moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez zgubiona dusza (2013-10-19 23:55:37)

Temat: moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Na poczatek witam wszystkie dziewczyny na forum :-) Postanowiłam tu napisać, chociaż nigdy jeszcze sie tak nie wywnętrzałam publicznie, ale wydaje mi się, że tutaj mogę chyba śmiało pisać o wszystkim, co mnie boli. Potrzebuję jakiejś rady, właśnie od osób, co mogą spojrzeć z boku, bo ja sama już na różne sposoby sprawę przemyślałam, a ciagle to do mnie wraca i nie wiem jak mam teraz postąpić.
No więc tak, mam (albo miałam, bo już sama nie wiem) przyjaciółkę od dzieciństwa, z tym, że ona mieszka w innym mieście (ok. 400km ode mnie, czyli dość daleko). W dzieciństwie byłyśmy jak siostry, a nawet więcej - była moją ulubiona siostrzyczką, bo z rodzonymi siostrami nawet tak nie uwielbiałam czasu spędzać jak z nią, ani sie tak nie rozumiałam z nimi, jak z nią. Wydawało mi się, że jesteśmy bratnimi duszami i ona też tak nieraz mówiła. Spędzałyśmy razem wakacje, czasem ferie zimowe, no i były listy (wtedy jeszcze nie było internetu:-) (Tak przy okazji - od razu wspomnę, że mamy obecnie po 30 lat;-) I tak w podstawówce było fajnie, pięknie, aż zaczęło się liceum - wtedy właśnie zaczęły się pierwsze zgrzyty w naszej przyjaźni (czyli dawno, tak, wiem:-) Ona na moje listy rzadko odpisywała, a telefony były jeszcze wtedy dość drogą rzeczą, nam się nie przelewało jakoś tez ogólnie, ale ja uważałam, że przecież listy sa tanie i trochę mi było czasem przykro, że ona nie zawsze odpisuje. No ale dobra, jakoś to sobie tak tłumaczyłam, bo jej mama z moja korespondują też i tak samo ta jej mama ma takie coś, że nie chce jej się pisać, od wielkiego dzwonu do mojej mamy napisze list, więc po prostu sie tak pocieszałam, że to nic nie znaczy, że zwyczajnie wzięła przykład z mamy. Tylko tak czas leciał, a ja z moimi problemami byłam raczej sama, kontakt był z nią powierzchowny przez większość czasu, chociaż jak już do niego doszło (np. przyjechała do mnie raz na wakacje i jej się wtedy zwierzałam) to było OK i fajnie, zdawało mi sie, ze mnie rozumie. Miałam ciężki czas wtedy poczaatkiem liceum i już jak nie wyrabiałam psychicznie czasem, to do niej czasami zadzwoniłam, a tak ogółem pogdać, to oczywiście też (żeby nie było, że tylko z problemami dzwoniłam, bo to sie ze 2-3 razy może zdarzyło w tym okresie). Ona też od czasu do czasu zadzwoniła, nie za często, to było święto po prostu jak jej głos usłyszałam. I ona raczej mi o problemach nie mówiła swoich, też nie powiedziła mi w ogóle, że ma chłopaka, tylko już potem, jak się rozeszli -i mnie to zabolało bardzo, no bo myślałam, że o czym jak o czym, ale o takiej nowinie, że ma sie chłopaka, to się przyjaciółce mówi nie po fakcie, tylko od razu. Ogółem już wtedy zaczęłam czuć się z lekka olewana. Potem poszłam na studia i na 1 roku poznałam różnych znajomych, więc chociaż wciąż było dla mnie jakoś przykre to jej zachowanie, bo to na niej mi zależało zawsze, jako na najlepszej przyjaciółce, to machnęłam ręką, pomyślałam po prostu że w sumie to jak ona woli mi o wydarzeniach w swoim życiu opowiadać grubo po fakcie, to ja w takim razie poszukam innych znajomych. Mimo wszystko dalej byłyśmy znajomymi, nasze całe rodziny się znają i w ogóle, to uznałam jakoś tak, że na koleżankę ona jest OK, nie musimy być przyjaciółkami. Tylko, że w tym cały problem, że ona zawsze mi mówiła takie wielkie, szumne słowa - typu że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, że mnie kocha, że jestem dla niej najważniejsza w życiu po rodzicach i że takie jesteśmy bratnie dusze, takie podobne i że nikt tak jej nie rozumie jak ja i mnóstwo, mnóstwo różnych komplementów (aż czasem mnie to żenowało, że tyle, no ale jakoś tak brałam za dobrą monetę, w końcu każdy lubi miłe słowa usłyszeć:-). Tak lata leciały. W międzyczasie pojechałam do niej na wakacje ze 2 razy, to traktowła mnie czasami jakoś dziwnie, np. leciało radio jak się kładłyśmy spać, to ją poprosiłam, żeby zgasiła, bo ja nie zasnę przy muzyce, a ona tak jakby na złość mi chciała zrobić, mówi, że nie, bo radio ma chodzić. To mi sie przykro zrobiło, no ale za parę minut jednak wyłczyła to radio, więc już puściłam to w niepamięć. Tylko, że potem ciagle gdzieś wychodziła, nie miała czasu dla mnie (a przecież były wakacje) ale nie, bo ona ma do załatwienia w swojej szkole coś itp, jakieś tam spotkania i inne rzeczy. No dobra, rozumiem aktywne życie, ale jka ktoś przyjeżdza te 400km to by pasowało jakoś tak nie wychodzić na pół dnia z domu, chyba... ? Poza tym jakoś mnie nudziła, ciagle tylko o ludziach innych coś opowiadała, których ja nie znam, a poza tym ja nie lubie o ludziach gadać, tak samo te gazetki o modzie i takie pierdoły ja cieszyły, byłam lekko przerażona co z nią się stało, bo miałam wrażenie, że sie zamieniła w jakiegoś pustaka... Ja spędzałam te godziny, co jej nie było, z jej mamą, więc nie było tak źle, z tym, że nagle złapałam sie raz na myśli, że jakoś wolę pogadać z tą mama, ze ciekawiej sie rozmawia jakoś. No i jeszcze była taka sytuacja kiedyś, że spotkałam sie z nia i jej facetem i ten facet na wstępie mi już coś niemiłego powiedział, myślałam, że ona go zaraz ochrzani, a ona nic... Tylko sie głupio uśmiechała. No cóż, może nie zrozumiała, co mówił, może nie dosłyszała - tak sobie tłumaczyłam , ale ogółem to nie byłam wcale pewna, bo ona ma jeszcze taka cechę, że jest strasznie spolegliwa wobec mężczyzn (dla mnie to okropne i zawsze starałam sie jej zaszczepić choć troche poczucia honoru, czy jak nazwać, żeby tak nie patrzyła jak w obrazek po prostu i się nie zachowywała jak jakaś gorsza). Wtedy w końcu powzięłam decyzję, że to koniec tej przyjaźni, że się zepsuło i tyle, i że nas w sumie mało łączy już. I tak jakiś czas ją olewałam rzeczywiście, ona rzadko sie odzywła, to mnie było to na rękę i też przestałam do niej pisać maile (no już wtedy to miale były;-) Ogółem na dystans ja traktowałam i chyba to dla mnie było lepsze, znaczy mojej psychiki (chociaż nie wiem w sumie, bo to czasem ciężko powiedzieć, może inne rzeczy mi pomogły, np. że pracę miałam wtedy, nie tylko wszystko z nia zwizane przecież jest). No ale po jakimś czasie ona widać się zorientowała, że coś nie tak i wysłała mi taki prezent i śliczną kartkę, a tam mnóstwo komplementów, że mnie kocha, jestem dla niej Najlepsza Przyjaciółką itp. Wydawało się to wszystko szczere (a ja niestety nie jestem przyzwyczajona do jakichś podstępów, czy żeby być nieufna, tzn. teraz sie to z wiekiem dość zmieniło, ale jeszcze pare lat temu to brałam za dobra monete różne zachowania) i jakoś też mi sie jej żal zrobiło, że ma tylko mnie, jedyna przyjaciółkę i też chciałam byc dla kogoś ważna tak po prawdzie (a z facetami to mi jakoś nie wychodziło za bradzo, więc tym bardziej taka przyjaciółka cenna, bo to tak przykro nikomu nie być potrzebną, więc też nie mówię, że mną same szlachetne pobudki kierowały, ale tez zwyczajnie sama chciałam mieć przyjaciółkę, osobę dla której coś znacze itp, myślałam tu o sobie, nie tylko o niej). Więc odnowiłyśmy kontakt i ja znowu sie zaangażowałam bardzo. Taki mam charakter, że sie do ludzi przywiązuję i wszystko przeżywam mocno, zależy mi na ludziach po prostu, nie umiem tak traktować, że - o, ktoś jest, fajnie, a jak nie ma, to drugie fajnie, czyli że mi ludzie wiszą, jak to u wielu ludzi na prawde jest, że dla nich taka przyjaciółka to mało ważne, można inną znajomą złapać i właśnie, to są bardziej znajomości, a nie przyjaźnie. A ja marzyłam o przyjaźni z kimś i ta moja przyjaciółka mi dawała takie poczucie, że jest to coś wyjatkowego. Nieraz tak mi mówiła, że to taka wyjatkowa ta przyjaźń, a sam miód z jej ust się lał. No dobra, bo sie rozpisałam o przeszłości, ale chciałam jakoś też zobrazować rozwój tej przyjaźni, że nie było wcale tak idealnie, a teraz nagle ja wydziwiam, bo te sprawy niektóre sie zaczęły już dawno. Tylko teraz doszła inna rzecz - ona mnie okłamała. W drobnej rzeczy, ale kilka razy. Bo była taka sytuacja, że ona ostatnio była u mnie 3 lata temu, a z kolei ja nie mam pracy do paru lat i opiekuję się chorym ojcem, więc muszę oszczędzać na wszystkim, dlatego ja do niej nie jeździłam już dawno. (Zresztą wcześniej to miała męża prawie 3 lata, a maja kawalerkę, więc to jakoś nie teges bym się czuła tam nocować:-) No ale tak. Ona juz nie raz mi mówiła coś takiego "przyjadę do Ciebie w przyszłym miesiacu", a potem wcale tego nie robiła, tylko zawsze coś tam innego miała, a to z pracy (to OK, rozumiem), a to jakieś inne wymówki. Potem znowu tak mówiła i znowu olewała sprawę. Ja sie w końcu nuczyłam, żeby nie brać jej słów na poważnie i nie czekać, bo już nie raz mi przykro było. Ale jak przestałam jej wierzyć, to już sie nie przejmowałam, stwierdziłam, ze dopiero jak zadzwoni z autobusu, to jej uwierze, ze jedzie. Ale w grudniu tamtego roku ona do mnie dzwoni i mówi, że "na pewno, na 100% do ciebie teraz przyjade, postaram sie za tydzień". To jak usłyszałam, ze "na 100%", co wcześniej tak nie mówiła, to sie głupia ucieszyłam. Ale ona za 2 dni dzwoni, ze ona musi do mamy jechać do Anglii, bo nie wytrzyma bez mamy, tak jej dawno nie widziała itp. Miała 1,5 miesiaca urlopu aż, a nie mogła wygospodarować tych paru dni dla mnie? Zwłaszcza jak obiecała, bo ja sama jej w ogóle nie zapraszam od jakiegoś czasu, bo właśnie ona zawsze powie, ze tak, przyjedzie, a potem to olewa, znaczy mówi, że ma prace, albo coś innego, no to ja nie wychodziłam z tym, tylko ona sama najpierw sie chciała wprosić (znaczy wiedziała, ze jest mile widziana tu, wiec miała prawo sie wpraszać), tj. chodzi mi, że sama wyszła z tym pomysłem, a potem nagle nie, bo jedzie do mamy. Ale powiedziła, ze jak wróci, to wtedy przyjedzie, wiec sie nie gniewałam, w końcu to matka, ważna osoba. Tymczasem wróciła poczatkiem lutego i dzwoni do mnie (a jeszcze dodam, ze tak sie nabrałam jej, ze zaczełam nawet pościeli szukać dla niej, że jak przyjedzie, to żeby miała fajną pościel itp przygotowania). A ta dzwoni, że ona jedzie do babci (która nota bene mieszka tylko 100km ode mnie, czyli tak jakby ona przejechała juz te 3/4 drogi) na tydzień, a do mnie nie. Strasznie mi sie zrobiło przykro wtedy, po prostu pomyślałam, czy ona sobie ze mnie jaja robi? Ta mysl, że ona to robi specjalnie, mnie sparaliżowała jakoś, że nawet nie umiałam jej nic sensownego powiedzieć, np. że mi przykro. A potem jeszcze mi mówiła, że ją noga boli i to dlatego do mnie nie przyjedzie. Ale ja nie rozumiem - jak 300km ją noga nie bolała, a na kolejnym odcinku 100km już tak? To na prawde dziwne. A pomyślałam, ze mi robi na złość, bo jeszcze jakieś 4 miesiące wcześniej, czyli w październiku, czy poczatkiem listopada, to jej napisałam takiego bardzo szczerego maila, że mnie bardzo boli jej fałszywe zachowanie i żeby przestała mi kłamać o wielkiej przyjaźni, bo chyba tylko tak mnie wkręca, znaczy ja to tak odbieram, bo mówi piękne słowa, a potem po zachowaniu widać głównie obojętność, niż jakieś wielkie uczucie. Zaproponowałam jej, że dlaczego nie mamy być koleżankami, dalszymi znajomymi, tylko ona tak musi ciągle mi mówić takie wielkie słowa, że ja już nie ogarniam tego. Ja się łapałam na to, bo brzmiało bardzo szczerze, ale jak sie tak zachowała z tym przyjazdem, to nagle ogarnęła mnie do niej taka wielka nieufność... Nie wiem, czy ja przesadzam, czy rzeczywiście ona może się na mnie mściła, acha, bo jeszcze tam jej napisałam wtedy w tym mailu (chyba ją uraziłam trochę tym), że porównałam jej mówienie do mnie o wielkiej przyjaźni do tego jak gada o każdym z brzegu facecie, ze to "wielka miłość", a ledwo faceta zna po prawdzie. Więc sie zastanawiałam, czy tak samo nie mówi o przyjaźni ze mną tak przesadnie, a w rzeczywistości to tylko znajomość, czy koleżeństwo. Dodam, że nie jestem osobą o jakichś bardzo konserwatywnych pogladach na sex, więc napisałam jej tam jeszcze, że bardziej jednak bym ją szanowała, gdyby jasno mówiła, że lubi sex, bo ja po prostu jakoś nie wierzę, że jak się mężczyznę zna 2 dni, to jest wielka miłość... Napisałam jej, że szanuję szczerość i na prawde nikomu w sprwy łóżkowe nie wnikam, ale niech będzie szczera sama ze soba i nie gada, że widziaała faceta 2 razy i to wielka miłość, a za miesiąc już do drugiego też wielka miłość, a może nawet do 2 na raz...? Po prostu bzdura wg mnie. Jak ktoś lubi seks, to w porzadku, niech ma co lubi, ale po co tak ściemniać... To ja uraziło jednka, napisała mi, że wcale jej na seksie nie zależy (tylko po co go uprawia w takim razie...?) ale na miłości i rodzinie. Nie wiem, dla mnie to wyglądało jakby skakała od faceta do faceta, ale mnie nic do tego, po prostu jednak chciałam jej uświadomić, że może jej się tylko wydaje z tą wielką do mnie przyjaźnią, bo może tak ma ogółem, że wszystko nazywa większymi słowami, niż jest na prawdę... Tylko o to mi chodziło, ale potem ją przeprosiłam, że nie chciałam jej urazić i że mnie nie interesują jej sprawy łózkowe, bo ja nikomu nie patrze tam, co robi, jedynie użyłam tego dla porównania (może rzeczywiście to grzeczne nie było, ale cóz...chyba mogła mi wprost wygarnąć, a nie żeby z tego powodu mnie tak źle traktować potem, jak ja już myślałam, ze sie pogodziłyśmy i nie byłam podejrzliwa na zranienie). Acha, ale to jeszcze nie koniec zabawy. Ja do niej pojechałam do tej babci na jeden dzień (bo mam chorego tatę pod opieką, jak pisałam, zresztą za specjalnie już nie miałam ochoty z nią nie wiem ile siedzieć) i było tak... hm, nijak, zreszta nie byłyśmy w 4 oczy, bo jeszcze z kuzynką tam byłam. I ona powiedziała mi właśnie tyle, że nie przyjechała do mnie, bo noga ją boli, ale jeszcze bedzie u babci na Wielkanoc, to wtedy postara sie przyjechać. No już nie wierzyłam w to i rzeczywiście - guzik,  a nie przyjechała. Wiem, ze od tego czasu to była jeszcze tam u babci 2 razy w odwiedziny i ani razu do mnie nie wpadła, już te dalej 100 km to za dużo, bo 300 to jest OK, ale nie 100. Zawsze jakoś to bez sensu tłumaczyła. Na studiach jak byłyśmy i później tez, to zwykle też takie wymówki miała związane ze zdrowiem, np. że maili nie może pisać, bo ja boli ręka, bo sobie nadwerężyła. No OK, ale ile takie nadwerężenie trwa? U niej latami. I inne rzeczy robi ta ręką, wiec nie bardzo rozumiem czemu to pisanie takie ciężkie... Z kolei na Skype jej proponowałam częstszy kontakt niż raz na miesiac, to sie wymigiwała, że boli ją gardło, albo nie może mówić przez astmę. To jest fakt, że ma ona astmę, ale jak miała rozwód i było jej potrzebne moje pocieszenie, to dzwoniła codziennie i jakoś astma jej nie przeszkadzała wtedy. A jeszcze jak jej wtedy w mailu ngadałam, żeby była szczera i w ogóle co mi nie pasuje u niej (głównie właśnie tak czułam, że coś z ta szczerościa nawala) to sie nie ustosunkowała prawie w ogóle do tego, tylko wypisała mi listę swoich chorób, że sie poczułam jak jakaś zdzira, co bardzo chora osobę śmie denerwować swoimi pretensjami... Ale czy to nie typowy przykład manipulacji na poczucie winy? Tak mi przykro w to uwierzyć, ale myślę, ze ona mnie okłamywała nie raz, tylko ja wcześniej brałam wszystko za dobrą monetę. Chciałam z nią porozmawiać potem w lipcu o tym wszystkim jeszcze, bo może ona sobie nie uświadamia jak sie zachowuje, ale okazalo sie, ze w Anglii jak była, to poznała mężczyznę (było to koncem grudnia lub początkiem stycznia, a mnie powiedziała, ze kogoś poznała, dopiero w marcu, wtedy jak do niej pojechałam na 1 dzień do jej babci i nie wspomniała nawet, ze to ten jedyny i wymarzony, chociaż może i tak bym to wzięła za to samo, co było wcześniej, czyli że na chwilę ukochany, a potem będzie kolejny) i zakochała się, a następnie jak pojechała do Anglii kolejny raz w maju, to zrobiła sobie dziecko z nim. Teraz ja nie moge z nią o niczym stresujacym mówić, bo jest w ciąży, a jakby sie coś dziecku stało, to potem by było, że moja wina, że ja zdenerwowałam. Ale ja nie moge teraz jakoś normalnie jak daawniej sie z nią kontaktować i udawać, że wszystko OK, więc nie dzwonię do niej. Ona do mnie w wakacje dzwoniła 3 razy, a ja wcale, a potem jeszcze 30 sierpnia na urodziny dzwoniła złożyć mi życzenia i tak było niby miło, ale gadałyśmy tylko o jakichś pierdołach, ona to mi opowiadała, co jej sąsiedzi robią (jakby mnie to g*** obchodziło) i jaką książke czytała niedawno, a ja jej o moim kocie coś tam i ogólnie takie mało ważne sprawy w większości. (Wybaczcie mi ci, którzy jeszcze to czytacie i dotrwaliście do tego miejsca, że sie tak rozpisuję, ale na prawde mi zależało na tej osobie i jej ufałam we wszystko, była dla mnie bardzo ważna, jak członek rodziny i nie moge ciagle tego wszystkiego ogarnąć i przeboleć, ani zrozumieć). Jeszcze pewna osoba też taka wspólna znajoma nasza mi raz powiedziała, że ta moja przyjaciółka to wg niej jest fałszywa osoba. Ale jak zapytałam co ma na poparcie tych słów, to tylko raz miała tak 100% pewności, że tamta skłamała, a reszta to jej odczucia tylko i domysły, a ja domysłow nie potrzebuje do oceny czyjegoś zachowania, tylko fakty. Teraz nie wiem już jakie te fakty są, a odwlekałam tą rozmowe z przyjaciółką, bo nie wiedziałam tez, czy ona mi powie prawdę, przyznam szczerze, że ja ją w tym czasie obserwowałam, zamiast z nia wyjaśnić sprawę, bo sie bałam, że jeśli ona specjalnie mi chciała dokuczyć z tym zapowiadaniem sie z przyjazdem, to że lepiej może nie ujawniać sie, tylko sprawdzić, czy mogę być znowu szczera z nią, czy nie. Może to moje urojenia, ale miałam wrażenie, że być może przez to, że jej wtedy tak nagadalam w mailu, to ona ze złości mnie tak jakoś traktowała bez szacunku... Poza tym mi sie przypomniała taka sytuacja, jak jeszcze dawniej kiedyś dzwoniła do swojego chłopaka i jakoś tak mówiła do niego, żeby go wziąć na poczucie winy, ale sadziłam, że może nieświadomie, więc jak skończyła rozmawić to mówie jej tak mniej wiecej tak -"Karolina, ale twoje słowa brzmiały jakbyś chciała chłopaka zmanipulować na poczucie winy, mówie ci, bo może nie wiesz, ale tak to brzmiało". A ona, że specjalnie to robiła... Przypomniało mi sie to nagle, bo kiedyś to sie nad tym nie zastanowiłam, myślałam, ze może ma jakiś "odjazd" chwilowy, ale teraz się przeraziłam, że mnie też tak manipulowała celowo może... Tylko po co... A ona nie jest jakąś bezduszna osobą, jeśli tak robiła rzeczywiście, to wiem nawet chyba, z czego to wynikało - po prostu ma niskie poczucie własnej wratości i jak boi się coś powiedzieć wprost, to może wtedy właśnie manipuluje. Jednak to nie umniejsza faktu, że mnie to jej postępowanie zabolało. W kwietniu tez jeszcze umówiła sie ze mna na Skype, mówiac, ze bedzie na Skype w nadchodzącym tygodniu. Ale jak dzwoniłam jednego wieczoru, to nie odbierała. To pomyślałam, że sama zauważy przecież, że ja jestem dostepna, to zadzwoni. I tak czekałam 2 dni, a potem jej napisalam na tym czacie skypowym, co tam u niej, czy coś, no, zagadałam. To też nie odpisała, wiec na drugi dzien wziełam i odłączyłam, bo jak 3 dni widziałam ją na dostępnym, a nie dała rady zadzwonic, to cos nie teges... Ogółem mogłabym moje żale na nią tu wylewać, bo sie nazbierało, a że wylanie tych moich żali w zeszlym roku w mailu i prośby żeby była bardziej szczera, to nic nie dały (albo nawet jeszcze gorzej sie zrobiło, choć ona napisała potem, ze jest OK, nie gniewa sie i że dobrze, ze powiedziałam, co mi leży na srecu, no to już nie wiem czy rzeczywiście tak było, ale jeśli tak, to czemu sie tak dziwnie zachowywala z tym przyjazdem, najpierw sie napraszała, a potem olewka i jakieś wymyślanie, że noga boli, nie rozumiem...), więc potem już dusilam te swoje żale w sobie i wybaczcie mi, ale musiałam komuś się wyżalić i to komuś nieznajomemu, co też nie bedzie automatycznie po mojej stronie, tylko żeby mi ktoś z zewnątrz powiedział obiektywnie co te zachownaia przyjaciółki mogą znaczyć. Czy jest to aż taka manipulantka, żeby tyle lat mnie nabierać i po co by tak miała...? A jeszcze dodam, ze nieraz mi pisała, że ja jej ogromnie w życiu pomogłam, ze po rozwodzie to chciała się zabić, a ja wtedy ją wspieralam psychicznie i że dzieki mnie żyje, że jest mi wręcz winna życie... Takie rzeczy gada, zawsze ogromnie mnie komplementuje, np. że jestem genialna, że piękna, to i tamto, aż czasem mi głupio wręcz, ale sądziłam, że zwyczajnie mnie lubi i jest trochę egzaltowana (jest artystką, więc może temu) ale teraz to już nie jestem pewna o co w tym chodzi, czy to nie jest jakaś głęboko zdradliwa osoba... Tylko nie piszcie "porozmawiaj z nią", bo już od lipca chciałam, to akurat ta ciąża sie trafiła i teraz to po prostu ja nie chcę jej denerwowć moimi sprawami, teraz ma ważniejsze rzeczy do myślenia i martwienia sie o to, nie chce jej dodawać problemu, a dodatkowo ona jest taka czasem niezrównoważona, że mogłaby sie za bardzo przejąć i to by dziecku zaszkodziło. Ale ja jej nie moge już za przyjaciółkę uważać, chciałam tylko żebyśmy zostały znajomymi, bo sie tyle znamy, 20 lat będzie z hakiem, więc nie chciałam zeby całkiem sie rozpadło, ale jak ona gada mi przez telefon o "wielkiej przyjaźni" to mnie po prostu skręca w środku... Znaczy jak jeszcze dzwoniła w lecie, to tak się czułam, bo od 30 sierpnia telefon milczy, tylko mi SMSa napisała jak się rozłączyła po tym skłdaniu życzen, ze "zadzwonie w tym tygodniu". "Tamten tydzień" to był 1,5 miesiaca temu, a ona sie nie odezwała. Ale nawet mnie to nie smuci za specjalnie, bo mi nie opowida chociaż głupot o najlepszej przyjaciółce. Tylko czasem sie o nia mertwie, czy nie jest chora i czy z ciążą OK, bo tak marzyła o dziecku... Teraz nie wiem czy sie ja do niej powinnam odzywac, czy nie, nie moge sie zdecydować... Tak po prawdzie to mam strasznie mieszane uczucia i mętlik w głowie, jeszcze gdybym mogła jej wszystko powiedzieć jka sie czuję, to bym sie pewnie lepiej poczuła, a przez tą ciąże nie moge... Jeszcze dodam, że ja w zasadzie jej wybaczyłam, wiem, ze ona nie ma lekko też (słabą ma psychikę) i pewnie tez jej łatwo nie jest, więc taka bardzo zła nie jestem na nią, już zresztą troche czasu minęło od lutego co "na 100%" miała przyjechać, więc staram sie nie rozmyślać już, tylko, że czasem to do mnie wraca, przy okazji właśnie jak sie zastanawiam czy do niej napisać SMS, czy lepiej nie. Bo jeśli napiszę, to boję się, że ona znowu sobie o mnie przypomni, że będzie dzwonić do mnie, opowiadać jak mnie kocha, a ja nie chcę tego słuchać. Poza tym mam wrażenie w rozmowach, że ona coś ukrywa, tak jak np. wtedy co faceta poznała i to ukrywała przede mną (nie wiem czemu, ale pewnie przez to, co tak napisałam w tym mailu wtedy, że to co ona robi z facetami to nie jest wg mnie prawdziwa miłość, tylko raczej pociąg fizyczny jej się myli, więc sie o to moze obraziła, bo ona chce uchodzić za straszliwie delikatna i wrażliwą artystkę, a chyba to by sie kłóciło z tym obrazem, że lubi szybko do łóżka wchodzić). Cała ta sytuacja jest ogółem chora :-/ Chyba nie mam już żadnych przyjaciółek :-( Najpierw jedna była - kiedy ja zawsze ja wysłuchałam i jak miała doły, to ją pocieszałam, pokazywałam lepsze strony - tak, to wtedy była, ale kiedy to mnie się noga powinęła i wpadłam w depresję, to uciekła, bez słowa pożegnania zerwała kontakt :-( Potem, po latach znowu sobie o mnie przypomniała i jak ja pytałam czemu tak postapiła, to powiedziała, że bała sie o siebie, ze mój dołek na nia przejdzie. Natomiast kiedy ona miała doły, to jakoś nie pomyślała wtedy, że przejdą jej doły na mnie, he, he, tacy ludzie są. Jakoś przebolałam tamtą, chociaż też znałyśmy sie długo (13 lat, z przerwa 2,5 roku, kiedy uciekła jak szczur z tonacego okrętu od mojego smutku i poczucia braku sensu (chwilowego na szczęście:-), a jeszcze dodam, ze to nie była jakaś depresjaa kliniczna, zwyczajny dół z trudnej sytucji życiowej i braku wsparcia, ale tak, od czego sa przyjaciele w końcu - od tego, żeby brać, jak jest co, a potem jak już nie ma rozrywki, to uciekną). Dobrze, że mam chociaż jeszcze dwójkę znajomych, chociaż co do jednego z nich też już nie jestem pewna, czy nie ucieknie, bo coś sie zrobił nagle małomówny, ale może jeszcze sie odezwie. Tyle na temat moich pokręconych relcji, mam nadzieję, że mi szczerze napiszecie, co sądzicie o zachowaniu mojej przyjaciółki.  Czy ona może być jakąś socjopatką na przykład...? Ale czy ja nie powinnam jako przyjciółka z nią się wymęczyć do grobowej deski (gdzieś przeczytałam opinię, że jak przyjaźń sie kończy, to nie była prawdziwa przyjaźń, no więc nie wiem, może trzeba wszystko wybczyć i dalej to ciagnąć?) czy może raczej pomyśleć egoistycznie o sobie i że ta przyjaźń zrobiła się jakaś dziwna, a mnie raczej psychicznie ostatnio pognębia, niż cieszy... A może jestem niecierpliwa, a trzeba jeszcze te 5 miesiecy do porodu wytrzymać i wtedy z nią o wszystkim pogadać (a co w miedzyczasie, odzywać sie do niej, czy nie...?) Byłabym wdzięczna za różne opinie, bo może ja coś przegapiłam, a poza tym może wy lepiej sie na ludziach znacie... Może ktoś miał już podobny przypadek czy coś - to niech napisze, co to ma znaczyć, jak ktoś tak sie zachowuje i czy warto z tą osoba dalej jakiekolwiek znajomości mieć, może jako koleżanki by było OK...? Ona sie chyba domyśli, że ja ją już inaczej traktuje, jak koleżanke, jeśli sie bede rzadziej odzywać i nie tak wylewnie. Tak myśle, no ale potrzebuje radzy.
Sory, ze sie tak rozpisałam, ale dlugo to nosilam w sobie, a poza tym może szczegóły są ważne dla lepszego obraazu sytuacji.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Hej Zagubiona Duszo,

Przeczytalam Twoja wiadomosc od tzw. deski do deski i mysle, ze Tobie ciagle zalezy na tej przyjaciolce, w przeciwnym wypadku nie pisalabys o tym. Wnioskuje, ze angazujesz sie gleboko w zwiazki, nie rzucasz slow na wiatr, ze mozna na Tobie polegac. Wydaje sie, ze wiekszosc Twoich przyjaciolek (bynajmniej te dwie, o ktorych piszesz) jest skrajnie inna, ze maja inne podejscie do przyjazni, prawdopodobnie nie przywiazuja sie do ludzi, tak jak Ty. Szczerze mowiac nie miesci mi sie w glowie, jak tzw. prawdziwy przyjaciel moze powiedziec, ze Twoje problemy przejda na nia/niego, natomiast wymaga, zeby ja/jego pocieszac, w momencie, kiedy on/ona jest np.  w depresji ? Jest to typowo egoistyczne zachowanie. Byc moze przyjaciolki, o ktorych piszesz nie sa w ogole warte tego, by byc Twoimi przyjaciolkami skoro unikaja kontaktu, robia uniki i brak im empatii. To rzeczywiscie zastanawiajace, ze niemal zawsze to Ty wychodzisz z inicjatywa kontaktu, a przyjaciolka znajduje zawsze jakies wytlumaczenie (zwykle zdrowotne) na swoje milczenie. Rozumiem Twoje rozczarowanie zachowaniem przyjaciolki, ze zawiodla Twoje zaufanie, ze nie jest juz tak, jak kiedys, ze Wasze relacje sie rozmyly w miare uplywu czasu. Coz, takie jest zycie, bywa, ze drogi nawet najblizszych przyjazni sie rozchodza. Mysle, ze warto, zebys pomyslala o sobie, zajela sie czyms, co lubisz, rozwijala swoje zainteresowania. Postaraj sie zajac umysl np.  czyms kreatywnym, unikaj analizowania przyczyn, dlaczego przyjaciolka sie nie odzywa, przestan sie zadreczac. Byc moze "przy okazji" poznasz ludzi, ktorzy podchodza do przyjazni z ten sam sposob, co Ty. Nie zamykaj sie na nowe znajomosci, jednoczesnie daj obecnym znajomosciom odejsc, jakakowiek jest tego przyczyna, nie analizuj, nie rozwlekaj, postaraj sie to zaakceptowac. Pozwol przyjaciolce podjac jej decyzje, jej wybor, Ty ze swojej strony zrobilas mysle juz wszystko, by utrzymac/umocnic te przyjazn. Postaraj sie przyjaciolki nie ograniczac, zostaw otwarta furtke, jesli zdecyduje sie odejsc, trudno. Domyslam sie, ze nie bedzie to latwe, wiem to z autopsji, ale zapewniam Cie, ze nie jest to niemozliwe. Moj umysl jest wolny od tego typu zaleznosci, zajelam sie soba i swoimi zainteresowaniami, pozwolilam naturnalnie odejsc niektorym przyjazniom. Mysle, ze nie wszyscy sa stworzeni do utrzymywania glebokich i dlugo terminowych przyjacielskich relacji. Przyjazn trzeba pielegnowac, a niektorzy albo o tym zapominaja, inni nie maja na to czasu ze wzgledu na meza, dzieci, prace lub zwyczajnie im na tym nie zalezy. Nie kazdy ma szanse spotkac osobe, z ktora wiaze go taki rodzaj przyjazni na cale zycie. Wiekszosc z nas moze policzyc prawdziwych przyjaciol na palcach jednej reki, statystycznie rzecz biorac bedzie to jeden, maksymalnie dwa palce. Skoncentruj sie na Twoich wlasnych planach, na rodzinie, powoli sama dojdziesz do wniosku, ze zamartwianie sie, analizy dlaczego byly zupelnie niepotrzebne.

Powodzenia i pozdrownienia :-)

3

Odp: moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Witaj Świstaku smile Po pierwsze dziękuję za tyle cierpliwości dla mojego gadulstwa w poście powyżej wink (A teraz jeszcze poniżej powtórka z rozrywki;-)
Myśle sobie, że może masz rację, że ta moja przyjaciółka Karolina jest troszeczkę podobna do tamtej innej, z którą już się nie kontaktuję. Tamta np. też nie umiała wprost powiedzieć, jak coś do mnie miała, tylko myślała, że sama mam się domyślać o co jej chodzi i też czułam tak, jakbym jej niezmiernie cenny czas kradła, kiedy przyszłam do niej raz na parę miesięcy i tak samo jej było zazwyczaj do mnie daleko i nie po drodze, albo miała coś lepszego akurat do roboty. Podobnie Karolina ostatnio - daleko jej do mnie, a w inne miejsca nie, no i dla niej wystarczy raz na miesiąc pogadać o głupotach, więcej się nie interesuje. Dla mnie natomiast takie coś, to nie zasługuje na miano przyjaźni, a na pewno nie tej "najlepszej" i "wspaniałej", jak ona to opowiadać lubi. To zwykła znajomość dla mnie i po co to nazywać czymś innym? Wydaje mi się też, że ja nie jestem z jakichś osób nachalnych, czy nie mających własnego życia. Ale po prostu dla mnie to jak się ma bliską przyjaciółkę, czy przyjaciela (w tym faceta oczywiście, bo to też rodzaj przyjaciela, bliskiego zdecydowanie, tak;-) to chęć do kontaktów z tą osobą raczej wypływa sama z siebie, np. człowiek po prostu pomyśli "ciekawe co u niego/niej", jak nie ma pare dni wiadomości i już idzie jakiś tam SMS, email, czy nawet telefon - to przecież wiele nie kosztuje, a wtedy widać przynajmniej, że nie jesteśmy obcymi osobami, co nic o sobie nawet nie wiedzą co sie u nich dzieje, no przynajmniej ja tak to odczuwam. Ja chciałam chociaż ten jeden raz w tygodniu porozmawiać z nią 20 minut o tym, jak jej czas minął, co nowego, jak samopoczucie itp. No nie wiem, może w dzisiejszych czasach to za duże wymagania, może jestem rzeczywiście jakąś kobietą-bluszczem, strasznie nachalną babą, że tak sobie wyobrażałam, że dla najlepszej przyjaciółki to czas się jednak gdzieś tam znajdzie... Proponowałam jej Skype, bo skoro nie chciała pisać, a telefony kosztują (chociaaż też już nie tyle, co w latach 90, nie przesadzajmy, że to jakiś majątek) no to byłam przekonana, że SKype załatwi sprawę i ona uradowana rzuci się do korzystania z niego. Heh, no widać byłam naiwna i sie na puste gadki nabrałam, bo jak przyszło co do czego, to owszem, jak już udało nam się skontaktować, to potrafiłyśmy gadać nawet ponad godzinę, tylko co z tego, jak potem naszly długie tygodnie, że ja praktycznie czułam się jakbym nie miała żadnej przyjaciółki... To jej napisałam to wszystko, chciałam żeby to zrozumiała, ale widać to dla niej nie jest ważne. A z tym, że dużo mówi, dużo chwali, komplementuje, uważa, że jesteśmy super przyjaciółkami, jakich nie ma na całym świecie i wielkimi słowami wszystko opisuje, no to cóż, słowa to nie wszystko, nawet te wypowiadane tak autentycznie i zdawałoby się szczerze... Tu masz rację na pewno, że o przyjaźń trzeba dbać, pielęgnowac, wkładać swoje zainteresowanie, a ja mam wrażenie, że Karolinie wydaje się, że ja to tak jestem sama z siebie i nie trzeba nic robić. Myśli, że ja zawsze byłam i zawsze będę, i że nie potrzeba o mnie dbać, bo i po co, szkoda czasu. Mnie by ogólnie to nie przeszkadzało też, że ona woli rzadszy kontakt i mniej wylewny, OK, ale po co mi wkręca "wielkie przyjaźnie"? Ja mam innych znajomych, mam nawet taką jedną znajomą, z którą mamy kontakt dosłownie raz do roku (jak sie umawiamy na wycieczkę w góry - doroczna wycieczka;-) I nie mam do niej żadnych, ale to żadnych pretensji, bo wiem, że to tylko znajoma, koleżanka, nikt bliski. Z Karoliną by było tak samo, bo po prostu ja sama widzę, że to jest jak gdyby stan naturalny jej zachowania (w sensie, że było lepiej tylko po mojej interwencji i to na krótko sie utrzymało, albo jak ona miała problemy i ja robiłam za darmowego psychoterapeutę, o to wtedy telefony dzwoniły, a nawet ręka jakoś tak nie bolała do pisania, jak zazwyczaj) tylko nie mogę pojąć po co ona mnie tak wkręca, że jestem dla niej taka strasznie ważna i w ogóle... Ale nic, widać tak już ma, może to jakaś potrzeba manipulacji w niej ukryta, a może po prostu ona lubi kolorować rzeczywistość (raczej w to drugie wierzę bardziej, bo ona brzmi na prawde, jakby sama we własne słowa święcie wierzyła) no ale ja chyba powinnam w końcu zmądrzeć i przestać tego słuchać. Znaczy: jednym uchem wpuszczać, drugim wypuszczać :-) W sumie - chce sobie gadać tak, to niech gada, ja jej nie będę przytakiwać, ale w sumie po co sie mam z nią kłócić, czy jej tłumaczyć, a po co mi jakieś nerwy? Chce sama siebie okłamywać - niech okłamuje. Zapyta - tak, to wtedy jej powiem jak ja na to patrzę. Ale wątpię, żeby na prawdę zapytała, może nawet jej to będzie odpowiadać, że ja też ją teraz olewam i nie będzie wcale drążyć tematu... Byle bym tylko sama sie nie dawała wciągać w jej świat fikcji, bo już miałam taki mętlik w głowie swojego czasu, że masakra. Niby widzę co i jak, ale mi sie po chwili włącza gdzieś tam w głowie jej słodki głosik, którego tyle razy słuchałam i już nagle nie wiem co jest prawdą, a co nie. Okropnie to denerwujące. Wolę jakoś mieć jasne układy w życiu i poukładane ogólnie, a nie takie nie wiadomo co i o co chodzi.
Wiesz no, tak jak napisałaś, to ja tak, mam dla niej furtkę otwartą, w którą stronę by chciała iść, to niech idzie, tylko ja po prostu się boję, że znowu będzie sytuacja jak parę lat temu, że już się zdystansowałam do niej, przestalam się nią w ogóle przejmować i uważać za tą najlepszą przyjaciółkę, a wtedy ona jakoś tak mnie znowu zmanipulowała, wkręciła, czy jak to nazwać, że przestałam potem sama sobie wierzyc, tylko w te jej opowieści (dziwnej treści;-) Boję się, że jestem niestety chyba dość podatna na manipulację tego typu (nawet kiedyś to jakaś laska mi chciała na ulicy perfumy sprzedać, tak zachwalała sprytnie, że to bym prawie kupiła, tylko sie okazało na szczęście, ze kasy nie wzięłam, he, he, też bym sie dała naiwnie podejść na jakieś byle tanie perfumy, co wcale mi potrzebne przecież nie byly:-)
Ale nic, muszę uważać na nią, nie dać się, widzieć gołe fakty po prostu. A nie, że ktoś do mnie ładne oczy zrobi, zagada miło, to ja już zapominam wszystkie urazy. Nie, tym razem to nie zapomnę. Też mnie poprzednia "przyjaciółka" nauczyła tego, że ludzie jak mówią, że się zmienili, że teraz będzie inaczej - to lepiej nie wierzyć. Mało ludzi się umie autentycznie zmienić. Nie mówię, że nie da sie, bo można się zmienić, ale nie całkowicie, to raz, a dwa, to tylko jakiś mały procent ludzi tak potrafi, a reszcie tylko się tak zdaje :-) A mnie się już nie chce cierpieć przez "przyjaciółki", co jak ich potrzeba, to zwykle ich nie ma.
W sumie to wolę koleżanki dalsze mieć, znajomych, kumpli i tyle, po co mi więcej. Od znajomych to ja niewiele oczekuję, starcza mi jak są w miarę przyzwoici, a poza tym powiedzmy sobie szczerze, takiego kumpla czy koleżankę dość łatwo jest pogonić, znaleźć kogo innego ewentualnie na to miejsce. Więc jest to relacja mniej angażująca uczuciowo, żadne tam "braterstwo dusz" ani inne głupoty ;-)
A przede wszystkim, to jak mogę nazywać Karolinę przyjaciółką, skoro ona nie jest calkiem szczera? Raz mówi tak, potem zachowuje się siak, nawet jeśli to nie były jakieś wielkie sprawy, to tak się nie robi. Nie, ona nie ma prawa ode mnie wymagać, żebym ja ją traktowała jak przyjaciółkę i jeszcze najlepszą i nie wiadomo jaką wgl...
Chyba wolę się ze znajomymi spotykać, niż jakieś takie nie wiadomo co, gdzie ja się tylko martwię później. W sumie po co mi to? Życie za krótkie na to, żeby sobie problemów dokładać, jakby nie było ich pełno wokoło. Chyba przyjaźń powinna podźwigać psychicznie, dodawać skrzydeł, a nie tylko się człowiek martwi i myśli o co komu chodzi.
A swoją drogą to oczywiście też przyznaję Ci rację, że ja ogółem za dużo rozmyślam :-) No, to nie tak jest na okrągło, że ja codziennie rozmyślam na jeden temat, po prostu pewne tematy lubią wracać, zwłaszcza takie angażujące emocje, jak się czuje, że coś gdzieś nie tak, że coś się psuje i chciałoby się coś z tym zrobić... Ale co tu można zrobić, na siłę nie da się kogoś zmusić do zainteresowania, bycia szczerym itp. Skoro ktoś o tym wie, że ja tego chcę, bo powiedziałam szczerze już raz kiedyś, no to co mogę zrobić? - nic.
Trochę brakło mi w Twoim poście takiej rady, czy powinnam sie z przyjaciółka teraz kontaktować, czy może ją zupełnie olać. Ale chyba sama już nawet wiem, co zrobić. Tj. myślę, że w sytuacji kiedy ona jest w ciąży, jak i trochę czasu po, to powinnam być dla niej mimo wszystko miła. Bo to trudny okres dla kobiety (tak podejrzewam przynajmniej) i może nie byłoby ładnie jakoś się od niej całkiem odsunąć w takim momencie... Oczywiście bez przesady, bez udawania, ale jak np. jej puszczę raz na 2 miesiące SMS i kartkę na święta, to chyba sie nic nie stanie :-) A jakby dzwoniła do mnie, to po prostu będę grzeczna, ale tak na dystans. No chyba, że sama zacznie coś pytać, bo jak spyta, to kłamać nie będę. Zresztą można być przecież grzecznym i jakby co, to bez pretensji odpowiedzieć, że teraz się trochę nasze relacje zmieniły i ona musi to zaakceptować. Poza tym wcale sama na świecie nie jest, teraz akurat znalazła sobie odpowiedzialnego mężczyzne (przynajmniej tak twierdzi) i jeszcze przeniosła sie blisko matki, więc w niej ma oparcie jakby co. Po prawdzie to jej matka jest jej najlepszą przyjaciółką, a nie ja, wydaje mi się, że tak chyba było zawsze... Więc nie musi mnie też brać na litość, że taka jest samotna, bidulka jedna, ojejej, nikogo na świecie nie ma, też mi coś smile Jeszcze jej dojdzie dziecko, jako kolejna bliska osoba, więc na co ona może narzekać...
No tak, to wyszło na to, że po części sama sobie odpowiedziałam na własnym post wink
Ale dziękuję za odpisanie, bardzo mi było miło coś od kogoś przeczytać. A ta wcześniejsza moja "przyjaciółka" - to fakt, zimna egoistka, ja to widzę od paru miesięcy z pełną klarownością, własnie dziwne, że wcześniej tego tak nie widziałam... Niby widziałam, ale wiecznie ją tłumaczyłam. A może i po prostu z samotności, z braku laku, się z nią trzymałam. Tobie zazdroszczę niezależności, że nie myslisz o ludziach, nie przywiązujesz sie za specjalnie, żyjesz własnym życiem i w ogóle na takie tematy czasu nie marnujesz. Też staram się zmierzać do tego stanu, a myślę, ze jakieś postępy jednak z biegiem lat u siebie widze wink Tylko jeszcze nie jest idealnie, jeszcze mnie nachodzą myśli... Chyba muszę być stanowcza i nie zaczynać nawet takich myśli, nie wałkować, bo im dalej, to tym gorzej. Tylko po prostu bałam się, że podejmę złą decyzję, a niektóre takie decyzje to już są na całe życie i nie da się potem naprawić. Ale to chyba jednak nie jest zła decyzja, żeby się zdystansować i nie czuć się winną, że się już nie uważam za tą "najlepszą przyjaciółkę", tylko tak określić tą znajomość, żeby też dla mnie było dobrze, a nie tylko dla tej drugiej strony. Też decyzja nie taka jakaś skrajna czy ostateczna, że już potem "wszystko pozamiatane", czy coś w tym stylu :-)
Ale fakt, po prostu ja muszę trzymać się na dystans, a nie znaczy to przecież, że będę przez to automatycznie egoistką, bo koleżanka (tak, już nie "przyjaciółka") jakby miała jakiś problem, to przecież można jej tak samo coś pomóc, czy doradzić, ale taka różnica jest, że ja się nie muszę angażować już w to, martwić o nią i ogólnie przejmować nią. O koleżankę to by było bez sensu się zamartwiać, bo to z samej zasady nie jest nikt bliski. Można pomóc z dobrego serca, zresztą nawet i obcej całkiem osobie można pomóc, ale to już nie jest to angażowanie sie, żeby jakoś specjalnie człowiekowi zależało co tam się potem z tą osobą stanie. Ile można, to pomóc, a reszta to nie ma po co o takiej osobie myśleć nawet.
A wydaje mi się, że jak raz na parę miesięcy jej poślę SMS, to chyba nie pomyśli sobie już nie wiadomo co, chyba zrozumie, że już mnie jej życie przestało interesować... Może więc przestanie w końcu opowiadać głupoty o "wielkich przyjaźniach" itp.  Bo w sumie to przez to te wszystkie jazdy. Jakby nie to i jakby ona sie zachowywała spójnie, a nie raz tak, raz inaczej, to dawno bym jej za przyjaciółkę już nie uważała. Chyba mi jednak zamydliła oczy trochę, no cóż. Ale może przestanie już, a nawet jakby dalej mi opowiadała to samo, to ja muszę być teraz zdecydowana i się już nie dać jej nabrać.
I też nie rozmyślać tyle, to fakt, że nie ma co :-) Lepiej jak już, to o swoich sprawach i też to święta prawda, że więcej coś podziałać, np. swoje hobby, jak pisałaś, niż rozmyślać bez sensu.
Takie fajne haselko mi się na koniec przypomniało, może napisze sobie nawet na kalendarzu - będę codziennie je widzieć i traktować jako moje nowe motto życiowe, he, he. A brzmi ono tak:
Nie oglądaj się za siebie, bo ci z przodu ktoś przyj*bie tongue
I tak też zamierzam właśnie uczynić wink

4 Ostatnio edytowany przez swistak4444 (2013-10-23 14:31:05)

Odp: moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Hej Zagubiona Duszyczko :-)

Decyzje dotyczace tego, co powinnas zrobic musisz znalezc sama, tak jak sama, jak piszesz, odpowiedzialas sobie na Twoje pytania. Nikt nie zna Ciebie i Twojej sytuacji lepiej niz Ty sama. Ja, internetowa dusza, moge jedynie przedstawic moja wizje Twojej sytuacji z tzw. dystansu, bez udzialu emocjonalnego zaangazowania w Twoje znajomosci. Zauwaz roznice, kiedy pisze egoistyczne zachowanie przyjaciolki, a nie, ze jest egoistka. W danej sytuacji, o ktorej piszesz, zachowala sie wg. mnie egoistycznie, poniewaz myslala wylacznie o sobie, mimo, ze to Ty wtedy potrzebowalas wsparcia. Mysle, ze w pewnym momencie zycia, szczegolnie kiedy czlowiek zaklada wlasna rodzine, zmieniaja sie jego tzw. priorytety, czyli wlasna rodzina wychodzi na pierwszy plan. Mam przyjaciolke, ktora ma meza, dzieci i przy tym jest aktywna zawodowo, w dodatku dzieli nas spory dystans. Jest dla mnie oczywiste, ze ma mniej czasu dla mnie, a nawet dla siebie samej. Nasze kontakty sie rozciesnily, mysle, ze stalo sie to naturalnie i bezbolesnie, co nie znaczy, ze przestalysmy byc przyjaciolkami. Ani ja, ani Ona nie mamy do siebie pretensji, poniewaz bywa tak w zyciu, ze drogi sie rozchodza. Kazda z nas ma teraz wlasne zycie, inne problemy, jednak, kiedy jedna potrzebuje drugiej, moze liczyc na wsparcie. Oczywiscie pojawiaja sie czasem maile w stylu: hej, dawno nie mialam od Ciebie maila, co u Ciebie? Odpowiedz zwykle jest taka: sorki, bylam ostatnio bardzo zalatana. Mysle, ze wazna role, jak w kazdego rodzaju emocjonalnych zwiazkach odgrywa zaufanie i szczerosc. Jak co komus "lezy na watrobie", to o tym pisze/czy mowi, zamiast kwasic to w sobie. Jak czlowiek jest zalatany, to powinien pisac/czy mowic, ze jest bardzo zajety i nie mial czasu wyslac maila/czy zadzwonic, zamiast szukac roznego rodzaju fantastycznych wymowek. W momencie, kiedy "wszystko jest jasne", nie ma niedomowien i zastanawiania sie, dlaczego. Twoja przyjaciolka szuka prawdopodobnie wymowek bo : 1. nie chce zranic Twoich uczuc, 2. nie ma juz tyle czasu, co kiedys na Wasza przyjazn, 3. nie zalezy juz Jej na Waszej przyjazni, 4. odpowiada Jej bardziej luzny przyjacielski zwiazek. Uwazam, ze przyjaciolka powinna uczciwie okreslic, jak Ona postrzega Wasza przyjazn, a Ty powinnas sie do tego odniesc z wyrozumialoscia. Dopoki przyjaciolka "robi uniki" dopoty Ty bedziesz targana watpliwosciami. Jesli przyjaciolka nie jest zdolna do szczerosci, z roznych przyczyn, Ty powinnas moim zdaniem postarac sie bardziej zdystansowac do tej przyjazni i raczej zainwestowac Twoj czas w siebie/nowe znajomosci. Im wieksze mamy oczekiwania/roszczenia wobec innych, tym wieksze ryzyko rozczarowan/flustracji.

Wszystkiego dobrego :-)

5

Odp: moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Witaj znowu :-) Tym razem nie będę się tak dużo rozpisywać (chyba:-), bo uważam temat za raczej wyczerpany, tylko chciałam uściślić, bo może nie napisałam jasno, że tam gdzie pisałam o "egoistce" to mi nie chodziło o tą moją przyjaciółkę, która jest jakby tematem głównego wątku (=Karoline), tylko o tą, co kiedyś się z nią przyjaźniłam, a co się do mnie nie odzywała, bo się bała mojego dołka :-) A wiesz, zgadzam się, że należy odróżnić zachowanie od osoby, bo czasami to przecież każdy sie zachowuje egoistycznie, świętych nie ma, ale akurat w przypadku kiedy dana osoba nagminnie się zachowuje w taki, czy inny sposób, to takie trochę uogólnienie nie jest rzeczą jakąś specjalnie niesprawiedliwą wg mnie. Oczywiście ona może być np. bardzo dbająca o uczucia własnego męża, albo swojej matki, nie wiem i nie wnikam, ale liczy sie dla mnie akurat to, że o mnie i moje uczucia nigdy nie dbała. Potrafiła np. umówić się ze mną na mieście, a potem nie przyjść, a jak ja dzwoniłam zmartwiona czy coś sie nie stało (w oczach wyobraźni już jakiś wypadek, choroba, nie wiadomo co), to ona nie odbierała. Potem powiedziała na drugi dzień, że ona miała wetdy doła - jakby to miało tłumaczyć wredne zachowanie. Przecież miała doła, to mogła SMS posłać "wybacz, nie przyjdę" i tyle, tak się zachowuje osoba dbająca o innych, a nie jakieś takie... Już nie chcę jej tutaj opisywać, watek nie był o niej nawet, tylko napomknęłam coś tam gdzieś na ten temat, a Ty się ustosunkowałaś potem do tego, więc też temu potem jeszcze chciałam tą osobę tak trochę podsumować (albo niech będzie, nie ją, a stosunek jej do mnie, ale na jedno wychodzi patrząc od mojej strony:-) Z nią już się nie przyjaźnię i wcale tego nie żałuję. A miałam klapki na oczach po prostu, rozmawiałam z nią wiecznie, tłumacząc jej, że w takiej i innej syt. było mi przykro, ona zaś twierdziła, że jej by nie było przykro (ale jakoś w to nie wierzę, chyba każdemu by było, jakby siedział na mieście i czekał na kogoś, a ten ktoś nawet nie odbiera telefonu) i temu nie pomyślała, że mnie może być, no cóż, dla mnie to zwykły egoizm, kiedy ktoś tak postępuje i szkoda, że tak późno to zrozumiałam. Rzeczywiście sądziłam, ze ona nie wie, że to jakiś inny charakter, mało uczuciowy, ale co to ma za znaczenie w sumie - przyjaciel czy nawet znajomy, to nie powinna być osoba, która umie mysleć wyłącznie o sobie i własnym interesie, jakiekolwiek by były tego przyczyny. Takie jest moje zdanie. Chociaż w ogólności to sie zgadzam, że nie warto kogoś zbyt kategorycznie określać, bo czasami jedna osoba ma różne zachowania, mimo wszystko zwykle pewien typ zachowań przeważa i wtedy człowiek ma tendencję do nazwania tego jakimś tam słowem ;-)
A to, co piszesz tam dalej, to się zgadzam, podobnie patrzę na tego typu sprawy :-) Wiem, że nie każdy ma czas i dobrze to rozumiem, nie wymagam od nikogo nie wiem ile czasu. Ale niech to będzie szczere w takim razie i niech nie opowiada nie wiadomo czego, bo coś mi się kłóci jak ktoś mi wmawia wielkie uczucia do mnie, a potem się niewiele odzywa, rzadko ma "po drodze" do mnie i ogólem mało siebie wkłada w to wszystko... Jak pisałam, mam nawet taką znajomą, z którą kontakt ogranicza się do raz w roku i nie mam jakichś zali o to. Ale ona mi nie pociska jak to mnie strasznie kocha i jaką wspaniałą jestem jej przyjaciółką - byłoby to chyba śmieszne, nie prawdaż? ;-) A gdzie jest ta granica, kiedy takie deklaracje zaczynają zahaczac właśnie o śmieszność czy fałsz - to już trudno powiedzieć, ale dla mnie osobiście to już jednak dzwonienie raz na miesiąc, kiedy ma się możliwość zupełnie za darmo porozmawiać przez internet, to jest troche mały kontakt jak na "wielką przyjaźn". Po prostu fałszu nie lubię i mnie to drażni, kiedy ktoś mi coś usiłuje wmawiać, a ja odczuwam to zupełnie inaczej. I jeszcze jak powiedziałam o tym, to jakieś dziwne fochy strzela. Poza tym ma taka osoba czas na TV, na internet, na gazetki o modzie, a dla mnie nie ma, to nie jest sytuacja kiedy kobieta musi zaiwaniać od rana do nocy, aby rodzinę utrzymać, czy coś, bo to chyba troszkę coś innego jednak :-) A zreszta ileż to czasu napisać 1 smsa na przykład? Minuta, dwie? Na prawde nie można, nawet w WC nie ma czasu...? :-) Więc takie troche też usprawiedliwienia hm... nie do końca ten brak czasu nas tłumaczy, bo jeszcze chyba nikt nie musi pracować 24/dobę... (poza oczywiście matką piątki dzieci;-) Poza tym jest takie powiedzenie - kto chce, szuka sposobu, kto nie chce, szuka wymówki (chyba nawet tu na forum u kogoś widziałam w opisie to, ale znałam już wczesniej;-) No więc tak to jest, sama swojego czasu pracowałam fizycznie, robiłam za granicą na sprzątaniu, zarabiając sobie na studia i potrafiłam nawet po całym dniu harówki, po powrocie do domu, jak się przespałaam już 2 godzinki (bo zwykle to mialam tylko siłę spać, nawet na jedzenie siły mi brakowało, jak sie obudziłam to dopiero coś zjadłam) i miałam po tej drzemce jeszcze tam wieczorem dla siebie troche czasu (godzinke-dwie), to jeszcze potrafiłam do rodziny i znajomych sie odezwaać na mailu te pare zdań. Tak samo jak miałam jakiegoś chłopaka, to nie olewałam nagle całego świata, nawet wręcz przeciwnie, chciałam się swoim szczęściem nawet podzielić, znaczy swoim uśmiechem, dobrą energią, czy jak zwać (no wiadomo co się dzieje, jak się człowiek zakocha;-) Po prostu temu, że mi zależy, że interesuję sie co się z nimi dzieje. Kogoś kocham, czy lubię, to ta chęć kontaktu sama ze mnie wypływa. Może inni mają inaczej, nie wiem, ale dla mnie to jakieś dziwne, że można kogoś lubić, a nie być zainteresowanym co z tą osobą się dzieje. Dla mnie takie coś się nazywa: obojętność. Jeszcze Karolina to nie jest typ jakiegoś mruka, co nie umie rozmawiać, ani sie ludźmi nie interesuje (tylko powiedzmy od rana do nocy rozważa jakieś problemy matematyczne i jest oderwana od rzeczywistości, he, he, są przecież i takie osoby;-) Nie, ona zawsze wie co u sąsiadów i koleżanek z pracy, to nie taki typ, co to żyje w swoim świecie i brakuje mu języka w gębie. Więc nie wiem, ale ja z Twojej listy wybrałabym raczej punkt 4 i do tego może 1, bo być może ona sądzi, że mnie właśnie zalezy na wysłuchiwaniu nie wiadomo czego, a jakby nie, to by mi było przykro. Tak, ja bym chciała być dla kogoś ważna, ale tak szczerze, a nie tylko w gadaniu. Może ona tego nie rozumie i sądzi, że dla mnie to będzie miłe, jak mi tak naopowiada, ze sie poczuję jakaś doceniona, czy jak... Nie wiem, może tak być rzeczywiście, ale tu masz również rację, że robi ona jakieś uniki, nie bardzo mi chce szczerze powiedzieć o co jej chodzi, więc ja oceniam z musu tylko same jej zachownia, no a z tych by wynikało, że po prostu traktuje mnie jak dalszą znajomą, taką zwykłą kumpelę, której nie trzeba za dużo o sobie mówić, ani za często sie interesować. No i tyle. Już postanowiłam się jej gadaniem nie przejmować :-) A znajomości jakieś nowe to kto wie, może też za jakiś czas się znajdą ;-) Jak pisałam, ostatnio doszłam do wniosku, że dalsi znajomi to nawet lepsze, niż mieć bliskiego przyjaciela. Przynajmniej ja próbowałam wiele razy się z kimś serdecznie zaprzyjaźnić, ale coś zawsze nie wychodzi i może po prostu ludziom brak teraz tej serdeczności, tego zainteresowania drugim człowiekiem. Zwyczajnie się nie interesują, jak nie mają jakichś korzyści konkretnych w tym. To ja też nie będę z siebie głupiej robić i liczyć na coś więcej, niż olewanie. Może u faceta co najwyżej na to liczę (nooo jakby facet mnie olewał, to bym na prawde nie wytrzymała;-) ale przyjaciół/ek już nie szukam, szkoda znowu się przeliczyć i zawieść. A znajomi są OK jako taki wypełniacz czasu i jakas rozrywka, oni nie muszą się mną za specjalnie interesować, ani ja nimi. Byle czas miło spędzić i będzie OK. Może brzmi to nieco hm... jakbym się trochę cyniczna zrobiła, ale cóż, tak mnie nauczyło życie, że lepiej być na dystans i się to jakoś lepiej sprawdza. Karolina też może być dla mnie teraz jedną z tych dalszych znajomych, co mi to szkodzi. Jako przyjaciółka i tak się nie sprawdzała, bo nie jest szczera, robi ze mnie głupią, co to ma w jakieś niedorzeczne wymówki jej wierzyć, no nie wiem, ale ja to tak odbieram i taki układ to nie dla mnie. Lubię ją wciąż i nie chcę tak całkiem jej stracić, ale po prostu jako przyjacióki od serca jej traktować nie mogę. Wiem, że to wynika z jej jakichś tam problemów psychologicznych, no ale każdy ma problemy, ja też mam swoje, a to mnie nie usprawiedliwia żebym miała sie wyżywać na kimś...
Więc OK i dziękuję Ci za rady i wyrażenie własnego zdania, miło tym bardziej, że okazało się ono zbieżne z moimi własnymi przemyśleniami, tak, że nie mam teraz tego dylematu, ze "może mi sie coś wydaje".
A na koniec jeszcze dodam tyle, że ja takim szczurkiem, co to z "tonącego okrętu" ucieka, nie jestem i jeśli teraz się szykuje dla Karoliny jakiś trudniejszy nieco okres życia (ciąża i początki macierzyństwa) to bym nie postąpiła ładnie ją całkiem opuszczając i nagle urywając kontakt, nie, to nie jest w moim stylu, że tak powiem :-) Co nie znaczy, ze nie będzie dobrze nabrać sporego dystansu do tej osoby i jej opowieści wszelakich :-) Zwyczajnie, jak by coś trzeba było pomóc, to żeby wiedziała, że może ze mną pogadać, albo nawet jak chce, to przyjechać z dzieciakiem na wypoczynek, pewnie, a czemu nie. Mnie pomóc komuś nic nie kosztuje (poza odrobiną czasu). Ale ja już nic nie oczekuję od niej i tyle. Zdaje sie pisałaś gdzieś też, że nie każdy jest nawet zdolny do jakichś glębokich uczuć (prawda, szkoda tylko, że niektórzy nawet nie są tego świadomi i wymyślają Bóg wie co - wielkie miłości i wielkie przyjaźnie, egzaltacja kojarząca mi się z dziewczynkami z gimnazjum, ale cóż, widocznie ten typ tak ma i co poradzić). Niech da tyle, ile umie, ile może i będzie OK. A gadanie to będę puszczać mimo uszu, jak już pisałam.
No dobrze, bo miałam sie nie rozpisywać, a ja znowu ;-)
Ale myślę, że wątek nadaje się już ogółem do zamknięcia. No chyba, że jeszcze ktoś by chciał coś dodać, albo ma inne spojrzenie na tą sprawę... Zawsze chetnie wyslucham innego poglądu (nawet jeśli sie z nim nie zgodzę;-) i zresztą w tym celu tu napisałam. Nie chciałam znajomym d**y zawracać, zreszta to też nie jest za ładnie mówic o kimś a nie do kogoś ;-) no ale wydaje mi sie, ze anonimowo to co innego (troche niektóre szczegóły pozmieniałam, mam nadzieje, ze nikt nie skojarzy, że "o, to ta Karolina, znam ją! Zaraz wkleje linka na FB jak ją tutaj obgadano";-) Niby internet wielki, ale... można czasem się zdziwić ;-)
W każdym razie chyba mój problem został rzeczywiście w miare dobrze "obgdany" (samej ze sobą też, he, he;-) a poza tym może i wraz ze zmianą mojego nastroju się tak jakoś zmniejszył, bo to czasem też zależy od nastroju jak jakieś żale i niepewności czlowieka najdą. Mnie już troche tak ogółem przeszło, znaczy jakieś specjalnie ważne na tą chwilę to dla mnie nie jest. Ale dobrze mieć jakoś pewne rzeczy poukładane w głowie jednak, nie zastanawiać się, bo jak coś jest jasne, no to nie ma nad czym. A jakby mnie naszedl jeszcze znowu jakiś nastrój na rozmyślanie i wahanie sie co zrobic, to najwyżej wtedy sobie tu zajrze przypomnieć pewne rzeczy, co wydaje mi sie postanowiłam raczej rozsądnie, nie pod wpływem jakiegoś impulsu, czy jakichś tylko samych odczuć (co jak wiadomo, lubią sie zmieniać, a przynajmniej u mnie;-)
Tak więc kończę i dziękuję jeszcze raz za te "przemyślenia z dystansu".
Ja raczej też już patrze z dystansu i ostatecznie to mam ważniejsze problemy, niż o tym jeszcze myśleć.
Pozdrawiam serdecznie i miłego dnia :-)

6

Odp: moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Hej :-)

Super :-) Wszystkiego dobrego :-D

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » moja najlepsza przyjciółka zachowuje się bardzo dziwnie (dłuuuugie:-)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024