Mam 33 lata. Sex u mnie w domu był tematem tabu. Rodzina katolicka, mama co niedziele do kościoła...ze mną różnie bywało..Ogólnie sex rodziców jawił mi się jako coś złego, niedobrego, związanego z wydzielinami, typu plucie, charkanie taty i w ogóle - tfuuu....więc jakby siłą rzeczy było to czymś złym w mojej głowie...Nie przejmowałam się , byłam inna i poznałam kogoś z kim te sprawy były przyjemne, normalne, piękne, wzniosłe. To się skończyło. Pozostało niezaspokojone pragnienie..Gdy mówię o tym wprost rodzicom, czuję się jak głupek, oni nie rozumieją mnie, jak bym była dziwką, która na własne życzenie tak się urządziła i teraz ma potrzeby. Pomóżcie mi, bo stałam się niewolnicą tych pragnień.
A dlaczego zdecydowałaś się powiedzieć o tym rodzicom?
No właśnie, dlaczego powiedziałaś o tym rodzicom? U mnie w domu przez 22 lat nie usłyszałam słowa "sex", również jest to temat tabu... dlatego nie wyobrażam sobie rozmawiać na ten temat z rodzicami.
Ja również nie, ale nie brakuje mi tego.
Ja o seksie z mamą odważyłam się rozmawiać normalnie gdy poznałam mojego pierwszego chłopaka, narzeczonego, a w rezultacie męża (tata zmarł nim poznałam Damiana więc z Nim nie miałam okazji o tym pogadać- w ramach rozwiania wątpliwości).
O seksie u Nas w domu też nie rozmawiało się jakoś nagminnie, ale nie była to też rzecz, której należałoby się wstydzić. Oczywiście w granicach dobrego smaku.
Mamie mogę powiedzieć dosłownie wszystko, nawet to jak przyjemnie było ostatniej nocy i że dlatego właśnie chodzę taka zadowolona. ![]()
Pewnie myślicie, że to jakaś abstrakcja, albo że to wręcz obrzydliwe, że mówię mamie takie rzeczy, ale u Nas szczerość i brak wstydu między sobą- w rodzinie to rzecz naturalna.
Jeśli Twoi rodzice nie chcą o tym z Tobą rozmawiać, to daruj sobie. Ludzi "starej daty" ciężko jest zmienić i wątpię, aby nabrali ochoty na intymne zwierzenia.
Musisz znaleźć innego towarzysza rozmów. Kogoś z kim będziesz mogła pogadać o najsprośniejszych rzeczach, jakie zrobiłaś bez zbędnych komentarzy i grymasów na twarzy. ![]()
Szkoda, że nie możesz być szczera z rodzicami w takich kategoriach jak sex. Jest to nieodparty element życia i choćby człowiek chciał, to nie powstrzyma się od mówienia o tym. A czemu? Bo to normalne!
Bynajmniej dla mnie i mojej mamy. ![]()
Ps. Może spróbuj porozmawiać sam na sam z mamą. Jak kobieta z kobietą. Trochę delikatnej, ale naświetl jej sprawę.
Może gdy zobaczy, że szukasz w Niej wsparcia to Ona właśnie Ci je okaże... ![]()
ja tez z rodzicami o tym nie rozmawiam i w sumi etak jest dobrze
lepiej z kim innym jak juz rozmawiac o tym ale z rodzicami nie bardzo wedlug mnie...
Myślę, że wśród kobiet 30+ to raczej mało która z rodzicami o seksie rozmawiała... Myślę, że najbliższa rozmowy o seksie byłam, kiedy moja matka stwierdziła"No, tylko żebyś jakiegoś głupstwa nie zrobiła"
O seksie to się rozmawiało z koleżankami, kolegami i ostatecznie z siostrą a wiedzę z gazet i książek zdobywało ![]()
Ja rozmawiam z mama
No ale w Twoim wypadku to bez sensu.
Myślę, że wśród kobiet 30+ to raczej mało która z rodzicami o seksie rozmawiała... Myślę, że najbliższa rozmowy o seksie byłam, kiedy moja matka stwierdziła"No, tylko żebyś jakiegoś głupstwa nie zrobiła"
Czy przypadkiem nie jesteś moją siostrą?
No, a Autorka zniknęła z wątku ![]()
Myślę, że wśród kobiet 30+ to raczej mało która z rodzicami o seksie rozmawiała... Myślę, że najbliższa rozmowy o seksie byłam, kiedy moja matka stwierdziła"No, tylko żebyś jakiegoś głupstwa nie zrobiła"
![]()
O seksie to się rozmawiało z koleżankami, kolegami i ostatecznie z siostrą a wiedzę z gazet i książek zdobywało
Myślałam, że tylko u mnie tak było ![]()
Iceni napisał/a:Myślę, że wśród kobiet 30+ to raczej mało która z rodzicami o seksie rozmawiała... Myślę, że najbliższa rozmowy o seksie byłam, kiedy moja matka stwierdziła"No, tylko żebyś jakiegoś głupstwa nie zrobiła"
![]()
O seksie to się rozmawiało z koleżankami, kolegami i ostatecznie z siostrą a wiedzę z gazet i książek zdobywało
Myślałam, że tylko u mnie tak było
Witam w klubie
jakbym słyszała swoją mamę heh ;p
A czy brak takich rozmów jakoś źle na Was wpłynął?
Wpłynął na mnie tak, że w ogóle się nie zwierzam rodzicom, nie opowiadam mamie, że się zakochałam, że byłam na udanej randce, że się pokłóciłam z chłopakiem/koleżanką. Nie mówię jej nic. Ale tak jest chyba lepiej dla mnie - bo gdybym się zwierzyła "Mamo, nie wiem co mam robić, ma problem", to na wstępie usłyszałabym "Dziecko nie takie problemy ludzie mają" itd.
Wpłynął na mnie tak, że w ogóle się nie zwierzam rodzicom, nie opowiadam mamie, że się zakochałam, że byłam na udanej randce, że się pokłóciłam z chłopakiem/koleżanką. Nie mówię jej nic. Ale tak jest chyba lepiej dla mnie - bo gdybym się zwierzyła "Mamo, nie wiem co mam robić, ma problem", to na wstępie usłyszałabym "Dziecko nie takie problemy ludzie mają" itd.
ja też swojej mamie się nie zwierzam z tego, że pokłóciłam sie z chłopakiem czy cos w tym stylu od tego mam siostre, przyjaciół....
z mamą rozmawiam jak mi minął dzień, o opracy ale nie o chłopakach....o sexie jakoś też z nią nigdy nie rozmawiałam i nie mam z tym problemu ![]()
U mnie też było ciężko w tym temacie.
Mama z burakiem na twarzy uświadamiała mnie, co to jest miesiączka i jak to wygląda....
A przed pierwszą wizytą u gina, gdy jej powiedziałam że się wybieram (miałam 18 lat), ona mnie "uświadomiła" tymi słowami:
"zależy od tego jak jesteś, tak Cie będzie badał"......i nic więcej!
Pamiętam to zdanie do dziś!
Totalna porażka. Do dziś mam dystans i opory, żeby sie mamie zwierzać z czegokolwiek. Zawsze zazdrościłam mojej koleżance, ze ma z mamą zupełnie inne układy.
A moich braci uświadamiała, przez przekazanie im książki Wisłockiej "Sztuka kochania". Dla mnie była zakazana, tak jakby seks mnie miał w zyciu nie dotyczyć.
Ale tak naprawdę..... zaszkodziło to komuś jakoś przeokrutnie?
Ale tak naprawdę..... zaszkodziło to komuś jakoś przeokrutnie?
Czy zaszkodziło? Na pewno było ryzyko, że o seksie, dojrzewaniu i relacjach damsko-męskich dowiem się w nieodpowiedni sposób, wulgarny, wypaczony.
I, że to może wpłynąć na sposób postrzegania intymności jako na coś zakazanego, złego.
Jakoś dałam radę ![]()
Zawsze zazdrościłam mojej koleżance, ze ma z mamą zupełnie inne układy.
Ja się nie mogłam nadziwić jak koleżanka oznajmiła mi, że po kłótni z chłopakiem (jakieś 18 lat miałyśmy) mama poradziła jej coś tam coś tam. Wstrząsnęło mną i zapytałam "Jak to mama ci poradziła?! Skąd się dowiedziała?!?!?!", na co koleżanka "Jak to skąd? Powiedziałam jej". Zamurowało mnie całkowicie ![]()
Teraz coś tam napomnę, że coś tam mnie martwi, czy coś... ale bez szczegółów.
Jakoś przeokrutnie mi to nie zaszkodziło (może dopiero zaszkodzi
), bo zawsze miałam mnóstwo koleżanek do rozmów na te tematy.
Mnie też przeokrutnie nie zaszkodziło, ale troche żal, że nie mamy ze sobą aż takich dobrych relacji...