Znam tą historię, może w ciut innej wersji, ale bardzo podobną...
Kiedyś mogłam ją interpretować, tak ?po religijnemu?
1. Jak zwykle nam z punktu widzenia człowieka się wydaje, zupełnie coś innego niż punktu widzenia b/Boga. Człowiek usiłuje sobie wytłumaczyć coś, czego zrozumieć się nie da z jego malutkim rozumkiem ? jak się wierzy to zrozumieć się nie musi. Bóg dał rozum, abyśmy się nim posługiwali, dał też odpowiedni poziom zrozumienia prawd, które nam przekazał, czyli to, co zrozumiemy musi nam wystarczyć i nie przekroczymy tego poziomu, możemy natomiast prosić b/Boga o łaskę głębszego zrozumienia.
2. Poza tym b/Boga nie powinniśmy mierzyć swoim rozumem, bo gdybyśmy zaczęli to musielibyśmy uznać, że jesteśmy na jego poziomie ? ?nie miej bogów cudzych przede mną? Znalazł się taki, który chciał dorównać b/Bogu i rozumem i możliwościami, jego historię na pewno znacie?
3. Bóg daje szansę, aby uwierzyć, że krzyż da się udźwignąć: Ten z groty, który podniósł stary krzyż, przekonał się, że jego krzyż jest do udźwignięcia, Natomiast niewiernemu Tomaszowi dał szansę uwierzenia w możliwość udźwignięcia krzyża przez Chrystusa, nawet tego śmiertelnego i nawet za innych, mało tego udźwignąć go z tryumfem z/Zmartwychwstania.
Dla każdego inaczej wygląda łaska wiary i każdy z wymienionych powyżej później otrzymał krzyż, jaki był w stanie udźwignąć - ten z groty dostał stary z powrotem, a Tomasz śmierć męczeńską!
4. Każdy się czasem zastanawia, i nie każdy chce przyjąć krzyża, Chrystus też miał taki moment na Górze Oliwnej ? jak o/On miał to tym bardziej my możemy, pytanie tylko czy krzyż przyjmiemy tak jak o/On
5. Dlaczego(?) - może nie powinniśmy pytać tylko tak jak Chrystus ?taka jest t/Twoja wola?, może byłoby łatwiej, może po to pytamy, dlaczego, aby nauczyliśmy się pokory.
6. Jeżeli myślimy, że nie udźwigniemy krzyża ? to w pewien sposób nie tylko zwątpienie w siebie, ale chyba także w b/Boga, bo wierzący krzyż nie dźwigają sami i swoimi siłami, ale i z siłą Boga.
7. Samobójstwo nie pasuje? - A może jednak pasuje, samobójca albo nie trafił do groty, albo nie dobrał żadnego/odpowiedniego krzyża do swojego ramienia ? a starego przyjąć już nie chciał z powrotem.
No cóż ja już tą historię o krzyżu interpretuje ?bardziej po świecku? jako opowiadanie o losie człowieka, o cierpieniu i niedocenianiu, tego co się ma. Często spojrzenie z perspektywy daje nam możliwość na ocenę swojego cierpienia w inny sposób. Ta historia to właśnie ma taki morał, aby dostrzec to, co Einstein: Znaczące problemy, jakie mamy nie mogą być rozwiązane na tym samym poziomie myślenia, na którym zostały stworzone.("The significant problems we have cannot be solved at the same level of thinking with which we created them")
Cóż może jestem niedowiarkiem jak Tomasz, może łaski wiary za mało?
Na dzień dzisiejszy uważam, że założenie, iż b/Bóg daje nam krzyż skrojony na miarę jest trochę błędne.
Dlaczego, bo b/Bóg go nie skroił i nie do końca b/Bóg pomaga krzyż nieść.
1. Nie b/Bóg jest tu krawcem: My sobie dokładamy cierpień np. przez egoizm, inni ludzie nam dokładają do krzyża ? b/Bóg dał człowiekowi wolną wolę, więc nie mógł go skroić na miarę. Takie podejście oznacza, że Bóg zesłał tyranów jak Hitler/Stalinqj, zabójców i morderców, aby każdy miał odpowiedni krzyż.
2. A s/Szatan czy on człowiekowi do krzyża nie dokłada chociażby przez kuszenie i wykorzystywanie jego słabości? Czy nie utrudnia nam życia i nie dokłada ciężaru do krzyża?
3. Czasem b/Bóg daje nam siłę do dźwigania krzyża, a czasem inni ludzie, nawet nie ci niewierzący, to oni mają czas i chęć pomóc, oczywiście, że możemy zakładać, iż b/Bóg nas wspiera poprzez nich, ale gdzie ta wolna wola?
4. Pytanie czy b/Bóg szykując nam krzyż wymyślił/zesłał raka, wojny, powódź czy to człowiek/ cywilizacja/natura? Oczywiście, że odpowiedź będzie inna z punktu widzenia Starego i Nowego Testamentu lub patrząc na historię podbojów człowieka i rozwój cywilizacji?
5. Wolna wola to wybór, który pozwala popełnić grzech, grzech najczęściej dokłada nam do osobistego krzyża, dodatkowo oddalając się od b/Boga powoduje, że dźwigamy go w jakiś sposób sami, ale jednak dźwigamy.
6. Pytanie, co z dziećmi nienarodzonymi, może nawet nie pytać o krzyż, jaki one niosły tylko pytać, jaki zostawiły dla rodziców i dlaczego? Czyżby b/Bóg chciał rodzinie dołożyć ciężaru krzyża, aby był dla nich odpowiedni?
7. Postawienie sprawy b/Bóg skroił krzyż na miarę człowieka, to trochę tak, jakby obwiniać b/Boga za to, jaki otrzymało się krzyż, a nie tylko on miał wpływ na to, że krzyż jest taki, a nie inny. Chyba, że założymy, że b/Bóg miał całkowity wpływ na krzyż, który niesiemy, bo podobno b/Bóg jest źródłem wszystkiego, ale co z j/Jego największym darem, jakim jest wolna wola, to przecież oznacza, że b/Bóg nie wybiera za nas. Gdyby wolnej woli nie było, to oznaczałoby, że przed narodzinami b/Bóg z góry określił nasze postępowanie, a potem kazał nam za nie odpowiadać, to wtedy faktycznie ustaliłby z góry, jaki mamy nieść krzyż.