Witajcie, chciałabym Drogie Panie byście mi doradziły, gdyż w realnym świecie nie mam nikogo, kto mógłby mi pomoc. Mam 29 lat, 5 lat po ślubie, 10 znam męża (tak mi się zawsze wydawało). Sęk w tym, że problem jest ze mną - mam do męża ogromne poczucie żalu z którym nie mogę sobie poradzić...Chciałabym, ale czasem myślę, że zbyt wiele się wydarzyło i nie jestem w stanie brnąć w to dalej. Przed ślubem było świetnie, czułam się kochana doceniana. Problem rozpoczął się w momencie kiedy skończyłam studia i poszłam do pracy...Jestem perfekcjonistką przyznaję - na głos tego nie powiem, ale napisać mogę:) Otóż bardzo zaangażowałam się w swoją pierwszą pracę i kiedy zamieszkaliśmy razem mąż poczu ł się odrzucony. Całe szczęscie z pracy mnie wyrzucili ale nic już nigdy nie było takie same. Mąż z premedytacją pokazywał mi przez kolejne lata małżeństwa jak to jest być odrzuconym. Doszło do tego, że gdy chciałam się kochać, odracał się ode mnie i uśmiechał się zadowolony, że muszę prosić o sex. Nie odzywał się do mnie, a wolny czas umilał mu komputer, to takie fajne narzędzie dla mężczyzn, żeby oderwać sie od rzeczywistości na kilka godzin.... Zeby zamanifestować że nie chcę tak żyć przestałam z nim jeździć do jego rodziców, miałam dość uśmiechów i gadek przy stole jak pięknie wyglądamy a tak naprawdę jego rodzice nie wiedzieli że w domu ich syn nie tyka żony palcem, nie rozmawia z nią. W efekcie oprócz problemów w związku dostałam na tacy antypatię ze strony teścciów, którzy twierdzą, że ich syn jest spokojny więc co ja mgę od chłopiny chcieć. Moje małżeństwo zniszczyło też moją relację z matką. Twierdzi, że mam miłego męza, przystojengo i nie możliwe żebym sie czuła przy nim nieszczęśliwie....I tu się Kochane pojawia żal za to wszystko co trwało w związku....teraz jest tak, że mężowi po latach udało mi się wytłumaczyć, jak źle mi było, że jestem młoda, potrzebuje sexu miłosci rozmów, i próbujemy odbudowac to co było niesczone przez ostanie 4 lata marazmem jaki panował w naszym związku. Tylko sęk w tym, że jak mąż się obudził to ja po kilku latach przemyśleń nie wiem czy to ma sens...Bo po prostu nie ufam mężowi, że takie gnębienie psychiczne, odrzucanie mnie może mnie spotkać - tego się boję.... Widzicie mówiłam mu o tym i mówię o swoim zalu, ale po prostu za długo trwało zrozumienie przez niego, że jesteśmy rodziną.. bezdzietną ale rodziną. Nie dodałam, ze oboje z mężem byliśmy dla siebie I partnerami, pewnie stąd to wszystko. Ja mam dość życia w takim żalu, czuję coś do męża, ale czasem zastanawiam się czy to nie przyzwyczajenie...i póki nie mamy dzieci nie skończyć tego. Wiem, że zadna z was nie napisze mi tak czy nie, ale może da opinie o swoich przemyśleniach, bo ja wiem ze problem jest ze mną....wcześniej żal za to co mi serwoał każdego dnia, a teraz za to co mi z tamtych lat pozostało w pamięci. Z góry dziękuję za opinie i bardzo proszę o pomoc. Pzdr:)
Mumisia, czyli po prostu mąż zaczął robić Tobie na złość, a Ty teraz masz o to pretensje.
A może by tak, zamiast roztrząsać przeszłość, zacząć od początku?
Kochasz swojego męża? Pamiętasz dlaczego zostaliście małżeństwem? Co było fajne i miłe? Wracaj myślami do tego, zamiast rozpatrywać kto i na ile zawinił. Jeśli go kochasz, to pogadajcie na spokojnie i zacznijcie od początku. Może jakaś terapia małżeńska? Jeśli sami nie dacie rady.
No chyba, że już go nie kochasz.
Skoro wiesz, że problem leży po Twojej stronie i wiesz, na czym ten problem polega, to zasadnym jest pytanie, dlaczego trwasz w takiej sytuacji. Skoro masz dość życia w żalu, to... pozbądź się go. Mam wrażenie, że ten żal jest do czegoś Ci potrzebny, że masz spore korzyści z jego hodowania. Bo ten żal hodujesz, podlewasz go, by narastał, by nie stracił swej siły. Zanim zapewniać będziesz o swych stratach spowodowanych tym żalem, pomyśl o korzyściach z niego wynikających dla Ciebie. Co on Ci zapewnia? Przed czym chroni?
Myślisz o rozstaniu. Jest to dobre rozwiązanie, gdy jedynym żywym uczuciem jest złość, żal, nienawiść. Napisałaś, że czujesz coś do męża. Nazwij to "coś", chyba że celowo przed samą sobą zdecydowałaś się do żadnych uczuć nie przyznawać.
Straciłaś do męża zaufanie. A jesteś zdecydowana na jego odbudowę, czy szukasz teraz pretekstu do zakończenia związku?
Przeczytaj bajkę Jana Brzechwy "Żuraw i czapla". Mam wrażenie, że jesteś z mężem jej bohaterami.
dziękuję za obie wypowiedzi, pierwszy raz korzystam z tego forum i widzę, że konkretne babki tu "opiniują":) Skłoniło mnie to do przemyśleń i o to mi chodziło - przez lata czekałam aż mąż otworzy sie na mnie i z nikim sie nie dzieliłam problemem. Naprawdę próbuję przypomnieć sobie co nas połączyło, wiem, że w chwilii obecnej zaporą jest jedynie mój żal i brak zaufania. I wiem, że problem leży po mojej stronie, związek podupadł nam przez nas oboje, ale teraz ja mam w sobie jakiś duszący mnie żal. I świetnie to ujęłaś - wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, może jego hodowanie jest mi do czgoś potrzebne? może szukam pretekstu - jeśli tak to tylko dlatego, że jestem tym zwyczajnie zmęczona, tym co zrodziło się toksycznego w naszym związku. Jeśli chodzi o terapię - uważam że byłby to świetny pomysł, gdyż mąż jest skrytą osobą. Chcę być z mężem, ale teraz ja sama muszę popracować nad wyrzuceniem nieufności, poczucia braku bepieczenstwa przy nim i chęci seksu - mąz nie dopuszczał mnie do siebie wiec nabrałam przekonania że jestem niatrakcyjna i tak sie czuję. Dużo przede mną do zrobienia...ale może przez to oboje zyskamy w końcu spokojne życie? ![]()
)))))) a wiersz Brzechwy strzał w 10, tak właśnie to wygląda u mnie:)) bajka dla dzieci a tyle mądrości....
Żuraw i czapla
Jan Brzechwa
Przykro było żurawiowi,
Że samotnie ryby łowi.
Patrzy - czapla na wysepce
Wdzięcznie z błota wodę chłepce.
Rzecze do niej zachwycony:
"Piękna czaplo, szukam żony,
Będę kochał ciebie, wierz mi,
Więc czym prędzej się pobierzmy."
Czapla piórka swe poprawia:
"Nie chcę męża mieć żurawia!"
Poszedł żuraw obrażony.
"Trudno. Będę żył bez żony."
A już czapla myśli sobie:
"Czy właściwie dobrze robię?
Skoro żuraw tak namawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"
Pomyślała, poczłapała,
Do żurawia zapukała.
Żuraw łykał żurawinę,
Więc miał bardzo kwaśną minę.
"Przyszłam spełnić twe życzenie."
"Teraz ja się nie ożenię,
Niepotrzebnie pani papla,
Żegnam panią, pani czapla!"
Poszła czapla obrażona.
Żuraw myśli: "Co za żona!
Chyba pójdę i przeproszę..."
Włożył czapke, wdział kalosze,
I do czapli znowu puka.
"Czego pan tu u mnie szuka?"
"Chcę się żenić." "Pan na męża?
Po co pan się nadweręża?
Szkoda było pańskiej drogi,
Drogi panie laskonogi!"
Poszedł żuraw obrażony,
"Trudno. Będę żył bez żony."
A już czapla myśli: "Szkoda,
Wszak nie jestem taka młoda,
Żuraw prośby wciąż ponawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"
W piękne piórka się przybrała,
Do żurawia poczłapała.
Tak już chodzą lata długie,
Jedno chce - to nie chce drugie,
Chodzą wciąż tą samą drogą,
Ale pobrać się nie mogą.
Witaj Mumisia ![]()
W pewnym sensie Cię rozumiem, bo sama tkwiłam w chorym małżeństwie przez ponad 10 lat. wiadomo na początku zawsze jest cudownie...kochający mąż, wspaniali teściowie itd. Tylko o tym co działo się w moich czterech ścianach i jak traktował mnie mąż wiedziałam tylko ja. Ciągłe poniżanie, nękanie psychiczne i prosznie o to, żeby własny mąż się z Tobą kochał. To był koszmar! W końcu zdecydowałam się na rozwód, pomimo tego że mamy dwójkę dzieci. Wolałam żyć sama z dziećmi niż udawać przez kolejne naście lat, że mam cudownego męża. Oczywiście zostałam "czarną owocą" w rodzinie. Moja mama wręcz uwielbiała swojego "dobrego" zięcia, a teście też nie widzieli nic złego w zachowaniu swojego syna. Było i jest nadal mi bardzo ciężko, ale jednak nie żałuję swojej decyzji, ponieważ dopiero po rozwodzie poczułam, że żyje w końcu tak jak chce...bez poniżania mnie wobec dzieci i pokazywania jaką to jestem beznadziejną żoną i matką. Musisz się poważnie zastanowić czy chcesz żyć w takim związku. Ja ze swojej strony mogę Ci tylko jedynie powiedzieć co ja bym zrobiła, gdybym była w takiej sytuacji jak Ty...odeszłabym od męża. Nie potrafiłabym żyć u boku człowieka do którego nic nie czuję oprócz przywiązania, bo przywiązać się można do drzewa a w małżeństwie musi być miłość i szacunek. Nie macie dzieci, więc Jesteś w bardziej komforowej sytuacji. To jest jednak moje zdanie, ale to Ty musisz wiedzieć czy tego chcesz. Warto jednak porozmawiać z mężem i przedstawić mu swój punkt widzenia. Powiedź mu jak czujesz się źle, że Jesteś przez niego odtrącana i jeżeli nie zmieni swojego stosunku wobec Ciebie to od niego odejdziesz. Może taki wstrząs podziała na niego. Jeżeli naprawdę Cię kocha to będzie o Ciebie walczył. Życzę Ci powodzenia i wytrwałości. Pozdrawiam