Witam. Właściwie niewiedziałąm gdzie umieścić ten wątek. Pisze tu bo chciałabym się wyżalić. Chciałabym żeby ktoś powiedział mi wkońcu prawde a nie to co chce usłyszeć. Dlatego wszelkie nieprzyjemne komentarze też mile widziane.
Może zacznę od początku.
Mam 20 lat. Chłopaka od prawie 2 lat. Układało się różnie jednak go kocham. Ale nie w tym rzecz.
Kiedys miałam mnóstwo "przyjaciół", znajomych, ciągle coś się działo. Rok temu poszłam na studia. Nie dostałam się na docelową uczelnię tylko na filie w jakiejś mieścinie. Cały rok minął pomyślnie w nauce. Nigdy nie miałam problemów z takimi rzeczami, jeśli dążyłam do jakiegoś celu zazwyczaj to osiągałam. Wkońcu jakiś rok temu postanowiłam zredukować listę moich przyjaciół. Stwierdziłam, że ci fałszywi nie są mi do niczego potrzebni. Po co? Po to że odezwą się jak mają interes, a jak ja mam kłopot to ich nie ma ? Podobno lepiej nie mieć przyjaciół, niż samych fałszywych . I zgadzam się z tym.
Teraz mam 2 zaufane przyjaciółki, którym wiem że mogę powiedzieć wsyztsko ale jak każdy mają swóje życie.
Jednak od kąd zaczęłam studia coś jest ciągle nie tak. Czuje się jakbym żyła w czyimś ciele uwieziona. Kiedyśnei miałąm problemów z dogadywaniem się z ludźmi, wszyscy byli mi życzliwi tak jak ja im a teraz nie potrafie złapać kontaktu z nikim. Zresztą na te studia pchnęła mnie mama bo ja chciałam isc na cos zupełnie innego , ale ciesze się ze nie poszłam na to co sama chciałam bo byłby to błąd. Jednak nie chciałam isc na filie tylko na docelową uczelnie. I kiedy wszystko było możliwe -przeniesienie się - po roku akademickim, stchórzyłąm. Nie wiem czego się bałam. Bałam się wziąć życie w swoje ręce, bo to spędzone w ciągu ostatniego roku było mega beznadziejne. Kłamałam rodziców że nie udało mi się przenieść a nawet nie spróbowałam. Czego się bałam ? Że będę sama w dużym miescie tak jak sama jestem tu mimo że mam chłopaka , przyjaciółki i znajomych . STrasznie żałuje ale to nic. Może za rok się uda ale pewnie znów stchórzę. Boje się ze ten rok bd jeszcze gorszy, i jeszcze bardziej straszny. Boje się ze zostane sama . Totalnie sama. Ciągle mam w głowie tylko to że chłopak mnie zostawi , przyjaciele i będę żałować wsyztskiego . Już żałuje że jestem TCHÓRZEM. Nie wiem co mam robic, żeby znow cieszyć się zżyciem. CIagle czuje niepokoj i chodze osowiała. Nigdzie nie chce mi się wychodzić. Całe wakacje spedzilam w łóżku przed komputerem. Użalam się nad sobą to fakt ale potrzebuje pomocy i nie wiem gdzie jej szukać.
Jestem załamana.
gdyby ktoś mógł cokolwiek powiedzieć byłabym wdzięczna
Mam to samo, ten strach. Ciagle boje się że będę żałowała i że zostane sama, że mój chlopak mnie zostawi (co dzis jest bardzo realne wręcz wydaje mi sie ze tylko czeka na spotkanie żeby mi to oznajmić). Podejmuje decyzje żeby zadowolić każdego, a w rezultacie wychodzi masakra
. Boję się jutra ![]()
może psychoterapia by Wam pomogła... ponoć dobry psycholog potrafi wyciągnąć z dołka...
Pamiętajmy, że z każdej sytuacji jest wyjście, ponoć zawsze. Boicie się, że zostawi Was facet? Pogadajcie z nim szczerze o swoich problemach - walczcie z nimi wspólnymi siłami a jeśli on zawiedzie i odejdzie - nie był Was wart. Będzie kolejny!
Psychoterapia ? Co prawda myślałam o tym, ale waham się. Wiem jedno, chciałabym znó widzieć świat kolorowo, myśleć pozytywnie i być tą samą: rozgadaną, roześmianą osobą co kiedyś zamiast teraźniejszą szarą mychą .