Witam,
Jestem z chłopakiem od 3 lat, dzielą nas tylko 2 lata różnicy (on 23, ja 21). Przez okres naszego związku bardzo mało rozmawiałam z chłopakiem o wspólnej przyszłości, głównie dlatego bo on unikał tego tematu. Nigdy sam od siebie nie zaczął ze mną rozmawiać o ślubie czy zaręczynach. Układało nam się dobrze, od jakiegoś roku często słyszałam zapewnienia, że "jestem tą jedyną", że chcę bym była jego żoną, chcę stworzyć ze mną rodzinę, że nie wyobraża sobie życia z inną itd... więc uznałam, że takie kwestie jak zaręczyny i ślub to kwestia czasu, a jeśli nie czasu to tylko formalność bo oboje bardzo się kochaliśmy. Nigdy na to nie naciskałam, cierpliwie czekałam, nie rozmawialiśmy o tym, tak jakby temat nie istniał, jednakże myślałam, że skrywa to w sobie i byłam przekonana, że tego chcę i czeka na odpowiedni moment albo na jakieś zabezpieczenie finansowe, generalnie ciągle myślałam, że jest jakiś powód tego, czemu tego nie robi. Aż tu nagle (Wczoraj) zaczęliśmy na ten temat rozmawiać... dodam, że ostatnimi czasy było naprawdę idealnie miedzy nami, a on powiedział mi szczerze, że "NIE CHCE SIĘ Z TOBĄ ZARĘCZYĆ"! Opadłam z sił, cały świat przewrócił mi się do góry nogami... zapytałam o powód i nie wiedziałam co powiedzieć, wykręcał się od odpowiedzi, spławił mnie i rozmowa się skończyła... Jak ktoś kto rzekomo kocha może tego nie chcieć? Rozumiem, że może nie być mnie pewny itd. ale mógł mi o tym powiedzieć, a on powodu po prostu nie podał, skrył albo nie chciał mi powiedzieć, że właśnie nie wiem czy na pewno chcę być ze mną...
Co o tym myślicie? ja mam totalny mętlik w głowie, zwłaszcza, że teraz obawiam się ciąży i muszę się zastanowić nad tym wszystkim do czasu, aż się wszystko potwierdzi...