Zazdrość i niepewność partnera - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Zazdrość i niepewność partnera

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1 Ostatnio edytowany przez maleo (2013-07-26 14:53:40)

Temat: Zazdrość i niepewność partnera

Jesteśmy razem pół roku. Mój partner jest zupełnie inny niż poprzedni faceci, mam wrażenie, że to właściwie mój pierwszy poważny związek. Czasem lubię to uczucie, czasem mniej, zawsze cholernie bałam się poważniejszych zobowiązań i dopiero się tego uczę. Do tej pory jakoś szło, byłam szczęśliwa, ale ostatnio jest coraz gorzej i obawiam się, że za chwilę wszystko się rozsypie.
Problem leży w jego niepewności i zaniżonym poczuciu własnej wartości. Jest atrakcyjnym facetem oblężonym przez coraz to nowe oddane mu groupies, nie ma chwili, żeby w tle nie majaczyła jakaś zakochana w nim koleżanka. Gdyby chciał, miałby kilka kochanek na pstrykniecie palcem, dziewczyny latają wokół niego jak szalone, wszędzie ma przyjaciółki gotowe odstąpić mu własne łóżko i rano podać śniadanie pod nos, rzucić wszystko, żeby mu pomóc etc. I paradoksalnie to on ma poważny problem z zazdrością, a nie ja. Jasne, czasem mnie to gryzie, ale staram się przejść nad tym do porządku dziennego, nie umiem funkcjonować bez zaufania do partnera, więc nawet jeśli coś mi zgrzyta (serie smsów o każdej porze dnia i nocy, dwuznaczne teksty czy jawne propozycje seksu od koleżanek), to wymuszam na sobie to zaufanie, bo jest mi tak oddany, że nie mam właściwie powodów, żeby się go czepiać. Poza tym mam wrażenie, że on w ogóle nie zauważa tego szału, jaki wzbudza.
Traf chciał, że większość moich bliskich znajomych to faceci. Znam ich dłużej niż jego, więzi są głębokie i czysto platoniczne, nie flirtujemy ze sobą, jesteśmy paczką świetnych kumpli, która lubi spędzać razem czas. Jasne, że mogę na nich liczyć, obawiam się, że oni ostatnio nie mogą liczyć na mnie, bo nieudolne ratowanie zgrzytów w związku pochłania całą moją uwagę. Co więcej, łączą nas wspólne zainteresowania, hobby, których niestety mój partner nie podziela. W żadnym stopniu go to nie dyskredytuje w moich oczach, kocham go, jest ciepły, czuły, inteligentny, troskliwy, daje mi niesamowite poczucie bezpieczeństwa, ale to nie znaczy, że chcę się rozstawać z całym swoim dotychczasowym życiem (które nie obfitowało w związki czy flirty). Czasem po prostu chcę iść i zrobić coś, co w jego mniemaniu będzie nudne czy głupie. Czasem chcę spędzić czas bez niego. Przywykłam do takiego życia, nie umiem funkcjonować w związku który pochłania całe życie. Nie zabrania mi, ale widzę, że cierpi, że czuje się zbędny, mało ważny, czasem kończy się to awanturą, czasem milczy przez dzień czy dwa, a mnie cholera bierze z bezsilności, bo nie potrafię do niego dotrzeć. Ostatnio mam dość poważne problemy rodzinne, strasznie mnie to obciąża. Był przy mnie cały czas i był niesamowity, ale kiedy sytuacja trochę się ustabilizowała, powiedziałam, że chcę skorzystać też z pomocy przyjaciół - to też są bliscy mi ludzie, martwią się o mnie i czują się bezsilni, więc chciałabym dać im się wykazać, jeśli tego tak bardzo potrzebują. Skończyło się potworną awanturą, że mam jego i nie potrzebuję nikogo innego i jak mogę mu to robić wiedząc, że i tak czuje się mało ważny. Moje życie zmienia się w pole walki o czas spędzony ze mną i wcale nie jest mi z tym dobrze. Nawet moje problemy to pole walki. Gdyby mógł, konkurowałby z każdym o ich rozwiązanie, a ja nie potrzebuję tej walki, potrzebuję bliskich mi ludzi obok siebie - jasne, że najbardziej jego, ale ich też. W tej chwili też milczy, bo się w końcu pokłóciliśmy i się obraził. Parę dni temu powiedział mi, że pozrywał kontakty z większością koleżanek, bo ich nie potrzebuje mając mnie, a mi zrobiło się zimno, bo nie chcę takich poświęceń z jego strony, chcę, żeby miał życie poza mną. Parę dni temu zaproponował też, że chciałby dorobić sobie klucze do mojego mieszkania, a mnie przeraziła wizja, jak wpada wieczorem bez zapowiedzi, a ja z trójką facetów gram przy piwie na konsoli. Nie wiem, czym by się to skończyło. Koniec końców nie dorobiłam mu tych kluczy. Przypuszczam, że jest mu cholernie przykro, ale nie umiem się przełamać, chcę chociaż jeden aspekt swojego życia zachować dla siebie. On ma ich naprawdę dużo, mnie już się kończą. Jest wszędzie. Moja rodzina go uwielbia, ja nawet nie znam jego rodziców i nie mam możliwości poznać z dość skomplikowanych powodów.

Mam wrażenie, że od pewnego czasu moje życie to ciągłe ustępstwa. Wściekam się, szarpię, ale i tak ustępuję. Pierwsza wyciągam rękę, bo nie lubię cichych dni, a jemu duma nie pozwala ani na pogodzenie się ze mną, ani tym bardziej na przyznanie do błędu.
Czasem wydaje mi się, że tak naprawdę nie kocha mnie, tylko swoje wyobrażenie o mnie, kogoś, kogo chciałby we mnie widzieć - oddaną, słodką, bezproblemową, czekającą z obiadem (żeby nie było, ja naprawdę często dla niego gotuję, ale dlatego że lubię, a nie dlatego, że mnie do tego zobowiązuje rola "dobrej żony"). Bez tych elementów mojego wyglądu, których nie lubi, bez tych cech charakteru, które uważa za zbędne.
Mówi mi, że nie czuje się ważny. Nie wiem, co jeszcze mam robić. To nasilone poczucie własnej niskiej wartości pojawiło się, gdy jeden jedyny raz odmówiłam mu zostania na noc po kilkudniowym milczeniu, bo zdążyłam sobie zrobić inne plany, a poza tym czułam się niekomfortowo ze świadomością, że ciągle ma o coś pretensje i w najlepszym wypadku będzie milczał całą noc obok mnie. To ja pierwsza wyciągam rękę po kłótni, troszczę się o niego, rezygnuję ze spotkań ze znajomymi, żeby zobaczyć się z nim, bo widzę, że tego potrzebuje (tak, wiem, jak to wygląda). Słucham go, zapewniam o jego wartości, o tym, jaki jest wyjątkowy. Ma kawę do łóżka i wyprane tiszerty, a ja zaczynam mieć uczucie, że już nie robię tego dlatego, że chcę, tylko dlatego, że on tego po mnie oczekuje. Tracę zapał. I tak czego bym nie zrobiła, zawsze jest za mało. I czuję się jakaś stłamszona w tym wszystkim, jakbym rozwijała skrzydła dopiero, kiedy jestem sama albo ze znajomymi, bo mój facet wcale nie potrzebuje moich rozwiniętych skrzydeł, tylko oddania i posłuszeństwa. A tak chyba nie powinno być.
No ale kocham go. Naprawdę go kocham. Nie chcę rozstania, chcę porozumienia.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zazdrość i niepewność partnera

Zazdrosny partner to nic dobrego. Twój na dodatek, jest egoistą, bo chociaż jest z Tobą w chwilach trudnych co jest chwalebne, z tego co piszesz w większości zachowuje się jakby był w centrum wszechświata. Dziś jest zazdrosny o Twoich kolegów, jutro będzie kontrolował każde Twoje wyjście, sprawdzał sms-y. W końcu jeśli na to pozwolisz zrobi z Ciebie kurę domową, bo zacznie podejrzewać, że w pracy przyprawiasz mu rogi. Twój partner jest zazdrosny  - to chorobliwa zazdrośc, na chwilę obecną, delikatnie to pokazuje. Gdybyś dała mu te klucze do mieszkania, możesz być pewna, że wpadał by bez zapowiedzi. Jesteś zaangażowana uczuciowo, więc dostrzegasz mniej niż to jest widoczne, ale ważne że dostrzegasz. Twój partner jest głuchy na Twoje argumenty, bo czuje się zagrożony, ale jeśli zaczniesz ustępować, TY zaczniesz się dusić, choć nie od razu. 
Polecam Ci książkę "Trzepot skrzydeł" K.Grocholi. Twój przypadek jest bardzo podobny, choć nie tak drastyczny. Tam też się niewinnie zaczynało. Szybko się czyta, (to zupełnie inna Grochola niż "Nigdy w życiu" itp) a Tobie da spojrzenie na Twoją sytuacje.

3

Odp: Zazdrość i niepewność partnera

Sięgnę po książkę, dziękuję. Póki co powiedział, że wyjeżdża na parę dni i przez ten czas mamy przemyśleć naszą relację. Poszło tylko o to, że chciałam, żeby przyjaciele uczestniczyli w moim życiu. I o to, że w końcu miałam dość odpierania zarzutów i kłótni i powiedziałam, że nie chcę rozmawiać. Wystarczyło. Zostanę na kilka dni z cholernym bałaganem w życiu, bo rodzinne sprawy mam ciągle niepoukładane, tak strasznie go teraz potrzebuję, a on znika.

4

Odp: Zazdrość i niepewność partnera

Z nim Ci źle, bez niego jeszcze gorzej.
Jesteś silną i niezależną osobą i z tej niezależności nie rezygnuj, bo jak sama zauważyłaś źle ci z tym że partner Cię ogranicza, że za często ulegasz, za często pierwsza wyciągasz rękę do zgody. Bycie razem to wzajemne zaufanie, a nie ograniczanie i ciągłe kontrolowanie. To może wykończyć zarówno kontrolowanego jak i kontrolującego. Kochasz go i dlatego znosisz, fochy, dąsy i humory, ale sama zauważyłaś, że Ci to przeszkadza. Na dłuższą metę, tak nie dasz rady. Może da się usiąśc, na spokojnie porozmawiać, wytłumaczyć czego oczekujesz, przekonać że jest bardzo ważny, delikatnie dać do zrozumienia, że takie jego zachowanie zabije w Tobie tę miłość. Bycie we dwoje to sztuka ustępstw, kompromisów, ale nie dobrze gdy ustępuje ciągle ta sama osoba. A na razie widzę, że tylko ty ustępujesz, bo się obraził i Ci z tym źle.
Sama widzisz, znika z błahego powodu, bo postawiłaś na swoim, a on obraził się jak dziecko, bo mu mama nie kupiła lizaka, jakby Cię karał,za to że masz przyjaciół. Przyjaciół nie dostajemy w promocji, nie wygramy na loterii, na przyjaźń trzeba zapracować, więc nie pozwól tego sobie odebrać.
Choć miłość jest ślepa, Tobie na szczęście nie odebrała wzroku, ani rozumu.

5

Odp: Zazdrość i niepewność partnera

Długo mnie nie było. Przez jakiś czas było dobrze, widziałam że się stara, że pracuje nad sobą i byłam tym szczerze zachwycona, bo to chyba pierwszy raz, kiedy facet pracował nad sobą dla mnie. W dodatku nasza sytuacja nieco się zmieniła, zrobiło się poważniej, z perspektywą poważniejszego bycia ze sobą. Trochę się baliśmy, ale ogólnie nas to cieszyło. Ganiałam jak na skrzydłach szczęśliwa, że coraz więcej między nami partnerstwa. Przeżyliśmy razem trudną awarię w jego rodzinie, nie mogłam zbyt wiele pomóc, ale byłam obok i wiem, że to czuł. Sytuację trochę psuł fakt, że kolejna jego przyjaciółka jest w nim zakochana i wolałabym, żeby jasno postawił jej granice, zamiast liczyć że sama je zrozumie ("ona nigdy by między nas nie weszła, no co ty, kochanie" - jak mnie czasem wkurza ta jego wiara w ludzi, szlag, zwłaszcza że przyjaciółka waruje przy telefonie dzień i noc gotowa pomagać mu we wszystkim i czuję, że jednak między nas włazi) no ale przegadaliśmy to, dał mi odczuć, jak ważna jestem i trochę odpuściłam, w sumie nie mam wpływu na to, ile babek się za nim ugania. Uznałam, że po prostu zaproszę ją do nas i zmierzę się ze smokiem osobiście tongue
I wszystko, całe to misternie zbudowane szczęście poszło w diabły dwa dni temu, z tak irracjonalnego powodu, że wstydzę się o tym pisać. W każdym razie był zazdrosny. Był zazdrosny o coś tak absurdalnego, że w pierwszej chwili uznałam że robi sobie ze mnie jaja i poszłam spać, a kiedy następnego dnia okazało się, że mówił poważnie (i oczywiście nie chce o tym rozmawiać, mam ten fakt akceptować i broń boże nie sugerować że coś tu nie gra), poryczałam się z szoku. Dodam, że nie chodzi o faceta. Nie chodzi nawet o przedmiot. Cholera no, głupio mi pisać, w każdym razie o coś naprawdę absurdalnego i to nie tylko moje odczucia, wygadałam się przyjaciółce i złapała się za głowę.
Mój partner wybiera się do psychologa, żeby uporządkować emocje, poprosiłam go, żeby o tym wspomniał na terapii, i oczywiście się obraził - bo jak śmiałam mu zasugerować że jest nienormalny i że ma się leczyć. No i milczy, w międzyczasie dostałam serię smsów o tym jak jest zraniony, ale zero zrozumienia dla mnie i dla mojej reakcji. Zaprosiłam go dzisiaj na kolację i rozmowę, na luzie, żeby nie marnować czasu na milczenie. Mam wrażenie, że jesteśmy na granicy - albo będziemy współpracować i do całej listy wzajemnych starań dojdzie jego szacunek dla moich uczuć, albo chyba nam się nie uda. Nie mam pojęcia, jak z nim rozmawiać. Urwałam się z pracy, na szczęście mam luźną, i przygotowuję się, przekopując net w poszukiwaniu podobnych przypadków.

Odkąd pamiętam, zawsze uczono mnie, że rozmowa jest podstawą. Że jeżeli pojawia się problem, to się o nim mówi jak najszybciej i gasi go w zarodku. Wydaje mi się to jedyną dojrzałą receptą na kłopoty w związku, nie kupuję ani teorii o zamiataniu pod dywan i olewaniu (bo się nawarstwia i wybucha), ani o próbach olewania czegoś, co jednak boli. Tymczasem mój facet milczy od dwóch dni i za cholerę nie wiem o co właściwie mu poszło. Chyba o to, że miałam zastrzeżenia do jego zazdrości. Czuję, że mnie tym milczeniem karze. Jestem z tym nieszczęśliwa, chcę porozumienia, ale nie wiem, czy mi się uda. Sama chyba nie dam rady.

6 Ostatnio edytowany przez maleo (2013-08-27 12:31:27)

Odp: Zazdrość i niepewność partnera

I żałuję jak cholera, bo czasem chciałabym mieć jakiegoś zaufanego wspólnego znajomego, z którym mogłabym pogadać i który następnie wpłynąłby na niego. No a nie mam. Mam natomiast wrażenie, że jego wersję sytuacji poznały już wszystkie jego cholerne przyjaciółki, z których co najmniej dwie będą nalegały, żeby się ze mną rozstał, bo mnie nie lubią, a część nawet nie traktuje poważnie naszego związku (obce kobiety, które nigdy nie widziały mnie na oczy i nie lubią mnie za sam fakt, że jestem z ich idolem, no ratunku...).
Mam dzisiaj do przedyskutowania kwestię jego zazdrości, jego obrażania i jego zakochanej przyjaciółki. I za nic w świecie nie wiem, jak to ugryźć.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Zazdrość i niepewność partnera

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024