Wszystko w co wierzylam, leglo w gruzach.. moja rodzina sie rozpadla, rozstalam sie z mezem mam kilkumiesieczne dziecko, z ktorym sobie nie radze nie mam sil na nic. Ostatnio probowalam popelnic samobojstwo, ale w ostarniej chwili ze wzgledu na malego nie zrobilam tego. Moj maz twierdzi, ze mnie kocha, ale sposob w jaki to okazuje udawadnia wlasnie te tak nie jest. Problem w tym, ze ja juz nie chce zyc. Rano, gdy wstaje licze tylko czas przez caly dzien kiedy znoeu moge sie polozyc placze dzien w dzien zaczelam pic psycholog nic nie pomaga nie wiem co robic czy jestem jakas chora wiem ze nie chce takiego zycia ale nic nie moge zmuenic
Sądzę, że pogubiłaś się w tych wszystkich swoich problemach.
Stąd też Twoje obecne załamanie i brak chęci do czegokolwiek.
Ale...
Masz już jedno ułatwienie w swoim życiu.
To jest bardzo ważne-masz dla kogo życ!
Dla swojego dziecka jesteś wszystkim, jesteś najważniejsza.
Wiem, że te chwile teraz są dla Ciebie trudne.
Nie pisz czegoś takiego, że nic nie możesz zmienic w swoim życiu.
Możesz, tylko wystarczy, że będziesz mocno tego chciała.
Ten alkohol w niczym Ci nie pomoże, to tylko chwilowa i złudna odskocznia, która może potem przejąc kontrolę nad Tobą.
Musisz pójść na wizytę do psychiatry. Nie jestem ekspertem, ale leki powinny Ci pomóc. Spróbuj znaleźć w sobie siłę, by chcieć żyć. Masz synka, który potrzebuje mamy. Pomyśl, co by się mogło z nim stać, gdyby teraz Cię zabrakło. Daj sobie czas. Życzę Ci dużo siły wewnętrznej i koniecznie musisz udać się do specjalisty. Pozdrawiam.
Nie wiem co psychiatra pomozeyslalam o tym ale da mi tylko jakies tabletli ktpre pomoga na czas ich trwanua ale nie rozwiaza problemu ile mam je brac 2 tyg 2 mies 2 lata
Tabletki problemu nie rozwiążą. Ale mogą pomóc chcieć... A "chcenie" to już pierwszy krok do zmiany.
Natomiast alkohol nie dosyć, że sytuacji nie zmieni to jeszcze jest krokiem w dół ku kompletnemu upadkowi.
Wybór kierunku jest tylko w Twoich rękach.
Acha, leki antydepresyjne nie działają od razu. Ale dopiero od dwóch do czterech tygodni regularnego zażywania... W połączeniu z psychoterapią. To nie jest tak "pstryk" i już...
Same leki nie pomogą, ale pozwolą na inne działanie terapeutyczne, które powinny już pomóc. Prawdopodobnie masz depresję być może związaną z porodem.
Jesli mam byc szxzera to ok pojde do tego psychiatry szkoda ze trzeba czekac na wizyte i zanim leki zaczna dzialax ale do psychologa juz napewno nie. Kiedys sama to doradzalam ludziom z problemami ale sama sie przekonalam ze to gowno daje
Najgorsze jest to ze meza nadal kocham no i to ze jak mi ten lekarz cos przepisze i znoeu bede chciala ze soba skonczyc to to pruedswkuje..
TY nie kochasz Jego, tylko własne wyobrażenia o Nim ale mimo to, takiego wydarzenia nie da się wymazać z pamięci, wspomnień, zapomnieć.
Leki zamulą Ci czasowo umysł i pozwolą żeby "czas zrobił swoje" i nieco rozmył traumę, która jak wiadomo jest trudna do opanowania.
Ale ten ból musisz przejść
Możesz jedynie porozmawiać z kobietami, które to przeszły i mieć nadzieję, że uda Ci się z tego wyjść, zamiast stać w miejscu i "biadolić".........
.....bo przecież nie miałaś na to wpływu.
Ja też miałem podobną sytuację, która pozostała mi w głowie jako fajny niedokończony filmik.
Później przyszły nowe problemy, zainteresowania i teraz daje się z tym żyć.
Możesz wierzyć szwagrowi:)
Pozdrawiam.
9 2013-07-21 12:23:22 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-07-21 12:24:57)
Nie wiem co psychiatra pomozeyslalam o tym ale da mi tylko jakies tabletli ktpre pomoga na czas ich trwanua ale nie rozwiaza problemu ile mam je brac 2 tyg 2 mies 2 lata
Różowa_mandarynka, tabletki pozwolą Ci przeżyć. To dokładnie tak, jak w przypadku zapalenia płuc: najpierw trzeba przeżyć, a dopiero potem wraca się do normalnego oddychania i braku gorączki. Wizyta u psychiatry jest właśnie po to, abyś mogła zatrzymać rozwój choroby, która może zakończyć się śmiercią.
Próba samobójstwa jest wybraniem wszystkiego w jednej racie, a alkohol to śmierć na raty, kieliszek po kieliszku, butelka po butelce.
Jesli mam byc szxzera to ok pojde do tego psychiatry szkoda ze trzeba czekac na wizyte i zanim leki zaczna dzialax ale do psychologa juz napewno nie. Kiedys sama to doradzalam ludziom z problemami ale sama sie przekonalam ze to gowno daje
Najgorsze jest to ze meza nadal kocham no i to ze jak mi ten lekarz cos przepisze i znoeu bede chciala ze soba skonczyc to to pruedswkuje..
Psycholog nie jest od doradzania. Terapia nie polega na dawaniu rad.
Mogłaś się jedynie przekonać o tym, że nie jesteś psychologiem i że dawanie rad jest nieskuteczne. Bo tak jest: dawanie rad jest nieskuteczne. Zwłaszcza dawanie rad komuś.
Radę najlepiej dawać sobie i to dawać sobie radę z problemami, ze swoimi myślami, emocjami, ze swoim życiem. Jak zaczniesz sobie dawać radę ze sobą, to może zobaczysz zbawienne skutki tego procesu.
Głowa niekiedy jest jak zaśmiecone mieszkanie. Rozmowa z psychologiem polega (ujmę to metaforycznie) na uporządkowaniu tego mieszkania, zdecydowaniu o tym, gdzie co ma stać, gdzie co ma leżeć, co jest potrzebne, a co jest śmieciem do wyrzucenia.
W swoim pierwszym poście sama zdiagnozowałaś u siebie (w swoim życiu) właśnie taki stan, pisząc, że "wszystko legło w gruzach".
Wszystko w co wierzylam, leglo w gruzach.. moja rodzina sie rozpadla, rozstalam sie z mezem mam kilkumiesieczne dziecko, z ktorym sobie nie radze nie mam sil na nic.
To się zdarza. Czasami przechodzi cyklon, tornado, burzy. Ale potem ludzie zaczynają sprzątać i odbudowywać to, co zostało zniszczone.