Witajcie, pół roku temu zaczęły się moje problemy - pracodawca przestał mi wypłacać pensje, z resztą do tej pory czekam na pieniądze ze stycznia i lutego, sprawą zajmuje się sąd. W związku z tym zrezygnowałam z pracy. Siedzę w domu, który jest co prawda wspaniały, duży, schludny, ale nie czuję się już w nim tak dobrze. Nie mam motywacji do niczego, straciłam wiarę w ludzi (w związku z utratą pracy mimo umowy), czuję się samotna, nie potrafię zmusić się do wyjścia z domu, a zwykłe obowiązki domowe stały się dla mnie tak nieznośną rutyną, że zaniedbuję dom. I najgorsze, że jestem tego świadoma...
Mam męża, całkiem fajny z niego gość. Ale okazało się niedawno, że ma problem zdrowotny, a ja powinnam być dla niego wsparciem. Chyba już nie jestem...
Wizyta u psychiatry skończyła się antydepresantami, ale brałam je parę dni i poczułam, że mnie ogłupiają. Nie chcę tego.
Nie wyobrażam sobie dalej ciągnąć takiego życia, a wydaje mi się, że próbowałam już wszystkiego, żeby to zmienić. Nie piszcie proszę, żebym sobie poszukała zajęcia, bo z nudów mi się w d**** poprzewracało - jakie są realia w Polsce jeżeli chodzi o pracę, każdy widzi. Hobby? Nie potrafię się skupić na żadnej czynności poza oglądaniem seriali. Nawet kiedyś ulubione książki poszły w odstawkę. Znajomi? Nigdy nie miałam ich wielu. Ci nieliczni chyba nie widzą i nie słyszą mojego "wołania" o pomoc. Mam wrażenie, że przyjaciół nigdy nie miałam.
Parę tygodni temu wydawało mi się, że jest lepiej. Wyjechałam na trochę, zmieniłam otoczenie. Ale trzeba było wracać i poczucie beznadziejności wróciło ze zdwojoną siłą.
Nie wiem, jak to zmienić. Nie wiem, co zmienić. Nie wiem nawet, czy mam siłę cokolwiek zmieniać...