Muszę podjąć decyzje czy dalej ratować związek, potrzebuje obiektywnej oceny a to miejsce jest chyba najlepsze. Na początek napisze, ze bardzo przeżyłam poprzedni związek, długo o niego walczyłam, niestety bezskutecznie. Potem poznałam jego! Ja byłam po przejściach i on także bo póki co na papierze jest jeszcze zonaty( tylko cywilny ślub, dzięki czemu było mi łatwiej). Nie zrozumcie mnie, ze chodzi o żonę, już wyjaśniam dalej. Przyjechał z zza granicy tylko po to żeby skończyć studia i chciał z powrotem wracać na obczyzne, tylko ze w międzyczasie nie brał w swoim scenariuszu, ze sie spotkamy, pokochamy i będziemy w związku. Wiedziałam, ze chce tam wrócić wiec nie wyobrażając sobie życia na odległość brałam pod uwagę przeprowadzkę tam (zaznaczam ze mam stała prace w Polsce i musiałabym pare rzeczy poświecić i on tez o tym wiedział) Byliśmy ze sobą 1,5 roku, w związku jak to w związku kłóciliśmy sie i często było mówione ze nie wiemy co dalej robić, jak to bedzie wyglądało. Ale zawsze jak bumerangi do siebie wracaliśmy. Kiedy skończył studia pojechał za praca, był tam 2 M-cie i przyjechał na urlop na 2 tygodnie. Zaczęliśmy sie niestety kłócić, bo czepialam sie ze na pierwszy plan stawia wszystko inne niż spędzenie czasu razem tak jak sobie obiecywalismy jak był za granica. Kiedy sobie wszystko wyjaśniliśmy to już musiał wracać, cały tydzień było dziwnie, jakby go nie było, załamał sie bo plany mu sie pokrzyżowały i nie mógł już wrócić do starej pracy, zaczynałam rownież odczuwać, ze nie zachowuje sie tak jak wcześniej, mniej pisze, dzwoni. Czułam sie okropnie odtrącona, kiedy niestety sie upiłam, zadzwoniłam do niego i mu to powiedziałam,ze dziwnie sie zachowuje i ostatnio zaczyna pokazywać ze ja sie nie liczę to na drugi dzień dobitnie mi przypomniał o rozmowie i zerwał ze mną!Przestał sie odzywać i tak już mija tydzień. Raz napisałam ale bez odzewu. Rozstanie umotywowal w ten sposób, ze przez odległość wszystko wyraźniej widać, ze to sie i tak rozwali prędzej czy pózniej,nie czuje żeby nam wyszło. Dodam, ze wcześniej tez pracował za granica, sprowadził do siebie żonę a ona go zdradziła, wyprowadziła sie i ułożyła sobie życie z kimś innym. Teraz chodzi mi po głowie myśl, żeby do niego pojechać za granice, jego rodzice sie wybierają i chce sie z nimi zabrać, ale sie po prostu boje.Niestey kocham go i kieruje sie całym związkiem a nie tylko 2 tygodniowymi problemami i po prostu tęsknię i chciałabym sie z nim zobaczyć nawet jesli by to miało pogorszyć relacje miedzy nami, bo potrzebuje konfrontacji oko w oko. Wszyscy wkoło odradzają, ale mnie boli, ze taka poważna sytuacja zaczęła mieć miejsce, chce mu udowodnc, ze odległość może nie być problemem, ze nasz związek jest cos wart i żeby to jakoś spróbować naprawić. Tylko strasznie sie boje, ze sie zblaznie, poniżej i nic z tego nie wyjdzie choć mała iskierkę nadzieji nadal sie tli. Czy powinnam pojechać?
Tak - poniżasz i narzucasz się. Na pocieszenie dodam, że jakby to był scenariusz komedii romantycznej z Sandrą Bullock, to wszystko skończyłoby się happy endem.
Gdybym kierowała sie jakimkolwiek scenariuszem to bym sie nawet nie zastanawiała czy jechać, unioslabym sie duma i nigdy w życiu nie odezwała. Brutalnie to napisałeś choć pewnie i właściwie z tym poniżaniem, tylko czy jesli w grę wchodzi wyższa wartość to nie warto czasem schować dumę w kieszeń? Związek zakończony przez telefon,po kłótni, bez wyjaśnień o co chodzi a tak to w drodze konfrontacji może zrozumiem , może to cos da a jesli nie to może chociaż ja sobie łatwiej dam spokój?nie próbowałeś nigdy niczego naprawić?
Ale o jakiej wyższej wartości mówisz? Czy związek wyżebrany, rozmowa wymuszona byłyby takimi wartościami? Jeżeli mu jeszcze na Tobie zależy to się sam odezwie. Natomiast jeśli pojedziesz pokażesz mu swoją desperację, a taka postawa szacunku nie wzbudza, co najwyżej politowanie.
Rozumiem, że łudzisz się, iż konfrontacja oko w oko mogłaby coś zmienić, albo przynajmniej wyjaśnić, jednak prawda jest taka, że gdyby mu zależało, by wyjaśniać - sam by przyjechał do Ciebie lub przynajmniej napisał.
Moim zdaniem tu nie chodzi o dumę, a o godność i szacunek do siebie samej. Przemyśl to sobie wszystko dokładnie zanim podejmiesz decyzję.
Nie ukrywam, ze to nie jest rzecz, która chciałabym przeczytać ale doceniam szczerość i formę przekazu. Mowię o wartości związku, który mieliśmy, który trwał, mimo wcześniejszej odległości (ok 100 km). Praktycznie u niego mieszkałam i dojeżdżałam do pracy. To co mam na swoją obronę i dlaczego tak sie bije z myślami to to, ze zdaje sobie sprawę z tego, ze jesli komuś na czym/kimś zależy to potrafi sie postarać, tylko z grę wchodzi przeszłość i teraz 2000 km odległości. Nie jestem małolata choć może 30-stka to dla kogoś mało, to mam za sobą pewne doświadczenia, choćby np kiedy rozstałam sie po 10latach związku bo pił i dopiero kiedy mnie uderzył to podjęłam decyzje o rozstaniu. Niestety na kolejne związki miało to w pewien sposób wpływ. Dopiero kiedy spotkałam jego to dużo sie zmieniło. Mimo, ze podchodziłam na początku z duża rezerwa do tego związku, to właśnie on mnie przekonywał, ze warto. W końcu zaczelam myślec, ze z powrotem można sobie ułożyć życie i on tez do tej pory mnie o tym przekonywał. To nie jest tak,ze zakochalam sie od razu, popełnialiśmy oboje błędy, tylko kiedy ja cos zepsulam jemu dość łatwo przychodziło aby sie pogodzić.On jest kimś energicznym, mającym swoje zdanie jednak tez mimo wszystko skrzywdzonym i czego sie domyślam, to ze teraz przez odległość podjal ta decyzje. Boje sie, ze moja gafa, czyli dołożenie swoich egoistycznych pobudek, ze jest mi zle, którymi go obciazylam w trudnej dla niego sytuacji, spowodowały myśli o zakończeniu związku. O dojściu do wniosku, ze nie ma sensu sie starac skoro on jest tam a ja tu i ze wcześniej kiedy sie starał (mowię o byłej żonie),to niestety nie wyszło i ze teraz może być tak samo. To do czego dążę to dowiedzenie sie prawdy, choć boje sie przyznać, ze może mnie ona złamać. Tak łudzę sie, to prawda, ale czy nie warto żałować rzeczy, które sie zrobiło niż tego ze pozostało sie biernym?
Teraz chodzi mi po głowie myśl, żeby do niego pojechać za granice. Wszyscy wkoło odradzają, Czy powinnam pojechać?
Ci ktorzy odradzaja,widza chyba troche wiecej bo znaja ciebie lepiej niz netowiczki i netowicze.
Ale ty i tak pojedziesz....? ? ?bo jeszcze nie wierzysz,po prostu nie dociera do twojego zakochanego serca , ze facet z toba zerwal i przestal sie odzywac bo nie chce z toba juz byc .
Akceptujac ten fakt , zaoszczedzisz sobie wiele psychicznej szarpaniny.
Jest gorzej niż myślałam, bo spodziewałam sie choć jednej pozytywnej opinii ale chyba nic z tego i z cała pewnością masz racje, nie dociera to do mnie! Nie potrafię ogarnąć tym swoim małym rozumiem jak ktoś kiedy go odwoże na lotnisko, mówi kocham cie a pare dni pózniej zrywa. Może i jestem sentymentalna to fakt ale skoro cały związek przekonywał mnie ze to jest cos wyjątkowego to w szoku cieżko mi sie do tego przyznać do porażki. Napisałam na forum, bo sie ludzilam, ze ktoś tak miał, ze ktoś potwierdzi, ze robię cos dobrego, pomagam uratować związek ale raczejnic z tego. nie wiem co zrobię, chciałabym pojechać, choćbym miałabym za to dostać burę ale nadzieja, ze mam racje czasami wygrywa. Nawet jesli poniosę porażkę to przynajmniej wiem, ze nigdy w życiu nie będę sobie zarzucać,ze mogłam cos zrobić. Pragnę spróbować i nawet jesli poniosę kleske to może to co wyniose z tego doświadczenia pomoże mi ogarnąć niespokojne myśli i burze uczuć, którymi sie teraz kieruje. Jesli ktokolwiek bedzie chciał wiedzieć jak to sie skończy i jesli podejmę decyzje czy pojadę to obiecuje sie odezwać jak potoczy sie ta jedna z wielu beznadziejnych spraw, które tu sie rozgrywają. Mam jeszcze tydzień na podjęcie decyzji wiec "do napisania":/
A on się w końcu rozwiódł?
Bo nie doczytałam.
a ja odnoszę wrażenie, że to przez twoje kaprysy i wieczne pretensję chłop zrezygnował, bo po co ma się męczyć na odległośc bez wsparcia, kiedy druga strona powinna podnosić go cały czas na duchu, a nie wiecznie się pretęsić o brak czasu, o nie zrobienie tego czy tamtego. Ulżylo mu, że się odciął od Ciebie, a wiesz czemu? bo ma dość jazd i pretensji z Twojej strony, że cokolwiek nie zrobi to jest źle. Jedź kobieto, póki nie jest za późno może coś zdziałasz, ja sądze, że mu zależy czeka teraz na Twój ruch.
Miałeś prawo, bo nie dopisałam. Nie! Nie rozwiódł sie jeszcze, odnośnie tej sprawy, to nie mówił o niej zle, zakończyli relacje za zasadach pozytywnych chociazby poszedł pozew na zasadach wspólnych, złożyli sie na rozwód za który zapłacili po połowie. Ale niestety nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć, bo do tej pory nie widziałam żadnego pisma świadczącego o rozwodzie. Ale ona i tak już jest w innym oficjalnym związku. Kiedys sie go zapytałam czy utrzymują kontakt powiedział, ze rzadko, ze na zasadzie życzeń na święta i urodziny. Wiec to dodatkowy element, który daje do myślenia-wiem, i to przygnębia.
Z tej mąki chleba nie będzie.
Z tej mąki chleba nie będzie.
skąd taki wniosek?
a ja odnoszę wrażenie, że to przez twoje kaprysy i wieczne pretensję chłop zrezygnował, bo po co ma się męczyć na odległośc bez wsparcia, kiedy druga strona powinna podnosić go cały czas na duchu, a nie wiecznie się pretęsić o brak czasu, o nie zrobienie tego czy tamtego. Ulżylo mu, że się odciął od Ciebie, a wiesz czemu? bo ma dość jazd i pretensji z Twojej strony, że cokolwiek nie zrobi to jest źle. Jedź kobieto, póki nie jest za późno może coś zdziałasz, ja sądze, że mu zależy czeka teraz na Twój ruch.
Kiedy właśnie dlatego sie z tym bujam, nie chce naciskać tylko chce go postawić w sytuacji kiedy bedZie mieć wystarczająco dużo czasu do namysłu, dopiero po jakimś czasie sie pojawić i dopiero wtedy sie przekonać co tak naprawdę jest dobre. Zanim tam pojadę mińie 2 tygodnie, wiec to chyba wystarczająco dużo czasu. Dobrze może jemu jest zle ale to nie powód żeby porzucić cos co nas łączyło. Życie nie jest bajka, nie raz sie o tym przekonałam, mam stała prace, uwielbiam ja ale dużo brakuje do określenia dobra jakoś pracy, bo nie raz miałam ochotę walnąć mojej kierownicce za mobbing personalny. Tylko dlatego tego nie robię bo mam rodziców na utrzymaniu. Wiec mimo wszystko potrafię rozgraniczyć prace od życia prywatnego,dlatego sie czepialam, bo jego niepowodzenia miały wpływ na nas. Co ma być to bedzie, albo skapituluje i nie pojadę albo zrobię z siebie totalna idiotke ale na pewno wam dam znać, bo jesteście osobami obiektywnymi, które nie musza a piszą, mogą mieć w nosie czyjeś rozterki ale starają sie pomoc, dzięki.
A ja myślę że możesz spróbować.Jeżeli czułaś że to coś wyjątkowego i masz pewność że on też tak czuł to walcz o ten związek.Może akurat czeka na Twój krok.Myślę że 1,5 roku i to na odległość nie wróży najlepiej,ale w końcu liczy się uczucie.
A dla mnie to akt desperacji ( to ze chcesz sie 'zabrac' z jego rodzicami to juz w ogole
) .pogorszysz sytuacje. Jakby tesknil to by napisal. Ale on ma juz dosc.
a moim zdaniem to nie jest akt desperacji, bo uważam, że to autorka spieprzyła sprawę tymi pretensjami i żalami, więc to teraz do niej należy udowodnić, że wcale taka nie jest i tym, że tam pojedzie pokaże mu, że facet nie jest jej obojętny i tak dalej, ja jestem za tym by jechała.
A ja uważam, że facet się nie odzywa, bo mu nie zależy. Tyle.
Byliśmy ze sobą 1,5 roku, w związku jak to w związku kłóciliśmy sie i często było mówione ze nie wiemy co dalej robić, jak to bedzie wyglądało. Ale zawsze jak bumerangi do siebie wracaliśmy.
Zaczęliśmy sie niestety kłócić, bo czepialam sie ze na pierwszy plan stawia wszystko inne niż spędzenie czasu razem tak jak sobie obiecywalismy jak był za granica.
Tworzyliście związek na odległość, rozumiem, że widywaliście się stosunkowo rzadko, a jednak zamiast cieszyć się sobą, tymi wydartymi godzinami, kłóciliście się. Byliście przecież w fazie zauroczenia i tak zwanych różowych okularów, kiedy to takie rzeczy się nie zdarzają lub zdarzają się sporadycznie. Na moje oko, to już był sygnał, że coś jest nie tak. Kiedy on ochłonął i kiedy pewne rzeczy do niego wyraźnie dotarły, widocznie doszedł do wniosku, że to nie ma sensu, że to nie ma prawa się udać, być może potrzebował tylko pretekstu, aby ten związek zakończyć, takiej przysłowiowej kropki nad ,,i", którą okazał się Twój telefon wykonany pod wpływem alkoholu.
Niestety zgadzam się z moimi poprzedniczkami - gdyby mu zależało, to wie gdzie Cię znaleźć. On jednak nie szuka tego kontaktu.
Ale o jakiej wyższej wartości mówisz? Czy związek wyżebrany, rozmowa wymuszona byłyby takimi wartościami? Jeżeli mu jeszcze na Tobie zależy to się sam odezwie. Natomiast jeśli pojedziesz pokażesz mu swoją desperację, a taka postawa szacunku nie wzbudza, co najwyżej politowanie.
Podpisuję się pod tymi słowami. Żebranie o miłość się nie sprawdza, o miłość można walczyć, ale nigdy prosić.
Z drugiej strony rozumiem Cię, że chcesz raz jeszcze spróbować, może potrzebujesz naocznie przekonać się, że to już naprawdę koniec, choćby po to, aby w przyszłości nie zarzucać sobie, że nic w tym kierunku nie zrobiłaś. Mimo wszystko moja rada brzmi: nie jedź. Jeśli okaże się, że to nie miało sensu, poczujesz się jak zbity, upokorzony pies, czyli jeszcze gorzej.
No to teraz wszystkich zaskoczę, bo jego brat dzwonił do mnie żeby sie cos zapytać i powiedział (nie wiedzac, ze sie rozstalismy),ze on przyjeżdża w tym tygodniu. Teraz można dopiero zachodzić w głowę co nie? Bo powiedział, ze przyjeżdża bo nie znalazł pracy, poskładal wszędzie cv i na czas oczekiwania zjeżdża do Polski i jesli ktos sie do niego odezwie z pracodawców to wtedy poleci. Czy sobie na za dużo pozwalam wyobrażając, ze sie pojawi?
Ale o jakiej wyższej wartości mówisz? Czy związek wyżebrany, rozmowa wymuszona byłyby takimi wartościami? Jeżeli mu jeszcze na Tobie zależy to się sam odezwie. Natomiast jeśli pojedziesz pokażesz mu swoją desperację, a taka postawa szacunku nie wzbudza, co najwyżej politowanie.
Rozumiem, że łudzisz się, iż konfrontacja oko w oko mogłaby coś zmienić, albo przynajmniej wyjaśnić, jednak prawda jest taka, że gdyby mu zależało, by wyjaśniać - sam by przyjechał do Ciebie lub przynajmniej napisał.
Moim zdaniem tu nie chodzi o dumę, a o godność i szacunek do siebie samej. Przemyśl to sobie wszystko dokładnie zanim podejmiesz decyzję.
Konfrontacja oko w oko daje więcej niż myślisz. Byłam w podobnej sytuacji co autorka, facet też zerwał na odległość, nie chciał się odzywać, nie chciał mnie widzieć, bo dla niego było łatwiej mnie nie widzieć, wygodniej, bo nie chciał się męczyć na odległość, a też byłam wstrętną babą jak autorka, ciągłe żale, pretensje, nikt tego nie wytrzyma na co dzień, a co dopiero na odległość, ja zrobiłam taki krok dwa miesiące po rozstaniu, oczywiście stchórzył i nie przyszedł. Od tamtego czasu minęło kilka miesięcy, a dziś kiedy odległości między nami nie ma, spotykamy się, w nadziei, że może uwierzy w to, że już nie jestem babą bluszczem. Ja bym próbowała autorko, bo jak nie spróbujesz nie dowiesz się czy wasz związek naprawdę był wartościowy.
Dla mnie śmieszne są posty mówiące o szacunku do siebie, to jest śmieszne, o prawdziwe uczucie się walczy, jeśli do winy to my się dopuściliśmy.
No to teraz wszystkich zaskoczę, bo jego brat dzwonił do mnie żeby sie cos zapytać i powiedział (nie wiedzac, ze sie rozstalismy),ze on przyjeżdża w tym tygodniu. Teraz można dopiero zachodzić w głowę co nie? Bo powiedział, ze przyjeżdża bo nie znalazł pracy, poskładal wszędzie cv i na czas oczekiwania zjeżdża do Polski i jesli ktos sie do niego odezwie z pracodawców to wtedy poleci. Czy sobie na za dużo pozwalam wyobrażając, ze sie pojawi?
haha, sprawę masz chyba rozwiązaną, sądzę, że to właśnie on poczynił kroki ku temu
jeśli nie odezwie się, to sama zaproponuj spotkanie i sobie pogadajcie ![]()
22 2013-11-11 15:11:44 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-11-11 17:00:23)
No wulgaryzm sprawę tymi pretensjami. Ale na razie nie powinna jechać nigdzie. Dwa tygodnie to za mało. Emocje muszą opaść, tak u jednej jak i drugiej strony. Potem może próbować. Kontakt telefoniczny, pisanie, dopiero przyjazd. Ja myślę że to wszystko jest zbyt świeże i przyjazd tylko pogorszy sytuację.
latika803, piszesz
Nawet jesli poniosę porażkę to przynajmniej wiem, ze nigdy w życiu nie będę sobie zarzucać,ze mogłam cos zrobić. /
no nie, tego nie bedzesz sobie zarzucac, ale za to bedziesz sobie zarzucac, ze sie ponizylas,ze w akcie desperacji zrobilas cos, czego sie po prostu nie robi.O uczucia sie nie zebrze. A ciagle epatowanie swoimi uczuciami, to nic innego jak zebranie .Narzucanie sie komus nie wzbudza szacunku, wrecz przeciwnie , niechec.
On jasno i wyraznie sie zdeklarowal.Uszanuj to.
P.S.
rockwoman7, to NIE jest smieszne.
latika803, piszesz
latika803 napisał/a:Nawet jesli poniosę porażkę to przynajmniej wiem, ze nigdy w życiu nie będę sobie zarzucać,ze mogłam cos zrobić. /
no nie, tego nie bedzesz sobie zarzucac, ale za to bedziesz sobie zarzucac, ze sie ponizylas,ze w akcie desperacji zrobilas cos, czego sie po prostu nie robi.O uczucia sie nie zebrze. A ciagle epatowanie swoimi uczuciami, to nic innego jak zebranie .Narzucanie sie komus nie wzbudza szacunku, wrecz przeciwnie , niechec.
On jasno i wyraznie sie zdeklarowal.Uszanuj to.
P.S.
rockwoman7, to NIE jest smieszne.
Przecież kobieta chce walczyć o swoje szczęście, sądzi, że facet ten związek traktował za ważny, jeśli ona tak uważa to po co teksty, typu, że się poniża, nie ma tu nic poniżającego moim zdaniem, poniżające byłoby gdyby to była bóg wie która próba, a to byłaby pierwsza. Ona od rozstania z nim, nie zrobiła nic. A on ją zostawił bo marudziła, była kapryśna, waliła pretensjami i fochami. Proste, żaden facet tego nie wytrzyma.
pomaranczowa 1 napisał/a:latika803, piszesz
latika803 napisał/a:Nawet jesli poniosę porażkę to przynajmniej wiem, ze nigdy w życiu nie będę sobie zarzucać,ze mogłam cos zrobić. /
no nie, tego nie bedzesz sobie zarzucac, ale za to bedziesz sobie zarzucac, ze sie ponizylas,ze w akcie desperacji zrobilas cos, czego sie po prostu nie robi.O uczucia sie nie zebrze. A ciagle epatowanie swoimi uczuciami, to nic innego jak zebranie .Narzucanie sie komus nie wzbudza szacunku, wrecz przeciwnie , niechec.
On jasno i wyraznie sie zdeklarowal.Uszanuj to.
P.S.
rockwoman7, to NIE jest smieszne.
Przecież kobieta chce walczyć o swoje szczęście, sądzi, że facet ten związek traktował za ważny, jeśli ona tak uważa to po co teksty, typu, że się poniża, nie ma tu nic poniżającego moim zdaniem, poniżające byłoby gdyby to była bóg wie która próba, a to byłaby pierwsza. Ona od rozstania z nim, nie zrobiła nic. A on ją zostawił bo marudziła, była kapryśna, waliła pretensjami i fochami. Proste, żaden facet tego nie wytrzyma.
szczescie ? jakie szczescie?
zalozmy , ze jestem facetem i rozstaje sie z kobieta,bo nie chce z nia byc, to zadne blagalne "walczenie " niczego nie naprawi/zmieni .
Mieli oboje czas , by zyc.
Jak widac na zalaczonym obrazku, nie umieli ze soba.
Pora sie z tym pogodzic, a nie zaklinac rzeczywistosc.Sa rzeczy, ktorych nie da sie zaczarowac.
:-))
Rockwoman-dziękuje za wsparcie, właśnie zastanawiałam sie czy ktos miał podobne przeżycia. Najbardziej bolą oceny negatywne to fakt, ale doceniam szczerość, jednak tak jak mówisz, dlaczego to ma świadczyć o braku szacunku do siebie? Ja zawsze wychodziłem z założenia, ze o cos wartościowego trzeba walczyć, bo walczę tez dla siebie, dla swoich odczuć. Tylko jedna rzecz mnie zastanawia-dlaczego inaczej sie patrzy kiedy facet cos spierniczy a potem sie kaja padając na kolana i błagając o przebaczenie (bo z nim tak właśnie miałam),to wtedy inni mówią, ze dobrze zrobił, ze zrozumiał swój błąd ale czy przez to tez nie szanuje sam siebie? A dlaczego jesli kobieta przejmuje inicjatywę bo cos sie zepsuło to jest na to zle patrzone?
No to teraz wszystkich zaskoczę, bo jego brat dzwonił do mnie żeby sie cos zapytać i powiedział (nie wiedzac, ze sie rozstalismy),ze on przyjeżdża w tym tygodniu. Teraz można dopiero zachodzić w głowę co nie? Bo powiedział, ze przyjeżdża bo nie znalazł pracy, poskładal wszędzie cv i na czas oczekiwania zjeżdża do Polski i jesli ktos sie do niego odezwie z pracodawców to wtedy poleci. Czy sobie na za dużo pozwalam wyobrażając, ze sie pojawi?
Chyba każda na Twoim miejscu by sobie to wyobrażała. Możliwe że się odezwie,jeśli nie to Ty zrób pierwszy krok i się z nim spotkaj. Porozmawiacie na spokojnie
,tylko bez wyrzutów i kłótni
Musisz nad sobą popracować,żeby doceniać chociaż minutę bycia razem.
rockwoman7 napisał/a:pomaranczowa 1 napisał/a:latika803, piszesz
no nie, tego nie bedzesz sobie zarzucac, ale za to bedziesz sobie zarzucac, ze sie ponizylas,ze w akcie desperacji zrobilas cos, czego sie po prostu nie robi.O uczucia sie nie zebrze. A ciagle epatowanie swoimi uczuciami, to nic innego jak zebranie .Narzucanie sie komus nie wzbudza szacunku, wrecz przeciwnie , niechec.
On jasno i wyraznie sie zdeklarowal.Uszanuj to.
P.S.
rockwoman7, to NIE jest smieszne.
Przecież kobieta chce walczyć o swoje szczęście, sądzi, że facet ten związek traktował za ważny, jeśli ona tak uważa to po co teksty, typu, że się poniża, nie ma tu nic poniżającego moim zdaniem, poniżające byłoby gdyby to była bóg wie która próba, a to byłaby pierwsza. Ona od rozstania z nim, nie zrobiła nic. A on ją zostawił bo marudziła, była kapryśna, waliła pretensjami i fochami. Proste, żaden facet tego nie wytrzyma.
szczescie ? jakie szczescie?
zalozmy , ze jestem facetem i rozstaje sie z kobieta,bo nie chce z nia byc, to zadne blagalne "walczenie " niczego nie naprawi/zmieni .
Mieli oboje czas , by zyc.
Jak widac na zalaczonym obrazku, nie umieli ze soba.Pora sie z tym pogodzic, a nie zaklinac rzeczywistosc.Sa rzeczy, ktorych nie da sie zaczarowac.
:-))
Ale to co piszesz to jest chrzanienie pierdół
nigdy nie ma odpowiedniego czasu na to by ze sobą być, wtedy się nie udało, bo odległość. To jest zawsze trudniejsze niż bycie ze sobą blisko. Ja przeżyłam związek na odległośc i byłam w podobnej sytuacji co autorka, też podjełam krok ba, nawet milion kroków, bo to JA spieprzyłam i to MOJA wina była. A druga kwestia, że mojemu byłemu partnerowi zależało na mnie okropnie, teraz też zależy już mniej, bo nie da się kochać kogoś, kto dokucza drugiej osobie, a te żale pretensje, to jest syf, który każda kobieta powinna zwalczać.
29 2013-11-11 16:09:43 Ostatnio edytowany przez Olinka (2013-11-11 16:59:52)
Rockwoman-dziękuje za wsparcie, właśnie zastanawiałam sie czy ktos miał podobne przeżycia. Najbardziej bolą oceny negatywne to fakt, ale doceniam szczerość, jednak tak jak mówisz, dlaczego to ma świadczyć o braku szacunku do siebie? Ja zawsze wychodziłem z założenia, ze o cos wartościowego trzeba walczyć, bo walczę tez dla siebie, dla swoich odczuć. Tylko jedna rzecz mnie zastanawia-dlaczego inaczej sie patrzy kiedy facet cos spierniczy a potem sie kaja padając na kolana i błagając o przebaczenie (bo z nim tak właśnie miałam),to wtedy inni mówią, ze dobrze zrobił, ze zrozumiał swój błąd ale czy przez to tez nie szanuje sam siebie? A dlaczego jesli kobieta przejmuje inicjatywę bo cos sie zepsuło to jest na to zle patrzone?
tak, bo kazda kobieta chce być tą księżniczką o którą trzeba walczyć do upadłości, a jak to ona wulgaryzm, to mimo wszystko, milczenie i duma to jest sam wyraz szacunku wobec siebie. Szkoda gadać
rób swoje, to co Ci serce dyktuje a nie połowa kobiet na tym forum ![]()
pomaranczowa 1 napisał/a:rockwoman7 napisał/a:Przecież kobieta chce walczyć o swoje szczęście, sądzi, że facet ten związek traktował za ważny, jeśli ona tak uważa to po co teksty, typu, że się poniża, nie ma tu nic poniżającego moim zdaniem, poniżające byłoby gdyby to była bóg wie która próba, a to byłaby pierwsza. Ona od rozstania z nim, nie zrobiła nic. A on ją zostawił bo marudziła, była kapryśna, waliła pretensjami i fochami. Proste, żaden facet tego nie wytrzyma.
szczescie ? jakie szczescie?
zalozmy , ze jestem facetem i rozstaje sie z kobieta,bo nie chce z nia byc, to zadne blagalne "walczenie " niczego nie naprawi/zmieni .
Mieli oboje czas , by zyc.
Jak widac na zalaczonym obrazku, nie umieli ze soba.Pora sie z tym pogodzic, a nie zaklinac rzeczywistosc.Sa rzeczy, ktorych nie da sie zaczarowac.
:-))
Ale to co piszesz to jest chrzanienie pierdół
nigdy nie ma odpowiedniego czasu na to by ze sobą być, wtedy się nie udało, bo odległość. To jest zawsze trudniejsze niż bycie ze sobą blisko. Ja przeżyłam związek na odległośc i byłam w podobnej sytuacji co autorka, też podjełam krok ba, nawet milion kroków, bo to JA spieprzyłam i to MOJA wina była. A druga kwestia, że mojemu byłemu partnerowi zależało na mnie okropnie, teraz też zależy już mniej, bo nie da się kochać kogoś, kto dokucza drugiej osobie, a te żale pretensje, to jest syf, który każda kobieta powinna zwalczać.
:-))) no to pozwolisz, ze sobie pochrzanie...
:-)))))
kjersti napisał/a:Ale o jakiej wyższej wartości mówisz? Czy związek wyżebrany, rozmowa wymuszona byłyby takimi wartościami? Jeżeli mu jeszcze na Tobie zależy to się sam odezwie. Natomiast jeśli pojedziesz pokażesz mu swoją desperację, a taka postawa szacunku nie wzbudza, co najwyżej politowanie.
Rozumiem, że łudzisz się, iż konfrontacja oko w oko mogłaby coś zmienić, albo przynajmniej wyjaśnić, jednak prawda jest taka, że gdyby mu zależało, by wyjaśniać - sam by przyjechał do Ciebie lub przynajmniej napisał.
Moim zdaniem tu nie chodzi o dumę, a o godność i szacunek do siebie samej. Przemyśl to sobie wszystko dokładnie zanim podejmiesz decyzję.
Konfrontacja oko w oko daje więcej niż myślisz. Byłam w podobnej sytuacji co autorka, facet też zerwał na odległość, nie chciał się odzywać, nie chciał mnie widzieć, bo dla niego było łatwiej mnie nie widzieć, wygodniej, bo nie chciał się męczyć na odległość, a też byłam wstrętną babą jak autorka, ciągłe żale, pretensje, nikt tego nie wytrzyma na codzień, a co dopiero na odległość, ja zrobiłam taki krok dwa miesiące po rozstaniu, oczywiście stchórzył i nie przyszedł. Od tamtego czasu minęło kilka miesięcy, a dziś kiedy odległości między nami nie ma, spotykamy się, w nadziei, że może uwierzy w to, że już nie jestem babą bluszczem. Ja bym próbowała autorko, bo jak nie spróbujesz nie dowiesz się czy wasz związek na prawdę był wartościowy.
Dla mnie śmieszne są posty mówiące o szacunku do siebie, to jest śmieszne, o prawdziwe uczucie się walczy, jeśli do winy to my się dopuściliśmy.
Walczyć o uczucia? Jeżeli dwie osoby te uczucia łączą, to nie trzeba o nie walczyć. A starać się o utrzymanie związku, owszem, można, ale pod warunkiem, że chcą tego obie strony.
Nie wiem, co mi miało udowodnić opisanie Twojej sytuacji, bo ona tylko potwierdza moje słowa - zrobiłaś krok, a facet nie stchórzył, tylko zwyczajnie nie chciał przyjść. Jeżeli komuś zależy na drugiej osobie, to żadne "boję się" (czego?) nie powstrzyma go przed wyjściem naprzeciw. A dziś "spotykacie się w nadziei", tylko nadziei czyjej? I na co? Tylko Ty wiesz, na ile to jest "staranie się o coś wartościowego", a na ile przedłużanie agonii związku bez przyszłości.
Wiem, ile daje konfrontacja oko w oko, ponieważ postąpiłam kiedyś podobnie, jak teraz autorce odradzam - pojechałam "wyjaśniać". Tylko, że to było jakieś 8 lat temu. Do dziś pamiętam gorycz płynącą z poczucia poniżenia - tak, właśnie tę. Bo tę płynącą z końca związku dużo łatwiej jest zaakceptować.
Nikt nie zakazuje tutaj Autorce niczego, ale zapytała o opinię i my wyrażamy ją na podstawie własnych doświadczeń, przemyśleń i wiedzy. Niech wie, jakie mogą być konsekwencje, których samodzielnie nie raz przewidzieć się nie da. To, że ten pan ma zamiar zjechać do kraju, a nasza Autorka nie dowiedziała się tego od niego - również uważasz za dobry znak? Ja wręcz przeciwnie. Życzę Ci Latika jak najlepiej, najbardziej tego, byś nigdy nie żebrała o uczucia ani w tym związku, ani w żadnym innym. I nie, nie uważam, że jak facet się płaszczy to wtedy jest to godne szacunku. Jeżeli relacja jest szczera, a zaangażowanie obustronne, to o okazanie uczuć prosić nie trzeba. Natomiast kiedy uczuć z jednej strony brakuje - prosić nie warto.
I nie oceniam tu, czyją winą jest obecna sytuacja w związku Autorki. Bo nie o tym jest teraz rozmowa. Jeżeli ja miałabym coś do powiedzenia w kwestii swojej winy - że przepraszam, że chciałabym dostać szansę, aby pokazać, że się zmieniłam, to bym to zrobiła - ale na odległość. Mailem, telefonem, listem. I potem poczekała. Brak odzewu - czas żyć dalej bez niego. Ewentualnie uzgodniłabym z drugą stroną termin i warunki spotkania. Bo inaczej taki wyjazd jest stawianiem partnera pod ścianą, brakiem szacunku dla jego "nie". To trochę tak, jak by się mówiło "wiesz, zmieniłam się, ale i tak ma być jak ja chcę, dlatego przyjechałam, choć Ty tego nie chciałeś". Nie wiem w jaki sposób takie zachowanie miałoby niby pokazać, że bluszczem się już nie jest. Niebycie bluszczem to właśnie pozostawienie komuś swobody decyzji, nieosaczanie swoją osobą.
Jeżeli to uczucie z jego strony jest, da o sobie znać prędzej czy później. Niecierpliwością i chęcią postawienia na swoim "na już" można tylko zniszczyć coś do reszty.
A rockwoman7 proszę jeszcze, aby poprzestała na merytorycznych argumentach, bez niezdrowych emocji. Skoro przestałaś być bluszczem w życiu osobistym, to tym bardziej na forum nie powinnaś mieć problemu z zaakceptowaniem, że można mieć zdanie inne od Twojego i nie oznacza to od razu "chrzanienia pierdół".
Niestety, również bardzo "ukruszyłam" mój związek na odległość. Podświadomy żal, że wyjechał i "wybrał nie mnie" sprawił, że przesadzałam (mało powiedziane). Wybuchy gniewu, czepianie się, obrażanie. I z czułego, troskliwego, ufnego w trwałość naszej relacji mężczyzny zamienił się w oschłego milczka, który pocieszenia szuka w alkoholu. Bardzo alergicznie reaguję na wszelkie zmiany Jego podejścia do mnie. Teraz nastąpiła moja szamotanina by walczyć o Jego uwagę, zaangażowanie. Powoli tracę wiarę, że wróci to co było. On też popełnił parę błędów, jednak nie dziwię się, że nie mógł już ze mną wytrzymać.
Szczerze, nie wiem co doradzić. Dla innych będzie to 'walka o związek", dla innych "akt desperacji". Możesz czuć się poniżona, lecz również możesz czuć że zrobiłam już wszystko by naprawić swój błąd. Myślę, że jak w każdej trudnej sytuacji będziesz odczuwała zarówno to i to, misz-masz uczuć oraz emocji. Cokolwiek zrobisz lub zaniechasz będzie miało swoje konsekwencje. I nie ma chyba "złotej rady". Powodzenia
Tak jak obiecałam to napisze, choć nie jest mi łatwo, ze doszło do spotkania, właśnie dziś i niestety nic z tego nie bedzie. W sumie powiem, ze sama nie wiem jak do tego doszło, czy cos pominelam, gdzie i kiedy może go zaniedbalam,gdzie był ten błąd ale przez to wszystko sie pogubilismy a właściwie on. W sumie nie wiem czy to czasem nie było wytłumaczenie dla porzuconej ale suma sumarum on już po prostu tego nie czuje. Ale powiem jedno-nie żałuje spotkania, wiem, ze może być cieżko w związku ale nigdy sobie nie bede w kasze pluc, ze sie nie starałam. On zawalił, u niego sie popsuło a ja nie wiem kiedy, bo gdy sama sie obwiniając, ze to przeze mnie , ze sie czepialam jak pojechał to sie okazało, ze to już zaczęło sie walić wcześniej, szybciej już o tym myślał. A najbardziej nie mogłam tylko znieść tej obłudy, kiedy mówił, ze jemu tez nie jest łatwo i nie wie co sie tak do końca stało. Nie chodzi o była ani o inna to na pewno i co najgorsze to teraz kiedy jestem sama to sie po prostu boje tej samotności. Pewnie minie długi okres czasu zanim sie ogarne i niestety jak to ktos na forum napisał to szkoda ze to nie okazało sie kolejna komedia romantyczna z Sandra Bullock. Mam nadzieje, ze innym starających sie o związek sie uda ale niestety nie ma złotej rady aby uniknąć niepowodzeń.
34 2013-11-17 18:54:21 Ostatnio edytowany przez bebet (2013-11-17 19:00:38)
Jesli ten zwiazek przetrwa ,niestety bedzie to zwiazek toksyczny,prosze pamietac o prawie przyciagania im bardziej sie nazucamy tym bardziej odpychamy,zaciagamy pajeczynowa siec jak pajak,kto chcialby zyc z pajakiem?
(to tak symbolicznie)
To pelna destrukcja,wymuszanie na drugiej osobie uczuc i uwagi ktorej tak bardzo pragniemy przyciaga nie tylko cierpienie ale i nowe konflikty oraz stracony czas.Niemozna tego nazwac walka o zwiazek.Zycze duzo sily,glowa do gory,jest Pani warta kogos kto bedzie o Pania sie troszczyl i kochal pelnia serca jestem tego w zupelnosci pewna.Pozdrawiam
ja Cię bardzo dobrze rozumie że walczyłas do końca ....sama jestem w takiej sytuacji że nie wiem co robić walczyc czy odpuscic ...u mnie sprawa wyglada troszkę inaczej ale też brak mi sił ....mój byc może ex bo tego nie wiem kontaktuje sie ze mną dzwoni pisze i rozmawia, to nie wyglada tak samo jak kiedys czuje ten dystans jaki sie wytworzył miedzy nami po tym wszystkim co sie działo ....ale rozmawiamy na odległość niestety
kiedyś obiecałam mu że nie zerw z nim kontaktu dopoki nie wyjasnimy wszystkiego ( teraz mi to przypomniał , a ja jestem osoba która zawsze dotrzymuje obietnic) , pomogła mi troszkę rozmowa ze znajomym facetem opowiedziałam mu wszystko co sie działo co sie wydarzyło i jak to teraz wyglada ...powiedział mi żebym raz spróbowała to jakos naprawić bo skoro ciagle do mnie sie odzywa tzn że mu zależy, ze moze rzeczywiscie sie pogubił, i może faktycznie jest w tym mojej winy troszkę chociaz nie usprawiedliwia to jego zachowania...w kazdym badz razie doradził mi jedz do niego skoro mowi ze chce, jedz tylko nie z pretensjami i żalami, jedz i sama sie przekonasz czy mu zalezy, porozmawiasz na spokojnie wysłuchasz, jesli chcesz uratowac i ci zalezy jedz ...i tak zrorbie ...co z tego wyjdzie zobaczymy ![]()
Trzymam kciuki Anulka i daj znac jak poszlo!!
nie dziękuję
boję się jak to wszystko sie zakończy... ale trudno musze wiedziec nie chce żyć w zawieszeniu ...rozmawiamy dowiaduje sie co chwile cos nowego np. że pare rzeczy go denerwowało gdy zapytałam co odpowiedział że nie che o tym rozmawiać , boje sie że pojade i tez będzie unikał rozmowy ...nie wiem jak z nim rozmawiac zeby cos wreszcie powiedział ...o co to naprawde mu chodzi i dlaczego to wszystko sie wydarzyło ...ale opisane to jest w moim wątku
Trzymaj się latika803! Mam nadzieję, że ułożysz sobie życie od nowa. Też miałem kiedyś sytuację, że walczyłam o faceta, a on nie umiał mi po prostu powiedzieć, iż kocha inną. Później spotkałam mojego obecnego męża i on mi dopiero pokazał co to jest miłość. Teraz po 6 latach małżeństwa wiem, że tamten związek i moje próby ratowania, to była kpina. Jeszcze raz wszystkiego dobrego.
Jeśli on kompletnie nie chce z Tobą rozmawiać nie dzwoni nie pisze itp.. Ja bym sobie darowała .Nie odzywaj się także do niego może przemysli to i się odezwie. Napisz mu że, masz już dość bawienia się kotka i myszkę i dajesz mu czas np. do tygodnia by się ogarną jeśli nie odezwie się ty uznajesz ten związek bez powrotnie za zakończony. I nie pisz nie dzwoń przeczekaj to. Jeśli nie odezwie się w tym czasie znaczy ,że nie chce być z Tobą a wtedy wogle już się nie odzywaj miej w sobie siłę .
Witam ponownie, długo nic nie pisałam ale potrzebuje pomocy. Sytuacja zrobiła sie u mnie poważna. Bo mimo tego ze jeszcze w listopadzie napisałam ze to juz koniec i starałam sie stwarzać pozory iż sie z tym pogodzilam to niestety jest inaczej. Mimo, ze minął kawał czasu to dalej żyje tym tematem, może to sie wydać śmieszne ale naprawdę jest bardzo zle. Po prostu potrzebuje pomocy i bardzo prosze o zrozumienie. Nie chciałabym aby ktos napisał mi poniżająca czy ironiczna odpowiedz bo teraz sprawa wyglada gorzej niż wtedy. Niestety okazałam sie bardzo słaba,wstydzę sie tego ale niejednokrotnie próbowałam sie z nim skontaktować a każde spotkanie kończyło sie dla mnie tragicznie, wiem ze mam depresje, schudłam 10kg, zero chęci życia, nie wiem co z tym zrobic. W każdym bądź razie nie bede opisywać spotkań ale doszło do tego ze ta osoba obiekt moich najszczerszych i najgłębszych uczuć mnie nienawidzi, krzyczał, poniżał. Kiedy przy jednym ze spotkań doszło np do zbliżenia to na drugi dzień praktycznie wyrzucił za drzwi mówiąc przepraszam. Pogubiłam sie, mam bardzo zle myśli i boje sie ze mogę sie odważyć zrobic cos głupiego. Nie ma sie do kogo zwrócić, w domu są problemy, rodzice bez pracy jestem jedynym źródłem utrzymania, nie mogę tego zrobic ze względu na nich i to jest jedyny powód dla którego nie sięgnęłam po ostateczność. Wiem ze komuś może to sie wydać blache, są gorsze problemy ale psychika mi siadła, prosze pomóżcie mi, nie daje rady. Załamalo mnie to rozstanie patrząc na fakt ze to 3 taka porażka pod rząd, a ten człowiek rozbudził we mnie wszelkie nadzieje na normalność. Wiedział ze byłam zraniona, zarzekal sie, obiecywał, deklarował uczucia. Pózniej tylko usłyszałam ze to ja go do tego zmusiłam. Ledwo przeżyłam święta, nowy rok, byłam na tabletkach uspokajających i nasennych. Boli przeszłość, skumulowalo sie to wszystko, przestałam juz pisać do niego, czułam sie jak intruz. A najgorsze jest to ze budze sie rano i mam go przed oczami, zasypiam myśląc o nim, nie wiem jak przestać. To juz sie podpina pod chorobę. Pisze do was bo może ktos bedzie w stanie mi pomoc, nie wiem może doradzi jakiegoś psychologa/psychiatrię? Nie stać mnie na wizyty prywatne dlatego błagam was o pomoc. Bardzo prosze, bo naprawdę nie wiem jak żyć!
Myślę, że w tej sprawie powinien odezwać się tu psycholog. Z tego co wiem to jest tu ktoś taki.