tak tylko sie chcialam zapytac jak sobie radzic z rozstaniem? rozstalam sie z moim eks jakies 3 tyg temu (4,5 letni zwiazek), bylo dosc przebojowo, jak pakowalam manatki to mi powiedzial ze mam sie pospieszyc( dodajmy ze jakbym sie uparla to on musial by opuscic lokum bo ja bylam na papierach jako wynajmujaca) a stroj taki do sexu jak wrzucilam do smietnika to go zniego wyjal mowiac 'to mi zostaw, to sobie urzyje z nowa dziewczyna', za kilka godzin przeprosil, ale co mi potym, co uslyszalam to moje. ogolnie przez caly zwiazek, jak sie zdenerwowal to mnie obrazal slowami, ze jak byl mlodszy I bardziej wyrzezbiony( oboje jestesmy przed 30stka) to by sie z taka brzydula nie zwiazal ( jak mial wypite) , ze nie mam przyjaciol, I ze ciagle wszystkich obgaduje, ze go kontroluje I ze jestem samolubna. czasami tak mi nawrzucal ze mialam dola przez tydzien a wrzucal o byle czym, co mu slina na jezyk przyniosla to wykrzyczal. raz z nim zerwalam, na pierwszym roku studiow,jak rzucal meblami itp ( choc nigdy mnie nie uderzyl), a raz to mi w twarz naplul po pijaku, w klotni. ale po miesiacu do niego wrocilam, na kolejnych 3,5 lat zeby teraz sie rozstac bo jednak 'sie nie zmienil'. raz nawet zabral kolege do burdelu na wieczor kawalerski I teirdzil ze tylko na drinka( oboje byli pijani wiec watpie ze na drinku sie skonczylo), ogladal porno a ze mna sexu niechcial zbyt czesto, moze raz w tyg. w koncu poszlismy na terapie ale po kilku miesiacach znow to samo, caly czas by spal, posprzatac tez nie, ah, szkoda gadac, no w kazdym razie musialam spakowac manatki I sie wyprowadzic bo mnie facet wykanczal psychicznie obrazajac mnie przy byle sprzeczce I na sam koniec jeszcze wmawiajac mi ze to moja wina bo jestem zbyt silna I nie pozwalam sobie na slabosci, jestem uparta I ze to ja go prowokuje do takich agresywnych zachowan. I z robie z siebie ofiare. Dodam ze jestem bardzo niezalezna kobieta ( skonczylam studia za granica utrzymujac sie sama, pracowalam od 16stego roku zycia, a I samo zycie mnie troche doswiadczylo, moze dlatego jestem 'zbyt silna' jak to moj eks ujal) ktora nie robi scen I dramatow o byle co. Pomimo tego ze kocham, musialam odejsc bo moj eks sobie coraz bardziej pozwal zamiast sie starac o nasz zwiazek. a ostatnim gwozdziem do trumny bylo wesele jego kumpla jak mi powiedzial ze mam wypierd.... jak mi sie cos niepodoba( po tym poprosilam go zeby mnie nie zostawial samej bo nikogo nie znalam na tym weselu) I zaczal na mnie glos podnosic tak ze az sie ludzie zaczeli patrzec. takze wzielam taxi I juz o 23 bylam w domu ( a mieszkam w dosc niebezpiecznym miescie, staram sie nie wracac sama do domu po zmroku) a on wrocil o 6 rano do domu zalany I nawet mi esa nie poslal czy dotarlam czy co. I odeszlam ale jest mi ciezko. Pomimo ze niechce, mysli I wspomienia same wedruja do mojej glowy. Jakies sugestie jak to powstrzymac/ zalagodzic? Mam tez dola, ostatniej nocy mi sie snil mowiac 'szybciej sie wyprowadzisz, tym lepiej dla ciebie, szybciej o mnie zapomnisz' no I zbudzilam sie z placzem nad ranem. Mam wrazenie ze juz sie z nikim nie zwiaze bo nie potrafie juz zaufac facetowi, ze lepiej sie skupic na karierze I innych przyjemnosciach w zyciu. tak sobie mysle- przez ostatnie 10 lat bylam w jakis roznych chorych zwiazkach gdzie sie staralam itp a odlacano mi albo zdrada albo obrazaniem albo klamstwami itp. a dodam ze nie jestem ani brzydka ani glupio dziewczyna, tylko jakos tak trafiam na idiotow. mam ochote sie poddac I nie zaprzatac sobie glowy facetami- bo I po co- zeby pozniej dostac 'nauczke' za kilka szczesliwych chwil?
Współczuję Ci. Zawsze możesz tutaj wylać swoje żale. Ja rozumiem Cię. Nie jesteś sama w tym cierpieniu.
3 2013-08-27 20:31:00 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-08-27 20:32:08)
Przeczytaj swojego posta, jakby to nie był Twój post. Zastanów się co byś odpisała jakiejś obcej kobiecie.
Mnie po przeczytaniu cholera bierze. Jest Ci ciężko, bo to siła przyzwyczajenia.
Czas to najlepszy przyjaciel, kobiety czasem też
.
Po co Ci takie zero? Takie nic.
Przecież dobrze Ci z nim nie było. Daletgo odeszłaś. Szkoda, że tak późno. Szkoda tych lat z nim przeżytych, bez wsparcia, szacunku, dobrego słowa, o miłości nie wspomnę
Jak przychodzą miłe wspomnienia, zacieraj je tymi złymi. Z postu widzę że masz czym.
Jesteś silną wartościową dziewczyną, to nie wada to atut.
Nie przekreślaj swoich szans na szczęście ![]()
Jest wiele możliwości. Można rzucać talerzami, przemalować mieszkanie, nauczyć się włoskiego, spalić bigos, wysmarować się kremem orzechowo-czekoladowym - ale przede wszystkim dać sobie czas, tyle ile trzeba.
Chyba się tu na stałe zadomowię.. ![]()
Kal-El,
A czy z uporczywymi myślami, też czas sobie poradzi?
Tzn nie są uporczywe... Ale niezależnie od tego, czy myję zęby, czy jem, czy jestem w pracy CIĄGLE o nim myślę. Dodam, że minął ponad miesiąc od rozstania, 4 lata związku... Odszedł bo się "wypalił" !
Nie chcę go w mojej głowie!
Kal-El,
A czy z uporczywymi myślami, też czas sobie poradzi?
Tzn nie są uporczywe... Ale niezależnie od tego, czy myję zęby, czy jem, czy jestem w pracy CIĄGLE o nim myślę. Dodam, że minął ponad miesiąc od rozstania, 4 lata związku... Odszedł bo się "wypalił" !Nie chcę go w mojej głowie!
Miesiąc to za mało. Daj czasowi więcej czasu ![]()
7 2013-08-27 21:44:11 Ostatnio edytowany przez ewelina102 (2013-08-27 21:45:40)
"A czy z uporczywymi myślami, też czas sobie poradzi?" Poradzi, spokojnie:-) U mnie trochę to zajęło(związek niecałe 6 lat), chociaż samo pogodzenie się z rozstaniem dużo szybciej niż myślałam. Ale żeby sobie jakoś poradzić z bólem, myslami zaczęłam po raz pierwszy prowadzić trochę nieregularnie, ale zawsze - pamiętnik, gdzie wyrzucałam cale żale, tak ku przestrodze dla siebie samej więc mogę Ci powiedzieć ile mi to zajęło: w marcu wybuchła bomba, że nie wiadomo jak z weselem, w lipcu wyprowadziłam się do nowego miejsca, ale nadal oficjalnie bylismy razem, jakoś październik/listopad podziękowaliśmy sobie za znajomość -i właśnie do tego czasu myśli o nim były jak wredna, upierdliwa mucha, generalnie wyglądałam jak cień człowieka, chociaż rozum mówił mi że dobrze się stało, w grudniu myślałam już średnio raz dziennie, o tym co robi, co się z nim dzieje itp., w lutym kolejnego roku wolność "myślowa", chociaż tak sądze, że jeszcze przez jakiś czas do mnie różne myśli wracały, zwłaszcza jak się czegoś o nim dowiedziałam, albo po rozmowie z nim (np. urodznowej).
Także samo "myślenie" o drugim człowieku jak łączyło nas coś głębszego trwa chyba dużej, niż samo poczucie straty po rozstaniu, tak przynajmniej było w moim przypadku. Nie ukrywam, że też pomógł mi w tym nowy obiekt westchnień, chociaż zupełnie platoniczny, to powoli wkradał się w miejsce myśli o eks. Dziś dwa lata później nadal raz na jakiś czas pomyślę o byłym, ale to już jest zupełnie co innego, nie rani, nie powoduje smutnych wspomnień, raczej jest jak jakiś epizod w moim życiu, który kiedyś tam był i się skończył.
Ewelina, dałaś dużą dawkę optymizmu.
Ja się jako tako godzę ze stratą, choć spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Też wiem, że lepiej teraz niż po ślubie, choć czasem tęsknię wciąż..
Tylko właśnie... Chciałabym poczuć tą wolność myślową, bo wykańcza mnie to... Ale muszę i z tym się zmierzyć.
byłam w podobnym związku...także toksycznym. Nie był to mój pierwszy związek, ale powiem Ci, że po takim związku trudno wrócić do normalności, trudno zapomnieć. Ja doszłam do wniosku, że mnie obrażał po to, żeby skutecznie obniżyć moją samoocenę do zera i mnie od siebie uzależnić. Też kochałam, też odeszłam mimo to. Stwierdziłam, że mnie wykańcza psychicznie, że nie daję rady, że przyjdzie taki moment, ze chwycimy za noze. Stwierdzilam, ze wolę pocierpieć parę msc, lat niż całe życie przy takim człowieku. Więc odeszłam. Również mieszkaliśmy razem, ale to on się wyprowadził, bo to było moje mieszkanie. Z początku było mi łatwej, bo miałam w głowie te wszystkie sytuacje, pozniej pojawiały się wątpliwości, zacierały się złe wspomnienia, te dobre się pojawiały tylko w głowie. Po kilku msc spytał się mnie czy chciałabym wrócić. Nie wiem czy dlatego, ze on chciał czy tylko tak. Mimo, że nadal kochałam, mimo, że każda cząstka ciała wołała chcę! Odpowiedziałam nie, wiedzialam, ze to dobra decyzja. Po 3 letnim związku zbierałam się z półtora roku. Jakieś rady? Wychodź do ludzi to przede wszystkim! Ja zaczęłam się spotykac ze znajomymi, wychodzić gdzieś. Wcześniej również dbałam o siebie, ale zmieniłam fryzure, zmieniłam styl, zaczęłam ćwiczyć, zainwestowałam w siebie. Z każdym dniem czułam się lepiej sama ze sobą. Zafundowalam sobie wakacje za granicą. Ogolnie rozpieszczałam się. I minęły już dwa lata. Jestem nadal sama, ale inna, silniejsza, atrakcyjniejsza, mądrzejsza i lepsza. Jestem lepszym człowiekiem. O nim nie zapomnialam, pewnie nigdy nie zapomnę takiego traumatycznego przezycia, ale nie zaluje. Wiem, że dziś byłabym wrakiem człowieka. Trzymaj się Kochana! Życzę duzo siły!
little miss sunshine nie wiem jak wyglądało Twoje dzieciństwo ale toskyczne związki o czymś mówią. Moim zdaniem dobrze, że odeszłaś i nie wracaj do niego pod żadnym pozorem.
Dziewczyno idź na terapię i poukładaj siebie. To pomaga bardziej niż cokolwiek. Znajdź dobrego terapeute, a szybko Ci przejdzie "miłość" do człowieka, który Cię krzywdził.
Jak nie naprawisz siebie to pojawi się kolejny i tak będzie zawsze. On jest już przeszłością ale masz jakiś problem, który powoduje, że pakujesz sie w związki, które Cię niszczą.
Przeczytaj swojego posta, jakby to nie był Twój post. Zastanów się co byś odpisała jakiejś obcej kobiecie.
Mnie po przeczytaniu cholera bierze. Jest Ci ciężko, bo to siła przyzwyczajenia.
Czas to najlepszy przyjaciel, kobiety czasem też.
Po co Ci takie zero? Takie nic.
Przecież dobrze Ci z nim nie było. Daletgo odeszłaś. Szkoda, że tak późno. Szkoda tych lat z nim przeżytych, bez wsparcia, szacunku, dobrego słowa, o miłości nie wspomnęJak przychodzą miłe wspomnienia, zacieraj je tymi złymi. Z postu widzę że masz czym.
Jesteś silną wartościową dziewczyną, to nie wada to atut.
Nie przekreślaj swoich szans na szczęście
tak, wiem I napewno bym doradzila kumpeli/siostrze rzucic to w cholere:) ale samemu to ciezko jest byc obiektywnym a juz wogole jak sie czlowiek zakocha, we mnie tez sie az gotuje jak sobie to wszystko przypominam I ze taka glupia bylam ze tak dlugo czekalam na to ze sie zmieni. tez nie moge powiedziec, mile momenty tez byly, wspieral mnie ( czasami:), jezdzilismy na wakacje ale tak jak mowie, korzystal z kazdej okazji zeby zanizyc moja samoocene a pozniej to i tak sie czulam jakbym sama w tym zwiazku byla ( przez ostatnie 1,5ra roku), przez dosc dlugi okres. Chyba potrzebowalam tu sie wyzalic zeby osoby bezstronne mi napisaly ze dobrze zrobilam ( tak tez czuje w srodku, ale cholernie boli. ale widzicie, tak sie mowi ze dzis mlodzi nie chca naprawiac zwiazkow, ze odrazu sie rozchodza itp. no ale jak czlowiek chce cos naprawiac to jeszcze za to dostanie w d....
Pozdrawiam I dziekuje, naprawde bylo mi potrzebne to wszystko przeczytac, od razu mi lepiej:)
little miss sunshine nie wiem jak wyglądało Twoje dzieciństwo ale toskyczne związki o czymś mówią. Moim zdaniem dobrze, że odeszłaś i nie wracaj do niego pod żadnym pozorem.
Dziewczyno idź na terapię i poukładaj siebie. To pomaga bardziej niż cokolwiek. Znajdź dobrego terapeute, a szybko Ci przejdzie "miłość" do człowieka, który Cię krzywdził.
Jak nie naprawisz siebie to pojawi się kolejny i tak będzie zawsze. On jest już przeszłością ale masz jakiś problem, który powoduje, że pakujesz sie w związki, które Cię niszczą.
Dziecinstwo mialam ok, moje siostry maja normalnych facetow. mamy normalny dom, kochajaca rodzine, mama tez jest silna kobieta, nie pozwalala sobie na nic glupiego ze strony ojca. tez myslalam o terapii ale cholera mnie bierze bo to on ma ze soba problem a nie ja a na sam koniec ja mam byc tak glupia co na terapie chodzi?:) ale prawda jest taka ze terapia by pomogla. on juz na sam koniec przekonywal ze on pojdzie na terapie, ale ja sobie uswiadomilam ze mam dosc matkowania, chce sie naprawiac to niech robi to sam:)
dzieki za posta!
byłam w podobnym związku...także toksycznym. Nie był to mój pierwszy związek, ale powiem Ci, że po takim związku trudno wrócić do normalności, trudno zapomnieć. Ja doszłam do wniosku, że mnie obrażał po to, żeby skutecznie obniżyć moją samoocenę do zera i mnie od siebie uzależnić.
TAK WLASNIE BYLO TEZ U MNIE- MOWIL COKOLWIEK ZEBY TYLKO POCZUC SIE LEPIEJ, A MOWIL RZECZY NIESAMOWITE, I TYLKO PATRZAL KIEDY ZACZNE PLAKAC ( AZ SIE WE MNIE GOTUJE, BO JUZ WTEDY POWINNAM Z TYM ZROBIC PORZADEK)
Też kochałam, też odeszłam mimo to. Stwierdziłam, że mnie wykańcza psychicznie, że nie daję rady, że przyjdzie taki moment, ze chwycimy za noze. Stwierdzilam, ze wolę pocierpieć parę msc, lat niż całe życie przy takim człowieku.
I WIDZISZ, MOJI BLISCY MOWIA TO SAMO, LEPIEJ POCIERPIEC KILKA MIESIECY NIZ CALE ZYCIE...SWIETA PRAWDA
Więc odeszłam. Również mieszkaliśmy razem, ale to on się wyprowadził, bo to było moje mieszkanie. Z początku było mi łatwej, bo miałam w głowie te wszystkie sytuacje, pozniej pojawiały się wątpliwości, zacierały się złe wspomnienia, te dobre się pojawiały tylko w głowie. Po kilku msc spytał się mnie czy chciałabym wrócić. Nie wiem czy dlatego, ze on chciał czy tylko tak. Mimo, że nadal kochałam, mimo, że każda cząstka ciała wołała chcę! Odpowiedziałam nie, wiedzialam, ze to dobra decyzja. Po 3 letnim związku zbierałam się z półtora roku. Jakieś rady? Wychodź do ludzi to przede wszystkim! Ja zaczęłam się spotykac ze znajomymi, wychodzić gdzieś. Wcześniej również dbałam o siebie, ale zmieniłam fryzure, zmieniłam styl, zaczęłam ćwiczyć, zainwestowałam w siebie. Z każdym dniem czułam się lepiej sama ze sobą. Zafundowalam sobie wakacje za granicą. Ogolnie rozpieszczałam się. I minęły już dwa lata. Jestem nadal sama, ale inna, silniejsza, atrakcyjniejsza, mądrzejsza i lepsza. Jestem lepszym człowiekiem. O nim nie zapomnialam, pewnie nigdy nie zapomnę takiego traumatycznego przezycia, ale nie zaluje. Wiem, że dziś byłabym wrakiem człowieka. Trzymaj się Kochana! Życzę duzo siły!
dziekuje za posta, bardzo madre slowa I madra kobitka jestes. czasem( ostatnio czesto haha) ogladam 'Nigdy w Zyciu' na poprawe humouru. zdaje sobie sprawe ze jest niewiele kobiet/ mezczyzn ktore/rzy potrafia odejsc gdy sa nieszczesliwe w zwiazku, moze dlatego ze nie jest to latwe. ale tak jak piszesz jest to najlepsza opcja I czlowiek jakos tam sobie z tym poradzi predzej czy pozniej. a u mnie jak sie okazalo- jednak mam kilku przyjaciol, ktorzy zaoferowali zakwaterowanie dopoki sobie czegos nie znajde, takze chyba nie jestem taka czarucha jak mi to wmawiano:) a z tego co moj eks sie tlumaczyl to jego rodzice tak wlasnie sie obrazali cale zycie I ze niby dlatego on tez takie ma zachowania, ale dla mnie to bzdura, czlowiek dorosly ma swoj wlasny rozum I dokonuje swiadomych wyborow. I to tez mu powiedzialam na odchodne.
pozdrawiam !
Fragi20 napisał/a:Kal-El,
A czy z uporczywymi myślami, też czas sobie poradzi?
Tzn nie są uporczywe... Ale niezależnie od tego, czy myję zęby, czy jem, czy jestem w pracy CIĄGLE o nim myślę. Dodam, że minął ponad miesiąc od rozstania, 4 lata związku... Odszedł bo się "wypalił" !Nie chcę go w mojej głowie!
Miesiąc to za mało. Daj czasowi więcej czasu
to jest nas dwie:) ale wiesz, moze lepiej jak szczerz ci powiedzial ze sie wypalil niz mialby za plecami krecic... potrzeba nam czasu I rozrywki:) pozdrawiam!
Dziekuje Kobietki za mile posty, nie wyobrazacie sobie jak bardzo mi pomoglyscie swoimi wypowiedziami, czyba musialam to wszystko zobaczyc czarno na bialym zeby poczuc sie lepiej. O powrocie nie ma mowy, ja nie odstawiam szopek z wyprowadzka zeby ot tak wrocic, przegial wszelkie granice, moze potrzebowalam az tak dlugo z nim zostac zeby sie przekonac do czego jest zdolny, zeby mi sie oczy otworzyly I byc moze zeby od razu eliminowac typow spod ciemnej gwiazdy w przyszlosci. cale szczescie ze nie mam z nim kredytu, dziecka ani slubu, jestem wolna I moge robic ze swoim zyciem co mi sie tylko podoba. A dla kobitek w podobnej sytuacji do mojej, polecam film 'Nigdy w zyciu'- rewelacja!!!
Pozdrawiam serdecznie!!!
Podziwiam za siłe, że zdecydowałas się odejść. Ja nadal trwam w tym pożal się Boże związku. Znowu czuję ten palący ból, jak wtedy gdy znajdowałam prezerwatywy (a my ich nie używaliśmy bo byłam na tabletkach), teraz to portal z paniami świadczącymi usługi seksualne. Wtedy obiecałam sobie, że jak tylko coś takiego własnie zacznie sie dziać, odejde, kopne to wszystko ... I co? Nie mam odwagi. Boję się zostać sama. Lepsze to co złe ale znane od tego nieznanego? Nie wiem. Z nikim nie powinno byc mi już gorzej, bo od mojego dostałam cały pakiet złych rzeczy.
Podziwiam za odwagę.
Słońce, będą lepsze i gorsze chwile. Czasami będzie naprawdę ciężko, ale musisz być silna. Człowiek już tak jest zbudowany, ze jest w stanie znieść wszystko. Ja sobie tłumaczyłam, że nie takie pary się rozstają, że ludzie mają dzieci, kilkanaście lat stażu małżeńskiego i się rozstają, a życie toczy się dalej. Mój były już kogoś ma, chyba od roku. Bałam się tego momentu, ale zaskoczyłam samą siebie. Nie byłam zazdrosna, obyło się bez histerii i co dziwne-cieszyłam się nawet. Najgorsze jest to, że boję się, że się sama zestarzeję:P to głupie, wiem, jestem jeszcze młoda-tak samo jak Ty jestem przed trzydziestką, ale mam takie obawy. No nic pożyjemy-zobaczymy. Z dwojga złego uważam, że lepiej zestarzeć się samej niż z takim człowiekiem. Mój też mi mówił, że jestem beznadziejna i nikt mnie nie lubi. W tej chwili mam tylu bliskich znajomych, że on chyba nie miał tylu przez całe życie. Będzie dobrze, ale musisz uzbroić się w cierpliwość, każdemu jest potrzebny indywidualny czas, ale pewnie rok Ci to zajmie. Mój później był zaskoczony, że tak świetnie sobie daję radę bez niego-myślał, że zginę marnie. Myśl o sobie. Szanujmy się. Nie pozwólmy, żeby jakiś dupek nami pomiatał. Jak się same nie będziemy szanowały to nie oczekujmy szacunku od innych. Jedynie mam nadzieję, że oni żałują, że tacy byli, a jak nie żałują to, że jeszcze pożałują. Mój były też obiecywał zmianę, dostawał milion szans, ale wiedziałam, że po milionowej pierwszej także nie będzie zmiany. Jakbyś miała gorsze dni, chciała z kimś pogadać napisz do mnie, chętnie wysłucham i pomogę:)
Podziwiam za siłe, że zdecydowałas się odejść. Ja nadal trwam w tym pożal się Boże związku. Znowu czuję ten palący ból, jak wtedy gdy znajdowałam prezerwatywy (a my ich nie używaliśmy bo byłam na tabletkach), teraz to portal z paniami świadczącymi usługi seksualne. Wtedy obiecałam sobie, że jak tylko coś takiego własnie zacznie sie dziać, odejde, kopne to wszystko ... I co? Nie mam odwagi. Boję się zostać sama. Lepsze to co złe ale znane od tego nieznanego? Nie wiem. Z nikim nie powinno byc mi już gorzej, bo od mojego dostałam cały pakiet złych rzeczy.
Podziwiam za odwagę.
powiem ci tak Goldenko: ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE jest lepiej byc samemu niz w zwiazku z kims kto cie nie sznuje. ja spakowalam rzeczy w czarne worki ( wzielam tylko SWOJE ciuchy a garnki itp- wszystko mu zostawilam, bylo mi juz wszystko obojetne, chcialam poprostu sie z tego wszystkiego odciac!) I zawiozlam je do przechowalni rzeczy a sama zjechalam do domu na kilka tygodni, zeby to jakos strawic. jakos sie okazalo ( I to za granica!) ze sa osoby ktore bardzo chetnie mnie przenocuja do poki czegos nie znajde. na pewno znajda sie jakies osoby ktorym na tobie zalezy- rodzina, jakies kolezanki/ koledzy. nigdy nie jest tak ze nie masz innego wyjscia. a nie trzeba odwagi zeby sie wyprowadzic, poprostu coraz ciezej mi bylo samej sobie w twarz spojrzec, I zaakceptowac tego jaka osoba sie stawalam. moj obiecywal, ze nigdy mnie nie zdradzil- I wierzylam a teraz jak patrze z dystansu- guzik prawda- jaja sobie ze mnie robil- BO SOBIE NA TO POZWALALAM. ja sobie uloze zycie, fajne zycie- z faceta czy bez! a po co ci taki na starosc co cie jeszcze z kasy oskubie I z godnosci?! pakuj manatki I ukladaj sobie zycie od nowa, ludzie po 40stce sobie od nowa zycie musza ukladac, a ty mloda 'juha' tez sobie poradzisz. nie jest to latwe ale jak ty sie sama nie bedziesz szanowac to nikt inny tez nie okaze tobie szacunku. a z czasem bedzie jeszcze gorzej, wiem co pisze...
pozdrawiam i zycze odwagi kochana, nigdy nie jest tak zle zeby nie bylo gorzej ani tak dobrze zeby nie moglo byc lepiej:)
Słońce, będą lepsze i gorsze chwile. Czasami będzie naprawdę ciężko, ale musisz być silna. Człowiek już tak jest zbudowany, ze jest w stanie znieść wszystko. Ja sobie tłumaczyłam, że nie takie pary się rozstają, że ludzie mają dzieci, kilkanaście lat stażu małżeńskiego i się rozstają, a życie toczy się dalej. Mój były już kogoś ma, chyba od roku. Bałam się tego momentu, ale zaskoczyłam samą siebie. Nie byłam zazdrosna, obyło się bez histerii i co dziwne-cieszyłam się nawet. Najgorsze jest to, że boję się, że się sama zestarzeję:P to głupie, wiem, jestem jeszcze młoda-tak samo jak Ty jestem przed trzydziestką, ale mam takie obawy. No nic pożyjemy-zobaczymy. Z dwojga złego uważam, że lepiej zestarzeć się samej niż z takim człowiekiem. Mój też mi mówił, że jestem beznadziejna i nikt mnie nie lubi. W tej chwili mam tylu bliskich znajomych, że on chyba nie miał tylu przez całe życie. Będzie dobrze, ale musisz uzbroić się w cierpliwość, każdemu jest potrzebny indywidualny czas, ale pewnie rok Ci to zajmie. Mój później był zaskoczony, że tak świetnie sobie daję radę bez niego-myślał, że zginę marnie. Myśl o sobie. Szanujmy się. Nie pozwólmy, żeby jakiś dupek nami pomiatał. Jak się same nie będziemy szanowały to nie oczekujmy szacunku od innych. Jedynie mam nadzieję, że oni żałują, że tacy byli, a jak nie żałują to, że jeszcze pożałują. Mój były też obiecywał zmianę, dostawał milion szans, ale wiedziałam, że po milionowej pierwszej także nie będzie zmiany. Jakbyś miała gorsze dni, chciała z kimś pogadać napisz do mnie, chętnie wysłucham i pomogę:)
Dziekuje! tak, moj tez dostawal million szans tylko po to zeby sie 'pokazac' przy kolegach na sam koniec. masz racje, lepiej byc samemu niz z byle kim! napewno sobie kogos fajnego znajdziemy, taki co nas bedzie szanowal. a tak, jak bysmy byly z takimi nieudacznikami to chocby ktos chcial to niemoze zagadac bo bylybysmy 'zajete'
zaczynam widziec pozytywy w tej calej sytuacji:) a najgorsze jest takie myslenie 'oh, juz nikogo nie znajde' ja tez mam takie myslenie teraz ale planuje isc do psychologa zeby sie pozytywnie nastawic:)
Kal-El,
A czy z uporczywymi myślami, też czas sobie poradzi?
Tzn nie są uporczywe... Ale niezależnie od tego, czy myję zęby, czy jem, czy jestem w pracy CIĄGLE o nim myślę. Dodam, że minął ponad miesiąc od rozstania, 4 lata związku... Odszedł bo się "wypalił" !Nie chcę go w mojej głowie!
Witaj
pierwszy raz próbuję tutaj podjąć temat.
w skrócie ,jestem mężatką z 25 letnim stażem i już dwukrotnie zostałam zdradzona.
Mimo tego cały czas miałam nadzieję,że on wróci.
Non stop myślałam co robi?Czekałam na telefon, nawet pod byle pretekstem dzwoniłam do niego.
Wrócił. Byłam szczęśliwa,ale z czasem zaczęły się kłótnie, wypominałam mu co mi zrobił. Muszę w tym miejscu zaznaczyć,że byłam z nim tylko w weekendy gdyż podjął pracę w innym mieście. Tak dotrwaliśmy do teraz( 4 lata od zdrady), jeszcze były wspólne wakacje choć nie obyło się bez sprzeczki, czułam,że coś jest nie tak.
No i teraz w sobotę powiedział,że tak dłużej być nie może,chce mieć spokój, chce ułożyć sobie życie, mówiąc,że nie ma tu drugiego dna.
chciałabym w to wierzyć?
W tej chwili przechodzę to samo,cały czas myślę o nim,mam go w głowie i chciałabym aby zmienił decyzję. O "wypaleniu" także usłyszałam. Jest mi bardzo ciężko! Co mam robić?
Bardzo mi przykro, że musisz się z tym zmagać.
Nie potrafię Ci powiedzieć co masz robić, bo na to nie ma gotowej odpowiedzi. Ale przede wszystkim musisz pozbyć się nadziei. Mi to baardzo pomogło, stanęłam przed lustrem i sobie powiedziałam "Ten człowiek nie może juz być nigdy w Twoim zyciu, nie chcesz go". I tak milion razy zanim przestałam czekać na telefon, na to, aż podjedzie pod dom...
Oczywiście, są momenty, kiedy jest baaardzo ciężko, ale to czy wstaniemy zależy od nas tylko i wyłącznie. Powiedziałam sobie dość- nie będę wegetować przez człowieka, który zdradził, później porzucił... Tłumaczę sobie to tak: Wróci i co ? Będzie happy end? Chyba nie... Teraz czekałabym na kolejny jego numer, nie umiałabym mu ufać, być po prostu... Za dużo krzywdy przez niego doznałam...
Drugą sprawą jest akceptacja siebie- po zdradzie i porzucenie nasze poczucie wartości spada na samo dno, przez 2 tygodnie nie robiłam ze sobą nic poza prysznicem wieczorem. Z wielkim trudem któregoś dnia się wyszykowałam i wyszłam do ludzi- pomaga, naprawdę! Musisz znów poczuć się atrakcyjna, kobieca, bo to wszystko zostało w Tobie zdeptane, doskonale o tym wiem..
Teraz, po czasie widzę, że wszystkie rady typu wyjdź do ludzi, zadbaj o siebie, nie siedź w domu nie są truizmami! To działa, tylko musisz tego chcieć.
A z myśleniem, to tak jak napisała kiedysbylam- trzeba się przyzwyczaić... W końcu minie. Z czasem poczujesz, że jest go w głowie coraz mniej...
Ja jestem na początku drogi, ale obiecałam sobie, że się nie poddam, nie stracę już więcej dnia na płacze za nim.. Lekko nie jest, wciąż tęsknie, wolałabym, żeby był, ale wiem, że nie bedzie i tego się trzymam. Buduję sobie nową rzeczywistość, planuję co chcę sama robić, a co nie mogłam będąc w związku...
trzymaj się! Z każdym dniem będzie lepiej, łatwiej...
Fragi20 napisał/a:Kal-El,
A czy z uporczywymi myślami, też czas sobie poradzi?
Tzn nie są uporczywe... Ale niezależnie od tego, czy myję zęby, czy jem, czy jestem w pracy CIĄGLE o nim myślę. Dodam, że minął ponad miesiąc od rozstania, 4 lata związku... Odszedł bo się "wypalił" !Nie chcę go w mojej głowie!
Witaj
pierwszy raz próbuję tutaj podjąć temat.
w skrócie ,jestem mężatką z 25 letnim stażem i już dwukrotnie zostałam zdradzona.
Mimo tego cały czas miałam nadzieję,że on wróci.
Non stop myślałam co robi?Czekałam na telefon, nawet pod byle pretekstem dzwoniłam do niego.
Wrócił. Byłam szczęśliwa,ale z czasem zaczęły się kłótnie, wypominałam mu co mi zrobił. Muszę w tym miejscu zaznaczyć,że byłam z nim tylko w weekendy gdyż podjął pracę w innym mieście. Tak dotrwaliśmy do teraz( 4 lata od zdrady), jeszcze były wspólne wakacje choć nie obyło się bez sprzeczki, czułam,że coś jest nie tak.
No i teraz w sobotę powiedział,że tak dłużej być nie może,chce mieć spokój, chce ułożyć sobie życie, mówiąc,że nie ma tu drugiego dna.
chciałabym w to wierzyć?
W tej chwili przechodzę to samo,cały czas myślę o nim,mam go w głowie i chciałabym aby zmienił decyzję. O "wypaleniu" także usłyszałam. Jest mi bardzo ciężko! Co mam robić?
moze jakas terapia? 25lat malzenstwa...no ale jak zdradzal to bedzie zdradzal, moim zdaniem zaufania sie juz nie da odbudowac po czyms takim, ale co ja tam wiem. moze idz do psychologa albo razem idzcie na terapie? przykro mi ze sie tak wszystko potoczylo. chyba terapeutka najlepiej ci doradzi. pozdrawiam!!!
Sama40 napisał/a:Fragi20 napisał/a:Kal-El,
A czy z uporczywymi myślami, też czas sobie poradzi?
Tzn nie są uporczywe... Ale niezależnie od tego, czy myję zęby, czy jem, czy jestem w pracy CIĄGLE o nim myślę. Dodam, że minął ponad miesiąc od rozstania, 4 lata związku... Odszedł bo się "wypalił" !Nie chcę go w mojej głowie!
Witaj
pierwszy raz próbuję tutaj podjąć temat.
w skrócie ,jestem mężatką z 25 letnim stażem i już dwukrotnie zostałam zdradzona.
Mimo tego cały czas miałam nadzieję,że on wróci.
Non stop myślałam co robi?Czekałam na telefon, nawet pod byle pretekstem dzwoniłam do niego.
Wrócił. Byłam szczęśliwa,ale z czasem zaczęły się kłótnie, wypominałam mu co mi zrobił. Muszę w tym miejscu zaznaczyć,że byłam z nim tylko w weekendy gdyż podjął pracę w innym mieście. Tak dotrwaliśmy do teraz( 4 lata od zdrady), jeszcze były wspólne wakacje choć nie obyło się bez sprzeczki, czułam,że coś jest nie tak.
No i teraz w sobotę powiedział,że tak dłużej być nie może,chce mieć spokój, chce ułożyć sobie życie, mówiąc,że nie ma tu drugiego dna.
chciałabym w to wierzyć?
W tej chwili przechodzę to samo,cały czas myślę o nim,mam go w głowie i chciałabym aby zmienił decyzję. O "wypaleniu" także usłyszałam. Jest mi bardzo ciężko! Co mam robić?moze jakas terapia? 25lat malzenstwa...no ale jak zdradzal to bedzie zdradzal, moim zdaniem zaufania sie juz nie da odbudowac po czyms takim, ale co ja tam wiem. moze idz do psychologa albo razem idzcie na terapie? przykro mi ze sie tak wszystko potoczylo. chyba terapeutka najlepiej ci doradzi. pozdrawiam!!!
a tak pozatym, zycie sie dla ciebie jeszcze nie skonczylo, ludzie po 40stce tez szukaja partnerow takze wcale nie jest powiedziane ze juz nikogo nie znajdziesz! moze akurat spotkasz takiego co bedzie cie szanowal a nie zanizal samoocene!
Kobity! Moja mama po 50 się rozwiodła, po rozwodzie poznala innego i się zaręczyła!
Kobity! Moja mama po 50 się rozwiodła, po rozwodzie poznala innego i się zaręczyła!
dziękuję za słowa otuchy. Myślę również o jakimś psychologu, który pomógłby mi ( może)
zmienić nastawienie do takiej sytuacji.
Wiem,że mąż zrobił mi krzywdę,ale w mojej głowie nie chce się nic zmienić.
jest taki sam scenariusz z jego strony jak poprzednio. Od razu stał się zdystansowany. Telefonuje sobie do córek, pytając co u nich zaznaczam,że nie opowiada o sobie,a one nie pytają.
w przyszłym tygodniu zadeklarował,że przyjedzie do domu na weekend i jak on to sobie wyobraża,że na ten czas będziemy się mijać?,a może jakby nigdy nic spokojnie rozmawiać o niczym? Powiedział wcześniej,że to jest również jego dom i będzie przyjeżdżał kiedy będzie chciał.
Z jednej strony chciałabym aby przyjechał, może coś jeszcze dałoby się zrobić.
Wiem pomyślicie,że jestem niemądra ale to jest silniejsze ode mnie.
Wracając do mojego nastawienia, nadziei i sprawy z pomocą psychologa to podchodzę z rezerwą.
Będąc wcześniej w podobnej sytuacji skorzystałam z jego pomocy,ale zamiast wyjść po spotkaniu zadowolona to miałam ogromnego doła i teraz się obawiam.
Pozdrawiam:(
A nie ma możliwości, zebyś Ty wyjechała z domu na weekend? Zebyś nie musiała oglądać jego parszywej facjaty?
Na forum działa grupa wsparcia, dla osób po rozstaniu. zajrzyj tez tam ![]()
Ja trzymam za Ciebie kciuki i wierze ze bedzie dobrze, ba, ja to wiem!! ![]()
Na forum działa grupa wsparcia, dla osób po rozstaniu. zajrzyj tez tam
Ja trzymam za Ciebie kciuki i wierze ze bedzie dobrze, ba, ja to wiem!!
Bardzo Wam dziękuję i chętnie czytam to co do mnie piszecie,jesteście takie silne.
chętnie i już nałogowo czytam Wasze rady.
Dzisiaj do mnie zadzwonił i nawet spokojnie rozmawiał,ale zaznaczył ,że obstaje przy swoim. Zaznaczył,że jeśli będzie pisał pozew to chce rozwodu bez orzekania o winie...
odpowiedziałem ,że jeszcze porozmawiamy na ten temat ale nie przez telefon,a jeśli chce tak bardzo wiedzieć to mnie za cenę jego spokoju i wolności na starość satysfakcjonuje tylko rozwód z jego winy. zdenerwował się i skończył rozmowę.
Słuchajcie tak mówiłam ,ale myśli miałam inne.
Znów chciałam prosić żeby się opamiętał.
Postąpiłam wbrew sobie. Ciekawi mnie czy zastanawia się nad moim zachowaniem?
On bardzo się boi rozwodu z orzekaniem o winie.
Dziękuję Tobie,że trzymasz za mnie kciuki,to dużo daje.
Pozdrawiam bardzo. Do usłyszenia.