Pomocy!
Pierwszy raz pisze coś takiego więc prosze o wyrozumiałość
Musze się wygadać...sama nie wiem może to jest krzyk wołania o pomoc
Mam 17 lat (za niecale 3 miesiące 18). I poprostu się nienawidze.
Za wszystko się obwiniam, wszystko co mi nie wyjdzie jest moją winną.
Gdy mi coś nie wyjdzie nawet w błahej sprawie to trace chęć do życia. Często wpadam w depresje. Często, również popełniam "gafy" i mam wrażenie ze wszyscy to widzieli. W takich momętach mam ochote zapaść się pod ziemie. Pewnie wyolbrzymiam niektóre sprawy ale nie potrafie przestać o tym myśleć. Rówież gdy ktoś na mnie patrzy to mam wrażnie ze się ze mnie śmieje. A głównie mężczyżni. Nie wychodzi mi w miłości.
Nie raz ktoś mi mówił ze jestem zgrabna, mam ładną sylwetke ale ja sama uważam się za brzydką. Np. gdy zrobie sobie zdjęcie na początku myśle ok a na następny dzień patrze na nie z odrazą.Jestem blondynką, chudą średniego wzrostu (około 163cm). Nie mam nic do swojej wagi ale nie lubie twarzy. Porównuje się do innych dziewczyn i się dołuje bo nie mam tak długich nóg jak ona albo takiego nosa( nos jest moją nawiększą zmorą)
Normalnie śmieje się, bawie jak normalna nastolatka i jak jestem z przyjaciółmi to jest ok. Jednak jak zostaje sama to cząsto płacze. Nie umiem poradzić sobie z problemami i za to siebie nienawidze.
Jak już wspomniałam kolejną sprawą która mnie przybija to moje relacje z płcią przeciwną. Jestem nieśmiała i do tego zakochuje się w nieodpowiednich a także nie osiągalnych dla mnie chłopakach. Ostatnio zauważyłam ze z mojej rodziny wszyscy kogoś mają. A ja zostałam sama.Bo kto by mnie chciał?
Moją największą pasją jest taniec. Lubie tańczyć aby poprawić sobie nastrój. Jestem także ogromną marzycielką i wyobrażając stwarzając sobie nadzieje we własnym umyśle ranie samą siebie bo w końcu zderzam się z rzeczewistością.
Ale się rozpisałam. Za blędy przepraszam ale pisane w pośpiechu.