Opowiem wam historię z mojego punktu widzenia, jak wygląda nasze życie. Znamy się 10 lat, po ślubie jesteśmy 7lat. Mamy synka 5 latek i drugie bobo w drodze, planowane, bo miało być dobrze. Od dłuższego czasu czuję się w tym związku jak zero, totalny nikt. Wiecznie od męża słyszę, że (mimo ciąży, teraz 34 tydz) jestem gruba, że wstydzi się ze mną na ulicy pokazać. Fakt jest taki, że przy 165 cm. ważę teraz 97 kg. Dodatkowo w głowie ma utarte, że nigdy nic nie robię, a jak już coś zrobię to wszystko z oszczędności. Ostatnio poszło o to, że prosiłam go o upranie ubranek dla dziecka, gdybym poszła wcześniej do szpitala, bo ciążę mam od początku zagrożoną, w odpowiedzi że mam teraz tyle czasu i w domu mi się nudzi, że mogę uprać sama i zaczęłam prać. Najpierw tylko to co do szpitala, później trochę więcej, później jeszcze kurtki itd. wszystko ręcznie i musiałam się schylać, bo prałam pod prysznicem. Zajęło mi to ponad 3 godz. gdy wyciągałam te najcięższe rzeczy z wody i westchnęłam, usłyszałam tylko: nie puchaj mi tu, to tylko pranie. Śpieszyłam się, żeby to wszystko powiesić, bo po dziecko do szkoły trzeba było iść. Prosiłam go żeby nie wieszał tego tak, żeby kapało na pranie moich rodziców (mieszkamy u nich, do tej pory nie płaciliśmy za rachunki i długo nas żywili), usłyszałam tylko że to nie moja matka jest najważniejsza, nie ona tu będzie rządzić i oczywiście powiesił tak, żeby kapało. Tłumaczyłam, że jego koszula nie musi dziś być sucha, że jak przyjdę ze szkoły to rozwieszę w innym miejscu i mu wyschnie, ale on tu jest najważniejszy. Próbowałam mu tłumaczyć o co mi chodzi, że nie szanuje moich rodziców, a przecież oni tyle mu dali, że od swoich nie dostał nic, (chyba, że tylko kopa na rozpęd, bo nawet na pralkę po ślubie dla nas nie chcieli się złożyć i na urodziny dziecka nie przyjechali, żeby nie musieć nic dawać). A on na mnie, że ja cały czas mówię, że on i jego rodzice to dziady, że niczego się nie dorobili itd. W końcu usłyszałam, że ze mną nie da się wytrzymać, że na wiosnę się wyprowadzi i za nic tu nikomu nie zamierza płacić (w sensie ani za jedzenie, ani rachunki), więc powiedziałam, żeby nie czekał do wiosny i pojechał, dziecko płakała, mama go prosiła i pojechał. Zablokowałam konto, żeby mieć za co żyć, bo na niego liczyć nie można w takich sytuacjach. Jak się dowiedział, usłyszałam: że jestem nienażartą wulgaryzm i że wulgaryzm. Minął tydzień, dziecko widuje, nie mieszka i ciągle mi mówi, że razem nie będziemy, bo nie da się ze mną wytrzymać. Prosiłam go, żeby nie mówił o tym przy dziecku, bo bardzo to przezywa i prosiłam żeby przestał denerwować mnie, bo jestem w ciąży i szyjkę tak krótką, że zacznie się niedługo rozwierać. Nie rozumie, ciągle mi dogryza, obarcza winą za wszystko, nawet to że jego rodzice powiedzieli bratu, a ten powiedział koledze i doszło do mojego męża, że kolega wie, że jest źle i że mąż z nami nie mieszka, to, to też oczywiście moja wina i żebym nie myślała, że kiedyś się pogodzimy. Mam dość tych nerwów, dość tej całej huśtawki, chce urodzić i cieszyć się tym. Co robić, nie mam już siły na nic. Gdy raz przez przypadek mąż przeczytał mój pamiętnik i że chce odejść na zawsze, że nie widzę sensu na nic, ale jednak nie mam na tyle odwagi by popełnić samobójstwo, napisał mi żebym poszła się leczyć, że jestem wulgaryzm i wali mi w łeb, bo mi się nudzi i żebym lepiej zajęła się domem.
1 2013-10-19 16:05:06 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2013-10-19 23:14:09)
Opowiem wam historię z mojego punktu widzenia, jak wygląda nasze życie. Znamy się 10 lat, po ślubie jesteśmy 7lat. Mamy synka 5 latek i drugie bobo w drodze, planowane, bo miało być dobrze. Od dłuższego czasu czuję się w tym związku jak zero, totalny nikt. Wiecznie od męża słyszę, że (mimo ciąży, teraz 34 tydz) jestem gruba, że wstydzi się ze mną na ulicy pokazać. Fakt jest taki, że przy 165 cm. ważę teraz 97 kg. Dodatkowo w głowie ma utarte, że nigdy nic nie robię, a jak już coś zrobię to wszystko z oszczędności. Ostatnio poszło o to, że prosiłam go o upranie ubranek dla dziecka, gdybym poszła wcześniej do szpitala, bo ciążę mam od początku zagrożoną, w odpowiedzi że mam teraz tyle czasu i w domu mi się nudzi, że mogę uprać sama i zaczęłam prać. Najpierw tylko to co do szpitala, później trochę więcej, później jeszcze kurtki itd. wszystko ręcznie i musiałam się schylać, bo prałam pod prysznicem. Zajęło mi to ponad 3 godz. gdy wyciągałam te najcięższe rzeczy z wody i westchnęłam, usłyszałam tylko: nie puchaj mi tu, to tylko pranie. Śpieszyłam się, żeby to wszystko powiesić, bo po dziecko do szkoły trzeba było iść. Prosiłam go żeby nie wieszał tego tak, żeby kapało na pranie moich rodziców (mieszkamy u nich, do tej pory nie płaciliśmy za rachunki i długo nas żywili), usłyszałam tylko że to nie moja matka jest najważniejsza, nie ona tu będzie rządzić i oczywiście powiesił tak, żeby kapało. Tłumaczyłam, że jego koszula nie musi dziś być sucha, że jak przyjdę ze szkoły to rozwieszę w innym miejscu i mu wyschnie, ale on tu jest najważniejszy. Próbowałam mu tłumaczyć o co mi chodzi, że nie szanuje moich rodziców, a przecież oni tyle mu dali, że od swoich nie dostał nic, (chyba, że tylko kopa na rozpęd, bo nawet na pralkę po ślubie dla nas nie chcieli się złożyć i na urodziny dziecka nie przyjechali, żeby nie musieć nic dawać). A on na mnie, że ja cały czas mówię, że on i jego rodzice to dziady, że niczego się nie dorobili itd. W końcu usłyszałam, że ze mną nie da się wytrzymać, że na wiosnę się wyprowadzi i za nic tu nikomu nie zamierza płacić (w sensie ani za jedzenie, ani rachunki), więc powiedziałam, żeby nie czekał do wiosny i pojechał, dziecko płakała, mama go prosiła i pojechał. Zablokowałam konto, żeby mieć za co żyć, bo na niego liczyć nie można w takich sytuacjach. Jak się dowiedział, usłyszałam: że jestem nienażartą wulgaryzm i że wulgaryzm. Minął tydzień, dziecko widuje, nie mieszka i ciągle mi mówi, że razem nie będziemy, bo nie da się ze mną wytrzymać. Prosiłam go, żeby nie mówił o tym przy dziecku, bo bardzo to przezywa i prosiłam żeby przestał denerwować mnie, bo jestem w ciąży i szyjkę tak krótką, że zacznie się niedługo rozwierać. Nie rozumie, ciągle mi dogryza, obarcza winą za wszystko, nawet to że jego rodzice powiedzieli bratu, a ten powiedział koledze i doszło do mojego męża, że kolega wie, że jest źle i że mąż z nami nie mieszka, to, to też oczywiście moja wina i żebym nie myślała, że kiedyś się pogodzimy. Mam dość tych nerwów, dość tej całej huśtawki, chce urodzić i cieszyć się tym. Co robić, nie mam już siły na nic. Gdy raz przez przypadek mąż przeczytał mój pamiętnik i że chce odejść na zawsze, że nie widzę sensu na nic, ale jednak nie mam na tyle odwagi by popełnić samobójstwo, napisał mi żebym poszła się leczyć, że jestem wulgaryzm i wali mi w łeb, bo mi się nudzi i żebym lepiej zajęła się domem.
Czy Twój mąż pracuje? Dlaczego w zagrożonej ciąży pierzesz ciężkie ubrania, dlaczego nie macie pralki? W czym Twój mąż pomaga Ci na codzień w domu? Hit: dlaczego uważa że w nieswoim domu on jest najważniejszy?
Chyba coś mu się pomyliło. Będzie na swoim, będzie najważniejszy.
Miało byc dobrze.... a ty uwierzyłaś, bo chciałaś. Wcześniej mąż nigdy nie podnosił głosu, nigdy nie używał wulgaryzmów, nie obrażał?
Ludzie nie zmieniają się nagle.
Nie poczuj się obrażona, ale w innym wątku pisałam, że jednak biologii nie przeskoczymy, czyli mężczyźni chcą seksu, a kobiety dzieci. W dążeniu do celu nie widzą sygnałów ostrzegawczych, rozsądek smacznie śpi. Po urodzeniu dziecka cud się nie stanie, raczej przybędzie stresu, pracy, zmęczenia. To wszystko wpłynie na psychikę, spowoduje rozdrażnienie i komuś zawsze się uleje. Jak ktoś nie umiał zapanowac nad sobą wcześniej, to w takich momentach tym bardziej hamulce puszczą. Nie usprawiedliwiam męża, opisuję jedynie proces.
Twój mąż jest wyjątkowo ordynarny. Po takim traktowaniu i obelgach nie chciałabym go znac. Jakiej rady oczekujesz? Po czymś takim chcesz nadal z nim byc, a może w grę wchodzi rozstanie i nie wiesz jak do tego się zabrac?
Strasznie się czyta to, co napisałaś. W kłótniach wiele rzeczy się wypomina. Moi rodzice jak się kłócili a zawsze to słyszałam, kłócili się przy mnie, to też słyszałam a moi rodzice to dali na to, a twoja matka to jest taka a taka, też sobie ubliżali. A przecież dobrze się wie jak było, nie powinno się wracać do przeszłości. Nie ważne, ludzie w nerwach mówią sobie różne rzeczy, ale grunt to umieć się czasem przeprosić. Sorki, że tak powiem ale twój mąż musi być koszmarny. Nie mówię, że wina nie lezy gdzieś po środku, ale z tego co piszesz, on Cię kompletnie nie szanuje. Który facet kochający swoją rodzinę karze żonie prać ciężkie rzeczy, nie pomyśli o dziecku które już macie, że to widzi, jak się z tym czuje. Jesteście na pewno jeszcze młodzi, skoro jesteś w drugiej ciąży. Obstawiam przedział 25-35, więc Kochana nie marnuj sobie życia z takim facetem. Jak on Cię teraz tak traktuje, to co będzie później, jak dojdą kolejne obowiązki? Zadaj sobie pytanie, czy chcesz dalej być tak traktowana, czy wyobrażasz sobie dalej z nim życie? Ciąża to piękny okres w życiu kobiety, a później cieszenie się maleństwem i o tym powinnaś myśleć. Ja bym na Twoim miejscu umówiła się z nim na neutralnym gruncie tzn. w jakiejś knajpce, parku, gdziekolwiek i porozmawiała, ale spokojnie i powoli. Nie wypominaj mu w stylu " a bo moi rodzice zapewnili nam to czy tamto", bo to zaraz wali w honor faceta, porozmawiajcie o sobie. Co się dzieje, że tak się zachowuje, czy on Cię w ogóle nadal kocha, czy zależy mu na dalszym byciu z Tobą. Musisz się dowiedzieć. Wiesz, facet który w ogóle nawet nie umie rozmawiać do niczego się nie nadaje. Małżeństwo to też rozmowa i kompromisy. Polecam pogadać z nim poważnie, odpowiedzieć sobie na pewne pytania i zdecydować. Wierzę, że jesteś mądrą kobietą i wiesz co dla Ciebie i dzieci najlepsze.