Witam wszystkich czytających .
Mam 22 lata a mój obecny partner 40 lat jest rozwodnikiem (3 lata)ma 14 letnia córkę.
Dzieli Nas 150 km ....on pracuje u siebie ja obecnie jestem nie pracująca.
Związek na odległość nie ma sensu... ja i tak nie pracuje wiec razem postanowiliśmy ze znajdę prace gdzieś blisko niego tak abyśmy mogli normalnie sie spotykać obecnie jesteśmy ze sobą ponad miesiąc.(On chciałby abym z Nim zamieszkała ale czy to dobry pomysł ????
Przy Nim czuje sie dobrze możemy gadać godzinami i wydaje sie w miarę ok.Wiadomo sa tam jakieś drobne sprzeczki ....
Ale gdy wracam do siebie to kontakt tak jakby sie urywał odnoszę wrażenie ze on w ogóle nie tęskni .
Do córki potrafi wydzwaniam w ciągu dnia bardzo często chociaz ona jest blisko i spotykają sie prawie co dziennie. A do mnie jak zadzwoni to w nocy
gdy idę się juz kłaść spać ,zwracałam mu wielokrotnie uwagę ze czuje sie odrzucona ze dla mnie znajduje czas na samym końcu .....albo jak sobie przypomni ,nawet nie potrafi napisać smsa czy żyje czy nie ...... co o tym myślicie??
Powiedział mi ze on nie potrzebuje już takich emocji łał itd tylko jak wie ze ma kobietę to wie ze ona jest i nie potrzebuje do Niej wydzwaniać....to mu wystarczy ze ona gdzieś jest...
Boli mnie to bo ja potrzebuje aby sie ktoś mną interesował tym bardziej ze to nasze początki związku...
Wiem ze związek z mężczyzna po przejściach jest bardzo trudny ale ja go kocham
Córka jest dla Niego wszystkim a ja ?? kim ja jestem niby tez ważna ale jakoś tego nie odczuwam ![]()
Co robić >??? (: czy warto byc w takim zwiazku ?