego dwudziestolatka w naszym kraju są straszne, ale da się ogarnąć.
Aktywni wynajmują pokój, idą do pracy, na studia, ogarniają rynek, myślą intensywnie nad tym, co moga robić, jak się mogą rozwijać i jakie mają możliwości. Tyrają niewspółmiernie do zarobków, ale po jakimś czasie, włożonym wysiłku i rozwoju stać ich, żeby wynająć kawalerkę itp, itd i w górę.
Ci mniej aktywni nie mają zamiaru tyrać i zdzierać sobie rąk do łokci, żeby się gnieździć w wynajętym pokoju, dlatego zostają u rodziców. Pracują na siebie, albo i nie i narzekają, że rodzice każą im wracać przed 22 do domu ^^
Bo są dwie szkoły - aktywnych z celami i takich, którzy by chcieli, ale im się nie chce.
Nie, szkoły są trzy:
- aktywnych z celami - ORZEŁ - wolność, odwaga, samorealizacja,
- pasywny bez celów - WIELORYB - bezpieczeństwo, przetrwanie, improwizacja,
- takich, którzy by chcieli, ale im się nie chce - KACZKA - niby ptak, ale nielot... ![]()
Szalag mnie trafia jak słyszę, ze ''w tym kraju'' nic się nie da.
I jeszcze to pieprzenie o cudownym wykształceniu.Jak masz dwa fakultety to ''kraj'' powinien Ci koniecznie dać super prace, mieszkanie, auto i Bóg wie co. Wyższe wykształcenie to było coś przed wojna. Dziś dyplom wyższej uczelni to paragon za opłacone czesne, nic więcej.
Przekleństwem Polaków jest to, ze uparcie chcą robić to, co akurat chcą, a nie to, na co jest zapotrzebowanie.
A wracając do tematu wątku:Tak, mieszkanie z rodzicami jest trochę stygmatyzujące. O ile nie wynika z jakichś wyższych pobudek ,jak opieka nad chorym itp, to świadczy o nieporadności i lenistwie. Dramatycznie obniża tez ''wartość matrymonialna'' delikwenta/ -tki.
@pitagoras, trafiłeś w samo sedno ![]()
12 2014-01-03 07:33:04 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-01-03 07:37:06)
...
najlepiej powiedzieć wyjedź,więc może wszyscy wyjedzmy z tego kraju bo tu lepiej na pewno nie będzie a przynajmniej nie prędkosą ludzie którzy nie chcą wyjechać,albo nie mogą
niektórym tak łatwo mówić spakuj się i wyjedz
Gadasz?
TO znaczy LEPIEJ siedzieć i teoretyzować?
A KTO i kiedy powiedział, że życie to pasmo przyjemności i łatwizna ? ![]()
NAJŁATWIEJ to siedzieć i gadać NIC NIE ROBIĄC
W czasach Twojego ojca zapewne:
- nie było kryzysu całego zachodniego świata, dzisiaj za granicą często tubylcy nie mają pracy, kiedyś wystarczyło wyjechać, żeby mieć pracę,
- było trochę inne przebicie i kiedyś dniówka robotnika na Zachodzie przekraczała polską pensję, a dzisiaj zarobki tam są maksymalnie 3 - 4 razy wyższe.
I TO ma być powód BY NIE PRÓBOWAĆ???
No po Tobie bym się TAKICH wniosków nie spodziewała...
Przypominam, że podówczas polska inteligencja jeździła pracować "na zmywak". Teraz też tak z milionowi naszych rodaków "się chce" i "się opłaca" ![]()
A nie jak w dowcipie o polskim bezrobotnym: "za TAKIE pieniądze (TYLKO 3-4 razy wyższe!) to mi się z łóżka wstawać nie opłaca
"
WSZAK ponoć CAŁY czas TAM jest o niebo lepiej (nie TAK, co autor zauważył, jak w "TYM pięknym...") ![]()
Jak nie TU, gdzie takiemu np. Zielonemu Domkowi CIĘŻKIM TRUDEM - NIE siedzeniem i ględzeniem - SIĘ UDAŁO (bo czy aby NA PEWNO wszyscy JEJ rówieśnicy TEŻ się TAK dorobili? NA pewno WSZYSTKIM SIĘ tak tyrać chciało?).
Jak nie "w pięknym" To gdzieś indziej... Byle działać a nie TYLKO mędrkować ![]()
Od siedzenia, o ile mi wiadomo... to można NAJWYŻEJ odcisków na niewymownej części ciała dostać ![]()
Szalag mnie trafia jak słyszę, ze ''w tym kraju'' nic się nie da.
Jak chcesz wiedzieć w tym kraju nie jest łatwo coś osiągnąć. Nie to że się nie da, jest to możliwe. ale bardzo trudne.
Ludzie w tym kraju idą na łatwiznę, nic od siebie, tylko podać na tależu.
I jeszcze to pieprzenie o cudownym wykształceniu.Jak masz dwa fakultety to ''kraj'' powinien Ci koniecznie dać super prace, mieszkanie, auto i Bóg wie co. Wyższe wykształcenie to było coś przed wojna. Dziś dyplom wyższej uczelni to paragon za opłacone czesne, nic więcej.
Masz rację, studia kosztują i zawsze kosztowały, tylko różnica polega na tym, że po tych studiach nie ma pracy czyli etatu, bo pracy jest wszędzie dużo.
Ja jakś szukam osoby do współpracy to tak ciężko znaleźć taką osobę. Mam wrażenie, że chciało by się coś a w zamian nic dawać.
A co do wątku , to większość społeczeństwa będzie mieszkało z rodzicami, bo jeśli ty zarabiasz 300 do 400 euro miesięcznie , a metr mieszkania kosztuje 800 - 1000 euro, to raczej nie jest realne kupić.
Kiedyś mieszkanie też było marzeniem młodych ludzi ale dzisiaj to już nie jest marzenie , to już fantazja.
I TO ma być powód BY NIE PRÓBOWAĆ???
No po Tobie bym się TAKICH wniosków nie spodziewała...
I masz rację, bo to Twój wniosek
Ja tylko napisałem o różnicach. Zresztą dzisiaj są też różnice na plus np.: bardziej powszechna znajomość zachodnich języków obcych niż w tamtych czasach.
Przypominam, że podówczas polska inteligencja jeździła pracować "na zmywak". Teraz też tak z milionowi naszych rodaków "się chce" i "się opłaca"
Nie wiem czy to akurat takie pozytywne. Większość z nich wolałaby być tutaj. Wyjechali tam, bo bez większego wysiłku będą mogli żyć jak ludzie.
"WSZAK ponoć CAŁY czas TAM jest o niebo lepiej (nie TAK, co autor zauważył, jak w "TYM pięknym...")
Niektórzy mają swoje powody, żeby tu zostać np.: tam nie mogą robić tego co lubią. Jasne, że języka się można w jakimś stopniu nauczyć, ale nie każdy wyjeżdżając przed 30. będzie mówił jak native, a czasem to potrzebne. Znam takich co wyjechali, radzili sobie dobrze, a jednak wrócili, bo z tymi Angolami to się żyć nie dało.
Jak nie TU, gdzie takiemu np. Zielonemu Domkowi CIĘŻKIM TRUDEM - NIE siedzeniem i ględzeniem - SIĘ UDAŁO (bo czy aby NA PEWNO wszyscy JEJ rówieśnicy TEŻ się TAK dorobili? NA pewno WSZYSTKIM SIĘ tak tyrać chciało?).
Masz rację z takim szczegółem, że teraz jest inaczej, bo takie Zielone Domki siedzą wygodnie na swoich stołkach, trzymają się, żeby ich nikt nie zwolnił, firmy nie tworzą nowych miejsc pracy i się nie rozwijają, więc ktoś kto dzisiaj wchodzi na rynek pracy bez żadnego doświadczenia ma przechlapane.
Jak nie "w pięknym" To gdzieś indziej... Byle działać a nie TYLKO mędrkować
Od siedzenia, o ile mi wiadomo... to można NAJWYŻEJ odcisków na niewymownej części ciała dostać
Zgadzam się. Mam też pewne doświadczenia za sobą i widzę, że teraz jest inaczej. Powiedziałbym, że trudniej przynajmniej tutaj, a za granicą też się zrobiło tłoczno.
...
Niektórzy mają swoje powody, żeby tu zostać np.: tam nie mogą robić tego co lubią. Jasne, że języka się można w jakimś stopniu nauczyć, ale nie każdy wyjeżdżając przed 30. będzie mówił jak native, a czasem to potrzebne. Znam takich co wyjechali, radzili sobie dobrze, a jednak wrócili, bo z tymi Angolami to się żyć nie dało.Anhedonia napisał/a:Jak nie TU, gdzie takiemu np. Zielonemu Domkowi CIĘŻKIM TRUDEM - NIE siedzeniem i ględzeniem - SIĘ UDAŁO (bo czy aby NA PEWNO wszyscy JEJ rówieśnicy TEŻ się TAK dorobili? NA pewno WSZYSTKIM SIĘ tak tyrać chciało?).
Masz rację z takim szczegółem, że teraz jest inaczej, bo takie Zielone Domki siedzą wygodnie na swoich stołkach, trzymają się, żeby ich nikt nie zwolnił, firmy nie tworzą nowych miejsc pracy i się nie rozwijają, więc ktoś kto dzisiaj wchodzi na rynek pracy bez żadnego doświadczenia ma przechlapane.
Anhedonia napisał/a:Jak nie "w pięknym" To gdzieś indziej... Byle działać a nie TYLKO mędrkować
Od siedzenia, o ile mi wiadomo... to można NAJWYŻEJ odcisków na niewymownej części ciała dostaćZgadzam się. Mam też pewne doświadczenia za sobą i widzę, że teraz jest inaczej. Powiedziałbym, że trudniej przynajmniej tutaj, a za granicą też się zrobiło tłoczno.
Jasnowidzem jesteś ![]()
Bo to ja jestem jedną z osób, które mają SWOJE powody by NIE JECHAĆ, mimo niezłej znajomości języka
ale jakoś nie czuję się TYM uprawniona do tzw "srania we własne gniazdo" jak by ów w/w ojciec powiedział.
Dałeś mi do myślenia odnoście wygodnie siedzących na stołkach, bo też mam dzieci JUŻ dorosłe, które z tym rynkiem mają "pod górkę"...
NIE mniej - TERAZ LEGALNIE MOŻNA szukać szczęścia w innych stronach (a czyż nie tak robią na "zgniłym zachodzie" w analogicznych sytuacjach). NIKT nie musi się przedzierać przez "zielona granicę" jak to robili moi koledzy w latach 80-tych.
Więc osobiście TAKA MOŻLIWOŚĆ doceniam i błogosławię ![]()
FAJNE te twoje zwierzęce odzwierciedlenia ludzkich "przywar"
któż jest autorem?
Bo brakuje mi czegoś pośrodku: "jeszcze nie orzeł" a "już nie wieloryb"
...
FAJNE te twoje zwierzęce odzwierciedlenia ludzkich "przywar"
któż jest autorem?
Ktoś mi przeczytał piękną bajkę na ten temat. Niestety, nie mogę znaleźć źródła, a Google nic nie pokazuje. Jak przejrzę te kilkanaście godzin nagrań ze szkoleń to na pewno wrzucę źródło.
Bo brakuje mi czegoś pośrodku: "jeszcze nie orzeł" a "już nie wieloryb"
...
Przecież jest KACZKA. ORZEŁ to wartości, więc jak ktoś jeszcze zbyt wiele nie osiągnął, ale już działa w opisany sposób kreując swoje życie maksymalnie to jest ORŁEM tak samo jak ktoś kto już coś osiągnął i zwolnił. WIELORYB nie ma zbyt wielkich potrzeb, godzi się z tym, nie udaję ORŁA stając się KACZKĄ, więc ta klasyfikacja w zupełności wystarcza.
A ja jeszcze widzę jedną kategorię młodych mieszkających z rodzicami (dajcie mu nazwę jakiego tam chcecie zwierzątka
)
Mieszkają u rodziców praktycznie za darmo (rodziców stać), ale zapieprzają po 12-15 godzin dziennie. Czasami od wielkiego dzwonu jakieś wyjście czy imprezka (w końcu są młodzi i nie samą pracą żyje człowiek). Odkładają na maksa pieniądze. Po paru latach mają na małe mieszkanko, częściową spłatę jakiegoś większego, ogólnie na start.
Podoba mi się ten model, za parę lat jak moim dzieciom taki układ będzie pasował, chętnie w ten sposób im pomogę wystartować w samodzielne życie.