Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

Temat: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Na początek krótko o sobie. Już bardzo niedużo brakuje mi do 30stki, a moim głównym życiowym problemem jest mój stan zdrowia. Nie jeżdżę na wózku, choroby bardzo po mnie nie widać ale sprawa nie jest błaha ani przejściowa. Co najważniejsze w tej sprawie, wiąże się z nią sporo ograniczeń w codziennym życiu. Tego i tamtego nie mogę.
Przez ten fakt nie zaznałem do tej pory zbyt wielu przygód miłosnych. Nie mam sumienia walczyć o żadną kobietę, starać się o nią skoro wiem jakie życie ją ze mną czeka. Czuję, że to byłoby draństwo z mojej strony. Po drugie boję się, że nawet jeśli ktoś zaakceptowałby moje ograniczenia to zrobi to na krótko a potem po prostu nie wytrzyma i odejdzie. Mimo wszystko, natura robi swoje i od czasu do czasu gdy mam lepszy humor, pokazuje się na portalu randkowym.
Dzisiejszy świat, jest przepełniony różnymi rzeczami, pozytywnymi i negatywnymi, przyjemnościami i troskami. Ja z większości przyjemności nie mogę korzystać. Czy wyobrażacie sobie, że mam odmówić tych przyjemności też swojej ewentualnej drugiej połówce? Czy może mam powiedzieć - "Idź beze mnie. Ja nie mogę". "Wiesz jak bardzo chciałbym ale ja nie mogę. Jedź odpocząć z przyjaciółką." Raz, drugi, dziesiąty raz... W końcu ona powie ... "to jesteś ze mną czy nie? Moje koleżanki mają normalnych partnerów/mężów a ja co?!". Nie chciałbym usłyszeć za 10, 20 lat że "przez ciebie zmarnowałam sobie życie". Tego się boję. Okropnie się boję.

Myślę, że pewnym rozwiązaniem dla mnie jest poszukanie sobie kogoś z podobnymi problemami, z tą samą chorobą co moja. Bardzo chciałbym mieć w przyszłości maluszka (i wcale nie mówię tu o jakiejś bardzo dalekiej przyszłości). Ale strasznie się boję, że odziedziczyłby po mnie to cholerstwo. Dlatego moim zdaniem, najrozsądniej byłoby zostać bez potomków. Muszę przyznać, że to strasznie dołująca myśl... Wiem, że zdrowej parze też może się wszystko przytrafić, nie wiadomo co mają w genach. Ale tutaj ryzyko jest jeszcze większe. A przy dwóch chorych osobach to już prawie wyrok. Na pewno warto byłoby się zdecydować w takim przypadku na nie posiadanie dzieci ale... nie zawsze w życiu jest tak jak to sobie zaplanowaliśmy. Wpadki się zdarzają.

Wiem, że nie dogadam się z wieloma osobami ale to nie jest dla mnie jakiś wielki powód do zmartwień. Nie dogadam się bo moje priorytety są inne niż te wielu innych osób. Ich problemy są dla mnie często żenujące. Ale wiem, że taka jest ludzka natura... człowiek gdy nie ma problemów to robi wszystko żeby je sobie stworzyć. A o co warto walczyć, zdaje sobie sprawę wtedy gdy to traci lub w przypadku gdy tego nigdy nie miał.

Moje poczucie własnej jest bardzo spolaryzowane. Poczucie wartości w sprawach które wiążą się z moją chorobą, sięga dna. Z drugiej strony wiem na ile mnie stać, ile mogę dać osobie którą polubię, jak bardzo wtedy jest ten ktoś dla mnie ważny (i nie mam na myśli tu tylko dziewczyny). Znam swój charakter. Żeby tego było mało, tak się złożyło, że mam charakterek jaki mam. Trudno byłoby mi się zadowolić byle kim. Serce, rozum i uroda. Nie może zabraknąć żadnego elementu. Nie chodzi mi o to, że chcę poznać fokę ze Słonecznego patrolu. Wystarczy żeby mi się po prostu podobała. Teraz myślę, że wolę nikogo nie mieć niż decydować się na półśrodki. Np. wybrać przygłupawą piękność, genialną brzydulę czy wredną i ładną. Od razu zaznaczę, że nie zwracam uwagi na $$$. Nie ma szansy żebym podszedł do jakiejś dziewczyny na żywo. Nie mam zbytnich zahamowań żeby mówić ogólnie o swoich problemach (w tym chorobie) ale nie umiałbym tego zrobić po tym jak zaczepiłem dziewczynę w wiadomo jakim celu.

Idąc ulicą nie wiem ile razy mi się zdarzyło, że wydawało mi się, że jakaś dziewczyna spojrzała na mnie lekko się uśmiechając. Może dwa razy. To wszystko. Reszta gdy już w ogóle spojrzy to chłodnym wzrokiem i od razu odwraca spojrzenie. Nie wiem czy ja robię jakąś odstraszającą minę... czy jest tak niewiele koneserek mojej "urody".
W ostatnim roku uśmiechnęły się do mnie chyba trzy dziewczyny. Jedna przytuliła się do szyby sklepowej i strzeliła mi piękny uśmiech a miała jakieś 3 lata. Wiem, że faceci lubią młodsze a dziewczyny starszych ale bez przesady. wink Druga też się do mnie ładnie uśmiechnęła a nawet zagadała tylko, że chciała mi wcisnąć kartę kredytową z banku w którym pracuje. Trzecia była turystką z ogromnym plecakiem, wyszła na środek ulicy bo chciała przejść na drugą stronę a nikt nie chciał jej puścić. Ja się zatrzymałem i wtedy dostałem uśmiech.

To tak w skrócie... skleconych kilka myśli, które w pewnej chyba niedużej części mogą opisać moją osobę i oddać mój stan ducha. Ale od czegoś trzeba zacząć. Mnóstwo innych myśli jeszcze mi się kłębi w głowie ale po kolei.

Komentarze wszelkiej postaci bardzo miło widziane. Również te brzmiące mniej więcej tak "stary... masz przechlapane, kup sobie klamkę i kończ".

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Przyznam, że temat dość trudny. Może to zbyt bezpośrednie, ale z mojego punktu widzenia to wszystko zależy od tego jaka to choroba i z jakimi ograniczeniami się wiąże teraz i w przyszłości. Jednak z drugiej strony nie możesz już z góry zakładać, że ktoś cię przez to odrzuci od razu lub po czasie. Jednym kobietom może to przeszkadzać, w sposób, o którym wspomniałeś. Ale nie wszystkim. Miłość potrafi znieść bardzo wiele wbrew pozorom. Są ludzie, którzy uciekają od problemów, nie są w stanie znieść nawet trosk życia codziennego, nie mówiąc o jakiś poważniejszych przeciwnościach w związku. Ale to nie znaczy,że należy wrzucać wszystkich do jednego wora. Każdy człowiek jest inny, a ty możesz poznać naprawdę piękną i wartościową kobietę w swoim życiu, pod warunkiem, że w ogóle na to pozwolisz. Dlatego nie podejmuj za kogoś nigdy decyzji w tej sprawie. Jeśli podoba ci się jakaś dziewczyna, ty jej również, poznaj ją najpierw dobrze, zaufaj. A gdy pojawi się uczucie nie skazuj go na niepowodzenie, twierdząc, że ona na pewno tego nie zaakceptuje. Nie wiesz tego. Czy ty w ogóle próbowałeś kogoś poznać jak do tej pory? Bo mam wrażenie, że ty już z góry skazujesz się na porażkę i nawet nie próbujesz dążyć do jakiejś znajomości. Nie chcę być wredna, ale czasem trzeba, więc powiem. Nie możesz zwalać wszystkiego na chorobę i tym tłumaczyć obecnej sytuacji z kobietami. Bo może wcale nie w tym tkwi problem. Tu raczej chodzi o twoje nastawienie i odpuszczanie, bo nie warto, bo mnie zostawi....Powtarzam, najpierw daj sobie szansę i nie narzekaj, bo dopóki nie próbujesz, to sam stawiasz się na przegranej pozycji.

3

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

A więc czego robić "nie możesz"?

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności
SexyLady02 napisał/a:

... pod warunkiem, że w ogóle na to pozwolisz.

Bardzo chcę pozwolić. Robię wszystko co mogę. Gdy przyjdą gorsze dni, nie myślę o tym tylko wtedy kiedy śpię. Robię się już przez to okropnie nieznośny dla najbliższej rodziny. A tak nie było? To we mnie wybuchło po pewnej dobrze zapowiadającej się znajomości. Byłem wtedy tak szczęśliwy, że teraz bez tego nie umiem sobie z tym poradzić. Teraz po czasie myślę, że zapowiadało się dobrze bo oboje byliśmy bardzo samotni i oboje chcieliśmy kogoś mieć. Ale gdy przyszło co do czego? okazało się, że nie pasujemy do siebie. Teraz rusza mnie wszystko. Każdy głupi film czy piosenka, każda para trzymająca się za ręce, nawet matka z małym dzieckiem na ręku.
Nie dla mnie są jakieś dyskoteki, kluby, puby. Pierwsza sprawa, że nie za bardzo mogę sobie na to pozwolić. A nawet gdybym teraz naglę mógł sobie na to pozwolić to nie za bardzo chciałbym przebywać w takich miejscach. Bardzo wątpię, że akurat tam, znalazłbym kogoś dla siebie.
Gdzie kogoś szukam? W internecie, w miejscach do tego przeznaczonych. To osobny temat? jestem ciekawy czy ludzie korzystający z nich są reprezentatywną grupą rzeczywistego społeczeństwa. Jeśli tak to biada mi?
Praca/studia też są/były bezużyteczne w tej kwestii. Samo męskie towarzystwo, którego nie raz mam dość. Tych wszystkich męskich mądrości, żartów?

Wiem, że łatwiej byłoby gdybym napisał coś więcej o chorobie. Musiałbym o tym sporo napisać ale nie w tym problem że mi się nie chcę. Nie chcę tego robić bo nie żyję na Marsie ale ludzie się znają. Nie problem, że poznają moją chorobę ale nie chcę żeby poznali moje wszystkie przemyślenia które tutaj wylałem.

vinnga:
Nie oczekuję tutaj konkretnej odpowiedzi na moje pytanie. To nie jest równanie. Nie chodzi o to żebym ja podał jak najwięcej danych (co mogę a co nie) a Wy znajdziecie rozwiązanie (daj sobie spokój albo głowa do góry). To nie jest problem typu
-jaką mam kupić sukienkę, czerwoną czy czarną?
-lubisz kolor czarny?
-nie
-lubisz kolor czerwony?
-tak
-kup czerwoną
-ok, dzięki mieliście rację

Podobały mi się przemyślenia SexyLady02. Chętnie poznałbym opinie innych. Może ktoś zna jakąś podobną historię w tym temacie, niekoniecznie z happy endem, nie szukam tutaj fałszywego pocieszenia.

5

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Zadałam to pytanie, żeby mieć większe pojęcie czy naprawdę masz jakieś poważne ograniczenia czy tylko stosujesz swoją chorobę jako usprawiedliwienie swojej samotności. A także po to, żeby sprawdzić Twoje podejście do tej kwestii smile

Ponieważ nie odpowiedziałeś, więc zakładam, że nie ma nic co by uniemożliwiało związek.

Uświadom sobie, że ludzie (zwłaszcza w naszym wieku i później) często spotykają osoby, gdzie w relacji pojawia się coś, czego lepiej żeby nie było, ale skoro jest to trzeba się do tego ustosunkować. Czasem jest to przeszłość seksualna potencjalnego partnera, czasem fakt posiadania dziecka, rozwód, długi, wredna teściowa, czy, jak u Ciebie, choroba. Chyba nikt nie jest idealny. Ale jeśli ktoś zauroczy nas swoją osobą - wtedy zwykle "wady" stają się akceptowalne. Niewiele jest osób, które skreślają drugiego człowieka tylko z takiego powodu, że czegoś nie mogą z nim robić wspólnie. Oczywiście pod warunkiem, że całą reszta przyciąga.

Czy znam historię podobną do Twojej? Owszem, moją własną. Ja swoją chorobę wykorzystywałam jako "straszaka" na etapie życia, kiedy uznałam, że absolutnie nie chcę żadnych związków. Myślisz, że jakikolwiek facet się przestraszył? Skąd. Mój obecny partner przestraszył się na cały jeden dzień. A potem zapewnił, że on jest gotów podjąć wyzwanie. I podejmuje od ponad 3 lat.

Więc zapewniam, że choroba nie jest przeszkodą w znalezieniu partnera. Tyle, że Ty sam podejmujesz decyzję za swoją potencjalną przyszłą partnerkę. A może najpierw ją poznasz a potem jej pozwolisz zdecydować?

6

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Myślę, że wiele osób pomimo przeróżnych chorób znajduje szczęście u boku innej osoby... W związku 2 zdrowych osób może się pojawić choroba, BA zapewniam Cię, że zdarza sie to dosyć często. Czasem choroba jest tylko uciążliwa dla jednego lub obojga partnerów, czasem jest niestety śmiertelna... choroba... szczerze wolałabym męża chorego niż kłamcę, niż miałby mnie zdradzać, czy nieszanować...
wiem, choroba chorobie nierówna...
szukałeś fora dyskusyjnego dla ludzi z Twoją chorobą? też mam pewne przypadłości zdrowotne i czytywałam takie fora.
Moja choroba nie jest uciążliwa teraz, czasem trochę boli, nic więcej. Wiem natomiast, że wraz z upływem lat będzie bolało bardziej, zmiany zwyrodnieniowe będą się pogłębiały... i co? nic, muszę z tym żyć i wierzyć, że nie będzie tak źle. Gdy ktoś mi się baczniej przyjrzy, widzi co jest nie tak. Kiedyś miałam kompleksy z tego powodu... teraz mam to w d... taka już jestem, nie wyleczę tego, muszę z tym żyć. W żaden sposób nie rzutuje to na mój związek...
uszy do góry kolego!!!

nie masz gwaracji, nawet bez choroby, że po 10-20 wspólnych latach nie usłyszysz, że ktoś sobie przez Ciebie zmarnował życie... jedna będzie miała problem z Twoją chorobą, inna może nie zaakceptować Twojej matki, trzecia nie zaakceptuje Twojego hobby, kolejnej będzie przeszkadzało coś zupełnie innego... Twoja choroba, jeśli jest nieuleczalna, jest po prostu częścią Ciebie, taką samą jak inne Twoje wady czy zalety, niczym więcej. Taki jesteś, nie zmienisz tego, naucz się z tym w pełni żyć i cieszyć z życia, które masz! Gdy będziesz szczęśliwy sam ze sobą, pojawi się pewnie ktoś kto będzie chciał to szczęście z Tobą dzielić...

Powodzenia!!

7 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2013-09-09 02:26:18)

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Naprawdę byłoby o wiele łatwiej, gdybyś napisał, co to za choroba i w jaki sposób ingeruje w twoje życie, że jesteś zmuszony siedzieć w domu, zamiast wyjechać gdzieś na wakacje - chociaż z tego, co zdążyłam wydedukować choroba ta nie zmusza cię do spędzania czasu wyłącznie w domu, bo prowadzisz samochód i chyba skończyłeś studia, tak?

To jest tak rzadka choroba genetyczna, że od razu ktoś znajomy pozna, że to ty, bo jest tylko jeden trzydziestolatek, który na nią cierpi?

Słuchaj, ludzie na tym forum zetknęli się z niejednym. Bardzo dużo osób tutaj ma różne problemy i pisze o nich otwarcie. Gdyby komuś z moich znajomych naszła ochota przeczytania blisko 400 moich postów od razu by się skapnęli, że to ja i wiele spraw, które tutaj poruszyłam wprawiłaby ich w osłupienie, ale nie przejmuję się tym, bo przede wszystkim wątpię, żeby komukolwiek się chciało to kiedykolwiek robić wink

Podaj chociaż jeden przykład twojej "codziennej ułomności żywota" to będzie prostsze. Może na początek zdradź, co było przyczyną rozstania z tą sympatią... rozważymy, co poszło nie tak, żebyś na przyszłość nie popełnił tego samego błędu. Skoro sam mówisz, że ciężko ci o tych sprawach mówić wprost na żywo, to to miejsce jest do tego idealne.

I przede wszystkim powiedz, czego od nas oczekujesz... no bo co, że jesteś chory? Uważasz, że nikt cię nie pokocha z tego powodu? Nie chcesz powiedzieć, czego dotyczy twoja choroba, więc posłużę się jakimkolwiek przykładem: Trafiłam na to forum blisko rok temu, wpisując w wyszukiwarkę mój ukochany ma raka, a ja nie wiem, co robić. Nie pytaj, dlaczego to zrobiłam, po prostu zrobiłam. I wyświetlił mi się wątek właśnie z tego forum, tyle że założony przez mężczyznę. Nie pamiętam już teraz czy to była jego narzeczona, czy dziewczyna, w każdym razie wykryto u niej zaawansowanego guza mózgu. Ona go zostawiła, powiedziała mu, że będzie dla niego tak lepiej. Że ona nie chce, żeby on oglądał jej śmierć. Ten chłopak pisał jakiś czas w tym wątku, czytałam go ze łzami w oczach. Ona ostatecznie jednak pozwoliła mu, żeby był przy niej. Niestety nie wiadomo, jak ostatecznie zakończyła się ta historia i czy ona przeżyła, ale liczy się świadectwo tego chłopaka, ktore tu przedstawił - jak niesamowita jest miłość w obliczu choroby.

Nie ma nic gorszego, jak zamknąć się na drugiego człowieka i zgonić wszystko na chorobę. Że ona ogranicza. Jedyną rzeczą która nas ogranicza i powstrzymuje przed działaniem jesteśmy my sami. Naprawdę.

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Podpisuję się pod tym, co napisała Marchewa 91. Ma absolutną rację. Nieznany Samotny nie wiem, czy moje słowa są w stanie Cię pocieszyć. Jestem zdrowy, mam 42 lata i zupełnie nie zanosi się na spotkanie tej Jedynej, wyśnionej i wymarzonej. Czy rozważałeś teoretycznie możliwość adopcji?

9

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Ja też mam chorobę za sobą, być może przed sobą, zawsze to może wrócić. Biłam się z podobnymi myślami co Ty. Jak mogę się z kimś spotykać, poznawać kogoś w końcu pokochać gdy za kilka lat znowu się okaże że muszę przejś kolejne operacje poza tym na co dzień muszę się zmagać z konsekwencjami po porzednich operacjach. Były związki a i owszem, ale w moim przypadku było tak że zadowolałam się półśrodkami a po pewnym czasie okazywało się że to nie ten o czym też można tutaj na forum poczytać. Również boję się, że w sytuacji gdy urodzę dzieci będę musiała przejść operacje co może się wiązać z trwałym kalectwem, upośledzeniem umysłowym. Ja miałam guza mózgu. Nie boję się o tym mówić tutaj na forum. Dosyć dokładnie niektóre aspekty opisałam w poszczególnych watkach, gdy temat tego wymagał. Jeżeli ktoś znajomy to przeczyta to trudno. Szkoda, że Ty masz tego typu obawy. Masz rację, nikt nie poda nam gotowego równania niestety, to nie jest takie proste. Nie ma schematów. Ja mimo że ukończyłam studia techniczne nie znalazłam do tej pory gotowego schematu,rozwiązania wink Na chwilę obecną moje życie wygląda w miarę normalnie, funkcjonuje tak jak każdy inny. Pracuję, nadal próbuję się rozwijać. Nie wyróżniam się niczym szczególnym spośród innych osób funkcjonujących w społeczeństwie, tylko czasami muszę iść na jakąś kontrolną wizytę do lekarza. Tobie radze podobnie, po prostu żyj. Pokazuj, że możesz także normalnie funkcjonować pomimo niektórych ograniczeń. Niestety nie wiemy jakiego typu są to ograniczenie. Być może błahostki, a Ty je trochę wyolbrzymiasz. Ja także niektóre rzeczy wyolbrzymiałam, myślałam że mężczyznom może to nie odpowiadać że miałam takie i takie operacje i związane z tym konsekwencje. A oni to rozumieli, czym byłam zaskoczona. Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Czytałam kiedyś artykuł, z którego się dowiedziałam że kobiety sa bardziej wyrozumiałe od męzczyzn i są gotowe szybciej zaakceptować pewne ułomności partnerów, lepiej odnajdują się w sytuacji gdy partner jest chory i wymaga opieki. Swego czasu interesowałam się tego typu artykułami z wiadomych względów. Więc jeżeli mężczyzna był w stanie zaakceptować to, że miałam dwie tego typu operacje i nadal się ze mną spotykać, to uwierz na pewno jest sporo kobiet, które mogłyby i Ciebie zaakceptować.

nieznanysamotny napisał/a:

Wiem, że nie dogadam się z wieloma osobami ale to nie jest dla mnie jakiś wielki powód do zmartwień. Nie dogadam się bo moje priorytety są inne niż te wielu innych osób. Ich problemy są dla mnie często żenujące. Ale wiem, że taka jest ludzka natura... człowiek gdy nie ma problemów to robi wszystko żeby je sobie stworzyć. A o co warto walczyć, zdaje sobie sprawę wtedy gdy to traci lub w przypadku gdy tego nigdy nie miał.

\
To akurat rozumiem bardzo dobrze. Nieraz rozmawiam z kimś i ta osoba opowiadając o swoich "problemach" wręcz mnie irytuje i mam ochotę wyjść. Ja miałam te dwie operacje akurat w trakcie studiów, które ukończyłam tracąc tylko rok. Na co dzień miałam do czynienia ze studentami, którycn największymi problemami było dotrwanie do weekendu, zorganizowanie jakiejs imprezy wieczorem i czy starzy już przysłali pieniadze. Nie jestem jakims filozofem wręcz przeciwnie mam bardzo praktyczny i ścisły umysł, ale miałam sporo przemyśleń na ten temat. Było mi po prostu żal tych ludzi, przyglądałam się z boku i chciałam aby oni chociaż na jeden dzien zamienili się ze mną. Spróbowali zorganizować sobie wizytę u lekarza między ćwiczeniami, gdzie w kolejce trzeba stać długo. Albo jechać 500 km do lekarza, zostać przyjętym o 20, wrócić a na drugi dzień rano przyjść na zaliczenie. Były takie sytuacje niestety. Oni byli zmęczeni po imprezie, a ja niestety po tego typu wyjazdach.
Starczy juz tego wink Teraz nie jest źle. Powodzenia.

10

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pewnie nie odniosę się do wszystkich wątków, ale krótko to co pamiętam.

Dlaczego skończyła się znajomość z tą pierwszą o której pisałem? Popularna rozbieżność charakterów a konkretnie z mojego punktu widzenia to zachowanie jak z przedszkola. Kilkudniowe braki w kontakcie a tłumaczenie "chciałam coś przemyśleć a nie pamiętam już co", teksty typu "u mnie na uczelni jest cacy a u ciebie chodzą same pijaki". Podsumowując, za grosz dyplomacji. Jest między nami sześć lat różnicy a po pewnym czasie myślałem, że to ona ma sześć lat.

Adopcja. Na razie to dla mnie abstrakcja. Kiedyś też nie raz myślałem dlaczego ludzie tak bardzo walczą żeby mieć własne dzieci. Przecież jest tyle biednych istotek, którym można byłoby dać szczęście. Z wiekiem chyba coraz lepiej rozumiem dlaczego tak walczą, leczą się, wydają fortunę. Ale oczywiście niczego nie wykluczam.

Jest wiele osób oprócz aktualnych znajomych którzy mogą wyciągnąć wnioski na podstawie mojej historii. Rodzina bliższa i dalsza, starzy znajomi i starzy wrogowie. Tajemnicą nie jest moja choroba tylko to z czym tutaj przyszedłem czyli część moich odczuć, przemyśleń, obaw, kompleksów.
Gdybym napisał tutaj w szczegółach jak wyglądało moje 20 kilka lat z pewnością nie jednej/jednemu z Was opadła by kopara. Moja choroba należy do chorób rzadkich ale nie bardzo rzadkich. W internecie (i nie tylko) działa pewna grupa zrzeszająca takich szczęśliwców. Niestety moja wersja jest bardzo nietypowa, ma inny dziwny przebieg wiążący się z innymi, pobocznymi kłopotami które przez kilkanaście lat nie były prawidłowo wiązane z chorobą podstawową. A ona w pełni ujawniła się dopiero w wieku szkolnym. Każda choroba przewlekła ma swoją specyfikę. Może nie zabija szybko ale bardzo wyniszcza na wielu płaszczyznach.

Nie raz dostał mi się opiernicz od osób trzecich, że od razu mówię, a raczej piszę, dziewczynie o swojej chorobie. Że jestem głupi i robię z tej rzeczy priorytet. Z takimi wiadomościami należy cytuję: poczekać aż dziewczynie zrobi się mokro, poczuje, że mogę być jej partnerem i dopiero wtedy mówić o chorobie. To właśnie jedna z takich męskich mądrości o których wspominałem. Ja też jestem zdania jak Wy, że trzeba o tym mówić i to jak najwcześniej. Przez to jedna znajomość skończyła się po miesiącu, a druga po dwóch dniach. Dopiero po dłuższym czasie w pewnym stopniu potrafię sobie to obrócić w słowa "ot durna bździągwa". Ale wiem, że problem istnieje i nie wszystko jest winą świata zewnętrznego.
Problem jest też w tym, że nie mam gdzie złapać kontaktu z większą liczą osób. Może wśród dużej liczby znalazłaby się jakaś "nieimprezowiczka" z podobnymi poglądami i podejściem do życia.

W Waszych odpowiedziach padło pytanie czego od Was oczekuję. Niczego nie oczekiwałem, miałem tylko nadzieję na dyskusję. Taką jaka się tutaj toczy, za co dziękuję. Jeśli ktoś chciałby dorzucić swoje zdanie, chętnie je poznam.

11 Ostatnio edytowany przez marchewa91 (2013-09-09 21:24:33)

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Hmm... ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego wszystkie twoje znajomości kończą się zaraz po tym, jak zdradzasz się ze swoją chorobą... z tego co wnioskuję, nie jest ona zaraźliwa, tylko wrodzona i jakoś bardzo nie uprzykrza ci życia, skoro jesteś w stanie wyjść z domu, prowadzić samochód i studiować. Nie jest to epilepsja, nagłe utraty przytomności i tego typu przypadłości neurologiczne, skoro dali ci prawo jazdy - w przeciwnym razie mogłbyś stanowić zagrożenie dla uczestników ruchu drogowego i dla pieszych. A to tego typu przypadłości najczęściej budzą niechęć i strach w społeczeństwie - chociaż naprawdę nie rozumiem dlaczego. Mnie tam żadne choroby niestraszne z wyłączeniem żółtaczek i HIV - inne nie są mi straszne, więc nie rozumiem, w jakim ty się środowisku obracasz, że ludzie cię odtrącają.

Może zamiast nastawiać się z góry na związek, postaw na znalezienie przyjaciół. Lepsze przyjaciółki niż samotność.

A, i jeszcze jedno. Wielokrotnie podkreśliłeś, że znajdujesz znajomości w Internecie. Czy te dziewczyny z którymi w jakiś tam sposób się spotykałeś ograniczały z tobą kontakt wyłącznie do korzystania z Internetu? No bo spotykasz się z ludźmi, tak? Na uczelni czy gdzieś tam, jak studiowałeś czy pracujesz, czy co tam robisz na co dzień.

12 Ostatnio edytowany przez nieznanysamotny (2013-09-09 22:00:48)

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Studiować byłem w stanie tylko zaocznie, pracować mogę w większości tylko zdalnie. Wyjść z domu nie zawsze mogę i nie tyle razy ile mi się zamarzy. Z ludźmi mogę się spotykać ale nie mogę i nie chcę robić tego, gdzie większość dzisiaj to robi czyli w knajpach przy piwie.
Wybacz ale nie mam ochoty przekonywać kogoś, że nie jestem wielbłądem. Gdybym nie miał problemu, z pewnością nie wymyślałbym i nie wypisywał tutaj jakiś urojonych historii. No chyba, że miałbym problem z głową, a (dużego) nie mam.
Znajomość nie kończy się od razu po tym jak napiszę o chorobie. Ale po tym jak druga strona skapuje, że mnie nie stać na wieczorek tu wieczorek tam, piwko tu, kielich tam. Nie interesują mnie też takie tematy. Pisząc "nie stać mnie" oczywiście nie mam na myśli finansów. Nie posunąłbym się do tego żeby nazwać siebie nudziarzem. Dla mnie poczucie humoru a podstrzelony charakter to różne sprawy.

13

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Ale wiesz, nie wszystko się kręci wokół alkoholu. Poza tym takie wypady po lokalach są kosztowne dla obu stron. Ja tam nie lubię, gdy mnie się zaprasza na piwo do pubu, bo a)piwa nie lubię,  zasadniczo w ogóle nie lubię alkoholu b) za tę cenę mogłabym kupić dwa w sklepie, c) zawsze płacę za siebie, albo zgadzam się na wymienne kolejki - raz on stawia, następną ja -> ale jak mówię, nie lubię wychodzić do pubów i lokali, bo w takich miejscach nie da się za bardzo porozmawiać, a poza tym zakaz palenia nie w każdym wprowadzono. A typowe kluby unikam z natury i z duszą na ramieniu chodzę do nich z obowiązku przy okazji uczelnianych eventów.

Przecież z dziewczyną można iść do parku, do kina, na kręgle, na basen, no sama nie wiem. Pomysłów jest wiele. Poza tym zawsze możesz zaprosić ją do siebie, poczęstować ciastem, albo ugotować kolację smile Chyba tego twoja choroba nie wyklucza? Nie możesz oczekiwać, że ktoś cię pokocha tylko poprzez pisanie na czacie, czy rozmawianiu przez telefon. Najważniejsze jest przebywanie ze sobą, bo tylko w ten sposób można poznać drugą osobę i się do niej przywiązać. Wspólne przeżycia tworzą relację - zapamiętaj to sobie. A w jakich okolicznościach będziecie się poznawać to już nie jest istotne.

Co robiłeś z tamtą dziewczyną oprócz pisania? No i wiesz, to że się nie odzywała do ciebie przez kilka dni, to jeszcze nie jest powód do zrywania znajomości. Może miała jakieś sensowne powody, którymi nie chciała się z tobą dzielić. Ty też nie formułujesz tu konkretnych swoich problemów.

14

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Moim zdaniem wcale nie powinno się mówić o chorobie jak najwcześniej. Bo to, właśnie tak jak twierdzą Twoi znajomi, sprawia wrażenie, że traktujesz swoje ułomności jako priorytet. To wysyła sygnał "potrzebuję opiekunki i misjonarki, nie równorzędnej partnerki". Jak jakakolwiek dziewczyna ma się Tobą zainteresować jako facetem, chcieć Cię bliżej poznać skoro zaczynasz znajomość od przedstawienia czarnych scenariuszy?

Jestem w ogóle przeciwniczką "szukania dziewczyny". Uważam, że powinno się po prostu poznawać nowe osoby. A nowo poznanym koleżankom przecież nie rzucasz na starcie, że jesteś chory?
Owszem, kiedy pojawiają się sygnały, że obie strony zaczynają się angażować - wtedy warto poinformować dziewczynę, że ewentualny związek może wyglądać inaczej niż jej się wydaje. Oczywiście jeśli dziewczyna zapyta wcześniej - należy powiedzieć prawdę. Ale jeśli nie ma takiej potrzeby - to naprawdę nie jest informacja do serwowania na pierwszej randce.

15 Ostatnio edytowany przez Tulawiedźmula (2013-09-09 23:04:35)

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

ja w ogóle nie rozumiem ,że choroba to jakiś problem,jak się kogoś pozna godnego poznania ,ten ktoś nami targnie dlaczego go nie pokochać?
Miałam faceta na wózku kochałam go ,może i ten związek nie był jak inne, ale wcale nie gorszy,choć czasem bywały i burze jak w każdym związku.
Choroba nie jest problemem,pewne ograniczenia są ,ale trzeba umieć iść na kompromisy, być wyrozumiałym i tez trochę poświęcić się dla kochanej osoby...
Drogi autorze, trzeba dać szansę miłości jak się zjawi i dać się jej ponieść nie myśląc o złym ...i głowa do  góry...
zdecydowanie szukać, albo sama Cię znajdzie ,bo we dwoje nawet złe i smutne chwile nie są tak okropne i życie mniej szare..

16

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Ale dziewczyny, ja odnoszę wrażenie, że autor nic sobie nie robi z naszych rad. Jeżeli na wszystko brzmi odpowiedź nie, bo nie, albo mogę, ale tak naprawdę nie mogę, bo nie chcę, no to proszę was! ;/ Nie chce powiedzieć, co mu tak naprawdę jest, ale ja nie wiem, co to za choroba, która niemalże paraliżuje człowieka (który twierdzi że sparaliżowany nie jest) i nie pozwala mu na żadne kontakty fizyczne z drugim człowiekiem. Ja rozumiem, że można być nieśmiałym, dlatego zaczyna się od sieci, albo się już na niej niestety kończy - ale autor tłumaczy ten fakt swoją chorobą. Albo chce się kogoś poznać, albo się nie chce.

17

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Nie próbuj buntować innych przeciwko mnie słowami "ale dziewczyny on nas nie słucha". Prawdą jest że "on mnie nie słucha". Przestałem gdy zauważyłem, że wiesz lepiej ode mnie jaki mam kolor skóry, czy jestem wegetarianinem i czy głosowałbym na ... no powiedzmy bez rodzimej polityki i niech będzie czy głosowałbym na Busha. Teraz Twoją główną motywacją do pisania, jest wycisnąć ze mnie jaka to choroba. Może i wytrwałość popłaca ale często przesadzona, przeradza się w śmieszność. O dobrym tonie już nie wspomnę. I to tyle ode mnie do Ciebie. Na resztę prowokacji nie reaguję.

Dzięki wszystkim innym za wiadomości.
Vinnga: dla mnie to cenna opinia że nie należy mówić o tym za szybko. Cenna bo otrzymana od kobiety.

18 Ostatnio edytowany przez SexyLady02 (2013-09-09 23:59:29)

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Cześć Drogi Kolego, widzę,że wątek się rozwinął i to nieźle całkiem. Czytałam wpisy i odnoszę wrażenie (tu znów muszę być niemiła, ale może czasem potrzeba, by kimś potrząsnąć, no więc trząsam), że w całej tej historii twoja choroba wcale nie jest tu największym problemem. Nie chce cie w żaden sposób atakować, po prostu, twoje podejście mnie dziwi, trochę może nawet odstrasza. Trudności, o których piszesz stwarzasz sam w swojej głowie, budując tysiące scenariuszy o tym, co mogłoby się ewentualnie wydarzyć Że ty nie chcesz, tego czy tamtego robić. Masz prawo, rozsądna osoba to uszanuje. Ale czy masz w takim razie alternatywę? Jakieś inne pomysły na wspólne spędzanie czasu z partnerką? Bo jeśli siedzisz sobie i klikasz z dziewczynami, ale pozostajesz bierny, no to lipa kolego. Zapewniam cię, że nie wydarzy się nic, jeśli będziesz tak podchodził do całej sprawy. Nic się nie zmieni, bo zmiana musi się najpierw dokonać w tobie. A tobie się więcej nie chce, niż faktycznie nie możesz. Rozumiem, że niekoniecznie bawi cię siedzenie w knajpach czy dyskotekach, ale powiedz, kto ci każe do nich łazić? Jest wiele ciekawych zajęć, które można robić wspólnie, miejsc, do których można się wybrać razem. Ja już mówiłam to wcześniej, twoje podejście i to co sobie sam wmówiłeś na temat choroby, to twoja największa przeszkoda w codziennym życiu. Nie ograniczaj się i nie zamykaj na nowe znajomości. Jak ci się podoba jakaś dziewczyna, staraj się do niej zagadać, zainteresować sobą, poznać po prostu. Ale nie patrz na nią jak na potencjalną zonę od razu. Bo tobie na razie to bardziej potrzebny jest ktoś, z kim będziesz czuł się swobodnie, będziesz mógł szczerze porozmawiać, zaufać, wspólnie gdzieś wyjść a nie myśleć o tym co ona sobie pomyśli, jak jej powiem. Jak jej powiesz, to się dowiesz, ale nie mów tego od razu i nie skreślaj na starcie. Bo żoną może rzeczywiście nie zostać;), ale każdy w swoim życiu potrzebuje bliskich osób, przyjaciół po prostu, przed którymi niczego nie trzeba się wstydzić, którym się ufa i szanuje. Jak sam zaakceptujesz to jaki jesteś, poczujesz się ze sobą dobrze, to myślę, że choroba nie będzie stanowić przeszkody, by stworzyć trwały i udany związek. Pozdrawiam;)

19

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Nie interesuje mnie na co chorujesz, a jeżeli tak pomyślałeś, to się mylisz. Ja tylko próbuję ustalić, co takiego cię blokuje przed kontaktem z drugim człowiekiem, a ty to odbierasz jako atak.

W pełni podpisuję się pod tym, co napisała sexylady i dokładnie taki sam był cel moich wypowiedzi, ale skoro cię one nie interesują, to trudno.

20

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

To dziewczynom mówił wprost i od razu o swojej chorobie, a tutaj cicho sza.

21

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

samotny, wysłałam Ci maila

22

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Przeczytałem z uwagą Twoją historię. Nie ma sensu zamykać się na świat ani na ludzi z powodu Twoich ograniczeń czy choroby. Nie wpadaj też w kompleksy, na tym świecie chodzi miliony kobiet, które zechcą Cię poznać, a na tym forum co najmniej kilkanaście zainteresowałeś.Wszyscy chcielibyśmy mieć to i owo, mieć najpiękniejszych partnerów, być zdrowi, kochani, szczęśliwi. I Ty bądż szczęśliwy ze sobą,nie zamykaj się w sobie, a ludzi wciąż nowych poznawaj. Nie myśl o chorobie, depresji.Tylko staraj się w tym życiu brać wszystko co piękne Ci daje, masz w sobie dużo pięknych cech, które kobietom zaimponuje. Jesteś wrażliwy, uczuciowy, i jesteś dobrym człowiekiem. To są elementy które buduj i kształtuj. Męskości nikt Ci nigdy nie odbierze, bo nie opiera się ona na potencji i możliwościach penisa. To cały styl życia, który kształtujesz swoją osobowością i postawą, w Twoim wypadku, postawą i akceptacją swoich ograniczeń, które Kochającej Cię kobiecie nie będą przeszkadzać

23

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Ja jestem w podobnej sytuacji, tzn. mam też problem zdrowotny, trochę widoczny i wiem jak to jest. Ktoś może być miły itd. ale jeśli chodzi o bliższe relacje to już trudniej. Będąc jeszcze nastolatką jakby nie dopuszczałam myśli, że ktoś mógłby się mną zainteresować, chociaż z drugiej strony sama stawiałam barierę. Teraz jako dorosła kobieta mam jeszcze trudniej a obawy nie zniknęły. Moje obawy związane są z tym czy dana osoba jest w stanie mnie zaakceptować pod względem fizycznym, chodzi o defekty. Normalną rzeczą jest, że szukamy osób atrakcyjnych (też taka jestem) ale bez widocznych wad.

24

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Niestety choroba drąży nie tylko ciało, ale i umysł. Wydaje mi się, że wiele zależy od podejścia do choroby, ale i od osobowości danej osoby. I muszę przyznać rację tym, którzy twierdzą, że to siedzi w głowie?

Najwięcej spustoszenia w moich relacjach międzyludzkich czyni nie sama choroba, tylko moje nastawienie, pewnego rodzaju poczucie napiętnowania. A wszystko to jest związane z tym, iż przed chorobą byłam osobą wysportowaną, samowystarczalną, dającą sobie radę w każdej sytuacji. Do przychodni lekarskiej chodziłam raz na kilka lat, teraz jak o tym myślę to niestety bardzo ubolewam, że wtedy nie doceniałam tego. To, że jestem zdrowa było dla mnie czymś oczywistym i kiedy pojawiły się pierwsze objawy a niedługo potem, padła diagnoza poczułam się jakby mnie zdegradowali do kategorii podludzi. Co dziwne nigdy o osobach chorych tak nie myślałam, zawsze chętnie pomagałam starałam się zrozumieć, pocieszyć. Ale niestety dla mnie samej było to przez długie lata nie do przejścia, przez to bardzo zamknęłam się na świat i na ludzi. Ograniczyłam moje kontakty tylko do wąskiej grupy zaufanych osób i przez wiele lat nikogo nie wpuszczałam do mojego hermetycznego światka. Bałam się, że ludzie będą mnie brali przez pryzmat choroby a nie dostrzegą człowieka jakim jestem naprawdę. Będąc wiele razy w szpitalu, patrzyłam na mężczyzn przychodzących do chorych jak na chodzących aniołów. Patrzyłam z zafascynowaniem i podziwem, tłumaczyłam sobie, że te kobiety mają szczęście jakiego ja pewnie nie zaznam. Niestety ta choroba zrobiła ze mną coś gorszego niż tylko zamęczyła fizycznie, wypaliła we mnie wiarę w to, że jestem warta miłości, bo przecież co ja mogę zaoferować drugiemu człowiekowi? Chorobę? Huśtawkę nastrojów? Lęk i cierpienie? Jednym słowem same problemy. Przez wiele lat w mojej głowie siedziało twierdzenie, że osoby kochanej nie skazuje się na cierpienie..czyli na mnie. 

Teraz po latach, kiedy mogę powiedzieć, że mój stan zdrowia w miarę się ustabilizował, można się trochę zdystansować do tego wszystkiego? i pomimo tego całego cierpienia da się jakoś żyć. Ludzie, którzy tyle lat przy mnie są, o dziwo nie pouciekali wink, pomimo moich złych humorów, narzekania itp. Jak człowiek nie musi skupiać całej swojej energii życiowej na walce o przetrwanie może sobie pozwolić na szukaniu spełnienia w innych dziedzinach życia, na przykład na poszukiwaniu bliskości z drugim człowiekiem. W tym roku miałam pierwszy raz taką sytuację? Na początku byłam dość oporna, owy mężczyzna kręcił się koło mnie długo i powoli się oswajałam z nim. W końcu zaczęliśmy się do siebie zbliżać i muszę przyznać, że jakbym poznała bratnią duszę (szczerze, nigdy nie wierzyłam w takie brednie? aż do teraz)?i przyszedł w końcu czas, że trzeba było powiedzieć o chorobie i niestety spełnił się czarny scenariusz?. Może byłam za szczera, za dużo od razu powiedziałam, może trzeba było dozować informacje, nie wiem? można jedynie powiedzieć, że po tylu latach samotności zachłysnęłam się tą znajomością i chciałam temu człowiekowi opowiedzieć wszystko, przecież do tej pory tak fenomenalnie nam się rozmawiało? Jednak dla niego chyba to był szok, zważywszy na to, ze po mnie w ogóle nie widać choroby? i bardzo szybko zdematerializował się, zasłaniając pracą.

Z przykrością muszę stwierdzić, że to było samospełniające się proroctwo, gdyż  gdzieś tam w najdalszym zakątku mózgownicy zawsze mi się tliła myśl, że spotkam mężczyznę a on jak dowie się o mojej chorobie to stwierdzi, że może i jestem fajna, ale za dużo ze mną problemów? no i jak myślałam o dziwo się spełniło? szkoda tylko, że dobre rzeczy mi się tak nie spełniają jak te złe? Niejedno z tą chorobą przeszłam zawsze trzymając się przy tym psychicznie? po tym całym zdarzeniu zaczęłam się sypać, niby nic, krótka znajomość a potrafi wywrócić cały świat do góry nogami.. czasem mam takie myśli, że lepiej by mi było gdybym go nie poznała, przynajmniej dalej nie wiedziałabym jak to jest kiedy ktoś Cię przytuli, pogłaszcze po policzku itp. Dopiero teraz klapy spadły z oczu i zobaczyłam jakie moje życie jest puste? i ile radości może wnieść w życie odrobina czułości?.

Niestety zaczynam czuć się trochę jak desperatka, jakbym obudziła się z ręką w nocniku i się zastanawiam niby gdzie można poznać fajnych ludzi? W realnym świecie jest tak jak mówisz Nieznany... W moim przypadku mężczyźni traktują mnie jak powietrze a jak już któryś się mną zainteresuje to albo pijany bezdomny, albo jakiś zboczeniec? a może w Internecie ?.hmmm tu jeszcze gorzej? Na wstępie trzeba podać wszystkie swoje wymiary i obowiązkowo załączyć słitfocie w bieliźnie, albo najlepiej bez? plus do tego trzeba się wykazać znajomością przynajmniej połowy pozycji z Kamasutry, bez tego nawet nie ma o czym gadać wink.

Kończę już mój przydługawy wywód? ale po tym wszystkim co mnie spotkało zafundowałam sobie terapie, bo stwierdziłam, że w końcu czara goryczy się przelała i dłużej już tak nie mogę? i powoli zaczynam zmieniać moje myślenie? nie widzę innego wyjścia, potrzebuję zmiany, zmiany nastawienia. Wiem, że czeka mnie ciężka harówa? ale samo mi nie spadnie wink

Nieznanysamotny nie będę Ci pisać będzie dobrze itd itd? bo wiem że takie gadanie jest bardzo wk***jące, ale chciałabym Ci jedynie życzyć, żebyś spróbował zmienić nastawienie wink.

25

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

MadameFalka, pod znaczną większością Twojego postu miałbym ochotę podpisać się obiema rękami.
Niektóre fragmenty chciałbym wydrukować na księżycu tak aby każdy to mógł przeczytać i zrozumieć co mamy na myśli. Ale to nie dałoby oczekiwanego skutku... nie będę się już rozwijał dlaczego.

Nie zgadzam się jedynie z Twoim podejściem co do znajomości internetowych... że na serwisach randkowych najlepiej jest wstawić zdjęcie w bieliźnie itp. Wiesz jaka jest moja opinia?
Ja takich zdjęć w bieliźnie spotykam nieczęsto. Ale prawie w każdym profilu spotykam opis kończący się na słowach "napisz i zapytaj", "trudno jest pisać o sobie", "jestem jaka jestem".
To po prostu tępe kury, które nie są w stanie nic z siebie wydusić. Te, które siedzą na grzędzie na wyższych szczeblach, usłyszały z podwórka kilka najczęściej padających słów i teraz je powtarzają. Są to takie słowa jak pasja, podróże i sport.

Napisałem do Ciebie maila. Nie wiem czy dojdzie bo niejednokrotnie chciałem z tego forum do kogoś napisać i często się to nie udawało. Jeśli będziesz chciała zamienić dwa słowa, a mój mail nie dojdzie, spróbuj proszę Ty napisać do mnie.

26

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Nie rozumiem dlaczego myślisz w ten sposób że jeżeli jesteś chory to nikt Cię nie zechce, mój obecny chłopak jest chory ale również po. nim tego nie widać a mi choroba wcale nie przeszkadza. Wydaje mi się że problemem nie jest u Ciebie choroba sama w sobie a wiek

27 Ostatnio edytowany przez mhjh333 (2014-01-04 13:56:44)

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Hejka,

Powiem ci tak znajdziesz kogoś z kim będziesz szczęśliwy ale chłopie nic na siłę bo w tedy tylko jest ból i jeszcze większe rozczarowanie.Ja też mam chorobę dziedziczna nie tak upierdliwą jak twoja ale też wielu rzeczy nie jestem w stanie zrobić bo są ponad moje siły, mój obecny chłopak jest starszy ode mnie 6 lat co nigdy w głowie mi się nie mieściło  żeby być z aż tyle starszym facetem bo ja obecnie mam 23 lata. Jak będzie cie kobieta kochać lub "coś do ciebie czuć" to wszystko zaakceptuje. Ja lubię  w domu siedzieć , ewentualnie iść do koleżanki a mój to jakieś karaoke, urodzinki. Ja u niego to akceptuję i chodzę z nim na te imprezy ale jak ostatnio mu powiedziałam że mam dość, to wczoraj przyjechał do mnie ni z gruchy ni z pietruchy i siedzieliśmy sami razem w domu oglądaliśmy filmy. Takie rzeczy to kwestia tolerancji i akceptacji, to samo wychodzi na samym początku.


Masz ograniczenia ale ludzie widzą że jesteś nieszczęśliwy, a do takiej osoby jest trudno podejść bo co? zapytam ci w prost co ci stary dolega a ty mi wszystko wylejesz co ci na żołądku siedzi? Do wszystkiego trzeba czasu i cierpliwości ja do tej pory pamiętam i to mnie drażni jak koleżanka mnie pytała czemu nic nie jem, ja do niej że głodna nie jestem, a może ciasteczka? ja na to że nie lubię słodkiego bo taka jest prawda, mój chłopak obecny nic nie zapytał i nie skomentował a ta drążyła temat i powiedziała ale ludzie o twojej tuszy lubią przecież jeść mnie krew zalała bo dopiero co poznałam chłopaka(obecnie mojego) i krucza wyznania wszech czasów, no to powiedziałam dla czego tak wyglądam. On mi u siostry swojej, przy wszystkich  powiedział że to mu nie przeszkadza i rozumie moja przypadłość (bo w tedy wszyscy złapali fazę na ważenie się i mnie tez skusiło i się zasmuciłem ze mam 2 kg więcej).

Rozumiem że wiele osób tego nie rozumie że masz takie a nie inne dolegliwości zdrowotne i z tym związane problemy ale po co ci pusta plastikowa lala? Jak trafisz na dziewczynę która będzie fajna dla ciebie to na jej wygląd nie zwrócisz za bardzo uwagi ja to wiem po sobie, mój z wyglądu całkiem inaczej wygląda niż mi się faceci zawsze podobali. Mnie na przykład zainteresowało to że potrafił się zająć 1 miesięcznym dzieckiem koleżanki, kiedy ja się bałam takie maleństwo wziąć na ręce.

A co do trwałości małżeństwa bo tobie chyba o to też chodzi to nie przewidzisz bo takie jest życie. Kobieta która sobie znajdziesz będzie wiedziała na co się decyduje i jeśli to zacznie jej po 20 latach przeszkadzać to w tedy mówi się trudno znaczy że nie jest jednak aż tak stała w tym na co się zgodziła. Ja sama nie wiem czy przy mojej dolegliwości będę mieć dziecko bo w mojej chorobie to loteria.

Ktoś jest ci pisany i ważne jest żebyś tej osoby nie przegapił i był z nią do bólu szczery.

Trzymam kciuki i jeszcze raz nic na siłę bo nie wyjdzie.

28

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności
mhjh333 napisał/a:

Hejka,

Powiem ci tak znajdziesz kogoś z kim będziesz szczęśliwy ale chłopie nic na siłę bo w tedy tylko jest ból i jeszcze większe rozczarowanie.Ja też mam chorobę dziedziczna nie tak upierdliwą jak twoja ale też wielu rzeczy nie jestem w stanie zrobić bo są ponad moje siły, mój obecny chłopak jest starszy ode mnie 6 lat co nigdy w głowie mi się nie mieściło  żeby być z aż tyle starszym facetem bo ja obecnie mam 23 lata. Jak będzie cie kobieta kochać lub "coś do ciebie czuć" to wszystko zaakceptuje. Ja lubię  w domu siedzieć , ewentualnie iść do koleżanki a mój to jakieś karaoke, urodzinki. Ja u niego to akceptuję i chodzę z nim na te imprezy ale jak ostatnio mu powiedziałam że mam dość, to wczoraj przyjechał do mnie ni z gruchy ni z pietruchy i siedzieliśmy sami razem w domu oglądaliśmy filmy. Takie rzeczy to kwestia tolerancji i akceptacji, to samo wychodzi na samym początku.


Masz ograniczenia ale ludzie widzą że jesteś nieszczęśliwy, a do takiej osoby jest trudno podejść bo co? zapytam ci w prost co ci stary dolega a ty mi wszystko wylejesz co ci na żołądku siedzi? Do wszystkiego trzeba czasu i cierpliwości ja do tej pory pamiętam i to mnie drażni jak koleżanka mnie pytała czemu nic nie jem, ja do niej że głodna nie jestem, a może ciasteczka? ja na to że nie lubię słodkiego bo taka jest prawda, mój chłopak obecny nic nie zapytał i nie skomentował a ta drążyła temat i powiedziała ale ludzie o twojej tuszy lubią przecież jeść mnie krew zalała bo dopiero co poznałam chłopaka(obecnie mojego) i krucza wyznania wszech czasów, no to powiedziałam dla czego tak wyglądam. On mi u siostry swojej, przy wszystkich  powiedział że to mu nie przeszkadza i rozumie moja przypadłość (bo w tedy wszyscy złapali fazę na ważenie się i mnie tez skusiło i się zasmuciłem ze mam 2 kg więcej).

Rozumiem że wiele osób tego nie rozumie że masz takie a nie inne dolegliwości zdrowotne i z tym związane problemy ale po co ci pusta plastikowa lala? Jak trafisz na dziewczynę która będzie fajna dla ciebie to na jej wygląd nie zwrócisz za bardzo uwagi ja to wiem po sobie, mój z wyglądu całkiem inaczej wygląda niż mi się faceci zawsze podobali. Mnie na przykład zainteresowało to że potrafił się zająć 1 miesięcznym dzieckiem koleżanki, kiedy ja się bałam takie maleństwo wziąć na ręce.

A co do trwałości małżeństwa bo tobie chyba o to też chodzi to nie przewidzisz bo takie jest życie. Kobieta która sobie znajdziesz będzie wiedziała na co się decyduje i jeśli to zacznie jej po 20 latach przeszkadzać to w tedy mówi się trudno znaczy że nie jest jednak aż tak stała w tym na co się zgodziła. Ja sama nie wiem czy przy mojej dolegliwości będę mieć dziecko bo w mojej chorobie to loteria.

Ktoś jest ci pisany i ważne jest żebyś tej osoby nie przegapił i był z nią do bólu szczery.

Trzymam kciuki i jeszcze raz nic na siłę bo nie wyjdzie.

moglabys napisać co to za choroba ? Mój chłopak też jest chory

29

Odp: Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Ja mam niedoczynność Tarczycy (haszimoto) i cukrzycę serio.

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Choroba - czy szukać kogoś? czy żyć w samotności

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024