Cześć. Długo zastanawiałam się, czy napisać na tym forum, ale w końcu pękłam. Zdałam sobie sprawę, że jestem najzwyczajniej w świecie samotna. I nieszczęśliwa. Mam 22 lata, wspaniałą rodzinę, ciekawe studia, na których całkiem dobrze mi idzie, fajnych znajomych. Ale coś jest nie tak. Nie umiem cieszyć się życiem, jestem przygnębiona i mam wrażenie, że żyję mechanicznie. Oczywiście tego nie okazuję - na zewnątrz jestem radosną, śmiałą dziewczyną. Ale w środku...
Już wiem, co jest nie tak. Potrzebuję MIŁOŚCI. Długo wzbraniałam się przed tym stwierdzeniem, ale w końcu dotarło to do mnie. Minął rok, od kiedy rozstałam się z chłopakiem. I nie mogę nikogo sobie znaleźć. Mówią, że kto szuka, ten znajdzie - i ja szukam, ale znaleźć nie mogę! Ba, nawet zarejestrowałam się na portalu randkowym, ale bez powodzenia. Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Jestem normalną dziewczyną, sympatyczną, ciekawą świata. Ale wciąż jestem sama i to mnie dobija...
Czasem czuję, że nic dobrego już mnie w życiu nie spotka. Że wszystko, co najlepsze, już za mną. Że skończę studia, obronię się, zacznę pracować i nic się nie zmieni, oprócz tego, że zamiast na uczelnię, będę codziennie jeździć do pracy. I znów będę spędzać samotnie wieczory i weekendy. Nie umiem myśleć pozytywnie. Zadręczam się negatywnymi myślami i zadaję sobie pytanie: dlaczego???!
Najważniejsze, że w końcu zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem singielką. Ale jestem samotna. Właściwie, to samotna wśród tłumu.