Cześć. Jestem z chłopakiem ponad rok, dzieli nas 700km, jednak odległość nie jest tu wielką przeszkodą, bo widujemy się co 3 tygodnie, a jak tylko nadarzy się więcej wolnego to spędzamy ze sobą nawet 2 tygodnie bez przerwy, czasem (w te wakacje) i miesiąc. Wiadomo, że jest ciężko, kiedy np mamy swoje problemy i możemy tylko pogadać przez telefon, pisać lub widzieć się jedynie przez kamerkę. Jednak planujemy za kilka miesięcy zamieszkać w tym samym mieście. Związek nasz był wystawiony na próbę i odległość tutaj nie miała w ogóle znaczenia, chodziło raczej o nasze zachowanie względem siebie i na żywo i przez telefon, coś tam było nie tak, ale już wszystko zostało wyjaśnione. Mimo wszystko teraz czuję, że zakochałam się w nim na nowo i jakoś bardziej się o ten związek staramy. To tak na wstępie, a problem jest inny...
Wiadomym jest, że mamy swoich znajomych. Ja mam wielu przyjaciół i znajomych (chociaż teraz nie miałam dla nich zbytnio czasu), a on odkąd się poznaliśmy (a było to 6 lat temu) powtarzał, że ma jakiś tam znajomych, ale zazdrości mi tego, że moi są przyjaciółmi, a jego znajomi to osoby, z którymi może tylko wyjść na piwo i pogadać o pierdołach.
Problem mój polega na ZAZDROŚCI. I nie jest to zazdrość typowo o inną dziewczynę (tą chorobliwą zazdrość już przerabialiśmy i jestem w trakcie "leczenia"), ale o znajomych. Jego znajomych, których nie znam. Wiadomo, że nie możemy codziennie lub raz w tygodniu wyjść ze wspólnymi znajomymi do pubu. Zanim On poznał moich przyjaciół (a poznałam go z każdą z trzech "grupek" z którymi utrzymuję kontakt). Spędził z nimi trochę czasu i się do nich przekonał. Przede wszystkim - jest spokojny, gdy wychodzę z nimi, bo wie z kim wychodzę. A ja... owszem, poznałam kilku jego znajomych, znam jego rodzinę, złapałam kontakt z siostrą, co prawda jego znajomi to nie do końca moje towarzystwo - mogę powiedzieć, że przy nich czułam się ok. Nawet czasem się cieszę, gdy wychodzimy gdzieś z nimi jak już jestem u niego.
Jednak ma on grupkę znajomych, z którymi co roku (taka tradycja) widuje się w wakacje częściej. Jest tam dziewczyna, o którą byłam zazdrosna (ale wiem, że on ją zbył ostatecznie), jego siostra, kilka osób, które poznałam, ale tylko widziałam je raz w życiu i w sumie nie gadałam z nimi no i jest jeszcze kilka osób (dziewczyn...), których nie znam. Nie jestem o nie zazdrosna, ale jestem zazdrosna o to, że ON Z NIMI TERAZ SPĘDZA CZAS, A NIE ZE MNĄ i o to, że one nie do końca wiedzą, że mój chłopak jest zajęty, bo nigdy go ze mną nie widziały... Czuję taką niepewność i złość, że powinnam tam być z nim. Mimo tego, że nie chcę raczej na takie spotkanie iść, to wiem, że będę spokojniejsza jak poznam tych ludzi i nawet jeżeli nie będą mi odpowiadać - będę spokojniejsza, bo oni będą wiedzieli o moim istnieniu, a ja będę wiedziała kim są.
Macie podobne niepokoje? Jak widzicie - nie mam problemu, do którego potrzebuję rad, bo doskonale wiem jak to rozwiązać. Chciałam jedynie się wygadać (by nie truć chłopakowi i nie psuć mu imprezy).
Ale swoją drogą to możecie mnie trochę uspokoić, bo siedzę teraz jak na szpilkach. :<