Cześć wszystkim.Ja(20) i mój(już)były chłopak(30) byliśmy prawie rok razem. Miesiąc temu oznajmił mi, że zakochał się w innej.
Nasz związek był udany, dobrze się rozumieliśmy, uwielbialiśmy spędzać czas ze sobą, nigdy się nie nudziliśmy. Przede mną miał 3 mniej lub bardziej udane związki. Ze mną układało się mu najlepiej(sam to często powtarzał). Kłótni i awantur zero. Jemu to bardzo odpowiadało, zresztą mi też. Była miłość, było pożądanie. Z jego kumplami oraz rodziną dogadywałam się świetnie. Wszyscy dookoła widzieli, że jesteśmy szczęśliwi. Aż tu nagle pojawiła się ona. Mój eks poznał ją przez przyjaciela. Dobrze wiedziała, że on jest zajęty. Niestety, po 2 tygodniach(!) znajomości postanowili spróbować być ze sobą. Ze mną zerwał, bo powiedział, że to jest silniejsze od niego i musi z nią spróbować. Coś w nim pękło, dużo myślał o nas i o naszym związku. Żeby było śmieszniej, przeprowadził się do niej. Muszę dodać, że w wakacje widywaliśmy się trochę rzadziej, ponieważ po zak. roku akademickiego wróciłam w rodzinne strony, a on na stałe mieszka w mieście, w którym studiowałam. Gdy ze mną zrywał był szczery, nic przede mną nie ukrywał. Stwierdził, że było mu ze mną fantastycznie, lubi mnie oraz szanuje, ale postąpić inaczej nie może. Zacytuję jedno z jego stwierdzeń: "Pewnie jeszcze do Ciebie przylecę z podkulonym ogonem". Moja teściowa nie poparła jego decyzji, jego kumple przestali się do niego odzywać(zerwanie mnie i inne sprawy między nimi są tego powodem). Po rozstaniu odezwał się do mnie, rozmawialiśmy normalnie, jak znajomi. Wiem, że gdyby mnie kochał szczerze nie odszedłby do innej. Ale ja nadal nie mogę tego zrozumieć. Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego tak się dzieje ![]()