Długo zastanawiałam się gdzie mogę usłyszeć, czy przeczytać poradę od osób obiektywnych. Tak trafiłam na to forum. Przez 5 lat byłam w związku. Kochałam i nadal kocham mężczyznę, w którym się zakochałam. Problem w tym, że on zmienił się w inną osobę. Próbowałam nas ratować, ale on zrezygnował. Oboje postanowiliśmy się rozstać. Nadal utrzymujemy częsty kontakt. Brakuje mi tamtego chłopaka, który zniknął jakieś dwa lata temu. Jeśli chodzi o seks, to nigdy nie układało nam się tak, jak powinno. W trakcie całego naszego związku byliśmy ze sobą jakieś 20 razy. Problem tkwił w braku jego sprawności. Nie szukałam nigdy substytutu w postaci innego faceta. Mój partner miał problemy z niezrównoważoną psychicznie matką i sporadycznie z agresją skierowaną w moją stronę, więc chodzi na terapię do psychologa. Mimo różnych sytuacji zauważyłam jedno - nie potrafiłam się na niego zdenerwować. Bardzo, bardzo rzadko podnosiłam na niego głos. Nasze kłótnie były z mojej strony raczej bez emocji. Pół roku temu zaczęłam współpracę z pewnym mężczyzną. Zostaliśmy partnerami biznesowymi. Czuć było między nami tak zwaną "chemię". On jest w pewien sposób uzależniony ode mnie zawodowo. Rozumiemy się bez słów. Zaprzyjaźniliśmy się. Pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i inne pieszczoty. Nie doszło między nami do zbliżenia. Paradoks mojej sytuacji polega na tym, że całe nasze otoczenie uważa go za babiarza, a mnie za flirciarę. My we dwoje wiemy, że dużo paplamy, ale nie zdradziliśmy do tej pory naszych partnerów. Ja jestem w tej chwili sama, on ma żonę i dorosłą córkę. Jest ode mnie starszy o 20 lat. Myślę, że jest wobec mnie uczciwy. Przekonałam się o tym wielokrotnie - na płaszczyźnie zawodowej i prywatnej. Ma dobre serce i chyba za to właśnie darzę go sympatią. Nie żyje z żoną - nie ma między nimi bliskości. Nie sypiają ze sobą. Poznał mnie z nią i ze swoją rodziną - również z rodzicami. Dużo rozmawiamy. Coraz częściej łapię się na tym, że chcę mu powiedzieć "kocham Cię". Oboje wiemy, że to co robimy nie jest ok. Gdzieś z tyłu głowy pragnę go jak nikogo do tej pory. On mówi, że nie możemy, nie powinniśmy. Niczego mi nie obiecywał, ale też nie zaprzeczył kiedy rozmawialiśmy o jego rozwodzie. On jest bardzo ułożony i nie jest pochopny. Ja jestem impulsywna. Potrafi we mnie wzbudzić wulkan uczuć - nawet złoszczę się na niego jak na nikogo innego!
Drogie Panie doradźcie czy w ogóle trzeba mi coś doradzić? Czy jestem w ślepym zaułku? Nie powinnam żądać deklaracji, bo za krótko się znamy. Co robić?
Skąd w was młode, ładne dziewczyny bierze się tyle naiwności? Jak facet żonaty to albo żona go nie rozumie, albo nic go z nią nie łączy, no i rzecz jasna nie sypiają ze sobą od baaardzo dawna.
Tyle wiecie ile wam powie "nieszczęśliwy, nierozumiany, odtrącony ....." małżonek i naiwnie wierzycie w te wszystkie bajeczki.
Całe otoczenie uważa go za babiarza - pewnie taki jest, tylko w granicach wyznaczonych przez siebie ram, uwodzi, komplementuje, ba nawet pozwoli się przytulić. Tyle mu wystarczy, tyle go dowartościowuje, dalej się nie posunie, bo trzeba by może się określić, podjąć ryzyko utraty wszystkiego co się z małżeństwem wiąże.
Zaprzyjaźniliśmy się. Pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i inne pieszczoty. Nie doszło między nami do zbliżenia
My we dwoje wiemy, że dużo paplamy, ale nie zdradziliśmy do tej pory naszych partnerów.
Pocałunki i inne pieszczoty to już zdrada.
On jest bardzo ułożony i nie jest pochopny.
Rzeczywiście ułożony. Zona w domu, a on mizia się w robocie z młodą laską.
Drogie Panie doradźcie czy w ogóle trzeba mi coś doradzić? Czy jestem w ślepym zaułku? Nie powinnam żądać deklaracji, bo za krótko się znamy.
OJ jesteś w ślepym zaułku. Tak zażądaj, nich sie rozwiedzie, z tym że przygotuj się na to, że jego odpowiedź Cię nie zadowoli.
3 2013-08-27 18:07:45 Ostatnio edytowany przez Chada (2013-08-27 18:09:20)
Jestem na tym forum od niedawna, ale z tego co zdążyłam zauważyć, to takich historii jak Twoja jest na pęczki, i wszystkie są łudząco do siebie podobne. Wszędzie przewija się nieszczęśliwy w małżeństwie facet, i naturalnie jego niedoli winna jest oschła, zołzowata żona, z którą nic go już nie łączy. Nie podjął dotychczas decyzji o rozstaniu, bo a to boi się o żonę, coby sobie krzywdy nie wyrządziła, a to o dzieci, a o majątek - pomysłów na wymówki jest nieskończenie wiele. Robi z siebie takiego skrzywdzonego, uczuciowego żuczka, a naiwne kobiety dają się na taki kiepski wabik urobić. Wkręcają się w relację coraz bardziej, wdają się w romans, aż wreszcie tak są omotane, a pardon - wielce zakochane, że nawet nie potrafią się zorientować, iż stanowią wyłącznie kolejną przygodę w jego życiu, która kiedyś się skończy, żuczek powędruje do żony, a one zostaną same, wielce skrzywdzone i zawiedzione.
Poczytaj wątki o zdradzie na tym forum. Myślę, że wówczas uzyskasz odpowiedzi na swoje pytania.
powiem ci tak- mam wujaszka co to ciagnal na 2 fronty przez ostatnie 40 lat. teraz mieszka ze swoja kochanica ( oczywiscie z zona sie nie rozwiodl, choc z kochanica spotyka sie juz 40 lat! a jak miala sie moja kuzynka urodzic I ta kochanica mowi' no jak to, przeciez mowiles ze cie nic z zona nie laczy' to powiedzial ze go zona ZGWALCILA hahaha to sobie wyobraz) I tak zyje w dwoch domostwach krzywdzac swoje dzieci z 2 rodzin, a szczegolnie z tej drugiej bo oni z oczywistych powodow nigdy nie sa zapraszani na imprezy rodzinne). Dalszy przyklad- moja siostra wplatala sie z zonatym facetem- zrobil dziecko mojej siostrze a od zonki nie odszedl. otworz oczy kochanienka- facet leci na 20 lat mlodzsza lalunie. obudz sie. Albo jak chcesz czarne na bialym to powiedz ze ma sie rozwiesc skoro juz nie jest z zona to zobaczysz co ci odpowie. tylko nie daj sie zludzic, niech ci powie kiedy ten rozwod , zebys nie czekala 40 lat:) powodzenia!
agu0000, spieprzaj z tego trójkąta bermudzkiego, bo za pół roku będziesz zakładać wątki z pytaniami jak się odkochać lub czemu faceci są tacy wredni.
Znajdź WOLNEGO faceta i daj mu to co masz do zaoferowania bez wikłania się w bagno.
Im prędzej się wycofasz tym mniej ucierpisz.
Nie piszesz nic o tym pierwszym....Zerwałaś z nim czy jak ?
Tak, z tym pierwszym się rozstałam. Napisałam, że ani ja ani ten drugi nie zdradziliśmy naszych partnerów do tej pory, czyli do czasu tego właśnie pocałunku. On opowiadał mi, że podkochiwała się w nim jakaś młoda dziewczyna, ale ustawił ją do pionu, więc nie rozumiem dlaczego nie zrobił tego również ze mną. Nie chcę stawiać sprawy na ostrzu noża i mówić mu o rozwodzie. On jest żonaty od 24 lat, a mnie zna od pół roku, to byłoby nieracjonalne, poza tym ona często wspomina, że boi się, że mi się znudzi albo, że go zostawię, bo nie będzie tak sprawny jak moi rówieśnicy. Zależy mi na nim i nie chcę go spłoszyć. Czy zostaje mi tylko czekać aż się upewni, że jest dla mnie wyjątkowy? Czuję, że ja dla niego również taka jestem.
powiem ci tak- mam wujaszka co to ciagnal na 2 fronty przez ostatnie 40 lat. teraz mieszka ze swoja kochanica ( oczywiscie z zona sie nie rozwiodl, choc z kochanica spotyka sie juz 40 lat! a jak miala sie moja kuzynka urodzic I ta kochanica mowi' no jak to, przeciez mowiles ze cie nic z zona nie laczy' to powiedzial ze go zona ZGWALCILA hahaha to sobie wyobraz) I tak zyje w dwoch domostwach krzywdzac swoje dzieci z 2 rodzin, a szczegolnie z tej drugiej bo oni z oczywistych powodow nigdy nie sa zapraszani na imprezy rodzinne). Dalszy przyklad- moja siostra wplatala sie z zonatym facetem- zrobil dziecko mojej siostrze a od zonki nie odszedl. otworz oczy kochanienka- facet leci na 20 lat mlodzsza lalunie. obudz sie. Albo jak chcesz czarne na bialym to powiedz ze ma sie rozwiesc skoro juz nie jest z zona to zobaczysz co ci odpowie. tylko nie daj sie zludzic, niech ci powie kiedy ten rozwod , zebys nie czekala 40 lat:) powodzenia!
Jestem w szoku! Nie spodziewałabym się, że taka historia może się zdarzyć!
Jestem na tym forum od niedawna, ale z tego co zdążyłam zauważyć, to takich historii jak Twoja jest na pęczki, i wszystkie są łudząco do siebie podobne. Wszędzie przewija się nieszczęśliwy w małżeństwie facet, i naturalnie jego niedoli winna jest oschła, zołzowata żona, z którą nic go już nie łączy. Nie podjął dotychczas decyzji o rozstaniu, bo a to boi się o żonę, coby sobie krzywdy nie wyrządziła, a to o dzieci, a o majątek - pomysłów na wymówki jest nieskończenie wiele. Robi z siebie takiego skrzywdzonego, uczuciowego żuczka, a naiwne kobiety dają się na taki kiepski wabik urobić. Wkręcają się w relację coraz bardziej, wdają się w romans, aż wreszcie tak są omotane, a pardon - wielce zakochane, że nawet nie potrafią się zorientować, iż stanowią wyłącznie kolejną przygodę w jego życiu, która kiedyś się skończy, żuczek powędruje do żony, a one zostaną same, wielce skrzywdzone i zawiedzione.
Poczytaj wątki o zdradzie na tym forum. Myślę, że wówczas uzyskasz odpowiedzi na swoje pytania.
On chyba myślał o rozwodzie już jakiś czas temu. Mieszkają razem z jego rodzicami. Mówił mi, że gdyby się rozstali, to żona wróciłaby w swoje rodzinne strony, więc chyba już o tym myślał. Dziękuję Ci za sugestię i na pewno poczytam podobne wątki, tylko pamiętaj, że każda historia jest inna i ma inne zakończenie. Czytałam trochę w Internecie na temat romansów w pracy i też ogólnie są odradzane, a jednak 20% z nich kończy się małżeństwem (nie potrafi przytoczyć teraz źródła, ale pamiętam te dane).
Skąd w was młode, ładne dziewczyny bierze się tyle naiwności? Jak facet żonaty to albo żona go nie rozumie, albo nic go z nią nie łączy, no i rzecz jasna nie sypiają ze sobą od baaardzo dawna.
Tyle wiecie ile wam powie "nieszczęśliwy, nierozumiany, odtrącony ....." małżonek i naiwnie wierzycie w te wszystkie bajeczki.
Całe otoczenie uważa go za babiarza - pewnie taki jest, tylko w granicach wyznaczonych przez siebie ram, uwodzi, komplementuje, ba nawet pozwoli się przytulić. Tyle mu wystarczy, tyle go dowartościowuje, dalej się nie posunie, bo trzeba by może się określić, podjąć ryzyko utraty wszystkiego co się z małżeństwem wiąże.agu0000 napisał/a:Zaprzyjaźniliśmy się. Pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i inne pieszczoty. Nie doszło między nami do zbliżenia
agu0000 napisał/a:My we dwoje wiemy, że dużo paplamy, ale nie zdradziliśmy do tej pory naszych partnerów.
Pocałunki i inne pieszczoty to już zdrada.
agu0000 napisał/a:On jest bardzo ułożony i nie jest pochopny.
Rzeczywiście ułożony. Zona w domu, a on mizia się w robocie z młodą laską.
agu0000 napisał/a:Drogie Panie doradźcie czy w ogóle trzeba mi coś doradzić? Czy jestem w ślepym zaułku? Nie powinnam żądać deklaracji, bo za krótko się znamy.
OJ jesteś w ślepym zaułku. Tak zażądaj, nich sie rozwiedzie, z tym że przygotuj się na to, że jego odpowiedź Cię nie zadowoli.
Wiem, że Twój post jest pisany słowami, o których pomyślałabym stojąc z boku. Moja koleżanka związała się z żonatym facetem. Ja jej to gorąco odradzałam i stawałam na rzęsach żeby dała sobie spokój, ale ona nie chciała słuchać. Teraz on jest już po rozwodzie i zaręczył się z moją koleżanką. Do tej pory jest mi głupio, że tak łatwo przyszło mi ją oceniać, a ona teraz jest szczęśliwa. Nie mówię, że teraz moja historia ma się tak samo skończyć, ale może tak właśnie się stanie?
Myślisz, że nie mogę być dla niego wyjątkowa?
Pół roku temu zaczęłam współpracę z pewnym mężczyzną.
Rozumiemy się bez słów. Zaprzyjaźniliśmy się.
jest wobec mnie uczciwy.
Dużo rozmawiamy. Coraz częściej łapię się na tym, że chcę mu powiedzieć "kocham Cię".
Zaklinam was, córki jeruzalemskie, na gazele albo na łanie polne: Nie budźcie i nie płoszcie miłości, dopóki sama nie zechce!
Troszeczkę Ci zazdroszczę - kochasz dobrego mężczyznę
A że i mnie się to zdarzyło, z własnego doświadczenia Ci poradzę: przeżywaj to uważnie. Pozwól sobie kochać, ciesz się każdą chwilą.
I niczego nie chcij. Nie twórz wizji przyszłości, nie planuj, nie oczekuj.
On jest rzetelny, więc nie opuści rodziny, bo dotrzymuje słowa. A uczuć towarzyszących miłości też jest spragniony.
Jeśli się na to zdecydujesz, czeka Cię piękne doświadczenie. Warto to przeżyć. Ale zachowaj uważność - na zazdrość, rozpacz z powodu niespełnialnych oczekiwań, na zachłanność, na mściwość. Te emocje też się pojawią. Miłość, jeśli to ona, jest większa. Nie trzeba jej zamykać w związku. Nie da się.
12 2013-08-28 08:43:31 Ostatnio edytowany przez Lwica_ (2013-08-28 08:45:01)
Nikt nie wyklucza happy endu, lecz jedno jest pewne - po pół roku znajomości nie możesz powiedzieć, że dobrze go znasz. Możesz nie mieć pojęcia, jakie maski nosi na co dzień.
Nie sugerowałabym się jego słowami, tym, jak "oczernia" żonę i mówi, że nie żyją ze sobą bo co niby miałby innego powiedzieć? byłabyś zachęcona, gdyby rzekł, że z żoną układa mu się dobrze, lecz potrzebuje odskoczni?), lecz skupiła na jego zachowaniu i była po prostu ostrożna.
Motylki w brzuchu niestety nie służą racjonalnemu myśleniu. Dopóki nie złoży papierów rozwodowych, nie myśl o nim jak o swoim mężczyźnie.
13 2013-08-28 08:56:27 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-08-28 08:57:32)
agu0000 napisał/a:Pół roku temu zaczęłam współpracę z pewnym mężczyzną.
Rozumiemy się bez słów. Zaprzyjaźniliśmy się.
jest wobec mnie uczciwy.
Dużo rozmawiamy. Coraz częściej łapię się na tym, że chcę mu powiedzieć "kocham Cię".Zaklinam was, córki jeruzalemskie, na gazele albo na łanie polne: Nie budźcie i nie płoszcie miłości, dopóki sama nie zechce!
Troszeczkę Ci zazdroszczę - kochasz dobrego mężczyznęA że i mnie się to zdarzyło, z własnego doświadczenia Ci poradzę: przeżywaj to uważnie. Pozwól sobie kochać, ciesz się każdą chwilą.
I niczego nie chcij. Nie twórz wizji przyszłości, nie planuj, nie oczekuj.
On jest rzetelny, więc nie opuści rodziny, bo dotrzymuje słowa. A uczuć towarzyszących miłości też jest spragniony.
Jeśli się na to zdecydujesz, czeka Cię piękne doświadczenie. Warto to przeżyć. Ale zachowaj uważność - na zazdrość, rozpacz z powodu niespełnialnych oczekiwań, na zachłanność, na mściwość. Te emocje też się pojawią. Miłość, jeśli to ona, jest większa. Nie trzeba jej zamykać w związku. Nie da się.
no jasne, że sie nie da
bo przecież jesli kocham, to nie myslę o ukochanej osobie i nie dąże do zapewnienia jej szczęscia, bezpieczeństwa i spełnienia
prawdziwa miłośc to ta, która jest więżniem "rzetelności" - facet jest "rzetelny" - a więc nie zostawi zony, będzie ją oszukiwał, będzie lekcewazył jej uczucia i potrzeby, będzie ją zdradzał, będzie kłamał, będzie miział się z koleżanką z pracy po cichutku, po kryjomu
bo przeciez prawdziwa miłośc to ta, która nie dzieje się przy otwartych drzwiach, której nie towarzyszy odwaga do przyznania się do niej i troska - aby nikt mojej ukochanej nie zarzucił, że jest prostacką suczą, która rozbija małżeństwo
przecież jak kocham - zadbam o moją ukochaną, zadbam o jej opinie w pracy, w srodowisku, zabezpieczę jej zycie i nie zrobię z niej marii magdaleny..
ochronię ją
nie- prawdziła miłośc, droga piosenko... niczego "nie chci".. dzieje się za zamkniętymi drzwiami.... nie mieści się w związku. nie mieści się w rodzinie, nie ma nic wspólnego ze wspólnym, codziennym zyciem...
widziałam taki rysunek ostatnio
JAK MIEC MOTYLE W BRZUCHU...
gościu ze skrzywioną miną połykał gąsienice...
twój, budowany potajemnie aguu związek, to jest własnie takie żarcie ochudnych, owłosionych, wijących sie gąsiennic
e efekcie będziesz miała (juz masz) motyle w brzuchu
ale wysrasz, za przeproszeniem - zwykłe gówno z tego
jesli facet cię kocha, jesli ty go kochasz - to miejscie odwagę zacząć swój związek bez bagażu kłamstw, oszustw i asekuracji
nie zasługujesz na to, aby facet, który cię kocha miał odwagę walczyć o tę miłośc i o ciebie? nie mówisz o gówniarzu, mówisz o dojrzałym facecie..
to co on jest?? dojrzały mądry, odpowiedzialny i wrażliwy facet?? czy jakas popierducha pospolita??
i jeszcze jedno - ciekawe, skąd ma opinie babiarza... tak mu wierzysz, że żony nie zdradził??
o facecie, który jest miły dla kobiet i je nieseksualnie adoruje -nie mówi się babiarz
babiarz mówi się o facecie, o którym w środowisku chodza plotki, że podobną ta zaliczył, a z tą zniknał na wyjeżdzie służbowym na dwie godziny, a ta musiała odejśc przez niego z pracy...
może jesteś kolejną??
14 2013-08-28 11:46:03 Ostatnio edytowany przez eljola (2013-08-28 11:46:31)
Wiem, że Twój post jest pisany słowami, o których pomyślałabym stojąc z boku. Moja koleżanka związała się z żonatym facetem. Ja jej to gorąco odradzałam i stawałam na rzęsach żeby dała sobie spokój, ale ona nie chciała słuchać. Teraz on jest już po rozwodzie i zaręczył się z moją koleżanką. Do tej pory jest mi głupio, że tak łatwo przyszło mi ją oceniać, a ona teraz jest szczęśliwa. Nie mówię, że teraz moja historia ma się tak samo skończyć, ale może tak właśnie się stanie?
Myślisz, że nie mogę być dla niego wyjątkowa?
Oczywiście, masz prawo czuć się wyjątkowo.
Tylko czy chesz takiej wyjątkowości?
Zaklinam was, córki jeruzalemskie, na gazele albo na łanie polne: Nie budźcie i nie płoszcie miłości, dopóki sama nie zechce!
Troszeczkę Ci zazdroszczę - kochasz dobrego mężczyznę smile A że i mnie się to zdarzyło, z własnego doświadczenia Ci poradzę: przeżywaj to uważnie. Pozwól sobie kochać, ciesz się każdą chwilą.
I niczego nie chcij. Nie twórz wizji przyszłości, nie planuj, nie oczekuj.
On jest rzetelny, więc nie opuści rodziny, bo dotrzymuje słowa. A uczuć towarzyszących miłości też jest spragniony.
Jeśli się na to zdecydujesz, czeka Cię piękne doświadczenie. Warto to przeżyć. Ale zachowaj uważność - na zazdrość, rozpacz z powodu niespełnialnych oczekiwań, na zachłanność, na mściwość. Te emocje też się pojawią. Miłość, jeśli to ona, jest większa. Nie trzeba jej zamykać w związku. Nie da się.
Ja osobiście nie chciałabym się ukrywać z moją miłością. Co niby w niej takiego niesamowitego?
Czekać na okruchy z Pańskiego stołu? - może dzisiaj coś dla mnie spadnie.
Taką miłość proponuje Ci piosenka.
Chcesz być kochanicą, odskocznią od codzienności? Nie życzę Ci takiej miłości.
Jeśli chcesz to ciągnąć, jeśli chcesz z nim być, niech się zdeklaruje, ale niech to nie będzie samo gadanie o rozwodzie, granie na zwłokę.
Taką miłość proponuje Ci piosenka.
Nic nie proponuję!
Miłość jest albo jej nie ma.
Odpowiadam na pytanie w tytule wątku.
Czy to już miłość, czy może jestem stuknięta?
Odpowiadam wedle własnego rozeznania.
prawdziwa miłośc to ta, która jest więżniem "rzetelności" - facet jest "rzetelny" - a więc nie zostawi zony, będzie ją oszukiwał, będzie lekcewazył jej uczucia i potrzeby, będzie ją zdradzał, będzie kłamał, będzie miział się z koleżanką z pracy po cichutku, po kryjomu
Założenia że:
a/ miłość pojawia się tylko w związku, najlepiej małżeńskim, cała reszta jest kiepską podróbą
b/ miłość musi prowadzić do związku, seksu, wspólnych dzieci, zamieszkiwania razem i "otwierania drzwi sypialni"
c/ miłość musi być obustronna
d/ mężczyzna żonaty/kobieta zamężna nie jest zdolny obdarzyć uczuciem kogoś poza swoją rodziną
uważam za błędne i szkodliwe.
Duch tchnie, kędy chce.
16 2013-08-28 18:19:43 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-08-28 18:29:20)
jeśli jest tak jak napisałaś, że cała rodzina wie, że nie jest z żoną, nie sypia itd... to dlaczego nie rozwiódł się z nią ? Nie zastanowiło Cię to nigdy ?
On chyba myślał o rozwodzie już jakiś czas temu. Mieszkają razem z jego rodzicami. Mówił mi, że gdyby się rozstali, to żona wróciłaby w swoje rodzinne strony, więc chyba już o tym myślał. Dziękuję Ci za sugestię i na pewno poczytam podobne wątki, tylko pamiętaj, że każda historia jest inna i ma inne zakończenie. Czytałam trochę w Internecie na temat romansów w pracy i też ogólnie są odradzane, a jednak 20% z nich kończy się małżeństwem (nie potrafi przytoczyć teraz źródła, ale pamiętam te dane).
Tu nie chodzi o to, że masz romans z kolegą z pracy. Tu chodzi o to, że masz romans z żonatym facetem.
Historie typu jak Twoja, które kończą się małżeństwem, są wyjątkami. Najczęściej jest tak, że niewierny mąż zostawia wieczorami kochankę samą w łóżku, wraca do domu by ogrzać się przy domowym ognisku, bawi się z dziećmi, śpi z żoną, może nawet się z nią kocha, i następnego dnia znów wraca do kochanki by podbudować swoje kruche EGO, aż w końcu nastaje dzień, gdy nie potrzebuje już wzmacniacza dla swojej pewności siebie, porzuca kochankę, i cieszy się życiem rodzinnym. Twoja historia może być wyjątkiem (choć po tym jak napisałaś "chyba", raczej sama nie jesteś pewna tego, czy jest w stosunku do Ciebie lojalny), ale nie musi. Pamiętaj Agu, jest taka niepisana zasada, że najpierw coś się kończy, a potem zaczyna. Uczciwość nakazuje, by nie ciągnąć dwóch frontów jednocześnie.