Witajcie Drogie Panie,
Na wstepie chcialabym podziekowac za to,ze moge podzielic sie z Wami moim problem. W skrocie postaram sie opisac moja historie, wybaczcie jesli calosc zabrzmi nieco chaotycznie...
Od wielu lat mieszkam za granica i w pewnym sensie z tym wiaze sie moj problem. Od momentu wyjazdu, w wieku 18 lat postanowilam sobie,ze jako emigrant osiagne 'cos wielkiego' (dziedzina: pomoc charytatywna). I tak, od 10 lat z pasja pracuje non-stop i staram sie wycisnac z zycia jak najwiecej. Moj ostatni kontrakt pozwolil mi na prace w Azji, dla organizacji o ktorej zawsze snilam! Moj wyjazd oznaczal ,ze pozostawiam mojeo partnera na 6 miesiecy. Poza tym, od wielu lat walcze z przewlekla choroba, ktora co jakis czas daje o sobie znac - mimo wszystko postanowilam wyjechac.
Po przyjezdzie okazalo sie,ze mieszkam w jednym z najcudowniejszych miejsc na ziemi. Szybciutko odnalazlam sie wsrod miejscowych i przez pierwsze kilka miesiecy czerpalam mase przyjmnosci z lokalnych dobrodziejstw.Niestety, przez ostanie tygodnie wpadlam w totalny letarg...moja choroba kolejny raz dala o sobie znac, stalam sie slaba ( czego wrecz nienawidze) - a co najgorsze z utesknieniem odpalam Skype po pracy kazdego dnia aby porozmawiac z moim partnerem.
Zastanawiam sie czy ktoras z Was doswiadczyla podobnej sytuacji? Czy bylyscie w pewnym momencie w zyciu gdzie wkoncu osiagacie "ten sukces" ale bardzo Was to unieszczesliwia?