Mam proboem, może wybujały, ale dla mnie dosyć ważny.
Mianowicie mój chlopak stroni od głębokich rozmów. Ale może od początku.
Moja pierwsza miłość skończyła się dosyć raptownie po 4 latach. Tamten chłopak był moim pierwszym partnerem seksualnym i w ogóle wszystko z nim było takie pierwsze. Oboje pewni siebie, znający swoją wartość, jedynacy, stawiający swoje dobro na pierwszym miejscu. On był mną (i nami) niesamowicie zafascynowany, odpowiadał mi pod względem intelektu - bardzo inteligentny z tendencją do filozofowania - nie może na jakieś odległe tematy i pierdoły, ale lubił bardzo wszystko definiować, nadawać sens naszym pobudkom, postępowaniom. Fascynowała go nasza relacja, prawił mi komplementy, szczegółowo potrafił mówić o każdym aspekcie mojego wyglądu czy zachowania, robił tyrady na temat naszych uczuć, charakterów, co w nas do siebie pasuje, co nie, rozmawiał o relacjach z innymi ludźmi, charakteryzował ich, psychologizował, zastanawialiśmy się wspólnie co by było gdyby, on zgadywał moje reakcje, prowadziliśmy umysłowe gierki i rywalizacje. Uwielbiałam to, czułam się wyjątkowa.
Rozstaliśmy się. Powód tutaj nieważny, pamietam, że w naszym ostatnim dogorywającym roku znajomość naszych charakterów wykorzystywaliśmy w większości, żeby sobie dopiec, ale to też mnie w jakiś sposób intrygowało. Ta bezczelność i chamstwo, których byliśmy u siebie świadomi i obserwowaliśmy kiedyś z boku, nagle stała się naszym orężem w walce przeciw sobie.
Po rozstaniu w przeciągu miesiąca weszłam w nowy związek. Mój obecny. Ten chłopak jest zdecydowanie inny. Jest bardzo dobrym, pomocnym człowiekiem, potrafi się dostosować i ustąpić, pochodzi z niezbyt szczęśliwej rodziny, ja jestem osobą dominującą w związku i odpowiada mi to. Nie odpowiada mi za to fakt, że on już sobie pofilozofować nie lubi. Nie umie. Nie chce. Też jest inteligentną osobą, z dużą wiedzą ogólną i ciekawościa świata - niestety nie w tę stronę ten świat go ciekawi co mnie. Potrafi cieszyć się nieskomplikowaną rozrywką - mnie wiele czynności nudzi i naprawdę niewiele rzeczy mi imponuje. Potrzebuję bardzo rozmów dotyczących ludzi, ich zachowań, tego co wpływa na nasze wybory, dlaczego ktoś jest tak ukształtowany, a ktos inaczej. Jego to nie bawi. Widać, że go to najzwyczajniej w świecie nudzi. Jest zadowolony z życia, wolałby pouprawiać jakiś sport niż usiąśc i odbyć "głęboką" rozmowę.
Chciałabym bardzo, żeby w jakiś sposób przynajmniej opowiedział mi ze szczegółami co o mnie myśli. Bo tak naprawdę, przez 5 lat naszego związku ja jedynie domyślam się, że podobam mu się fizycznie, że uważa, że jestem mądra i potrafię się zachować... Boli mnie, że nie odczuwa fascynacji naszą relacją. Ja chętnie bym z nim porozmawiała, często daję mu wykłady na temat jego konkretnych zachowań i z czego moim zdaniem się biorą, ale on nie łapie haczyka, nie daje nic w zamian.
Chciałabym chociaż wiedzieć, czy uważa mnie za aresywną, czy stateczną, skomplikowaną czy prostą, zaborczą czy w ogóle niezazdrosą - bo w moim zachowaniu wobec niego jest wachlarz emocji z każdego powyższego pola...
Wszystko zmierza w kierunku wspólnej przyszłości. Czy mam się pogodzić z tym, że z obecnym nie będzie tak jak z byłym, że on nie uważa naszego związku za cos wyjątkowego, ani mnie za fascynującą osobę? Nie czuje potrzeby porozmawiania na temat naszych zachowań, inne poglądy ucina zmianą tematu albo żartem (czego najbardziej nie lubię), większość rzeczy jest dla niego czarna lub biała, ulega przekazom dla tłumów, bezkrytycznie czasem przyjmuje papkę z ekranu telewizora. Nie bierze pod uwagę, że każdy kij ma dwa końce...
To dla mnie przykre. Czy już nic nie może być jak pierwsza miłość?
Czy robię z igły widły?
Dodam, że kiedy spotkałam się z byłym nasze rozmowy były tak samo fascynujące jak poprzednio, a nawet bardziej, bo probowaliśmy definiować siebie w nowych związkach, teoretyzować, czy na dłuższą metę by nam wyszło itp, itd... Po prostu pożywka dla mojego mózgu, dla myśli, refleksji...
Czy Wasi partnerzy mówią Wam jakie jesteście w ich oczach? Uświadamiają o wyjątkowości Waszego związku? Czy Wam to niepotrzebne, bo domyślacie się tego z ich zachowań?