Witam serdecznie forumowiczów. Będę bardzo wdzięczna, jeśli podzielcie się ze mną Waszymi opiniami na temat sytuacji w moim domu rodzinnym, która zaczyna mi coraz bardziej doskwierac.
Problem dotyczy mojej siostry, która ze względu na niską samoocenę związała się wiele lat temu z nierobem, bumelantem i drobnym cwaniaczkiem, który praca się nie hańbi. I oczywiście jest to jej wybór i jej życie, jednak słodka parka swojego lokum nie posiada i uprzyjemnia egzystencję moim niemlodym juz rodzicom i studiującej jeszcze drugiej siostrze. Parka jest wybitnie konfliktowa i roszczeniowa. Moi rodzice, zamiast sprawę ukrócić, pozwolili sobie wejść na głowę, co jakiś jedynie czas krzykiem dając wyraz swemu niezadowolenie. Są niezaradni, pasywni i absolutnie nie umieją zrobić nic konstruktywnego. Ja natomiast wcześnie wyprowadziła się z domu i założyłam swoją rodzinę 10 lat temu, jednocześnie starając się wspierać wszystkich, którzy pozostali w domu. Pomoc moja i męża obejmowała również moja siostrę z partnerem- nierobem, ponieważ liczyłam, że się ocknie i go zostawi. Tyle tytułem wstępu.
Około 3 miesięcy temu miała miejsce sytuacja, która mnie chyba przerosła. Moja siostra i jej partner zaczęli znów jakąś awanturę, podczas której podnieśli rękę na mojego tatę. Nie znam się szczegółów, ale w domu była policja. Domyślam się, że nastąpiła po prostu eskalacja wieloletniego konfliktu. Od tamtej pory widziałam się z siostra raz, chociaż mieszka nadal u moich rodziców. Powiedziałam jej jedno: ze ktoś, kto podnosi rękę na rodzica, nie istnieje dla mnie. I słowa dotrzymałam. Nie kontaktuje się z nią, przestałam jej ciągle pomagać. W domu jest ciężka atmosfera, rodzice bardzo cierpią. Ona nigdy nie przeprosił za to, co zrobiła, a mimo to mój tata jej wybaczyl i jako jedyny z nią rozmawia. Wiem, że on a tez cierpi przez to odtracenie, jednak kiedyś wyrwało jej się do mojej mamy, że najbardziej jej brakuje mojej pomocy, a nie kontaktu ze mna. Jej partner nadal ciągle przebywa u moich rodziców, którzy twierdzą, że z prawego punktu widzenia nic nie mogą zrobić. Podobno nie mogą jej wymeldowac, chociaż dla mnie to bardziej wymówka.
Sytuacja jest smutna, czasem brak mi siostry, pomimo tego, że przez to wszystko zbliżyłam się do mojej drugiej siostry. I teraz moje pytanie: czy ktokolwiek uważa, że powinnam do niej wyciągnąć rękę na zgodę? Bardzo chciałabym się z nią pogodzić, ale to co zrobiła tacie napawa mnie grozą. Pytałam przyjaciół, ale wszyscy jednomyślnie twierdzą, że ona zawsze mnie wykorzystywała, a wyciągnięcie do niej ręki jest jednoznaczne z akceptacja jej skandalicznego zachowania wobec moich rodziców. Jak myślicie?