Witam. Mam 20 lat i od 2,5 lat jestem w związku który już od dawna się nie układa. Moja rodzina go nie akceptuje z kilku powodów po pierwsze jeszcze na samym początku gdy zaczynaliśmy ze sobą chodzić były takie sytuacje że umawiałam się czy to z rodzicami czy z rodzeństwem że wrócę o tej i o tej godzinie a w rezultacie on zawsze coś wymyślił i wracałam do domu ok 1-2 w nocy i to sama a rodzice nie raz to widzieli z balkonu jak wracam od niego ciemną ulicą zupełnie sama. Nie mogłam nawet im powiedzieć dlaczego mnie Tag długo nie było i czemu nie zadzwoniłam bo on mi na to nie pozwalał. Następnie pojawił się kolejny problem z racji tego że jego dziadek przepisał na niego dom po za miastem (tak gdzieś 25 km od miejsca gdzie mieszkałam) powiedział że muszę z nam tam zamieszkać bo on sobie nie wyobraża ?związku na odległość? i że na pewno nie będzie do mnie przyjeżdżać bo nie będzie miał tyle kasy na benzynę a autobusami i tramwajami nie chce mu się jeździć bo to za długo by trwało. Moim rodzicom się to nie podobało ale jego to nic nie obchodziło. Tak więc zamieszkałam z nim i jego dziadkiem (dziadek przepisał na niego dom pod warunkiem że będzie mógł w nim mieszkać). Musiałam znaleźć pracę ponieważ zaczęliśmy studia zaoczne i musiałam jakoś za nie zapłacić, ja znalazłam prace w sklepie a on nie pracuje tylko wyciąga kase do dziadka i rodziców kłamiąc przy tym. Potem było coraz gorzej. W domu nic nie mogę zrobić sama bo od razu jego dziadek patrzy mi na ręce. A najgorsze że mój chłopak uwielbia chyba robić mi na złość wyzywa mówi że jestem nikim że jak można się ze mną związać że zrobił wielki błąd walcząc o mnie że dobrze że się ze mną nie ożenił bo kto by taką chciał grozi że wezwie policje bo wtargnęłam do niego do domu i przebywam w nim wbrew jego woli. Gdy zaczęłam się bronić było jeszcze gorzej dochodziło do tego że dałam mu w twarz lub popchnęłam bił mnie tak że miałam siniaki na rękach, szyi, twarzy, potem mówił że co ja robię że czemu się do niego rzucam że muszę się zmienić. Tak było kilka razy a w pracy to widzieli aż w końcu powiadomili moich rodziców. Oni przyjechali do niego po mnie ja się spakowałam i wróciłam do domu, ale on zaczą mnie błagać że przecież się kochamy że przecież każdy zasługuje na drugą szanse a ja uległam. Teraz tej decyzji żałuję. Kilka dni temu przeszedł samego siebie, przyjechał na kilka dni jego młodszy brat i zaczą mnie przy nim poniżać (zawsze robił to tylko przy dziadku a teraz i bracie) jak błagałam żeby go uspokoili żeby zabrali że ja chcę tylko zostać w spokoju oni mieli mnie dupie. Gdy wypchnęłam go z pokoju zaczą mnie szarpać i za włosy zaciągną do pokoju dziadka gdzie zaczą mnie uderzać a jego brat tylko mówił żeby pamiętał że nie w głowę bo w pracy zobaczą. Potem kazał przyjechać swojej mamie żeby mnie stąd wyrzuciła. Uciekłam do pracy z myślą że jak wrócę to tylko po swoje rzeczy. Ale on mi nie pozwolił powiedział że muszę się uspokoić że przecież to będzie znaczyło że nigdy go nie kochałam skoro chcę odejść, podsłuchałam jeszcze jak jego dziadek i brat mówią że mnie pewnie zależy tylko na kasie, że zazdroszcze że ten dom nie będzie mój, że jak będę nawet z innym to po tygodniu kopnie mnie w dupę bo jestem do nicego.
Ja tak długo nie wytrzymam. Proszę o wsparcie albo jakieś wskazówki.