Witam wszystkich,
Zdecydowalam sie zalozyc ten watek bo sama juz jestem zagubiona w tym wszystkim. Mezczyzni zdecydowanie pochadza z Marsa a kobiety z Wenus! ![]()
Znamy sie od 4 lat, razem pracowalismy z ta sama grupa znajomych. 2 lata razem mieszkalismy ze kolkoma znajomymi. Odkad pamietam flirtowalismy ze soba ale zawsze to bylo niewinne i dopiero w ostatnich miesiacach wzebralo na sile. Wszyscy nasi wspolokatorzy to zauwazyli ale nigdy do niczego nie doszlo bo ja na to nie pozwolilam pomimo, ze bardzo mi sie podobal.
Po 4 latach on kupil swoje mieszkanie i sie wyprowadzil a ja dostalam prace w innym miescie na pare miesiecy z wyjazdem za granice na 3 lata po tych paru miesiacach. Bylam w niebo wzieta! Poltora tygodnia przed wyprowadzka zaprosil mnie do siebie na kolacje. Nie bylam pewna co bylo powodem zaproszenia ale podejrzewalam ze chodzilo tylko o jedno ale zdecydowalam sie pojsc. Po kilku lampach wina zaczelismy sie calowac i zapytalam go wprost czemu mnie zaprosil i jego odpowiedz mnie zszokowala gdzy oczekiwalam ze uslysze 'sex'. Jednakze on zaczal mi mowic ze bardzo mnie lubi i ze tak jest od odkad mnie poznal, ze walczyl z tym uczuciem i czasami juz myslal ze mu sie udalo i ze mu przeszlo, ze nie chce zebym wyjezdzala, ze przyjedzie mnie odwiedzic i w nowym iescie i wnowym kraju i ze wielokrotnie chcial mi o tym powiedziec ale go odrzucalam zanim zdolal cokolwiek z siebie wykrztusic,ale ze nie chce zwiazku na odleglosc itp itd.. ja bylam w szoku i nie powiedzialam nic. Zostalam u niego na noc ale do niczego nie doszlo. Spedzilismy ze soba kolejny wieczor ale ja sama nie wiedzialam jak ja mam podejsc do tego i bylam oschla i zimna i skonczylo sie na tym ze po prostu wyszlam i poszlam do domu. Przed samym wyjazdem porozmawialam z nim i powiedzialam ze tak to musi zostac i ze bardzo go lubie ale ja sie musze skupic na nowej pracy. Nie pozegnal sie jak wyjezdzalam co mnie nie zdziwilo. Myslalam ze dam sobie rade ale czulam sie okrutnie zle ze bylam bezuczuciowa. Myslalam ze to bedzie najlepsze wyjscie jesli oboje nie bedziemy mieli nadziei na nic. Mylilam sie....
Po tygodniu sie odezwal ale rozmowa smsowa szybko 'umarla'. Po tygodniu odezwalam sie ja jako pierwsza. Tesknilam za nim okrutnie, zalowalam ze nie dalam temu zadnych szans, wiem ze powiedzial ze nie chce zwiazku na odleglosc i wiem ze ja sie z tym zgodzilam ale tesknota mnie zabijala. Po kilku smsach zapytalam czy mialby ochote przyjechac na weekend mnie odwiedzic w nowym miescie. Na co nie otrzymalam zadnej odpowiedzi wiec pomyslalam ze on chce zebym dala mu spokoj... Wiec sie nie odzywalam.
Tydzien temu, 2 miesiace po przeprowadzce, pojechalam odwiedzic znajomych ze wzgledu urodzin mojej koleznaki. Pierwszy raz go zobaczylam odkad wyjechalam. Troche porozmawialismy o mojej nowej pracy itp Bylo tak jak dawniej wlaczajac w to flirt. Bylo mi milo ze nadal moglismy byc znajomymi ale w srodku jedyne czego chcialam to sie do niego przytulic i pocalowac i powiedziec ze nadal o nim mysle. Tamtej nocy, kiedy wyszlismy ze znajomymi na impreze, cala noc nie zostawil mnie samej, nikt inny dla niego nie istnial, przynajmniej takie odnioslam wrazenie. Odlaczylismy sie od grupy, potanczylismy razem, pocalowalismy i w drodze powrotnej kiedy bylismy sami mielismy duzo czasu zeby porozmawiac. Obiecal ze przyjedzie mnie odwiedzic, ze ta jedna noc kiedy mi o wszystkim powiedzial i kiedy zostalam u niego to byla wspaniala noc i nie zaluje ze mi powiedzial, ze mnie uwielbia, to jak sie smieje, to jak chodze, to jak tancze, wszystko. Kiedy ja powiedzialam ze powinnismy o tym porozmawiac na trzezwo to powiedzial ze porozmawiamy jak mnie odwiedzi. Nalegal zebym u niego tamtej nocy zostala, chcial po mnie po pijaku samochodem jechac zebym tylko byla z nim (w sumie nie wiem czy w tym danym momencie bardziej mu nie chodzilo o sex). Pojechalam do niego nastepnego dnia popoludniu i zostalam do rana. Poogladalismy filmy, porozmawialismy o zwyklych rzeczach, on mi pokazal filmy o miescie z ktorego pochodzi i zapytal parokrotnie czy pojade z nim w maju. Tym razem po raz pierwszy doszlo do czegos wiecej. Zapytalam wieczorem czy nadal chce mnie odwiedzic powiedzial ze tak. Rano kiedy wyjezdzalam na pozegnanie powiedzial 'do zobaczenia za 2 tyg u ciebie'... minal tydzien i nadal sie nie odezwal.... Gdybym nie wiedziala o jego uczuciach to bym pomyslala 'chodzilo mu tylko o jedno', ale sama nie wiem....
Chcialabym poznac opinie innych, z gory dziekuje! ![]()