Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

Temat: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Kiedyś usłyszałam jedno zdanie, które - zwłaszcza teraz - mnie prześladuje i nie daje spokoju.
"im bardziej kobieta jest kobieca, tym większe szanse ma na znalezienie faceta".
Super. Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję się przekonana, że jestem stracona i skazana na samotność na wieki wieków. Ave.
Panowie (a co tam, panie też... nie będę wybrzydzać) czy spojrzelibyście na dziewczynę, która:
-hoduje ptaszniki - im bardziej jadowite, tym fajniejsze
-prędzej umrze niż założy buty na obcasie (a jeśli już jest zmuszona je założyć, marudzi, że bardzo chciałaby umrzeć) i cały rok chodzi w glanach
-jest cyniczna i potrafi szydzić ze wszystkiego (co nie znaczy, że musi...)
-gardzi ludzkością
-sztukę, teatr, poezję itp. kwituje słowem: nuda (ironiczne tym bardziej, że studiuje na ASP, ale nieważne).
-pali papierosy. Popić też potrafi.
-ma tatuaż (póki co jeden, ale planowana jest porządna ekspansja tegoż)
-maluje się od święta, włosy ścina byle jak, paznokciami się nie przejmuje

No, to już chyba wszystkie moje wady. Coś niby można by zmienić, ale co? I jaki to ma sens?
No więc jak...? Jest nadzieja czy iść wybierać sobie gustowną trumnę? tongue

Nie, nie jest to żadna prowokacja. Może najwyżej desperacja, heh. Można usunąć...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Świadomość kobiecości przychodzi u niektórych z wiekiem.
Też kiedyś chodziłam w glanach, na szpilki patrzyłam z obrzydzeniem, a dziś mam parę par smile

Jedni hodują ptaszniki, inni sadło i mięsień piwny. Osobiście - wolę zwierzątko - zawsze można zamknąć terrarium big_smile Mam arachnofobię, więc wolałabym myszki, szczurka, albo inne "paskudztwa".

Jedno co mnie zaniepokoiło - "gardzę ludźmi".
Skoro nimi, sorry, nami gardzisz, to powinnaś chyba cieszyć się z samotności?
Nie generalizuj ludzi, nie przypinaj łatki, nie wrzucaj do jednego worka.
Mniej ufaj, nie bądź naiwna, a otwieraj się tylko na wartościowych ludzi.
Olej tych, którzy śmieją się z Twojego hobby, stroju...
Pewnie nimi tak gardzisz... Nie dziwię się - to prostactwo i chamstwo, gdy ktoś szydzi z innych tylko dlatego, że inaczej się ubiera lub lubi pająki.

Głowa do góry - jesteś oryginalna - skoro chodzisz w glanach, to pewnie się uczysz (spróbuj iść do biura w glanach hmm), wszystko przed Tobą.
Jest nadzieja, tylko nie zamykaj się na ludzi. Nie wszyscy są beznadziejni.
Zmień towarzystwo, które Cię wkurza, dołuje i nie dodaje żadnego blasku Twemu życiu, nie wywołuje żadnego uśmiechu na Twojej twarzy.

P.s. sama włosy sobie ścinasz, czy też takiego beznadziejnego fryzjera masz?? - włosy nie zęby - ODROSNĄ:D

3

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Dziewczyno, gdzie Ty problem widzisz smile
Jak facet pali to nie może wymagać żeby jego dziewczyna nie paliła.
Jak szukasz uległego słodziaka to podejrzewam że nie spodoba mu się cynizm i nienawiść do ludzkości smile
Ptaszniki, to jak ktoś ma arachnofobię to wtedy problem jest.
Tatuaż o ile nie jest jakimś żałosnym i płytkim bohomazem nad dupskiem albo łezka pod okiem to git.
buty na obcasie.. nie wiem co ludzie w tym widzą, a co za tym idzie pewnie jeszcze kilku facetów też tak myśli.

Poza tym z jak będzie chęć to każdy z czegoś zrezygnuje, każdy coś doda i tak się ludzie docierają.
Ja dla przykładu musiałem zrezygnować z gier na xboxie i okazyjnego popalania mery.
Na szczęście oberlojtnant która mnie tak o te sprawy cisnęła jest już tylko wspomnieniem wink

4 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-10-15 09:36:46)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

...
Panowie (a co tam, panie też... nie będę wybrzydzać) czy spojrzelibyście na dziewczynę, która:
-hoduje ptaszniki - im bardziej jadowite, tym fajniejsze
-prędzej umrze niż założy buty na obcasie (a jeśli już jest zmuszona je założyć, marudzi, że bardzo chciałaby umrzeć) i cały rok chodzi w glanach
-jest cyniczna i potrafi szydzić ze wszystkiego (co nie znaczy, że musi...)
-gardzi ludzkością
-sztukę, teatr, poezję itp. kwituje słowem: nuda (ironiczne tym bardziej, że studiuje na ASP, ale nieważne).
-pali papierosy. Popić też potrafi.
-ma tatuaż (póki co jeden, ale planowana jest porządna ekspansja tegoż)
-maluje się od święta, włosy ścina byle jak, paznokciami się nie przejmuje
....

Jest to obraz osoby niezaleznej, mającej swoje pasje, własne zdanie, myślącej, nieuległej i wewnątrzsterownej. Nie pozwalającej wcisnąć się w ramy narzucanych społecznie ról. Z mojego osobistego punktu siedzenia, obraz osoby atrakcyjnej, bo odległej od wizerunku "rozmemłanej romantycznej mimozy" o urodzie lalki Barbie.

Pyskata,

Frazy: "gardzę ludźmi" vs "gardzę ludzkością" mają zupełnie odmienne znaczenia.

5

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Spider123, przyznam że zaintrygował mnie Twój opis samej siebie, więc przeprowadziłem prywatne śledztwo, co tu dużo gadać przeczytałem kilka Twoich wcześniejszych postów smile
Ty przecież nie możesz narzekać na brak zainteresowania płci przeciwnej, skoro w kwietniu rozstałaś się z jednym facetem a we wrześniu z drugim. Z tego co wywnioskowałem to chyba tylko tyle że masz nie wyparzoną gębę wink

6

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Po Twoim poście stwierdzam, że jesteś ciekawą osobą, mającą dużo do powiedzenia.
Lubię takie dziewczyny. smile

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

Kiedyś usłyszałam jedno zdanie, które - zwłaszcza teraz - mnie prześladuje i nie daje spokoju.
"im bardziej kobieta jest kobieca, tym większe szanse ma na znalezienie faceta".
Super. Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję się przekonana, że jestem stracona i skazana na samotność na wieki wieków. Ave.
Panowie (a co tam, panie też... nie będę wybrzydzać) czy spojrzelibyście na dziewczynę, która:
-hoduje ptaszniki - im bardziej jadowite, tym fajniejsze
-prędzej umrze niż założy buty na obcasie (a jeśli już jest zmuszona je założyć, marudzi, że bardzo chciałaby umrzeć) i cały rok chodzi w glanach
-jest cyniczna i potrafi szydzić ze wszystkiego (co nie znaczy, że musi...)
-gardzi ludzkością
-sztukę, teatr, poezję itp. kwituje słowem: nuda (ironiczne tym bardziej, że studiuje na ASP, ale nieważne).
-pali papierosy. Popić też potrafi.
-ma tatuaż (póki co jeden, ale planowana jest porządna ekspansja tegoż)
-maluje się od święta, włosy ścina byle jak, paznokciami się nie przejmuje

No, to już chyba wszystkie moje wady. Coś niby można by zmienić, ale co? I jaki to ma sens?
No więc jak...? Jest nadzieja czy iść wybierać sobie gustowną trumnę? tongue

Nie, nie jest to żadna prowokacja. Może najwyżej desperacja, heh. Można usunąć...

Dorzuć: zachowuje podstawową higienę, odrzuć palenie i pewnie, że spojrzeć można.

Ale co innego jest spojrzeć a co innego wytrzymać. Uroda i zainteresowania to nie wszystko.

8

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Zależy o jaki związek ci chodzi tongue
Bo swoim zachowaniem możesz upodobnic się do sswoich pupilkow - fajnie sobie na takiego pasznika popatrzeć, aale niekoniecznie chciałoby się go pocałować tongue

Może twoja "jadowitosc" to taki sposób na trzymanie facetów na dysttans? Zakladdasz swój pancerz, bo wiesz, ze tym odstraszasz a tym samym minimalizujesz ryzyko, ze się w kimś zakochasz. A potem cię rzuci i będziesz cierpieć... A tak to ty atakujesz zanim cokolwiek się wydarzy.

Kobiecą można być też w glanach - wystarcza spodnie, które podkreślają tyłek big_smile fajny dekold czasami.  Odpowwieddni ssposob porruszania się...

Możesz sobie pić i palić - póki nie zaczniesz się drapac po kroczu i mówić z przyklejonym do ust petem twoja kobiecość wciąż będzie się miała świetnie big_smile

Po co do tego szpilki?

9 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-10-18 09:06:57)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Jak miło, od razu samoocena poodnosi się o jakiś promil powyżej zera tongue
Szpilki - no cóż, sporo moich koleżanek chodzi, słyszałam opinie, że też powinnam, bo facetom się podoba... Wiem, że nie wszystkim i niektórzy gardzą tym czymś podobnie jak ja, ale wydawało mi się, że to mniejszość.
Gardzę bardziej ogółem ludzkości, społeczeństwem niż poszczególnymi jednostkami - no chyba, że zasłużą.
Mazar, to był jeden i ten sam facet. Próbowałam o to walczyć, ale po dwóch rozmowach na skype został zablokowany, bo zaserwował mi coś, przy czym Cierpienia młodego Wertera to pasjonująca powieść przygodowa, co by nie było nawet takie straszne, ale cały czas twierdzi, że to moja wina. Prowadziłam bardziej konstruktywne rozmowy z własną lampą po pijaku. Sorry, na moim kierunku każdy dżul energii jest cenny, nie będę jej tracić na coś, co na 90% nie skończy się dobrze.
Teraz został mi tylko niesmak i przeświadczenie, że każdy facet jaki na mnie poleci musi mieć coś nie tak z głową.

"Może twoja "jadowitosc" to taki sposób na trzymanie facetów na dysttans? Zakladdasz swój pancerz, bo wiesz, ze tym odstraszasz a tym samym minimalizujesz ryzyko, ze się w kimś zakochasz. A potem cię rzuci i będziesz cierpieć... A tak to ty atakujesz zanim cokolwiek się wydarzy."

Bingo! Kiedyś tak robiłam, zaiste. Sztukę szydery szlifowałam przez lata. Ale już nie chcę tak robić... No, może przynajmniej nie na taką skalę. Bo jakby nie patrzeć bez dystansu idzie czasem zwariować.

Fajek nie rzucę. Nie ma takiej opcji. Zresztą, palacze mają łatwiej, jeśli chodzi o podrywanie innych palaczy tongue

A, włosy... ścinam sama. Nie lubię żadnych wyszukanych głupot na głowie i byłabym za leniwa, żeby je stosować tongue Paznokcie też muszę obcinać na krótko, bo nie dość, że się łamią, to muszę czasem grzebać w glinie, plastelinie czy innym dziadostwie i weźcie to ludzie potem czyśćcie tongue

10

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Spiderko, no proszę Cię, jak już wspomniałem śledztwo było, to i informację o ilości partnerów też podałaś smile
Rozumiem że byli to partnerzy hmmm, jednorazowi ? A teraz myślisz o czymś stałym?
Skoro nie masz problemu ze znalezieniem kogoś na sex, to i w końcu trafi się taki który będzie chciał czegoś więcej, taka kolej rzeczy smile

11 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-10-19 17:30:41)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

O masakra, musiałam być nieźle wcięta, że to napisałam gdzieś tutaj... No, to tym bardziej zmniejsza moje szanse. Wystarczy poczytać niektóre tematy tutaj... "jak ona mogła z kimś spać, nawet mnie nie znając, buuu"... Niech to szlag.

Dodam, że mam twarz i posturę ćpuna z wieloletnim stażem, chociaż w życiu nie brałam nic gorszego od trawki raz na pół roku hmm

12

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

O masakra, musiałam być nieźle wcięta, że to napisałam gdzieś tutaj... No, to tym bardziej zmniejsza moje szanse. Wystarczy poczytać niektóre tematy tutaj... "jak ona mogła z kimś spać, nawet mnie nie znając, buuu"... Niech to szlag.

Dodam, że mam twarz i posturę ćpuna z wieloletnim stażem, chociaż w życiu nie brałam nic gorszego od trawki raz na pół roku hmm

Czyli szczupła budowa ciała. big_smile
Ty się nie tłumacz - moja ex studiowała na ASP.

13

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

Kiedyś usłyszałam jedno zdanie, które - zwłaszcza teraz - mnie prześladuje i nie daje spokoju.
"im bardziej kobieta jest kobieca, tym większe szanse ma na znalezienie faceta".
Super. Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję się przekonana, że jestem stracona i skazana na samotność na wieki wieków. Ave.
Panowie (a co tam, panie też... nie będę wybrzydzać) czy spojrzelibyście na dziewczynę, która:
-hoduje ptaszniki - im bardziej jadowite, tym fajniejsze
-prędzej umrze niż założy buty na obcasie (a jeśli już jest zmuszona je założyć, marudzi, że bardzo chciałaby umrzeć) i cały rok chodzi w glanach
-jest cyniczna i potrafi szydzić ze wszystkiego (co nie znaczy, że musi...)
-gardzi ludzkością
-sztukę, teatr, poezję itp. kwituje słowem: nuda (ironiczne tym bardziej, że studiuje na ASP, ale nieważne).
-pali papierosy. Popić też potrafi.
-ma tatuaż (póki co jeden, ale planowana jest porządna ekspansja tegoż)
-maluje się od święta, włosy ścina byle jak, paznokciami się nie przejmuje

No, to już chyba wszystkie moje wady. Coś niby można by zmienić, ale co? I jaki to ma sens?
No więc jak...? Jest nadzieja czy iść wybierać sobie gustowną trumnę? tongue

Nie, nie jest to żadna prowokacja. Może najwyżej desperacja, heh. Można usunąć...

Odpowiem tak;

Ptaszniki - ja się ich boję, tym bardziej podziw
Szpilki- gdy masz ochotę, a nie to nie
Papierosy - palę
Malowanie paznokci - maluję, bo inaczej się łamią
Tatuaż- chciałabym, ale się boję igieł
Makijaż - gdy chcę robię, ale depilacja obowiązkowa smile
Nie gardzę ludźmi - staram się ich poznać i weryfikuję
Cynizm- to nic złego, a moim zdaniem doskonała obrona
Glany - doskonałe uzupełnienie sukienki;)

14 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-08 11:06:13)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
SłodkoMi napisał/a:

Tatuaż- chciałabym, ale się boję igieł

Toć patrzeć nie trzeba, można odwrócić wzrok jak tylko wyjmie sprzęt ze sterylnych opakowań
(jak tego nie zrobi - wiać i zawiadomić odpowiednie służby) big_smile

A tak w ogóle, to temat już nieaktualny big_smile A już zaczynałam lubić kawalerski żywot... eh big_smile

15

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

Coś niby można by zmienić, ale co? I jaki to ma sens?
No więc jak...? Jest nadzieja czy iść wybierać sobie gustowną trumnę? tongue

Ty po prostu niedopieszczona jesteś. wink Jak spotkasz odpowiednią osobę to się zmienisz. smile

16

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
marioosh666 napisał/a:
spider123 napisał/a:

Coś niby można by zmienić, ale co? I jaki to ma sens?
No więc jak...? Jest nadzieja czy iść wybierać sobie gustowną trumnę? tongue

Ty po prostu niedopieszczona jesteś. wink Jak spotkasz odpowiednią osobę to się zmienisz. smile

Cytując pewien zespół oi-punkowy:

"Gdy na piwo chociaż masz
W dzień robota, w nocy śpię
Nie - nie zmienię się, o nie!" big_smile

17

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

Cytując pewien zespół oi-punkowy:

"Gdy na piwo chociaż masz
W dzień robota, w nocy śpię
Nie - nie zmienię się, o nie!" big_smile

Przed czym uciekasz w te odloty? Co straciłabyś zmieniając swój styl życia? Czego boisz się, tak naprawdę?

18 Ostatnio edytowany przez babeczka cynamonowa (2013-12-08 19:00:31)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Zostaw gustowne i niegustowne trumny w spokoju, na nic Ci  nie będą potrzebne smile

Czy ktoś taki jak Ty ma szanse na związek?
A czemu miałby nie mieć? Bo co? Ptaszniki? Nom, może zbyt wieloodnóżaste i włochate stworki, ale jak sadzę moje szczury z łysymi ogonami nie lepsze. Kto nie chce, niech nie patrzy i nie głaszcze. Ja będę i nikt mi nie wmówi,że jest powód by z nich zrezygnować, a próbują, oj próbują.
Szpilki, to nie tylko Twój problem. Super wyglądają, ale z wygodą na codzień nie mają nic wspólnego. Zakładamy gdy muuuus zaciskamy zęby i udajemy, że śmigamy w nich od kołyski, a co!
Ty nie jesteś cyniczna, tylko sarkastyczna. Czytałam Twoje posty, nie ukrywam, z ogromną przyjemnością i nieustannym uśmiechem.  Gdybym była facetem, za ten sarkazm stałabym w kolejce do Ciebie.
Gardzisz ludzkością? A co ludzkość takiego robi, by zasługiwać na czołobitny szacunek. Wojny o ropę prowadzi, wyniszcza ekosystem i o kasie śni?
Sztuka, teatr, poezja to kwestia indywidualnych preferencji, a nie kobiecości, znudzenie czasem wynika z przesytu, a nie braku.
Papierosy i alkohol są dla ludzi. Na żadnej etykiecie nie ma " tylko dla mężczyzn, kobietom niewskazane". Natomiast jest coś o potencji na paczkach papierosów, wiec tym bardziej możesz.
Niektóre panie zdobią uszy, nadgarstki i dłonie. Inne - fragmenty ciała. Etiologia kolorowych paciorków i tatuażu jest podobna.
Jeżeli się nie malujesz, to znaczy nie chowasz się za maską i jesteś naturalna, więc nie dostarczysz partnerowi chwili grozy, gdy rano spojrzy na Ciebie w łóżku. W przypadku nienagannego makijażu, który po nocy przestaje być taki panowie patrząc na damę czasem dziwią się i pytają " ki kaszalot"?
Włosy zagnałabym jednak do fryzjera i poprosiła o fryzurę pt " Za-pięć-ósma", czyli taką, co potargać wystarczy a i pazurki warto mieć zadbane, tak na wszelki wypadek, gdybyś chciała tym paluszkiem coś ładnego na wystawie wskazać, co koniecznie, ale to koniecznie musisz mieć. Prawie natychmiast.

19

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
marioosh666 napisał/a:
spider123 napisał/a:

Cytując pewien zespół oi-punkowy:

"Gdy na piwo chociaż masz
W dzień robota, w nocy śpię
Nie - nie zmienię się, o nie!" big_smile

Przed czym uciekasz w te odloty? Co straciłabyś zmieniając swój styl życia? Czego boisz się, tak naprawdę?

Zmieniając się stricte pod kogoś - honor, dumę i szacunek do siebie. Poczułabym się jak najtańsza z prostytutek. Naprawdę mogę iść na kompromisy w pewnych sprawach, nawet w wielu sprawach ale mój wizerunek, pająki i nałogi - od tego wara! big_smile

Czego się boję? Tak najbardziej na świecie to chyba utraty niezależności, bycia zdanym na czyjąś łaskę. Bo lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach (takie tam resztki idealizmu młodzieńczego, jeszcze parę lat i wyrosnę tongue).

babeczka cynamonowa napisał/a:

A czemu miałby nie mieć? Bo co? Ptaszniki? Nom, może zbyt wieloodnóżaste i włochate stworki, ale jak sadzę moje szczury z łysymi ogonami nie lepsze. Kto nie chce, niech nie patrzy i nie głaszcze. Ja będę i nikt mi nie wmówi,że jest powód by z nich zrezygnować, a próbują, oj próbują.

Szczury są super, bardzo inteligentne gryzonie smile Ptaszników niestety nie da się oswoić i z racji prymitywnej budowy układu nerwowego nigdy nie okażą żadnemu hodowcy wdzięczności. Ale i tak są kochane. A już ktoś uciekał od ciebie z krzykiem, wyzywając od nienormalnych? tongue


babeczka cynamonowa napisał/a:

Papierosy i alkohol są dla ludzi. Na żadnej etykiecie nie ma " tylko dla mężczyzn, kobietom niewskazane". Natomiast jest coś o potencji na paczkach papierosów, wiec tym bardziej możesz.
Niektóre panie zdobią uszy, nadgarstki i dłonie. Inne - fragmenty ciała. Etiologia kolorowych paciorków i tatuażu jest podobna.

Taa, ale co się naczytałam/nasłuchałam opinii facetów o dziewczynach z tatuażami, palących, pijących, a nie daj boziu jeszcze piercing... Aua. Powiem tak: mam paru kumpli skinheadów i oni się tak nie wypowiadają o Murzynach czy o Żydach yikes Ja rozumiem, że nie każdemu się podoba, ale... damn.
Gdzieś nawet czytałam historię, że facet poznał dziewczynę, była na tyle fajna, że się zakochał, poszli do łóżka po jakimśtam dłuższym czasie i... miała na łopatce chyba albo gdzieś wytatuowanego motylka! Nieee! Szatan i zło w czystej postaci! Kazał dziewczynie usunąć i potem dalej miał wąty, bo oczywiście blizna została... Miałam ochotę go znaleźć i wkomponować glana w twarz. W imię sztuki.

A tak w ogóle, to dziękuję za miłe słowa smile

20 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2013-12-09 19:41:46)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

Zmieniając się stricte pod kogoś - honor, dumę i szacunek do siebie. Poczułabym się jak najtańsza z prostytutek.

A gdyby było warto? smile Wchodząc w nowy związek masz możliwość wzbogacenia osobowości. Czy już wiesz co chciałabyś dodać do swojej?

spider123 napisał/a:

Naprawdę mogę iść na kompromisy w pewnych sprawach, nawet w wielu sprawach ale mój wizerunek, pająki i nałogi - od tego wara! big_smile

Czyli wolisz zależeć od swojego wizerunku niż od partnera?

spider123 napisał/a:

Czego się boję? Tak najbardziej na świecie to chyba utraty niezależności, bycia zdanym na czyjąś łaskę. Bo lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach (takie tam resztki idealizmu młodzieńczego, jeszcze parę lat i wyrosnę tongue).

Teraz też jesteś w pewnym stopniu zdana na łaskę innych, ale nie jesteś tego świadoma. Czy tak jest łatwiej? Pewnie tak, ale co to za życie...

21 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2013-12-09 20:06:53)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

Taa, ale co się naczytałam/nasłuchałam opinii facetów o dziewczynach z tatuażami, palących, pijących, a nie daj boziu jeszcze piercing... Aua. Powiem tak: mam paru kumpli skinheadów i oni się tak nie wypowiadają o Murzynach czy o Żydach yikes Ja rozumiem, że nie każdemu się podoba, ale... damn.
Gdzieś nawet czytałam historię, że facet poznał dziewczynę, była na tyle fajna, że się zakochał, poszli do łóżka po jakimśtam dłuższym czasie i... miała na łopatce chyba albo gdzieś wytatuowanego motylka! Nieee! Szatan i zło w czystej postaci! Kazał dziewczynie usunąć i potem dalej miał wąty, bo oczywiście blizna została... Miałam ochotę go znaleźć i wkomponować glana w twarz. W imię sztuki.

Naprawdę myślisz, że facet, który postąpiłby tak głupio (lub po prostu: tak inaczej niż ty) pasowałby do ciebie?
W internecie różne rzeczy piszą. Niektórzy zauważają każdy dodatkowy kilogram u wybranki, albo piszą, że dziewczyna z prawidłowymi wymiarami jest gruba.
Niektórzy twierdzą, że najbardziej się liczy uroda, a reszta to tylko dodatek.
Tak samo jest wielu facetów, którzy uważają, że kobiety patrzą głównie na wygląd i pieniądze.
I tak naprawdę żaden z tych osobników do ciebie nie pasuje, bo najwyraźniej ma inne spojrzenie na życie, inny "filtr", przez który na życie patrzy tongue
Więc po co się na nich oglądać? Skoro ty automatycznie chyba nie jesteś zainteresowana kimś, kto nie lubi tych przykładowych tatuaży?

Oczywiście myślę, że warto zmieniać w sobie te rzeczy, które są kłopotliwe dla nas lub partnera, jeśli jego zdanie uznamy za uzasadnione.

22

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
marioosh666 napisał/a:

A gdyby było warto? smile Wchodząc w nowy związek masz możliwość wzbogacenia osobowości. Czy już wiesz co chciałabyś dodać do swojej?

Zależy jeszcze co i w jaki sposób i na jaką skalę. Nienawidzę narzucania czegokolwiek. Jakieś głupoty - spoko. Ale sarkazmu nie oddamy nigdy big_smile

marioosh666 napisał/a:

Czyli wolisz zależeć od swojego wizerunku niż od partnera?

E? Chodzi ci o to, czy wizerunek jest dla mnie ważniejszy? Właściwie, chyba tak. Jakbym znalazła się w sytuacji, jaką opisałam powyżej (gość kazał dziewczynie usunąć tatuaż), tobym wykopała typa w przerwie między spazmami śmiechu big_smile Na szczęście i dziara i kolczyki są widoczne, więc raczej nie będę mieć do czynienia z czymś takim big_smile


marioosh666 napisał/a:

Teraz też jesteś w pewnym stopniu zdana na łaskę innych, ale nie jesteś tego świadoma. Czy tak jest łatwiej? Pewnie tak, ale co to za życie...

Jestem i jestem tego świadoma. Ale chodziło mi o to, że nie wyobrażam sobie, żeby ktoś na mnie zarabiał, a ja będę tyrać w domu. Nie ma mowy o czymś takim.

23

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Spider, masz u mnie mistrza, za całokształt twórczości międzyludzkiej big_smile big_smile big_smile

24 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-10 17:07:13)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
paulina20 napisał/a:

Naprawdę myślisz, że facet, który postąpiłby tak głupio (lub po prostu: tak inaczej niż ty) pasowałby do ciebie?
W internecie różne rzeczy piszą. Niektórzy zauważają każdy dodatkowy kilogram u wybranki, albo piszą, że dziewczyna z prawidłowymi wymiarami jest gruba.
Niektórzy twierdzą, że najbardziej się liczy uroda, a reszta to tylko dodatek.
Tak samo jest wielu facetów, którzy uważają, że kobiety patrzą głównie na wygląd i pieniądze.
I tak naprawdę żaden z tych osobników do ciebie nie pasuje, bo najwyraźniej ma inne spojrzenie na życie, inny "filtr", przez który na życie patrzy tongue
Więc po co się na nich oglądać? Skoro ty automatycznie chyba nie jesteś zainteresowana kimś, kto nie lubi tych przykładowych tatuaży?

Oczywiście myślę, że warto zmieniać w sobie te rzeczy, które są kłopotliwe dla nas lub partnera, jeśli jego zdanie uznamy za uzasadnione.

Przeraziła mnie ilość tych opinii. Jeden nie lubi, jak laska pali, jeden nie lubi dziar, kolejny nie zniesie kolczyka w nosie, jeszcze inny ma arachnofobię (serio? Ok, rozumiem, że moje dorodne samiczki mogą wystraszyć, nawet ja mam do nich ogromny respekt, ale na widok gościa uciekającego od malutkiego nasosznika chyba bym zeszła ze śmiechu) - normalnie czuję się jak najgorsza dziewczyna na tej planecie, kompilacja wszystkiego, co złe tongue
Ej, chyba nie wmówisz mi, że tamten koleś postąpił mądrze? Dziewczyna cud miód i orzeszki, ale jakiegoś małego motylka chłop nie przeżyje? Jak w ogóle można nakazywać drugiej osobie jakieś zabiegi, mówić, co ma robić ze swoim ciałem (no chyba, że to istotne dla jej zdrowia, a zainteresowany/a się z jakichś przyczyn waha, ew. przypadek alkoholizmu czy narkomanii - wtedy ultimatum jest nawet wskazane), przecież to jest jakieś chore.

Może jestem dziwna albo mało wybredna, ale jakoś potrafiłam znieść pewną chorobę skórną u mojego partnera przez 2 lata (i znosiłabym nadal, gdyby wszystko się ułożyło po mojej myśli), a wyglądało to gorzej i było bardziej kłopotliwe niż tatuaż.

25

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Trudno byc dzis niecyniczny jesli szybko przekonujemy sie o tym co wazne a sa to wygody, korzysci to co nam wpajali rodzina i kosciol to piekne idee ale malo realne do wprowadzenia, kto bedzie sie poswiecal dla drugiej osoby? Predzej zostaniesz wolontariuszem bo wiesz choc ze podopieczni nie musza sie odwdzieczac a jesli pamietaja to szczerze nas lubia w odroznieniu od reszty - dla ktorych jest sie jak nie lakomym kaskiem (dotyczy atrakcyjnych) to wykonawca jakichs uslug ktore normalnie kosztowalyby duzo czy wymagaly sporej wiedzy (np o informatyce jak ja).
Samotnicy to po trosze ludzie co maja sklonnosci do introwertyzmu, lubia spokoj i szczerych ludzi a po czesci nie majacy "farta" ani okazji do poznawania wielu ludzi, to niestety skutkuje tez brakiem partnera co dla ludzi na forum jest ciezkie do zrozumienia - szczegolnie tych ktorym kandydaci wpadaja wrecz sami w rece - tym nie dasz rady wytlumaczyc swojego stanu tak jak np powodu biedy szejkowi arabskiemu...
Kwestie ubioru czy dodatkow jak tatuaz itp to rzecz gustu, nie kazdemu jednak to pasuje ktory to nosi, widuje czasem nietypowe osoby jak jedna ktora nie dosc ze scieta z jednej strony krotko a z drugiej ma dlugie wlosy, kolczyki na calym uchu i jakis piercing to jak patrze na nia i jeszcze jej chuda twarz mam bardzo dziwne odczucia, nie wyglada na powazna osobe. To jak z makijazem umiejetnie zrobiony upieksza a przesadny i amatorski szpeci lub smieszy, urody nie psuje jakis jeden nawet nietypowy dodatek.
Rozne gadzety w ciele zasadniczo nie zmieniaja czyjejs atrakcyjnosci, jako element ozdobny raczej podnosza urok ladnej kobiety ale obnizaja go u tej niepociagajacej sad

26

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Ile ludzi tyle gustów. Gdyby zakładać, że jest facet, z takimi upodobaniami jak piszesz, to nie chciałabym go. Tzn, wydajesz mi się fajną osobą, ale do związku muszą się pewne rzeczy jak dla mnie zgadzać. A ja np nie chciałabym chłopaka, który pali, nie lubię tego smrodu, odrzuca mnie, więc dla mnie sam pocałunek z nim to nie byłaby żadna przyjemność. Pająki-kwestia dyskusyjna, może bym się przekonała, ale na razie ciężko mi sobie wyobrazić, bo boję się pająków dosyć i brzydzę, nie jest to jakaś fobia, żebym tak z krzykiem uciekała, ale jednak nie pałam do nich pozytywnymi odczuciami. Raczej wolę milutkie zwierzątka hehe typu koty, psy smile Jakbym była facetem, to jakbym miała gust jak teraz będąc dziewczyną, to to czy bym była z Tobą to też raczej nie, bo te papierosy są dla mnie akurat nie do przyjęcia u partnera życiowego. Oczywiście jak można się domyślić sama też nie palę i nigdy mnie nie ciągnęło, za to sam zapach odrzuca. Natomiast, mamy coś wspólnego, że też nie noszę szpilek i rzadko się maluję wink No i gusta są bardzo różne, mi np przeszkadzają te papierosy, więc u mnie związek by odpadał przez te papierosy, a wielu ludziom to nie przeszkadza albo przeszkadza, ale potrafią to przeżyć. no ja bym nie przeżyła tego, dlatego nie związałabym się z palaczem, wiem, bo takich spotykałam i po prostu jest to dla mnie akurat raczej nie do przejścia. A więc  nie na zasadzie "lepiej, by nie palił, ale jak będzie palił to dobra, niech będzie i tak" tylko na zasadzie "nie mogłabym być z palaczem". Tak kategorycznie mam akurat w tej kwestii, ale wiem, że dużo ludzi nie jest tak kategorycznych, nawet jak nie lubi papierosów, więc na pewno spokojnie możesz kogoś znaleźć.

Co do reszty tatuaże np mi się nie podobają, ale tutaj aż tak kategoryczna jak z tymi papierosami np raczej nie jestem, więc jakby miał tatuaż o ile nie w dużej ilości i nie np na całą klatką piersiową, to myślę, że mogłabym z nim być. Jakby był cały obtatuowany, to gorzej, bo nie podoba mi się to akurat. Sama bym sobie żadnego tatuażu nie zrobiła, bo nie chcę, wiem, że szybko mi się znudziło i nie chcę mieć żadnego wzoru na zawsze i na sobie by mi się tatuaż nie podobał, no ale u kogoś jeszcze jak nie jakiś ogromny to ok- wtedy mogłabym się z nim związać.

No ale ogólnie lubię Twoje posty, jesteś na pewno fajną dziewczyną i nie zmieniaj się, bo są różne gusta, jak mówiłam i na pewno niejeden będzie Tobą zainteresowany smile Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa smile

27

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Każdy ma szansę na związek.
Każdy ma szansę na szczęście. Bajka dla niedowiarków :

"Żyła sobie kiedyś dziewczynka. Urodziła się jako pierwsza i jedyna córka swojej matki. Jednak matka zbyt wcześnie odeszła. Dziewczynka została sama z ojcem, który tak bardzo pogrążył się w rozpaczy po stracie swej ukochanej żony, że zupełnie oślepł, ogłuchł i nikt już nigdy nie miał z nim kontaktu.

Dziewczynka była więc sama na świecie. Każdego dnia starała się, aby wszystko było jak dawniej, jak wtedy, kiedy mama jeszcze z nimi była. Gotowała, sprzątała, prała i dbała o ojca, ale on jej ani nie widział, ani nie słyszał. Wychodził z domu i długo nie wracał, a z czasem zaczął bywać w domu coraz rzadziej i tylko na chwilę, a dziewczynka czuła się coraz bardziej smutna i samotna.

Zauważyła jednak, że gdy głośno krzyczy, to ojciec patrzy w jej stronę, jakby widział i słyszał, a może jej się tylko zdawało? Krzyczała więc często i uśmiechała się do ojca najładniej jak potrafiła i czekała z nadzieją, że kiedyś znów ją zobaczy i usłyszy.

Pewnego dnia dostrzegała kawałek kolorowej tkaniny wystający z szafy. Była to ukochana spódnica jej mamy. Wiele lat wcześniej matka dziewczynki otrzymała ją od swojej matki - własnoręcznie uszytą spódnicę z kawałków kolorowego materiału.

Dziewczynka natychmiast ją założyła.

Spódnica była o wiele za duża, o wiele za szeroka, więc związała ją sobie w pasie sznurkiem. Od tamtej pory już się z nią nie rozstawała. Spódnica również zdawała się przylgnąć do dziewczynki na stałe. Czasami przekręcała się tak, że z przodu był pas zielony i wtedy serce dziewczynki wypełniało się nadzieją, czasem niebieski i wtedy miała przeczucie, że jest coś więcej, coś wielkiego i potężnego, jak niebo, czasem żółty, jak światełko w ciemności, które daje wskazówki, a czasem czerwony lub różowy. Pasy czerwony i różowy mieszały się ze sobą i nigdy nie było wiadomo, gdzie się kończy jeden, a zaczyna drugi. Ten fragment spódnicy dziewczynka lubiła najbardziej i dlatego, kiedy tylko sobie przypomniała, przekręcała spódnicę tak, aby czerwono-różowy był z przodu.

Kiedy ojciec wracał do domu - przechadzała się dumnie przed jego oczami, albo wirowała i pląsała niczym motyl, wtedy spódnica wyglądała najpiękniej. Ojciec z początku zdawał się nie zauważać dziewczynki, jednak pewnego dnia przemówił do niej. Jego słowa były ostre, a oddech cuchnący. Nie chciała słuchać. Jego słowa dusiły ją niczym ramiona atlety, próbowała zasłonić uszy, nie słuchać, nie patrzeć, ale jego słowa były silniejsze. Huczały w głowie i wyrywały serce.

Długo biegła przed siebie, aż w końcu zabrakło jej sił i poczuła, że upada na coś miękkiego i chłodnego.

Kiedy się ocknęła, zobaczyła, że jest w lesie. Nie wiedziała, jak się w nim znalazła i jak długo spała. Jej kolorowa spódnica była cała w strzępach, brudna, podarta, ociekająca błotem. Próbowała się podnieść, ale nie mogła. Leżała więc z głową opartą o pień drzewa i obserwowała błękitne niebo, zielone liście drzew, czerwone połyskujące poziomki i różowiące się maliny. Wygładziła spódnicę i obiecała sobie, że jak tylko nabierze sił, znajdzie strumień i oczyści spódnicę, by jej kolory znów były piękne i by przypominały mamę.

Nucąc sobie piosenkę dla otuchy, powoli podniosła się z ziemi, ale ciężko jej było ustać na nogach. Kiwała się z boku na bok, każdy krok sprawiał jej ból i cierpienie.

Zbliżała się noc. W pobliżu zobaczyła jaskinię. Pomyślała, że to dobre miejsce na nocleg i z wielkim trudem, podtrzymując się drzew, kiedy już noc całkowicie zawładnęła światem, znalazła się przed wejściem do jaskini. Wczołgała się do środka i niemal natychmiast zasnęła.

"Dość już skorzystałaś z mojej gościnności!" - usłyszała nad sobą chrapliwy, nieprzyjemny głos. "Teraz musisz za gościnę zapłacić. Będziesz moją służącą! Czy potrafisz gotować, prać i sprzątać?"

U wejścia do jaskini stał mały dziwnie wyglądający człowieczek, który swoim długim, szpetnym paluchem zakończonym haczykowatym pazurem wskazywał na nią.
"Tak, potrafię" - odpowiedziała cichutko.
"Przekonamy się. Bo jeżeli nie, będę cię musiał zabić. Nikt nie dostaje od karła niczego za darmo. Pamiętaj o tym głupie dziewczę! I zdejmij ten wstrętny łach, który masz na sobie!"

Kiedy dziewczynka zdjęła spódnicę, karzeł ze złością cisnął ją w ogień.

Od tej pory dziewczyna każdego dnia wstawała, zanim karzeł się obudził, rozpalała ogień na palenisku, gotowała mu strawę z tego, co udało się jej znaleźć w lesie. Kiedy karzeł się nasycił, wolno jej było zjeść to, czego on nie dojadł i wypić to, czego nie dopił. Kiedy wychodził z jaskini, sprzątała, prała jego ubrania i gotowała dla niego kolację. Karzeł nigdy jej nie zaprosił do swojego stołu, a kiedy jadł, miała cierpliwie czekać, aż skończy, dopiero potem sama mogła zjeść resztki.

Dziewczynka starała się bardzo, pracowała ciężko, ponad swoje siły. Codziennie wymyślała coraz to wspanialsze potrawy, szorowała i polerowała każdy, nawet najmniejszy kamyczek w ścianach i podłodze jaskini, tak że można się było w nich przejrzeć. Przynosiła świeże kwiaty, a do prania ubrań karła dodawała ziół, by pięknie pachniały i by zapewniły mu zdrowie. Jednak karzeł ciągle był niezadowolony i ciągle mu się coś nie podobało. Był wobec niej oschły i nieprzyjemny, toteż odczuwała ulgę, kiedy wychodził i długo nie wracał.

Nigdy oczywiście nie wiedziała dokąd karzeł chodzi, ale bardzo bała się go o to zapytać.

Pewnego dnia karzeł wrócił wcześniej niż zwykle i powiedział: "Chodź tu dziewczyno! Nie jesteś może najdoskonalsza, popełniasz błędy i wiele niedociągnięć jest w twojej pracy, ale chcę, żebyś wiedziała, że nie jestem bez serca. Pozwolę ci tu zostać na zawsze. Dam ci schronienie i opiekę. Będzie ci ze mną dobrze. Sama widzisz - nie spotkała cię u mnie żadna krzywda, prawda?" - na twarzy karła przebłysnął cień uśmiechu.

"Prawda" - odpowiedziała dziewczynka nieśmiało. Przez głowę przeszła jej myśl, że rzeczywiście było jej tu nienajgorzej. Może i pracowała ciężko, a karzeł nie był wobec niej zbyt miły, ale też nie robił jej nic złego. Miała co jeść, miała dach nad głową, czego więcej potrzeba do życia?

Karzeł podszedł do dziewczyny, musnął swoimi szorstkimi rękami jej delikatny policzek, po czym wcisnął jej w dłoń zawiniątko. "Wiem, że może jestem zbyt hojny, ale niech tam, moja strata! W woreczku jest dokładnie sto nasionek. Każde nasionko posadź wieczorem przed pójściem spać i pomyśl jedno marzenie. Jeśli roślinka wyrośnie do rana, marzenie się spełni. Pamiętaj, dziewczyno, tylko dobre marzenia się spełniają! Złe marzenia przynoszą cierpienie i ból". Za sto dni się z tobą ożenię. Zaśmiał się nie otwierając ust i poszedł spać na swoje świeżo pościelone legowisko.

Kiedy chrapanie karła rozległo się po całej jaskini, dziewczynka wyjęła jedno nasionko i zastanawiając się, jakie wybrać marzenie, posadziła je w małym ogródku przed jaskinią i podlała. "Chciałabym, żeby Karzeł pozwolił mi jeść przy stole" - wypowiedziała niepewnie.

Jak zwykle obudziła się o świcie, żeby przygotować posiłek zanim Karzeł wstanie. Zobaczyła, że roślinka nie wyrosła. "Może źle ją posadziłam? - zastanawiała się dziewczynka. A potem przypomniała sobie słowa karła: "tylko dobre marzenia się spełniają", "Kimże ja jestem, żeby marzyć o siedzeniu przy stole u jego boku! Jak mogłam pomyśleć, że to marzenie się spełni?"

Następnego wieczoru, kiedy karzeł już poszedł spać, posadziła drugie nasionko w ogródku i podlała je. "Chciałabym, żeby karzeł był ze mnie zadowolony". Ale i tym razem nic nie wyrosło. "Jak mogłam pomyśleć, że karzeł może być ze mnie zadowolony? Ze mnie?" - pomyślała.

Kolejnego wieczoru znów posadziła nasionko i podlała je. "Chciałabym mieć więcej pokory i skromności." - ale i tym razem roślinka nie wykiełkowała.

Mijały noce i dni, każdego wieczoru sadziła jedno nasionko, ale żadna z roślinek nie wyrosła.

Pewnej nocy przyśnił jej się sen. Na wielkim wozie zaprzęgniętym w potężne lwy o ludzkich głowach siedział wojownik. W ręku trzymał tarczę, na której było napisane: "Abrakadabra odgadnij zagadkę. Znajdź zaklęcie, które pozwoli ci na wolny przejazd".
"Dziwny sen." - Pomyślała dziewczynka, a jednocześnie czuła, że to coś ważnego.

Rano, kiedy szykowała karłowi śniadanie, zapytała: "Kochany karle, co oznacza słowo abrakadabra?"

Karzeł bardzo się oburzył: "Nigdy więcej nie wymawiaj głośno tego słowa! Nie ma z nim żartów, jego działanie jest o wiele silniejsze niż możesz zrozumieć głupia dziewczyno!"

Abrakadabra nie dawało jej jednak spokoju. Wciąż przed oczami miała napis na tarczy ze snu, ale za nic nie mogła zrozumieć jego znaczenia.

Następnego dnia, kiedy sadziła kolejne nasionko powiedziała cichutko: "Abrakadabra. Co to oznacza? Może to imię tego wojownika? Abrakadabra, wojowniku powiedz sam, czego ja mogę pragnąć? Wszystko czego potrzebuję, mam tutaj u karła. Nie zagrażają mi dzikie zwierzęta, jest ciepło, mam co jeść? Niczego mi nie brakuje. I wtedy przypomniała sobie, jak dawniej tańczyła w maminej spódnicy z kolorowych skrawków i wyobrażała sobie, że jest motylem, a spódnica tak pięknie wirowała wokół niej? Żebym znów miała taką spódnicę?" Szybko otarła łzę, która niewiadomo skąd pojawiła się na jej policzku.

Kiedy obudziła się rano, karła już nie było. Wrócił koło południa dźwigając na plecach spory tobołek. "Kupiłem na targu materiał. Uszyj mi z niego nowe ubranie. Wieczorem ma być gotowe." - zażądał i wyszedł jak zwykle w sobie tylko znanym kierunku.

Przez cały dzień pilnie szyła dla karła ubranie, nie zapominając o wypełnieniu swoich codziennych obowiązków. Białe płótno było dość sztywne, toteż palce miała całe pokłute, a i oczy odmawiały posłuszeństwa. Wieczorem kiedy karzeł wrócił do domu, ubranie było gotowe; miało wyjątkowo staranne ściegi i drobne hafty zdobiące mankiety i kołnierzyk.

"No, masz szczęście, dziewczyno! Nie jest najlepiej, widać, że jesteś niezbyt biegła w szyciu, ale nie ma czasu na poprawki. Jutro nasz ślub. Z resztek uszyj sobie suknię ślubną. Nie pójdziesz przecież w swoich starych łachach!" - powiedział karzeł i zabrał się do jedzenia kolacji.

Dziewczynka zajrzała do woreczka i zobaczyła, że istotnie, na dnie jest tylko jedno małe nasionko, już ostatnie. "Dziś zasadzę setne nasionko. A jutro zostanę żoną karła" - pomyślała w duchu i wzięła parę głębokich oddechów, żeby się nie rozpłakać. Karzeł szybko zasnął, a ona długo w noc siedziała i szyła swoją suknię ślubną. Zastanawiała się, jakie powinno być jej ostatnie marzenie, marzenie wypowiedziane ostatniego wieczoru, zanim zostanie żoną karła.

Nic szczególnego jej jednak nie przychodziło do głowy. "Zażyczę sobie pięknego ślubu, albo welonu, albo szalu żeby przykryć górę, bo ledwie na spódnicę tych skrawków wystarczy. A zresztą! I tak marzenie się nie spełni. I tak roślinka nie wyrośnie. Trudno. Niech się dzieje wola nieba" i wyszła na zewnątrz, żeby posadzić nasionko.

Kiedy ukucnęła w trawie, zobaczyła, że w miejscu, gdzie posadziła nasionko poprzedniego wieczoru, wyrósł piękny tulipan. Każdy jego płatek był inny, jeden zielony, jeden niebieski, jeden żółty, jeden czerwony i jeden różowy.

Uśmiechnęła się, bo tym razem wiedziała, jakie życzenie wypowiedzieć?

Następnego dnia założyła uszytą własnoręcznie spódnicę ze skrawków. Na białej tkaninie ostro połyskiwały doszyte tulipanowe płatki: zielony, niebieski, żółty, czerwony i różowy. We włosy wpięła różę, która urosła tej nocy z ostatniego nasionka. Najpiękniejszą różę, jaką dziewczynka kiedykolwiek widziała. Była gotowa.

Kiedy przyszedł po nią wystrojony w swoje nowe ubranie karzeł, dziewczyna gestem dłoni wskazała mu miejsce przy stole. Stół był pięknie nakryty na dwie osoby: dwa talerze, dwa komplety sztućców i dwa kieliszki wypełnione winem różanym.

Zanim karzeł zdążył wyrazić swój sprzeciw, sama usadowiła się na przybranym płatkami róż krześle naprzeciwko niego.

"Wypijmy toast." - powiedziała do karła.

"Toast, żebyś mi była posłuszną i pokorną żoną! Dzisiaj ci podaruję, ale nigdy więcej nie chcę widzieć, że siadasz przy stole, przy którym jem ja! Nigdy, rozumiesz!" - wykrzyknął karzeł cały czerwony ze złości.

"Nie, karle. Wypijemy toast za marzenia." - powiedziała spokojnie. "Wypijemy za to, żeby zawsze wiedzieć, które z nich mają sens, aby w życiu zawsze płynąć w swoim kierunku".
"A teraz, kiedy już wypiłeś moje wino i zjadłeś moje jedzenie, odejdź stąd. I tak pozwoliłam ci być moim gościem zbyt długo" - rzekła dziewczyna, tym razem stanowczo.

Karzeł niemal się zakrztusił z wściekłości: "Ty niewdzięczne stworzenie! Byłaś moją służącą, byłaś nikim. Przygarnąłem cię! Chciałem się z tobą ożenić, ale ty?"

"Zamilcz!" - krzyknęła dziewczyna. Czy nadal uważasz, że mogłabym zostać twoją żoną? Że mogłabym dzielić swoje łoże i stół z kimś, kto nie istnieje? Patrz!" Chwyciła karła mocno za kark, by spojrzał w lustro. "Czy widzisz swoje odbicie? Karle, powiedz czy ty istniejesz?"

"Jakie marzenie wypowiedziałaś dziewucho! Jakie marzenie wypo? niewdzię?.dziewu?." - głos karła urywał się i bladł z każdym jego słowem.

Zanim powiedziała, jakie było jej ostatnie marzenie, karzeł zaczął się kurczyć i kurczyć, a po chwili nie zostało już po nim nic.

"Karle, moje ostatnie marzenie to zawsze iść za głosem serca, by widzieć to, co powinnam zobaczyć, by wybierać to, co dla mnie dobre, a kiedy trzeba, by stać się ogniem, którego się nie da zgasić lub zatrzymać".

28 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-16 12:43:55)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Jest tu ktoś mądrzejszy, kto by mi powiedział, jak zinterpretować tę fascynującą opowieść? Zawsze miałam problem z odgadnięciem myśli autora.
Ale nie, serio - temat nieaktualny już. Pewnie znowu się przejadę, ale co tam. Można się przyzwyczaić.
Za to mam współlokatora, który ma chyba jeszcze większego pecha do płci przeciwnej niż ja. Lat 41, chory psychopata, ale ma też inne zalety -  np. dobrze gotuje i daje radę ze mną wytrzymać big_smile Proszę się nie pchać, drogie panie, znajdzie czas dla każdej big_smile
Ale nie, serio - jeśli któraś jest zainteresowana, to pisać na mój mail. Szkoda, żeby się skądinąd porządny facet marnował.

29

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Ja powiem tak to ze ktos ma swoej zdanie i si ego trzyma ok nie kazdy musi si emalowac i wogoel kazdy moze miec sowj styl tez super ale jak sam apisals a gardzisz ludzmi jestes cyniczna itp. to to moze byc problememe ze malo jaki facet na dluzej z toba jest. Bo co innego miec sopwj styl i zdanie a co inengo byc do wszytskich zle nastawionym.

30

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
spider123 napisał/a:

Kiedyś usłyszałam jedno zdanie, które - zwłaszcza teraz - mnie prześladuje i nie daje spokoju.
"im bardziej kobieta jest kobieca, tym większe szanse ma na znalezienie faceta".
Super. Im więcej o tym myślę, tym bardziej czuję się przekonana, że jestem stracona i skazana na samotność na wieki wieków. Ave.
Panowie (a co tam, panie też... nie będę wybrzydzać) czy spojrzelibyście na dziewczynę, która:
-hoduje ptaszniki - im bardziej jadowite, tym fajniejsze
-prędzej umrze niż założy buty na obcasie (a jeśli już jest zmuszona je założyć, marudzi, że bardzo chciałaby umrzeć) i cały rok chodzi w glanach
-jest cyniczna i potrafi szydzić ze wszystkiego (co nie znaczy, że musi...)
-gardzi ludzkością
-sztukę, teatr, poezję itp. kwituje słowem: nuda (ironiczne tym bardziej, że studiuje na ASP, ale nieważne).
-pali papierosy. Popić też potrafi.
-ma tatuaż (póki co jeden, ale planowana jest porządna ekspansja tegoż)
-maluje się od święta, włosy ścina byle jak, paznokciami się nie przejmuje

No, to już chyba wszystkie moje wady. Coś niby można by zmienić, ale co? I jaki to ma sens?
No więc jak...? Jest nadzieja czy iść wybierać sobie gustowną trumnę? tongue

Nie, nie jest to żadna prowokacja. Może najwyżej desperacja, heh. Można usunąć...

Kobiecość, to zupełnie co innego niż opisane powyżej hobby, zainteresowania, czy nie lubiane rzeczy. To spojrzenie, to interesowanie się, to robienie rzeczy i myśli na które facet nie wpadnie. Co do tatuażu ok, jakiś fajny masz? Być może, ale mi to w kobiecie zbędne i nie pozwoliłbym na następny.

31 Ostatnio edytowany przez spider123 (2013-12-18 04:02:45)

Odp: Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?
Remi napisał/a:

Kobiecość, to zupełnie co innego niż opisane powyżej hobby, zainteresowania, czy nie lubiane rzeczy. To spojrzenie, to interesowanie się, to robienie rzeczy i myśli na które facet nie wpadnie.

Np. co? No dobra, pewnie w życiu byście nie wpadli na to, że można położyć trochę oleju na kłaki, żeby były fajne (nieważne, że ja też bym na to nie wpadła, jakby mi koleżanka nie powiedziała) big_smile So we have that.

Remi napisał/a:

Co do tatuażu ok, jakiś fajny masz?

A ja wiem? Opinie są podzielone, większość pozytywna (ze zrozumiałych względów nie powiem, jaki, bo i tak już tylko mojego numeru buta tutaj brakuje). Co jest fajne, to to, że jest to mój indywidualny projekt - jako ktoś kształcący się plastycznie straciłabym honor nosząc czyjś inny, a już w ogóle jakąś masówkę z katalogu - błeee.

Remi napisał/a:

Być może, ale mi to w kobiecie zbędne i nie pozwoliłbym na następny.

I na to właśnie czekałam! Uzasadnienie proszę smile Masz coś naprzeciw tatuażom w ogóle, czy tylko u kobiet? I co to za sformułowanie "nie pozwoliłbym"? Kim jesteś, żeby swojej kobiecie "pozwalać" na cokolwiek? Łaskawca... smile

mar3 napisał/a:

Ja powiem tak to ze ktos ma swoej zdanie i si ego trzyma ok nie kazdy musi si emalowac i wogoel kazdy moze miec sowj styl tez super ale jak sam apisals a gardzisz ludzmi jestes cyniczna itp. to to moze byc problememe ze malo jaki facet na dluzej z toba jest. Bo co innego miec sopwj styl i zdanie a co inengo byc do wszytskich zle nastawionym.

Jeszcze większym problemem jest mało czytelny post tongue
Faktycznie, był jeden taki, co się burzył, że się nie przejęłam trzęsieniem ziemi na Tahiti, czy gdzieśtam (jakaś grubsza katastrofa, parę lat temu). Moje wyjaśnienie: "No co? To, że na raz zginie większa ilość tego cholerstwa niż zwykle jest takie straszne?" chyba nie przypadło mu do gustu tongue Kawałów o Żydach też nie lubił...

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Czy ktoś taki jak ja ma szansę na związek...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024