Witam,
Pewnie dla wielu z Was moje pytanie-rozterka będzie trywialne, ale cóż, postanowiłam poprosić o opinie osoby postronne.
Otóż od 2 m-cy spotykam się z pewnym facetem. Ze względu na to, że mieszkamy w różnych miejscowościach oddalonych od siebie o 60 km widzimy się 2 x w tygodniu. Oboje mamy po 34 lata, jesteśmy po rozwodzie i mamy dzieci.
Jakiś czas temu, mniej więcej miesiąc po tym jak zaczęliśmy się spotykać on powiedział mi kilka razy, że się zakochuje we mnie. Troszkę byłam w szoku, że tak szybko padły takie słowa, ale nie powiem, żebym się nie ucieszyła.
Od tamtej pory jakoś tak inaczej na niego patrzyłam, tak jakby sama otwierałam się na "zakochanie" w nim.
On tymczasem (od 2-3 tygodni) przestał już o tym wspominać. Cisza. Same spotkania nie uległy żadnej zmianie, jest super. Jest czuły, opiekuńczy, wesoły...taki jak był od początku.
I teraz nie wiem - zostawić temat, wrzucić na luz i zobaczyć jak się to wszytko potoczy czy zapytać, co z tym jego zakochiwaniem.
Może po prostu palnął to wtedy za szybko i teraz przemyślał, że może jednak zbyt pochopnie.
Ja też nie chcę być namolną babą, która domaga się już deklaracji i ma wypisane w oczach błagalne pytanie - "czy kochasz mnie już?". Od takich kobiet to faceci raczej wieją.