Cześć dziewczyny. Zaglądałam już na wiele różnych forów w podobnym temacie ale nadal nie znalazłam czegoś co mi może pomóc rozwiać wątpliwości.... Kilka dni temu mój facet, z którym jestem pół roku poprosił mnie o przerwę. Między nami coś się popsuło w ciągu ostatniego tygodnia. On miał egzaminy i bolesną kontuzję a ja też chodziłam trochę poddenerwowana. Oczywiście w Jego stronę nie byłam jakoś bardzo wkurzona itp. Ale były takie sytuacje, że wkurzyłam się, że tak pózno przyjechał bo nie widzielismy się kilka dni itp. Raz się pokłóciliśmy i ja wyszłam. Mylsłam ze powie cos, zebym została..(pierwszy raz zdarzyło mi się wyjść bo to nie w moim stylu.) ale potem pisałam do niego zeby się pogodziś. Dzwoniłam a on odrzucał tel. Wreszcie pomyśłałam, że moze ma mnie juz dość. Cały tydz. kontakt był kiepski. Ale jak w czwartek dostałam eska "dzień dobry Kochanie" to ucieszyłam się, że juz mu przechodzi. A w piątek powiedział, ze musimy powaznie pogadać... Spodziewałam się rozstania. Ale on poprosił o przerwę. zachowywał się tak.. normalnie..czule. Nawet szliśmy trochę objęci. Wziął mnie za rękę gdy o tym mówił, pogłaskał policzek. Nawet nazwał tak jak zawsze. Więc przyjęłam to spokojnie, powiedziałam, że ok, skoro tego potrzebuje to tak. Strasznie się boję bo zdałam sobie naprawdę sprawę z tego, że go kocham. Wiem- 6 miesięcy to dla Was moze mało, ale byłam juz 4 lata w związku i nigdy nie było mi tak jak z nim... W zasadzie to chcę się tym z Wami podzielić, bo nikt mi nie da odpowiedzi, czy on chce skonczyć to. Przez cały czas było nam dobrze. świetnie sie rozumielismy. Dla mnie to bardzo poważne. Mam 25 lat a on26, wiec nie patrzymy na te sprawy jak dzieci. Wierze w to, że skoro poprosił o przerwe to chodzi mu o to... tlyko mi przykro, że jak czuł ze go irytuje coś w moim zachowaniu to o tym nie powiedział, tlyko od razu chciał przerwy...
Nie wiem co mam mysleć. Wiem, że nie chodzi o inną i jestem tego pewna. Jeszcze tydz. temu mówił, że mnie kocha.... Wiem, że powinnam zmienić swoje podejście do życia. Zacząć je bardziej lajtowo traktować.. tylko czy on da mi taką szansę....
Wiem, że powinnam zmienić swoje podejście do życia. Zacząć je bardziej lajtowo traktować.. tylko czy on da mi taką szansę....
Dlaczego zakładasz, że powinnaś coś zmieniać? Napisałaś, że miałaś ciężki, stresujący okres w życiu, to przecież się zdarza i nie mów sobie, że skoro on nie okazał Ci wyrozumiałości, to najlepszym wyjściem będzie zmiana swojego podejścia, bo tym samym w 100% usprawiedliwiasz jego zachowanie.
Układało Wam się i przechodzicie nagle kryzys, z którego Twój facet cichcem się wycofuje - to jest moim zdaniem o wiele większy problem, o którym warto byłoby porozmawiać.
Oczywiście, dobrze jest zdać sobie sprawę z tego, że własnych zmartwień nie powinien aż tak bardzo odczuwać nasz partner, ale pamiętaj, że masz prawo liczyć na oparcie w związku. Oraz na to, że kiedy już będziesz chodzić poddenerwowana, to znajdziesz w nim zrozumienie i nie będziesz się bała, że "może za chwilę znów poprosi o przerwę".
Nie zostawiłabym tej przerwy bez pytania, nad czym będzie się zastanawiał. Ponieważ macie wspólny kłopot, a przerwa w tym wypadku oznacza, że on będzie próbował ten problem rozważyć bez Ciebie - i nie jestem pewna, czy daje Ci to wtedy możliwość wyjaśnienia, że wierzysz w Wasz związek...
No właśnie... czytając Twojego posta tak sobie pomyślałam, dlaczego on zamiast z Tobą porozmawiać o problemie od razu chce przerwy. Przecież dajmy na to w małżeństwie jak coś jest nie tak, to nie można sobie zrobić takiej "przerwy", że na jakiś czas nie jesteśmy małżeństwem. Można gdzieś pojechać bez drugiej osoby, odpocząć, przemyśleć- ale to tak naprawdę niczego nie rozwiązuje. Tylko rozmowa może coś zdziałać.
wiem, macie rację. On powinien najpierw ze mną pogadać. To jest ważne i o to mam żal. Ale prawda jest taka, że po prostu on milczał i to znosił cierpliwie. I przebrała się miarka. Może to wygląda na usprawiedliwianie jego zachowania, ale ja raczej staram się dostrzec ten błąd. To chyba nic złego,że chcę się zmienić- no bo "naprawianie" siebie to chyba doskonalenie... Poza tym mi się wydaje, że ta przerwa to nie "przerwa" w sensie dziś nie jesteśmy razem jutro może tak. My jesteśmy nadal razem.Ja tak to czuję. Ale yvette masz rację- sam się zastanawia. Dlatego napisałam mu o tym, że wiem już co zrobiłam nie tak, że chcę to naprawić i by pamiętał, że mi zależy... Wiem też, że liczy się bardzo ze zdaniem swojej siostry bo sa bardzo zżyci ze sobą. Wiem, że ona jest po "mojej" stronie, jeśli tak to głupio mozna nazwać. Dlatego liczę na to, że przedstawi mu drugi punkt widzenia. Ale wiecie, jeśli mi nie da szansy, to znaczy, że mu nie zależy. A jeśli da- wtedy porozmawiamy...
ps. to on miał ciężki okres.;/ a ja dolewałam oliwy...
Witam kobietki! a nie pomyślałyście że on chce przerwy nie dla siebie a dla niej po to żeby przemyślała swoje zachowanie, może to taki typ człowieka że zamiast odstawiać pustą gadkę woli dać odczuć że z nią coś jest nie tak !
Witam kobietki! a nie pomyślałyście że on chce przerwy nie dla siebie a dla niej po to żeby przemyślała swoje zachowanie, może to taki typ człowieka że zamiast odstawiać pustą gadkę woli dać odczuć że z nią coś jest nie tak !
Rozmowa o problemach to jest "pusta gadka"? Nie wydaje mi się.
Nie jesteśmy małymi dziećmi, żeby w razie kłopotów w komunikacji mówić "Idź do swojego pokoju i przemyśl swoje zachowanie!". Widzisz, gdyby jej partner zdecydował się na dialog zamiast prowadzić monologi sam ze sobą lub "mieć nadzieję, że ona się zmieni" nie musiałybyśmy w ogóle zachodzić o głowę, o co tak naprawdę mu chodzi, bo wszystko byłoby zrozumiałe. A przecież zmienić możesz się jedynie wtedy, kiedy wiesz, co jest sednem problemu.
Ale Ty wiesz że wychodząc od niego zachowałaś się właśnie jak małe dziecko, a on teraz daje Ci do zrozumienia że postąpiłaś źle i wali z grubej rury chcąc przerwy.Niby taki prosty tok rozumowania, ale to są faceci nie zapominaj o tym ![]()
Własnie w tym rzecz, że on ze mną nie porozmawiał najpierw. Faktycznie ta przerwa daje mi dużo do myślenia. I wiem, że chcę zmienić swoje nastawienie do błahostek. Rzeczywiście lepiej się cieszyć wspólnym czasem a nie myśleć, że jak przyjdzie o 17 a nie rano to jest już lipa. A ja np taki foch za to zrobiłam...(on mi wtedy bombonierkę przyniósł). W tym tkwił szkopuł, że ja sądziłam, że on z samego rana do mnie przyjedzie a on miał też inne plany. Staram się na to patrzeć rozsądnie bo wiem, ze ma do tego prawo. I tu jego racja. Moja racja jest taka, że mógł o tym wspomnieć a ja wtedy bym nie czekała tylko zajęła się własnymi sprawami. Ale ok, po chwili już bylo dobrze a on był zmęczony więc poszedł spać. Ja nadal czując niedosyt stwierdziłam ze zostanę na niedzielę w Warszawie(miałam rano jechać do domu i po prostu przełożyłam to na 16) a on o 11 wychodzi i mówi, że umówił się z siostrą. I znów było mi przykro, bo nie mam pretensji, że spotyka się z rodziną, tylko o to, że o tym nie mówi- znów nie uwzględnia mnie. I tak własnie ja nie wspomniałam o tym od razu a on nie powiedział, że to go wkurza, że czuje, że zaczynam go ograniczać, a to błędny wniosek bo nie mam nic przeciwko... Widzicie, takie prostee, tylko potrzeba rozmowy. W tym szkopuł- boję się, że on stwerdzi, że nie ma szans na to żebym przestała się złościć duperelami... Mimo wszystko nie powinien od razu chcieć przerwy tylko najpierw ze mną pogadać. Ja na prawdę nie chcę go krzywdzić. Ani siebie. Chcę bardzo z nim być. % miesięcy było super a teraz prze 1 miesiąc niesnasek już wszystko rzucać.... nie wiem co on postanowi... I martwie się..
Jestes cudowna kobieta i to jest nie podwazalne dlatego powinnas zrozumiec ze faceci mysla zupelnie inaczej niz my. Jestesmy małostkowe, szczególowe rozdrabniamy sie ze wszystkim, a dla faceta to jest zbyt skaplikowane
To prawda. Wiem, że każdy związek to duża dawka zrozumienia u obojga. Wiem, że jeśli nie będzie chciał nam dać szansy to nie zdziałam nic... Obiecałam mu, że nie będę pisać(tak sama wymyśliłam) i już nie wiem co mam zrobić... Bo tyle mam myśli w głowie.. chyba tlyko list napisze.. i dam mu jak się spotkamy... Kocham go. Teraz czuję co to znaczy się dopasowywać. On tego potrzebuję więc to zrobię jeśli będzie chciał. Tego samego będę wymagać od niego. Jesli będzie chciał....
Już tyle razy o tych przerwach słysze, że ja nie wiem co sie tym facetom dzieje, bo to częściej oni sieją taki zamęt! Kobieta (na ogół) albo zrywa albo próbuje przetwrać kryzys, chwilowe kłopoty ale ROZMAWIAJĄC. Te przerwy to według mnie taka ucieczka od kłopotów, bo jeśli teraz potzrebujecie od siebie odpoczynku, to co będzie za rok, dwa...?
Poza tym słusznie stwierdził facet w Cosmo, który odpowiedział na list babki z podobnym problemem: "tak naprawde to nigdy sie nie dowiesz, co on robił, kiedy Cie przy nim nie było i jak ten czas wykorzystał..."
Co to za pomysł, ta "przerwa"???
Przerwa w czym?
W miłości? Wierności? W pragnieniu bycia z soba w każdej chwili, jak to w prawdziwym uczuciu bywa?
Co ta "przerwa" ma niby przynieść??
Co zmienić?
Skoro facet proponuje jakąś przerwę, to Ty go olej! Zerwij pierwsza i nie pozwól uważać sie za idiotkę tylko dlatego, że darzysz go uczuciem.
Tak, ale to jest trudne. Z resztą wydaje mi się, że czasem trzeba jeszcze zaufać... Ja wiem, że to może mnie boleć jeszcze bardziej, ale w tym momencie nie będę zastanawiać się nad tym co to jest "przerwa". Nie zawsze to ma się wiązać z przerwą od wszystkiego. Raczej przerwa w kontaktach. I wiem, że dla niego raz mogę to znieść. Nie rozumiem tego, ale każdy jest inny. Dla niego mogę zaryzykować. Jeden raz... Mam swój honor.
Jedno co wiem na pewno- mężczyźni nie uznają czegoś takiego jak "przerwa".
Być może ale nie wszyscy. Wiem to po moich kumplach. Jedni się dziwią, inni mówią- poczekaj.
oczywiście zrobisz jak uważasz, ale zastanawiałaś sie co ta przerwa może Wam przynieść dobrego...? Nawet jeśli za Tobą zatęskni to potem znów będziecie ze sobą tyle czasu co teraz do tej magicznej "przerwy" a potem co? Powtórka z rozrywki...?
18 2009-07-21 20:38:26 Ostatnio edytowany przez november (2009-07-26 17:06:33)
nieee.. no cośty. Przerwa mi przyniosła wiele wniosków. Mam nadzieję, że jemu też. Jeśli nie, lub tlyko wniosek o rozstaniu to też tudno. Dam sobie radę:) ale jeśli sie ułoży- to zaznaczę, że nie ma takiej drugiej opcji. Raz-ok, ale u licha, zachowujmy sie jak dorośli:) Staję na nogi:) Na spotkanie się ubiorę ładnie i pójdę tak by wiedział, że może mnie stracić.
hah nie dam po sobie poznać, ż emnie to boli. Tak jak wtedy gdy chciał przerwy.:)
wiecie co, on mi nawet nie złożył życzeń... dziś.. nawet nie odpisał z podziękowaniem za swoje(on miał imieniny wczoraj). Poprosiłam o spotkanie z resztą... a on milczy. Wiem, że to już koniec bo taki ktoś jak on nie zasługuje na nic. Tylko to tak strasznie boli, że zaufałam mu, wierzyłam w to co mówi.. A on mnie tak karze jakbym zrobiła coś strasznego. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Myślałam, że on jest inny. Zostawił mnie bez słowa... jak 16 -latek. To prawda- kamienie nagrzewają się tylko od zewnątrz...
faceci to tchorze... jak nie wiedza co zrobic albo jak rozwiazac problem to uciekaja... chca przerwy na przemyslenia... wyciszenia zeby niby podjac decyzje... to jakas epidemia chyba
moj az wyjechal i przez miesiac sie zastanawia... aja czekam jak glupia... wiem wiem... ale tez sobie ciagle tlumacze ze moze moze... no zobaczymy ale oni juz tak maja
miałam podobnie.. też ze mną nie rozmawiał tylko jak coś to "przerwa".. wiem jak strasznie się czujesz...
D. zerwal ze mna w poniedzialek mowiac mi ze mnie nie kocha.. okropne uczucie.. ale wczesniej mielismy kilka przerw i na "jakis czas' pomagały.. teraz żałuję że nie pogadaliśmy poważnie o tym.. bo jest już za późno.. wtedy ta przerwa mogła coś dać a teraz... ;/
;* ;* ;*
współczuje Wam bardzo, bo te chłopy niektóre to rozumu chyba nie mają
i zdania nie zmienie, że te "przerwy" to tylko ucieczki od problemów i o ile Wy coś z tego wynosicie to taki tekst z ust faceta to początek końca...
oczywiscie ze ucieczki... ale jak sie kogos bardzo kocha to.... ciezko tak odrazu sobie uswiadomic koniec... i zamknac za soba drzwi, zreszta zawsze jest szansa, zawsze
kumo, to prawda, że nadzieja umiera ostatnia, ale znasz jakieś pary, które ta "przerwa" uzdrowiła...? Bo ja na przykład ani jednej... Jeśli sie z drugą połówką nie rozmawia o problemach to jest ich coraz więcej i zaczynają sie nawartswiać i najczęściej wtedy facet - tchórz zaczyna panikować i kombinować jakby, co by, byle żeby już mieć święty spokój, chociaż na chwile...i o ile coś jednak do niego dotrze (tak jak w przypadku "niebieskiej" z poprzednich postów) to kiedy znów sie czuje zagrożony zaczyna sie pomysł przerwy i znów i znów i znów...
ale czasem sa sytuacje ze kazdy z nas sie gubi... i znam pary ktore przetrwaly... wlasnie bede bawic sie na ich weselu... 4 lata im to zajeło... az wreszcie udalo sie... wiem ze rozmowy sa wazne ale czasem warto odejsc na bok i przemyslec zeby wiedziec na czym sie stoi i czego sie pragnie
Byc moze odrobina racjonalizacji tego co sie stalo pomoze.. Macie oboje ok 26 lat , to jest taki czas w zyciu gdy (zwlaszcza po pewnym okresie bycia razem) kazdy zwiazek ulega krytycznej ocenie przez oboje partnerow. Bowiem zadne z Was nie robi sie mlodsze i blizszej lub dalszej perspektywie (bardzo duzo zalezy od wychowania i indywidualnego podejscia do tych spraw i czy komus sie spieszy) planuje sie wspolna przyszlosc lub nie. Tego rodzaju spiecia jakie opisalas, ich przebieg, wzajemne reakcje daja wiele do myslenia, sugeruja czego mozna sie spodziewac w przyszlosci od partnera. To ze Twoj facet prosi o przerwe, w moim odczuciu oznacza ze jest rozdarty miedzy faktem ze Cie kocha (vide jego zachowanie przed "przerwa") a rozsadkiem i instynktem samozachowawczym ktory ostrzega go ze takie sytuacje beda sie powtarzac w przyszlosci i ze lepiej zakonczyc zwiazek wczesniej niz pozniej, kiedy bedzie bardziej bolec, a i stawka (wspolne plany) bedzie wieksza.
Wiecie dlaczego zaden facet nie chce sie zenic? Po zyje w przekonaniu (zapewne pewnego rodzaju atawizm i resztka naturalnego instynktu) ze byc moze za zakretem , za miesiac , za rok pozna partnerke pozabawiona niedoskonalosci obecnej. Swietnie to ubral w anegdote Jerry Seinfeld w ktoryms z programow - Facet jedzie noca po autostradzie i mija kolejne hostele , przystanie z ktorych machaja do niego rozne panie , mimo ze jest zmeczony bo wydaje mu sie na kolejnej bedzie cos czego do tej pory nie spotkal i co go zachwyci jeszcze bardziej.
Przepraszam , troszke sie rozpisalem, przedstawiona opinia jest subiektywna , sam przez tego rodzaju sytuacje przechodzilem (tak , z mojej inicjatywy) i mam wrazenie ze moge sie do tego odniesc.
Mam nadzieje ze u Ciebie sprawa znajdzie szczesliwy final.
Trzymaj sie , wiem ze nie jest latwo.
Byc moze odrobina racjonalizacji tego co sie stalo pomoze.. Macie oboje ok 26 lat , to jest taki czas w zyciu gdy (zwlaszcza po pewnym okresie bycia razem) kazdy zwiazek ulega krytycznej ocenie przez oboje partnerow. Bowiem zadne z Was nie robi sie mlodsze i blizszej lub dalszej perspektywie (bardzo duzo zalezy od wychowania i indywidualnego podejscia do tych spraw i czy komus sie spieszy) planuje sie wspolna przyszlosc lub nie. Tego rodzaju spiecia jakie opisalas, ich przebieg, wzajemne reakcje daja wiele do myslenia, sugeruja czego mozna sie spodziewac w przyszlosci od partnera. To ze Twoj facet prosi o przerwe, w moim odczuciu oznacza ze jest rozdarty miedzy faktem ze Cie kocha (vide jego zachowanie przed "przerwa") a rozsadkiem i instynktem samozachowawczym ktory ostrzega go ze takie sytuacje beda sie powtarzac w przyszlosci i ze lepiej zakonczyc zwiazek wczesniej niz pozniej, kiedy bedzie bardziej bolec, a i stawka (wspolne plany) bedzie wieksza.
Wiecie dlaczego zaden facet nie chce sie zenic? Po zyje w przekonaniu (zapewne pewnego rodzaju atawizm i resztka naturalnego instynktu) ze byc moze za zakretem , za miesiac , za rok pozna partnerke pozabawiona niedoskonalosci obecnej. Swietnie to ubral w anegdote Jerry Seinfeld w ktoryms z programow - Facet jedzie noca po autostradzie i mija kolejne hostele , przystanie z ktorych machaja do niego rozne panie , mimo ze jest zmeczony bo wydaje mu sie na kolejnej bedzie cos czego do tej pory nie spotkal i co go zachwyci jeszcze bardziej.Przepraszam , troszke sie rozpisalem, przedstawiona opinia jest subiektywna , sam przez tego rodzaju sytuacje przechodzilem (tak , z mojej inicjatywy) i mam wrazenie ze moge sie do tego odniesc.
Mam nadzieje ze u Ciebie sprawa znajdzie szczesliwy final.
Trzymaj sie , wiem ze nie jest latwo.
pieknie ze pokazales na swoim meskim przykladzie... wlasnie faceci jak sa rozdarci robia sobie przerwe zeby wybrac... juz tak macie:)
no to gratuluje im w takim razie wytrwałości, bo na pewno nie zastanawiałabym sie nad byciem z kimś 4 lata, życia mi szkoda... Poza tym sam fakt, że mój facet ma potrzeba odcięcia sie ode mnie na jakiś czas wkurzyłby mnie na tyle, że nie wiem czy byłoby o czym gadać...
Dla mnie bycie z moim A. to podstawa i gdybym pomyślała, że musze zastanowić sie nad tym, czego pragne w życiu to wiedziałabym, że nie ma sensu marnować naszego wspólnego czasu, bo jego stawiam na pierwszym miejscu.
zazdroszcze ci... ale nie zawsze zycie jest dla kazdego łaskawe, sytuacje, ludzie, rodzina... wiele czynnikow nakladajacych sie naraz
nie ma chyba reguły na takie sytuacje
Wiecie dlaczego zaden facet nie chce sie zenic? Po zyje w przekonaniu (zapewne pewnego rodzaju atawizm i resztka naturalnego instynktu) ze byc moze za zakretem , za miesiac , za rok pozna partnerke pozabawiona niedoskonalosci obecnej. Swietnie to ubral w anegdote Jerry Seinfeld w ktoryms z programow - Facet jedzie noca po autostradzie i mija kolejne hostele , przystanie z ktorych machaja do niego rozne panie , mimo ze jest zmeczony bo wydaje mu sie na kolejnej bedzie cos czego do tej pory nie spotkal i co go zachwyci jeszcze bardziej.
Numenorian, a myślisz, że kobieta nie zastanwia sie czym nieprzyjemnym może ją zaskoczyć jej facet, kiedy postanowią sie pobrać...? Bo właśnie na tym to polega, że kiedy dwoje ludzi planuje być ze sobą przez całe życie to chodzi też o pokonywanie przeszkód a nie bezpieczne ich wyminięcie, bo skoro nie ma ślubu to można sie ewakuować...
I wybacz, ale myślenie, że "może za zakrętem znajde kobiete lepszą od obecnej" świadczy tylko o dażeniu ją miernym uczuciem...
bardzo miernym... kobiety inaczej jednak kochaja...
Kumo, zapewniam ze my tez kochamy, ale z przyczyn czysto biologicznych to kobietom bardziej sie spieszy, w efekcie czego na na nas jest presja jesli chodzi o dokonywanie wyboru zyciowego partnera.
Kocur1507 ,jesli chodzi o pokonywanie przeszkod to sie jak najbardziej zgadzam, ale maja to byc przeszkody ktore mozna przezwyciezyc a nie perspektywa wieloletniego uzerania sie z charakterem partnera. Nic na sile. Love conquers all sprawdza sie tylko w literaturze i kinie.
Apropos zakretu i ciaglym poszukiwaniu , nie mowie ze takie podejscie jest romantyczne , ale taki wlasnie mechanizm natura w nas wyksztalcila.
W przelozeniu na bezwzgledny jezyk biologii , celem jest znalezienie idealnego materialu na matke dla przyszlych dzieci, a jednoczesnie partnerke na cale zycie.
Kumo, zapewniam ze my tez kochamy, ale z przyczyn czysto biologicznych to kobietom bardziej sie spieszy, w efekcie czego na na nas jest presja jesli chodzi o dokonywanie wyboru zyciowego partnera.
Kocur1507 ,jesli chodzi o pokonywanie przeszkod to sie jak najbardziej zgadzam, ale maja to byc przeszkody ktore mozna przezwyciezyc a nie perspektywa wieloletniego uzerania sie z charakterem partnera. Nic na sile. Love conquers all sprawdza sie tylko w literaturze i kinie.
Apropos zakretu i ciaglym poszukiwaniu , nie mowie ze takie podejscie jest romantyczne , ale taki wlasnie mechanizm natura w nas wyksztalcila.
W przelozeniu na bezwzgledny jezyk biologii , celem jest znalezienie idealnego materialu na matke dla przyszlych dzieci, a jednoczesnie partnerke na cale zycie.
wiem ze kochacie, a o presji to juz słyszałam wiele razy, tylko czemu najpierw facet tak bardzo chce wspolnego zycia a po roku nagle zaczyna sie zastanawiac nad wszystkim? bo okazalo sie ze nie jest rozowo, ze pojawily sie problemy i nagle jak trzeba cos postanowic to ogon pod siebie i ucieczka... i udawanie ze sie mysli, zastanawia... jak długo tak mozna? albo sie kgos kocha labo nie...
wiem ze kochacie, a o presji to juz słyszałam wiele razy, tylko czemu najpierw facet tak bardzo chce wspolnego zycia a po roku nagle zaczyna sie zastanawiac nad wszystkim? bo okazalo sie ze nie jest rozowo, ze pojawily sie problemy i nagle jak trzeba cos postanowic to ogon pod siebie i ucieczka... i udawanie ze sie mysli, zastanawia... jak długo tak mozna? albo sie kgos kocha labo nie...
dokładnie, to dla mnie chore i ostatnie o czym to świadczy to łączeniu rozsądku z miłością...
Numenorian, jak słysze to gadanie o męskich instynktach, naturze itd to mam odruch wymiotny, bo tak samo powstała teoria, że niby zdrada jest w naturze faceta a jakoś tak nie każdy zdradza i nie dostaje rozdwojenia jazni... ![]()
kumo napisał/a:wiem ze kochacie, a o presji to juz słyszałam wiele razy, tylko czemu najpierw facet tak bardzo chce wspolnego zycia a po roku nagle zaczyna sie zastanawiac nad wszystkim? bo okazalo sie ze nie jest rozowo, ze pojawily sie problemy i nagle jak trzeba cos postanowic to ogon pod siebie i ucieczka... i udawanie ze sie mysli, zastanawia... jak długo tak mozna? albo sie kgos kocha labo nie...
dokładnie, to dla mnie chore i ostatnie o czym to świadczy to łączeniu rozsądku z miłością...
Numenorian, jak słysze to gadanie o męskich instynktach, naturze itd to mam odruch wymiotny, bo tak samo powstała teoria, że niby zdrada jest w naturze faceta a jakoś tak nie każdy zdradza i nie dostaje rozdwojenia jazni...
ja to powiem na koniec: nie rozumiem facetow, niestety... i zakazdym razem jak probowalam to i tak słyszalam : i tak nie zrozumiesz, ja jestem biedny i nieszczesliwy, musze sie odnalesc a ty sobie siedz i czekaj... przerabiam to na wlasnej skorze... czekam a on?...amen
kocur1507 , czy ja napisalem cos o zdradzie? Nie sadze zeby byla w naturze mezczyzn, jesli juz o tym mowa. Uwazam ze gdy juz do niej dochodzi to jest to porazka , dla obojga partnerow. Wiesz czego jest to efektem? Wlasnie zwiazkow powstalych i zalegalizowanych zbyt pochopnie. Co masz na mysli piszac ze po roku facet zmienia zdanie? Czy uwazasz ze rok to duzo czasu na wzajemne poznanie sie? TO JEST BARDZO MALO. Przynajmniej rok to trzeba ze soba mieszkac zeby w ogole zaczac myslec o wspolnej przyszlosci. Po to wlasnie zeby sie poznac , dotrzec i okreslic gdzie przebiega linia kompromisu w pewnych sprawach , po to by poznac wady partnera i przekonac sie czy da sie z nimi zyc... Decyzja o rozstaniu po pewnym czasie wynika wlasnie z tych poczynionych przez ten czas obserwacji , lepiej sie rozstac po roku niz po 10 latach klotni z dzieciakiem i wspolnym kredytem hipotecznym na glowie.
A facetow ktorzy po miesiacu albo dwoch mowia o milosci i snuja niewiadomo jakie plany proponuje omijac szerokim lukiem bo sa najwyrazniej niespelna rozumu albo sa prymitywnymi dupkami wykorzystujacymi kobiety uzywajac slowa na "m" zamiast gry wstepnej.
Kumo, wszystko co jest potrzebne do zrozumienia facetow (choc odnosi sie to raczej o tych o pewnym poziomie etyczno-intelektualnym) napisalem w tych paru postach. Kobiety powinny czasem zachowywac sie jak my i aktywnie szukac partnera, a nie ograniczac sie do roli ofiary bo nikomu , a zwlaszcza kobietom to nie sluzy.
Pozdrawiam
Numenorian, a ja muszę przyznać, że bardzo polubiłam Twoje posty. I potrafię zrozumieć Twój punkt widzenia, mimo bycia "po drugiej stronie barykady". Zgadzam się z tym, że ludzie dokonują pewnego bilansu i decyzja o tym, czego się oczekuje, a czego zaakceptować u partnera się nie da jest jedną z trudniejszych. My, drogie kobietki, przecież też tak robimy - ile to razy na forum pocieszamy jedna drugą "Dobrze, że teraz, bo co by było, gdybyś za niego wyszła?".
W 100% zgadzam się też z porównaniem do hosteli przy drodze - jest wielu ludzi, którzy będąc w związku z X zarzekają się, że nie mają w planach ożenku, że to nie jest ich pora, po czym pół roku po zakończeniu relacji stają na ślubnym kobiercu z Y. Można było? Tak, ale podświadomie się czuło, że nie z tą osobą.
"Prośba o przerwę" jest pewną sytuacją, w której my także powinnyśmy dokonać wyboru. Nie każda z nas chce być odstawiana na półkę, gdy coś się nie układa - tutaj właśnie mój instynkt samozachowawczy podpowiadałby mi, że takie sytuacje mogą się powtarzać. A ponieważ każda z nich jest bolesna, zastanowiłabym się, czy chcę przeżywać takie rozterki, huśtawki, wahania nastrojów - czy chcę cierpieć w niepewności.
Konkluzja: nie czekam. Ale to ja.
Yvette, dziekuje za zrozumienie.
Szczerze opisalem pewne podstawowe zaleznosci , ktore mimo ze akcentuja rozsadek to wcale nie stoja w sprzecznosci z miloscia , a raczej ja uzupelniaja i nadaja miedzyludzkiej interakcji dramatyzmu (pozadanego lub nie
gdy stajemy przed tymi trudnymi decyzjami o ktorych wspomnialas. Dramaturgia wzrasta , poniewaz osoba ta dalej jest droga naszemu sercu , a jednak jesli wiemy ze dany uklad nie ma przyszlosci to lepiej bedzie dla obojga jesli przestanie istniec. Takie jest zycie. A mamy tylko jedno.
Pozdrawiam
Witam.
Jeżeli chodzi o " przerwy" w związku to jedno jest pewne.......facet szuka nowej kobiety....jeżeli sie kocha to nie ucieka sie od problemów....Mój mąż pare lat temu stwierdził że musimy sie rozstać na jakiś czas....więc zgodziłam sie bo mieliśmy ciężki okres......a po pewnym czasie okazało sie że facet poprostu chciał wolności....zaczeły sie imprezy ...panienki....poprostu facet emocjonalnie zwichnięty.....sam nie wie co chce.....ale moim zdaniem jeżeli dochodzi do tzw. "przerw" to znaczy że z naszego związku wcześniej czy póżniej nic nie bedzie.
Właśnie nie rozumiem czegoś takiego jak przerwa w związku!!!Co to w ogóle ma znaczyć... albo się z kimś jest na dobre i na złe albo nie jest się wcale...
Przerwy nie rozumiem ale jestem w stanie zrozumieć, że po kłótni jedna ze stron może chcieć zaszyć się gdzieś i wszystko przemyśleć. Ja tak mam - że potrzebuję wtedy pojechać do mamy, usiąść sama w ogrodzie i zastanowić się czego sama chcę dalej.
Jeśli jednak przerwa w wypadku november trwa już ileś tygodni a chłopak się do niej kompletnie nie odzywa nawet pół słowem... to chyba pomału przestaje już być na co liczyć. Szczęście w nieszczęściu takie, że jeszcze trochę a dziewczyna całkiem o nim zapomni, a jak on się odezwie (łaskawie!) po miesiącu czy dwóch to mu powie aby się bujał... i tyle.
a jak ktos przemysla wszystko ale sie spotyka, rozmawia, pokazuje uczucia ale nie chce o powaznych sprawach zabierac głosu bo mowi ze chce chwile to przemyslec?
Numenorian, masz rację, może tak byś, że facet miał dylemat.(piszę w czasie przeszłym bo dla mnie to już koniec). Ale to był pierwszy problem jaki sie pojawił w naszym związku. I ostatni. Dla mnie jest jasne, że należy rozmawiać, kiedy coś nie jest w porządku. Dzielę wady na takie, które się akceptuje i takie, o których się rozmawia(by coś poprawić). Pierwsze oczywiście normalnie wkurzają, ale nie mogą być przyczyną rozpadu związku, bo dla mnie to wynika też z akceptacji kogoś. Niestety nie wszystko da się zmienić na lepsze, bo charakter też wchodzi w grę. My byliśmy ze sobą pół roku, ale mówiliśmy sobie "kocham" dlatego wiedziałam, że zanim coś się stanie, pogadamy. Ja będąc z nim na prawdę się starałam i wierzcie mi- jego ważne powody mogła rozwiązać jedna rozmowa. Ale J. strasznie się trudno otwierał. Powiem tyle: zaskoczona byłam i bolało bardzo, że potraktował mnie w ten sposób. Odradzam "przerwy". Teraz wiem, że on nie chciał już rozmawiac o niczym. Kiedy prosił o przerwę wiedział, że już się nie spotkamy. A ja się łudziłam... On mnie nie mógł kochać. Rozstanie gdy się kocha jest możliwe... ale po próbach, rozmowach... walce. A nie tak sobie.
U mnie nie będzie już finału szczęśliwego. No bo jak mam interpretować brak odzewu z jego strony? Prosze o spotkanie, bo milczenie nie ma sensu a on nic. Z resztą pisałam o tym gdzieś wcześniej. Zbieram się do kupy. Żałuję tylko wszystkich słów. Czasu. Zabrał mi nawet dobre wspomnienie o sobie. Dla mnie to jak sen.
Jak się cały czas spotyka a nie chce rozmawiać to bezsens kompletny i niedojrzałość...
To jest tak, że ja nie chciałam z niego wyciągać nic. Nie wypytywałam o byłe związki. Ale w rozmowach mimochodem gdzieś padały jakieś słowa: jak widzę przyszłość, że on wie, że trzeba się docierać, pracować nad związkiem... I wtedy się cieszyłam. Czułam, ze to dojrzały facet, z którym wzajemnie będziemy się wspierać... być. Zaniepokoiło mnie raz gdy powiedział, że zostawił kiedyś dziewczynę bez słowa bo "chrumkała jak prosiak" jak się śmiała. Wkurzyłam się i skomentowałam to odpowiednio. Ale on zaraz dodał, ze był wtedy głupi... I te powody, dla których mnie zostawił są takie same jak "chrumkanie".
Nie sądziłam, że to sie tak zakończy. Kilka miesięcy temu były takie sytuacje po których ja miałam dość. Ale choć jeszcze byłam bardzo zdystansowana i rzeczywiście łatwo byłoby powiedzieć papa, zaczęłam rozmowę. Nic nie dała. Zrobił to samo. Dałam mu 2 szansę. I wtedy powiedział tylko, ze nie chce bym się tak czuła przez niego i, że mu zależy. Wtedy uwierzyłam, że być może jest mu trudno mówić o uczuciach, ale jak będzie coś nie tak to powie o tym. heheh ale byłam głupia;D Już nie rozpaczam. Nawet epitetów mi szkoda:)
Dzielna Dziewczyna. Nazajutrz zawsze wstaje nowy dzien.. ![]()
Powodzenia
46 2009-07-30 19:21:47 Ostatnio edytowany przez kocur1507 (2009-07-30 19:34:07)
kocur1507 , czy ja napisalem cos o zdradzie? Nie sadze zeby byla w naturze mezczyzn, jesli juz o tym mowa. Uwazam ze gdy juz do niej dochodzi to jest to porazka , dla obojga partnerow. Wiesz czego jest to efektem? Wlasnie zwiazkow powstalych i zalegalizowanych zbyt pochopnie.
nic nie pisałeś o zdradzie ale podałam tylko przykład wymówki co do "męskiego instynktu". Mam zupełnie inne podejście co do zalegalizowania związku czy nawet życiu "na kocią łape", bo jeśli mam zamiar zdradzić / zdradzam / zdradziłam to kończe związek a nie ranie drugiej osoby tłumacząc sobie, że moje małżeństwo czy związek to porażka...
Co masz na mysli piszac ze po roku facet zmienia zdanie? Czy uwazasz ze rok to duzo czasu na wzajemne poznanie sie? TO JEST BARDZO MALO. Przynajmniej rok to trzeba ze soba mieszkac zeby w ogole zaczac myslec o wspolnej przyszlosci. Po to wlasnie zeby sie poznac , dotrzec i okreslic gdzie przebiega linia kompromisu w pewnych sprawach , po to by poznac wady partnera i przekonac sie czy da sie z nimi zyc... Decyzja o rozstaniu po pewnym czasie wynika wlasnie z tych poczynionych przez ten czas obserwacji , lepiej sie rozstac po roku niz po 10 latach klotni z dzieciakiem i wspolnym kredytem hipotecznym na glowie.
nie mówie wcale, że rok to dużo, bo na przestrzeni całego życia to kropla w morzu, ale kumo chodziło raczej o to, że facet po roku zaczął szukać ucieczki, bo zaczęły sie problemy, które przecież żadnej pary nie miną... Co innego gdyby chciał sie rostać i spojrzał prawdzie w oczy mówiąc kobiecie jak jest i że nie chce z nią być.
facet po roku zaczął szukać ucieczki, bo zaczęły sie problemy, które przecież żadnej pary nie miną... Co innego gdyby chciał sie rostać i spojrzał prawdzie w oczy mówiąc kobiecie jak jest i że nie chce z nią być.
No tak, w tym rzecz, jemu się nie chciało najnormalniej. Trudno w to uwierzyć jeśli facet mówi, że kocha;D Gdybym wiedziała wcześniej, że jak pojawi się nam pierwszy problem to on schowa głowę w piasek?;D Gdybym wiedziała... no właśnie "gdybym". Bez sensu marnować na to czas;p
No tak, w tym rzecz, jemu się nie chciało najnormalniej. Trudno w to uwierzyć jeśli facet mówi, że kocha;D Gdybym wiedziała wcześniej, że jak pojawi się nam pierwszy problem to on schowa głowę w piasek?;D Gdybym wiedziała... no właśnie "gdybym". Bez sensu marnować na to czas;p
Masz racje i dlatego trzeba bardziej patrzeć na czyny niż słowa (sama wiem, że to trudne), bo co z tego, że mówi "kocham" skoro tak łatwo sie poddaje... Takie kryzysy i problemy w związku pojawiają sie chyba po to, żeby wyłuskać partnerów zaangażowanych w związek równie mocno, także przynajmniej wiesz na czym stoisz ![]()
nic nie pisałeś o zdradzie ale podałam tylko przykład wymówki co do "męskiego instynktu". Mam zupełnie inne podejście co do zalegalizowania związku czy nawet życiu "na kocią łape", bo jeśli mam zamiar zdradzić / zdradzam / zdradziłam to kończe związek a nie ranie drugiej osoby tłumacząc sobie, że moje małżeństwo czy związek to porażka...
Alez ja sie z Toba jak najbardziej zgadzam w tym apekcie , stwierdzenie ze to porazka to najwyzej wniosek z perspektywy czasu, a najbardziej ludzkim i rozsadnym rozwiazaniem jest wlasnie zakonczenie zwiazku jesli dochodzi do sytuacji (niewiernosci) ktora opisujesz.
Postapil bym w takiej sytuacji podobnie ja Ty.
Wracajac do moich wyjasnien, ktore moga byc odebrane jako proba usprawiedliwiania faceta z ktorym (na szczescie) November zakonczyla znajomosc, chcialem tylko naswietlic tok myslenia mezczyzny w takiej sytuacji, ktory mozesz mi wierzyc jest cholernie zagubiony, rozdarty i nie jest mu latwo podjac definitywna decyzje. W efekcie jego postepowanie czasem moze byc pozbawione zdecydowania co w konsekwencji doprowadza kobiete (jak November) do fatalnego stanu psychicznego gdyz jest zawieszona w prozni oczekujac na rozwiazanie sytuacji. Sytuacja jest wtedy generalnie niewesola i w zaleznosci od charakteru i kompatybilnosci obojga ulega rozwiazaniu predzej czy pozniej - predzej wydaje sie lepsze dla kobiety ,a facet byc moze liczy na to ze poczekanie dluzej (bez widywania sie) pozwoli mu zdefiniowac jakie w zasadzie uczucia zywi dla partnerki.
Podkreslam, nie usprawiedliwiam tu nikogo, a jedynie nakreslam prawdopodobny tok rozumowania (choc rozum to tylko czesc rowniania).
Pozdrawiam
Zgadzam się całkowicie z Numenorianem (masz trudny nick tak na marginesie
)
Doskonale przedstawił on rozumowanie faceta w takiej sytuacji.
Ja przekonałam się na własnej skórze jak ciężka to sytuacja dla obojga partnerów.
I wiem też jedno - nigdy więcej takich rozwiązań.... bo ból jest straszny i psycha siada kompletnie.
jest cholernie zagubiony, rozdarty i nie jest mu latwo podjac definitywna decyzje. W efekcie jego postepowanie czasem moze byc pozbawione zdecydowania
Nie sądzę... zagubiony byłby, gdyby się zastanawiał. Jak można szukać odpowiedzi na dręczące pytania jeśli nawet nie porusza się wątpliwości z osobą najbardziej zainteresowaną?... Przecież ja nawet nie wiem w zasadzie- sama gdybam- dlaczego on mnie zostawił... nie powiedział praktycznie nic. No bo soryy- pisałam wczesniej- jeśli ja dla połechtania jego ego męskiego mówię głosem kociaka byśmy pojechali do mnie. On mówi nie a ja znowu to samo, już bardziej żeby mu było miło, a on tu widzi powód rozstania, bo nie słucham co on mowi! ;/ to dla mnie to zwykły wykręt... i on wtedy widział, że to takie przekomarzanie się. A nagle uznał, że nie dogadujemy się. To ma być powód?
On sobie tak ot podjął decyzję. Nie był rozdarty. Zastanawiał by się pewnie, próbował ze mną coś wyjaśnić... a tu nic... Tak nie robi rozdarty człowiek;D Tak mi sie wydaje. Mam nadzieję, że odzyskając po tym wszystkim rozum nie zjawi się u mnie pogadać. Dostałby kopa;D
Jak można szukać odpowiedzi na dręczące pytania jeśli nawet nie porusza się wątpliwości z osobą najbardziej zainteresowaną?...
Właśnie też tego nie moge pojąć...
jeśli ja dla połechtania jego ego męskiego mówię głosem kociaka byśmy pojechali do mnie. On mówi nie a ja znowu to samo, już bardziej żeby mu było miło, a on tu widzi powód rozstania, bo nie słucham co on mowi! ;/ to dla mnie to zwykły wykręt... i on wtedy widział, że to takie przekomarzanie się. A nagle uznał, że nie dogadujemy się. To ma być powód?
jak sie chce znalezc powód to sie go znajdzie, bo jak wiadomo dla chcącego nic trudnego no i właściwie wtedy każdy powód jest dobry... ![]()
dokładnie. To tak jakby koś przeprowadzał proces sądowy i nawet nie spisał zeznań oskarżonego. Postawił mnie pod ścianą i zastrzelił;/ To nie było fair. Nie znałam tego człowieka i tyle. Wydawał mi sie bliski.
Nie sądzę... zagubiony byłby, gdyby się zastanawiał. Jak można szukać odpowiedzi na dręczące pytania jeśli nawet nie porusza się wątpliwości z osobą najbardziej zainteresowaną?... Przecież ja nawet nie wiem w zasadzie- sama gdybam- dlaczego on mnie zostawił... nie powiedział praktycznie nic. No bo soryy- pisałam wczesniej- jeśli ja dla połechtania jego ego męskiego mówię głosem kociaka byśmy pojechali do mnie. On mówi nie a ja znowu to samo, już bardziej żeby mu było miło, a on tu widzi powód rozstania, bo nie słucham co on mowi! ;/ to dla mnie to zwykły wykręt... i on wtedy widział, że to takie przekomarzanie się. A nagle uznał, że nie dogadujemy się. To ma być powód?
On sobie tak ot podjął decyzję. Nie był rozdarty. Zastanawiał by się pewnie, próbował ze mną coś wyjaśnić... a tu nic... Tak nie robi rozdarty człowiek;D Tak mi sie wydaje. Mam nadzieję, że odzyskając po tym wszystkim rozum nie zjawi się u mnie pogadać. Dostałby kopa;D
November, wlasnie na tym polega problem w takiej sytuacji ze odpowiedzi na pytanie o przyszlosc zwiazku facet nie szuka (bo nie znajdzie) w rozmowie z partnerka (jakkolwiek irracjonalnie to brzmi) , a wylacznie w swoim sercu i glowie. Wszystkie argumenty za i przeciw juz dawno znalazly miejsce w jego glowie. Jego reakcja na Twoje przesycone zmyslowoscia zachowanie i glos jednoznacznie sugeruje, ze on tak naprawde nie wiedzial jak powiedziec to co jest w takiej sytuacji najtrudniejsze. Tak , faceci naprawde nie sa zrobieni z kamienia i zwlaszcza w takich sytuacjach sa zupelnie bezradni gdy trzeba ubrac w slowa mysli z jakimi sie nosza od jakiegos czasu.
Nawet gdy konczymy zwiazek, zawsze pozostaje w nas czesc tej kobiety z ktora sie rozstalismy, bo piekne chwile i wspaniale aspekty bycia razem pozostaja na zawsze wyryte w naszej psyche. Poza tym trudno nam ocenic jakie zachowanie w takiej sytuacji bedzie najbardziej stosowne. Mysle ze po czesci boimy sie emocjonalnosci kobiet, byc moze liczymy ze to partnerka na podstawie naszego oschlego i zdystansowanego zachowania dojdzie do wnioskow jakie nam samym trudno wyartykulowac.. Tak mi sie wydaje.
Nie wiem ktory raz , ale znowu
podkreslam ze nikogo nie usprawiedliwiam bo oczywiste jest z punktu widzenia kobiety jasne postawienie sytuacji , no ale na tym polega wyjatkowosc sfery uczuc i emocji ze racjonalne rozwiazania rzadko sa tym co pierwsze przychodzi do glowy.
Najwazniejsze ze masz to juz za soba i mozesz isc dalej.
Pozdrawiam
55 2009-07-31 15:00:18 Ostatnio edytowany przez november (2009-07-31 15:01:35)
No tak, tylko po nim nie było nic widać... Obydwoje wiedzieliśmy, że to żarty. J. miał wtedy kontuzję kręgosłupa i ledwo stał na nogach, więc "przejażdżka" do mnie na drugi koniec miasta całkowicie nie wchodziła w grę. Obydwoje o tym wiedzieliśmy. Nie było tu nic z unikania mnie albo jakichś tematów. Bo tego dnia był czuły, przytulaliśmy się jak zawsze. Całował moje stopy. Mówił, co czuje a wieczorem po naszej ostatniej sprzeczce też powiedział, że chce być ze mną. Stąd widzę, że to jest jakiś durny powód, który był mu potrzebny.
To jedna sprawa, że facet czegoś nie umie wyartykułować, a druga, że koniecznie trzeba się do tego zmusić bo to jest jeszcze gorsze milczeć. Mówisz tak jako facet- ok., nie twierdzę, że wy nie czujecie. Ja mówię, że nam jest tak samo trudno mówić o takich sprawach. Ale tylko rozmowa do czegoś prowadzi. A jego ?za i przeciw? jakie sobie w głowie zrobił były bez sensu, bo nie zostały skonfrontowane z tym co ja myślałam, czułam. Bo związek niestety nie polega na ukrywaniu prawdy. Gdyby cokolwiek mi powiedział to przynajmniej zachowałabym szacunek do niego. Z resztą.. niby bał się powiedzieć, że mnie nie kocha już a nie sprawiło mu problemu powiedzieć, że chce przerwy i już zamilknąć? Dał mi nadzieje. Zrobił to świadomie. Dla mnie to tchórzostwo. I to właśnie krytykuję. Ja nie znałam prawdy- powodów. To ja cierpiałam, szukałam błędów u siebie. Obwiniałam się, płakałam. Ja prosiłam o rozmowę. On milczał?
Jestem zdania, że niestety ale mimo tego, że trudno powiedzieć o uczuciach czy ich zmianie, wypaleniu, ale należy to zrobić przynajmniej z szacunku dla drugiej osoby. Ale rzecz w tym, że my byliśmy szczęśliwi. I on też? To było widać. Dlatego mój wniosek-albo on dobrze grał od początku, dlatego takie zachowanie mu nie sprawiło trudności, albo po prostu jest gnojkiem?
November, mysle ze Twoje wnioski sa niestety sluszne.. Jesli facet zachowuje sie tak jak zawsze (nieskrepowany kontakt fizyczny) , a chwile pozniej prosi o przerwe to jest niepowazny. Przerwa nie polega na bezwzglednym nieodzywaniu sie przez nieokreslony okres czasu gdyz jest to nieludzkie to partnerki ktora czeka na "wyrok". Wydaje mi sie ze wystapila zasadnicza roznica w stopniu zaangazowania sie Was obojga. Rozstanie sie jest najzdrowszym rozwiazaniem.
Dobrze ze dalas sobie z tym spokoj, szkoda czasu i zycia. Time to move on.
Pozdrawiam
57 2009-08-04 15:58:49 Ostatnio edytowany przez november (2009-08-12 19:48:22)
Dzięki:)
Ponieważ wątek wysycha, -co jest normalne- chciałam napisać na koniec coś co może kiedyś przeczytają dziewczyny, mające problem taki jak ja półtora miesiąca temu...
Otóż okazało się ostatnio, że mój były J. nie mnie pierwszą tak potraktował. To jego sposób na życie- nagłe urywanie kontaktu. Okazuje się, że można być dzieckiem mając 26 lat. Lepsze to to, że jego brat postępuje podobnie. Widać, że to szerszy problem. Najlepsze jest to, że on rozmawiając z kimś powiedział, że "znudziło mu się". Nawet nie zastanowił się, że ja coś czuję, że to boli. Może nawet on sobie nie zdaje sprawy, że to rani. Tylko tak się bawi;/.;D Na szczęście dziewczyna wykazała się solidarnością ze mną, znając go i widząc jaki jest okrutny- choć to jego prawie siostra, bo znają się od dzieciństwa. Powiedziała mi trochę na temat jego związków i tego, że zawsze tak traktował kobiety. Podobno nawet mówił o mnie, że ja to już "ta jedyna". Ale okazuje się, że o ślubie i przyszłości rozmawiał też z byłymi. Najdłuższy związek to nie cały rok, a reszta przelotne znajomości. Mną znudził się po pół roku.
Dziewczyny, jeśli nawet facet wydaje się zakochany, jednego dnia wyznaje głębokie uczucia a następnego chce przerwy to najnormalniej niedojrzały typ... Nie chciejcie wracać, nie myślcie, że to w Was jest coś nie tak. Słuchajcie siebie! I jeśli coś Wam podpowiada, że uczucia wyznane po 4 miesiącach nie są prawdziwe, nie traćcie dystansu... Kobieta przeanalizuje taki "związek", wyciągnie wnioski i pójdzie dalej a facet z syndromem Piotrusia Pana zostanie w tym samym miejscu.![]()
Witam wszystkich. Mam podobny problem
Jestem z chłopakiem prawie 4 lata ostatnio nie układało się za dobrze między nami, mam bardzo trudny charakter, bywam zazdrosna i robię problemy z byle czego... nigdy nie chciałam taka być i zawsze starałam się to w sobie zmienić ale jakoś mi to nie wychodziło. i cierpiał na tym nasz związek. ostatnio robiłam się coraz gorsza i za każdym razem obiecałam że się zmienię ( że nie będę wkurzała się np. o to że nie może wyjść ) wiem jestem beznadziejna ( jak można się o takie coś wkurzać ) i ostatnio powiedział mi że on mi już nie może zaufać jak mówię że się zmienię bo wie że dalej będę robiła to samo. i powiedział mi że mnie kocha i nie chce się rozstać ale żebyśmy sobie zrobili tygodniową przerwę na zastanowienie, że musi sobie przemyśleć kilka spraw których nie jest pewien
ja Go bardzo kocham i wiem że on mnie też ale boję się że może on jak się zastanowi przez ten tydzień dojdzie do wniosku że nie chcę być ze mną ...Że po co ma być z dziewczyną która się ciągle o coś wkurza i robi problemy i go kontroluje
Tego się najbardziej boję.ja nie chce być taka i nawet teraz postanowiłam że się zmienię. Szanuje jego decyzję bo wiem że on potrzebuję chwili spokoju ode mnie tylko wiecie jak to jest czekać i martwić się. Mam też nadzieję że po tym tygodniu spotkamy się i będzie naprawdę lepiej między nami . Ja sobie wszystko przemyślę moje zachowanie i to co robiłam. powiedzcie mi czy on chce ze mną zerwać ??? dlaczego akurat tak musiało być ? czy chłopak chcąc przerwy ma już naprawdę wszystkiego dość czy istnieję jeszcze jakaś szansa żeby wszystko było dobrze ?? ![]()
proszę o odpowiedź ![]()
Trudno chyba jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć, to zależy od związku i od tego czy chcecie go ratować, chociaż efekt nie jest nigdy pewny(tu na forum większość z historii, które czytałam kończyły się rozstaniem, ale bywały i takie że ludzie do siebie wracali już na stałe). Ja mogę Ci tylko powiedzieć na swoim przykładzie, że mój chłopak również wpadł na taki pomysł(chociaż u nas to już bardziej skomplikowana sytuacja była), ja jednak nie byłam gotowa na zerwanie kontaktu(pomimo tego, że formalnie ciągle byliśmy w związku) i chociaż się nie widywaliśmy to codziennie rozmawialiśmy przez telefon, dopiero po pewnym czasie odpuściłam na kilka dni, on też nie dzwonił i po tych paru dniach powiedział mi, że sam miał zadzwonić(wyprzedziłam go o jakieś 2h z tego co mówił) i że bardzo się ucieszył jak mnie wreszcie usłyszał, potem doszłam do wniosku, że co to za związek bez widywania się(nie powiem, że nie pomogły mi w tym posty Dziewczyn tutaj), i że mało prawdopodobne iż ta przerwa pomoże mu podjąć jakąś decyzje(miał wątpliwości co do swoich uczuć) więc zdecydowaliśmy(ja wyszłam z inicjatywą) że będziemy się spotykać i powoli budować na nowo nasz związek i zobaczymy gdzie to nas doprowadzi. Tak więc na dzień dzisiejszy jesteśmy na etapie "budowania", a ta przerwa, ale jedynie w sensie niewidywania pomogła w tym, że przy spotkaniu mogłam już z nim swobodnie rozmawiać. Niemniej jednak podczas niej stałam się bardziej czujna i zaczęłam go sprawdzać i dzięki temu odkryłam parę jego kłamstw, które trochę inne światło rzuciły na niego jako faceta(w czasie tej przerwy zaczął rozwijać kontakt z jedną z koleżanek, która jak później się okazało się z kimś spotyka, ale on o tym wcześniej nie wiedział, cały czas twierdził że dla niego to tylko koleżanka i pisał do niej na gg okłamując mnie, że tego nie robi, a ja miałam przeczucie, że jeśli tego nie utnie to nie wiadomo w którym kierunku to pójdzie).
Nie znam Twojego faceta, ale być może i u niego chęć tej przerwy wynika z tego, ze zaczął mieć wątpliwości co do swoich uczuć, a może chce tylko dać Ci nauczkę za Twoje zachowanie i pokazać, ze jeśli się naprawdę nie zmienisz to wtedy Cię zostawi? Po tym tygodniu powinnaś się z nim spotkać i szczerze porozmawiać, i jeśli powodem jego zdenerwowania jest Twoja zazdrość to spróbujcie znaleźć jakiś złoty środek, i nie obiecuj że zmienisz się o 180 stopni, bo skoro nie potrafiłaś tego zrobić przez te 4 lata to teraz też Ci to nie wyjdzie, a nawet jeśli się uda to pewnie na krótko i on gdy wrócisz do swojego zachowania może poczuć się oszukany i wtedy Cię zostawi. Postaraj się wypracować z nim jakiś kompromis, że np. nie będziesz mu robić awantury ani go wypytywać jak gdzieś wyjdzie z kolegami(jeśli będzie Ci przeszkadzać, ze byłyby w ich gronie koleżanki to mu to powiedz jasno, że to Cię rani i jeśli Cie kocha to powinien to uszanować; no ale nie wyrzucaj mu jeśli któryś kolega przyprowadzi swoją dziewczynę) tylko niech wcześniej Cię uprzedzi, że gdzieś wychodzi(a jeśli to będzie spotkanie spontaniczne to niech wyśle sms'a że spotkał tego i tego i idą na piwo), i Ty zachowuj się w ten sam sposób. A jak wróci z tego spotkania to nie zmuszaj go do zdawania szczegółowej relacji, możesz ewentualnie zapytać czy spotkanie się udało i nic więcej. Przynajmniej mnie się wydaje takie rozwiązanie lepsze od kolejnych obietnic, których i tak prawdopodobnie nie dotrzymasz.
ewelina102 napisałam Ci e-maila:( możemy tak popisać ??
możemy:) tylko ja za moment wychodze i będę w domu dopiero wieczorem:)
ok ![]()
ewelina102 napisałam Ci e-maila:( możemy tak popisać ??
Droga LENAA, forum jest do publicznych wypowiedzi, a nie przenoszenie sie na kontakt mailowy.
Poza tym, ja jestem w przerwie zwiazkowej od wrzesnia zeszlego roku, a Ty sie martwisz o tydzien?
Mnie w ogóle zabiłaby propozycja zrobienia sobie "przerwy". Nieważne, czy trwa tydzień, czy miesiąc, czy pół roku... Ja nie wytrzymałabym jednego dnia takiego poniżenia, aby jaśniepan wielmożny mógł się zdecydować, czy jednak zasługuję na szansę, czy może nie.
Nie tak swoje problemy rozwiązują dorośli ludzie. Siada się i rozmawia, i albo chcemy pracować nad związkiem, albo kończymy imprezę i nara.