Witajcie,
bardzo chciałabym abyście pomogły mi w czymś - czymś czego tak na dobrą sprawę nawet nazwać nie umiem.
Kilka dobrych miesięcy temu rozstałam się z kimś bardzo dla siebie ważnym. Byliśmy zaręczeni, ślub miał się odbyć za pare miesięcy. Cóż, nie wyszło, odwołaliśmy wszystko. Mężczyzna, z którym byłam związana bardzo mnie ranił, to był trudny, toksyczny związek pełen kłamstw i tajemnic z jego strony, które po zaręczynach zaczęły wychodzić na światło dzienne. Nie umiałam z nim być mimo tego, że bardzo go kochałam. Odeszłam, bardzo ciężko mi z tym było. Wtedy pojawił się on - chłopak, z którym kilka lat temu widywałam się przez krótki czas - Karol. Wtedy oboje stwierdziliśmy, że to nie to. Teraz jednak znaleźliśmy wspólny język. Wyobraźcie sobie, że on jest w podobnej sytuacji jak ja - był zaręczony z kobietą, która odeszła do innego. Nie mieliśmy kontaktu jakieś dwa lata - raz spotkaliśmy się przypadkiem na imprezie u znajomych (3/4 czasu spędziliśmy razem, oczywiście jako koledzy, których nic nie łączy, jego znajomy nawet chciał ode mnie wtedy nr telefonu - przy czym Karol wkroczył do akcji i odciągnął mnie na bok, pocałował...). Wtedy kontakt się urwał, a teraz? kilka dobre miesięcy od naszych rozstań rozmawiamy, radzimy się, żalimy. Dziwne to wszystko jakieś, bo w życiu nie powiedziałabym, że akurat w nim mogłabym mieć przyjaciela. Problem widzicie polega na tym, że my się spotkaliśmy jakiś czas temu - wspólna kolacja, spacer, jak za dawnych czasów, z tą jedną różnicą, że w żadnym wypadku to nie była randka. Karol nawet wypytywał mnie po drodze o facetow, o to czy rzeczywiście teraz jestem nastawiona anty do wszystkich. Przytaknęłam. Nie chcę na siłe nikogo szukać, nie po tym przez co przeszłam. Na początku tego spotkania trochę mnie wkurzał, mówił nawet o innych dziewczynach, ziewałam jak głupia, prawdę mówiąc modliłam sie aby to spotkanie jak najszybciej dobiegło końca, jakoś tego dnia trochę mnie wkurzal. Później jednak coś drgnęło, zmieniło się. Coraz milej się rozmawiało (oczywiście wytknęłam mu kilka razy co mnie w nim denerwuje). Spytałam, czy mogę się do niego przytulić. Nie wiem sama co mnie do tego skłoniło, może to, że naprawdę czuję, że mam w nim kogoś bliskiego przez to, że sobie "pomagamy", czy może wpływ miało na to, to, że ja od tamtego rozstania nie byłam z żadnym facetem nawet na randce. Naprawdę nie wiem. Problem widzicie polega na tym, że ja go pocałowałam nawet, a on mnie ciągle przytulał. Nawet zaśmiał się, że w sumie, gdyby nie te nasze rozstania to nie byłoby nas tutaj teraz. Miał rację - nie byłoby na pewno. Przypomniało mi się to jak jakiś czas temu rozmawialiśmy o nas i o tym jak powiedział, ze wtedy to nie było to, że nie czuł do mnie tego co powinien i wiecie co? Powiedziałam mu teraz to samo, poprosiłam go o to abyśmy zapomnieli jutro o wszystkim co się stało. Był zaskoczony, że mu o tym mówie. Coś tam mruczał, że rozumie, że nic do niego nie czuję itd. Wyjaśniłam, że chciałabym aby było dobrze, żebyśmy mogli dalej rozmawiać tak jak rozmawiamy. Było naprawdę miło, dał mi nawet mały prezent, którego nie chciałam przyjąć - straszliwie mnie to skrępowało, a on na to, że żadna dziewczyna/koleżanka nigdy nie odmówiła mu prezentu, że jest zaskoczony. On zaskoczony? a ja? Nie musiał mi nic przynosić po prostu. Na drugi dzień zadzwonił - chyba znów chciał się zobaczyć, ale niestety ja nie odebrałam, wystraszyłam się. Odezwałam się dopiero wieczorem, tak na luzie, po koleżeńsku życząc mu udanego wyjazdu... No i tak wyjechał na dwa tygodnie nad morze, nie odzywałam się za bardzo do niego, on też. Odezwał się jednak wczoraj. I znów jego żale, moje żale. Nagle wypalił mi z pytaniem, czy nie mam jakiś fajnych koleżanek dla niego? Cóż... tak jakoś mi się głupio zrobiło, on naprawdę chciał abym mu kogoś poleciła, czy chodziło mu o wzbudzenie zazdrości we mnie? Oczywiście klin klinem, więc poprosiłam go o to samo i tak zaczęliśmy się bawić w swatów. Dziwnie dość. Za bardzo tego wszystkiego nie rozumiem. Tutaj mówi mi, że to wtedy, pare lat temu nic nie znaczyło dla niego, później nawiązuje do naszych spotkań, mówi, że było przyjemnie, miło, pamięta miejsca, w których byliśmy razem... Później się do mnie tuli, całuje... a na samym końcu gdy ja przytakuje na to, że faktycznie nic między nami nie ma on chce abym poleciła mu kogoś. Rozumiecie coś z tego? Ja nie. Pojęcia nie mam czy patrzę na niego jak na faceta, czy jak na przyjaciela, no i nie wiem jak on na mnie patrzy.
Poradzicie coś?