Mam 25 lat,od 8 lat jestem w związku. Przechodził on różne fazy. Na początku byłam zakochana i bardzo mi zależało. Mojemu partnerowi chyba też. Szybko ze sobą zamieszkaliśmy i szybko zaczęły się nieporozumienia. Był zazdrosny o wszystko,chciał ograniczyć moje kontakty z rodziną. Ja mu bardzo ulegałam... Kiedyś często ze sobą rozmawialiśmy.Po paru latach było najgorzej,często mnie obrażał,krzyczał na mnie,ja często płakałam,ale nie umiałam się z nim rozstać. W końcu jednak zdecydowałam,że już nie mam siły żyć w takim związku i, że wolę być sama. Powiedziałam mu,że chcę się rozstać,albo chociaż zamieszkać osobno i zobaczyć czy za sobą zatęsknimy. Tylko,że jest taka sytuacja,że on mieszka u mnie i powiedział,że nie chcę się wyprowadzić i nie wyobraża sobie życia beze mnie. Nawet miał łzy w oczach,gdy to mówił. Powiedział też,że chciałby spróbować naprawić ten związek. W końcu się zgodziłam. Niby się starał,przytulał mnie,starał się ze mną rozmawiać,ale to już nie to samo. Nie wiem czemu taka jestem,ale to bardziej mnie smuciło,niż cieszyło. I szybko się to naprawianie związku skończyło i przeszliśmy do normalnosci,czyli było tak jak wcześniej... To też moja wina,bo nie potrafie się przełamać. Gdy do czegoś dochodzi w łóżku i on chcę mnie pocałować automatycznie odwracam głowę. Nie chcę mu sprawiać przykrości ale to się dzieje samo. Jestem za to zła na siebie. Wydaje mi się,że żyjemy ze sobą z przyzwyczajenia. Już chyba nawet gdy się będziemy starać nic z tego nie będzie,a jednak jesteśmy razem. Nie wiem co mam robić...Ostatnio często płaczę...
Masz mu się kazać wyprowadzić, prostę. I nie ulegaj jego prośbą i płaczom. Powiedz, że jak naprawdę chce się starać, to może to robić na pewną odległość. Ty potrzebujesz czasu i przemyśleń.
sluszna uwaga,jesli nie chcesz ciagle plakac to skoncz z tym zwiazkiem,ktory cie niszczy ;mamy tylko jedno zycie...,a jak je przezyjemy -zalezy wylacznie od nas ...czas tak szybko leci, szkoda kazdego zmarnowanego dnia ..a to ze czlowiek sie przyzwyczaja do drugiego to fakt,,,ale spedzic beznadziejnie zycie z przyzwyczajenia...?