[POMYSŁY]
Wątek zapewne już się gdzieś przewinął. Istnieje nawet kilka odrębnych dotyczących niskiego wzrostu u KOBIET. Mam nadzieję, że ten (mój) nie zostanie zamknięty z tego powodu.
Piszę, bo liczę na to, że może macie jakieś doświadczenia i pomysły. Liczę na konkrety.
(Krótki opis: Jestem niską, 160.5 cm babą. Mam krótkie nogi i brzydką twarz. Nogi mają 71 i 73 cm. Twarz jest po prostu niezbyt kobieca, mam ostre rysy. Prócz tego mam mikro progenię, co przy ciemnej karnacji i ciemnej oprawie daje "małpi efekt". Po przebyciu anoreksji oraz wieloletniej i ciągłej "walce" z bulimią moje ciało ma fakturę ciasta do naleśników. To oczywiście nie dodaje atrakcyjności. Mam potworne opory psychiczne by udać się na siłownie, ale przy wielkim cierpieniu mogę to uczynić. Nie wiem tylko czy jest sens. Próbowałam przez kilka ostatnich miesięcy, ale kończyło się to źle dla mojej psychiki, bowiem nigdy nie osiągnę efektu, w którym mogłabym być atrakcyjna dla mężczyzn. Zawsze będę karłem z małpią mordą. Na chwile obecną ważę 52 kg. Dla jednego będzie to mało, dla mnie jest to dużo. Przy moim wzroście najlepiej się czułam, jak wazyłam nieco ponad 40. Wtedy miałam też największe powodzenie. O ile można to tak w ogóle nazwać, ludzie po prostu przestali się ze mnie nabijać, zaczeli mnie nawet akceptować, pierwszy raz zostałam też potraktowana jak kobieta, a nie gówno pod butem
.
Nie trawię kobiecych akcesoriów takich jak błyszcząca kiczowata biżuteria, torebki, buty na koturnie czy obcasach, mocny makijaż, kobiece łaszki takie jak sukienki, spódnice, obrzydliwe błyskotki i cekiny na ubraniach. Większość damskich ubrań proponowanych przez sieciówki zwyczajnie mi się nie podoba, uważam też, że polki mają obrzydliwy gust
. Zwyczajnie czuje się źle i nie czuje się sobą gdy muszę odziac się w coś kobiecego.
Nie mam powodzenia u facetów, jednakże kilka tygodni temu w moim życiu zjawił się drugi facet, który postanowił się mnie nie brzydzić. W porównaniu ze mną jest idealny. Zastanawia mnie co go przy mnie trzyma. Prócz tego, że na 50% zdradza mnie ze swoją byłą /która ma wg niego figurę modelki */ i jest ze mną z braku laku, bo ona nie chce być z nim... Po prostu, ma chłopak ochotę zamoczyć, to znalazł sobie głupią, ktora nie ma wymagań, nie potrzebuje luksusowych prezentów i cieszy się jak dostanie na śniadanie chińską zupkę w ramach podzięki za wspólną noc. Nie bardzo ma ochote przedstawiać mnie swoim znajomym, bo w końcu zawsze miał modelki, a tu nagle takie coś o fizjonomii trolla. Oboje jaramy się fajnymi laskami, także wiem też jakie ma gusta. Mamy kilku wspólnych znajomych, więc jego tekst o tym, że wcześniej miał modelki wcale nie jest kłamstwem. Wiem też od niego, ze one rzuciły go, bo miał im za mało do zaoferowania /pod względem materialnym, mimo że relatywnie mało nie ma
/. Po jednym z jego akcji, gdy to przestawał się do mnie odzywać, bo spędzał akurat czas ze swoją byłą, która jest obecnie jego przyjaciółką, spotkaliśmy się i rozmawiałam z nim m.in. na temat tego, ze czuje się jak "obiekt zastępczy". Był bądź udawał zszokowanego i wszystkiego się wyparł.
M. zastrzegł mi kilkakrotnie, że nie mogę już więcej przytyć. Powiedział to sam z siebie i nie było w tym przypadku żadnej mojej prowokacji
. To było dla mnie dość przykre. Szkoda, że jeszcze nie nakazał zrobienia operacji plastycznej twarzy i nie stwierdził, że powinnam wydłużyć sobie nogi.
W porównaniu z jego byłymi, czyje się potwornie nieatrakcyjna. Nie rozumiem dlaczego on ze mną jest, skoro wygląd jest dla niego taki istotny.
*Dziewczyna ma śliczną twarz, piękne i długie nogi, a prócz tego jest wyższa od niego. On ma 182 cm, ona jest nieco wyższa. Tyle, że... Mnie się czepia, ze nie powinnam tyć, mimo że nie mam nic odstającego /prócz cycków/, a ona ma figure typowej "baby śląskiej". Wielkie i grube ramiona, spory brzuch, który trudno rozróznic od biustu, wszak wystaje tak samo jak owy biust... Jej jakoś nie zarzuca tego, twierdzi, że jest idealna. Odnosze wrażenie, że wciąż go ściska serduszko i jaja w gaciach, mimo że się tego wypiera. Mi nie pozwala przytyć. Czuje się jak gówno. Mi ledwie 2/3 razy powiedział w ogóle, że ładnie wyglądam. Nie komplementuje mnie. Innymi laskami i swoimi byłymi się jara. Tymi ładnymi laskami. Strasznie mnie to niszczy. Wiem też, że to puste.)
Pytania:
1. Co zrobić by poczuć się atrakcyjną?
2. Co zrobić by w ogóle być atrakcyjną przy takim wzroście?
3. Jestem w stanie sprobować znowu zacząć chodzić na siłownie i sprawić, by ścierwo w ogóle odzyskało jakąś jędrność, ale strasznie to odczuwam potem psychicznie (bo nigdy nie osiągnę efektu takiego jakbym chciała, bo strasznie mi przykro, że jestem jedyną osobą na siłowni, która w ogóle nie będzie atrakcyjniejsza, nawet jeżeli spędzi tam rok bez przerwy, bo przykro mi jak patrze na osoby, które mają szanse się zmienić, a ja nie mogę nic zrobić).
4. Co i jak powinnam ćwiczyć, by to ciało chociaż w kilku procentach było tak atrakcyjne dla niego (i innych facetów), jak ciała tych lasek którymi tak bardzo się podniecają.
Sporo tutaj pewnych siebie kobit. Twierdzą nawet, że są BARDZO ATRAKCYJNE (w wersji live również? ;> Jakoś na ulicy nie zauważam was zbyt wiele). Proszę was drogie panie o nie wpisywanie w tym wątku głupot na temat tego, że każdy jest atrakcyjny, albo jakichś pierdół, których nie stosujecie we własnym życiu, bo wiecie, że nie mają one sensu. Zbyt wiele lat żyję z brakiem samooceny, by czytać jakieś żałosne banaly.
Dzięki i liczę na jakąś Waszą pomoc.
Przepraszam, jeżeli wątek ma dziwny ton. Po prostu nie spałam przez kolejną noc z kolei, mam za sobą wiele dni chlania i ostrej fazy depresyjnej.
W związku z powyższym sorry też za literówki i przeciągnięte zdania. Nie mam nastroju na edycje tekstu.