Hej, piszę bo muszę się wyżalić. Dwie godziny temu dopadł mnie dół i powoli mi schodzi. Tak zdarza mi się codziennie. Dół i w dół a pózniej zapominam idę jeść ..itp Ostatni wyszłam z domu 9 dni temu, tyle też się nie malowałam, nic kompletnie nic jak kret siedzę. Zaczęły się wakacje, dla mnie to oznacza tylko pracę, może jakies drobne wyjścia na miasto nic więcej żądnych fajerwerków, imprez nic. Zakończyłam rok studencki i ostatnio wpadłam na pomysł, żeby zrobić sobie zawód, ale brakuje mi motywacji bo mam ciągłego doła. Nie jestem zadowolona z mojego dotychczasowego życia, miejscowości itp. Wiele rzeczy chciałabym zmienić, mam mnóstwo na siebie pomysłów jeżeli chodzi o swoją przyszłość, nauka, studia, przeprowadzka, praca itp. Ciągle jestem sama jak kołek, ponad 2 lata w samotności i powiem wam, że dłużej nie wytrzymam ani fizycznie ani psychicznie po prostu mam dość. Czuję sie nie raz taka żałosna.... że stoję w miejscu, w marazmie i nic z tym nie robię. Dochodzę do wniosku, że coś ze mna nie tak, że mam jakis defekt, nawet teraz to pisząc czuję sie dziwnie. Na mieście męzczyzni się na mnie patrzą nie powiem, jak komuś się podobają brunetki to super, ale gdy mam konkurować z jakąś blondynką to czuję się od niej gorsza. Kobiety mówią mi, że jestem ładna, obcy faceci też, tylko, że mi ciężko w siebie uwierzyć, że komuś kiedyś będzie na mnie zależało, praktycznie nie mam szans. Jestem już zrezygnowana. Próbowałam znależc jakieś pasje zainteresowania, zapisałam się na tańce towarzyskie, ale czy to coś dało. Wiem, że za mało wychodzę z domu, ale po prostu nie mam gdzie, nie chcę się też za bardzo komuś narzucać. Próbowałam odnawiać stare znajomości, czy też te obecne ze studiów, ale każdy ma swoje życie, dzieci, partnera, prace i tak dalej. Czarno widzę swoje życie towarzyskie w przyszłości, zbyt mocno zaszyłam się w domu. Boję się, że ktoś mnie zrani, odrzuci, sprawi mi przykrość i zamykam się w swojej skorupce. Czasami jakiś facet mnie zaprosi na kawę, albo chce mnie poznać, ale ja zawsze odmawiam, odrzucam ich. Ostatnio poznałam chłopaka, całkiem przypadkiem, dałam mu nr, pisał pozniej do mnie a nagle przestał, nie wiem czemu. Ja do niego nigdy nie napisałam sama, bałam się, że wyjdę np na desperatkę. Znajomość się urwała a ja kilka dni miałam takiego doła, że masakra, to mnie utwierdziło wtedy, że jestem beznadziejna i nikomu nie bedzie na mnie zależało. Czuję sie jak kołek, sama jak palec, mam tylko rodzeństwo . Jak włączam telewizję i widzę teledyski to mi nie dobrze, promują łatwe życie, tylko nie wiem po co skoro takie nie jest? Zaczynam wierzyć w to, że ze mną jest coś nie tak, że jestem dziwna. Może powinnam znależc jakies znajomosci w sieci, ale nie jestem przekonana. Proszę o inne spojrzenie na te moje myśli, nie oceniajcie mnie negatywnie.
A masz chociaż jedną przyjaciółkę, dobrą koleżankę?
jedz na kolonie jako wychowawca,,,
Przyjażniłam się z taką jedną ładnych pare lat, ale nasze drogi się rozeszły, bo poszłyśmy osobno na studia. Obecnie odnowiłam znajomość z dobrą znajomą z podstawówki jeszcze, ale to też nie zawsze wypala, bo ona ma dużo pracy i faceta.
O wyjezdzie jako wychowawca jeszcze nie myślałam nigdy, dlaczego myślisz,że to dobry pomysł? Nie twierdzę, że jest zły, bo fajny, tylko, że wymaga organizacji dużej ;D
5 2013-07-14 19:29:19 Ostatnio edytowany przez missnowegojorku (2013-07-14 19:30:02)
no bo to i zarobek, pomoc ludziom i zagospodarowany czas wolny. ja strasznie sie nudziłam to zistałam wolontariuszka i jeszcze mi malo zajec.
A jakie masz zainteresowania?
Chryzantema dosłownie jakbym czytał o sobie, z tym, że ja dodatkowo nie mam pracy:( też czuję się zagubiony, nie mam w ogóle pomysłu na siebie. Wszyscy dookoła zakochani itd. a ja ciągle sam. Podejrzewam, że to "zamknięcie w domu" obudziło we mnie jakąś blokadę przed ludźmi, strach przed zaangażowaniem się i otworzeniem się na nich, nigdzie nie wychodzę i co najgorsze, nie widzę żadnego "światełka" w tunelu. Mój świat jakby stanął i nie mam gdzie już się udać, nie ma znajomych, nie ma możliwości realizowania pasji, a najgorsze, nie widzę sensu w tej gonitwie za bogactwem CZĘSTO za cenę zdrowia.
Ty chociaż masz zainteresowanie swoją osobą, a ja ostatni raz tel odebrałem trzy miesiące temu:D dodatkowo sytuację pogarsza fakt tego, że żadna dziewczyna nie będzie chciała "gołodupca" bez planów na życie. Jednak powiedzcie mi proszę, jakie można mieć plany, w rzeczywistości zwanej "polską" za 1200zł brutto.
Czy odwagą czy głupotą jest powiedzieć, że dochodzimy do czasów, w których nawet i za rozmowę z drugim człowiekiem trzeba uiścić opłatę w formie miesięcznego rachunku za internet? Sam nie wiem...
Zastanawia mnie jednak najbardziej, dokąd my wszyscy zdążamy w czasach gdzie samotność stała się epidemią a rozmowa z drugim człowiekiem luksusem.
Smutne to wszystko, gdy człowiek nie ma z kim porozmawiać mimo, że tyle osób dookoła, i proszę nie mylcie tego z brakiem otworzenia się na innych, tylko ze strachem przed brakiem zrozumienia przez innych.
Zobaczcie też na ulicach, niby wszystko ok, dziewczyny dumne (czyt. przestraszone na maksa), wszędzie blichtr, modne ciuchy i ogólnie och i ach...a po nocach każdy z nas wypłakuje się do monitora...naszego jedynego ziomka. Nikt nie rozmawia o tych rzeczach otwarcie bo wyjdzie na desperata, frustrata lub psychopatę w ostatnim stadium zaawansowania choroby.
Co więcej to właśnie ta błogosławiona tv obdarzyła nas hipokryzją iluzorycznej wizji świata, w którą uwierzyliśmy, a teraz zbieramy jej owoce, czyli historie np. takie jak napisała Chryzantema "ale gdy mam konkurować z jakąś blondynką to czuję się od niej gorsza".
Do czego doszło, żeby młodziutka, najprawdopodobniej bardzo atrakcyjna dziewczyna wchodząca dopiero w życie miała doły, porównywała się do kogoś innego...naprawdę nie wiem co się z nami stało.
Jesteśmy chodzącymi trupami bez dusz, odzianymi w rekwizyty, które mają określać nas jako ludzi. CHORE!
Droga Chryzantemo, nie mam dobrej wiadomości, bo jeżeli sama czegoś nie zrobisz ze swoim życiem, nikt za Ciebie tego nie zrobi. Piszesz, że masz pomysł na siebie - czyli masz punkt zaczepianie.
Jednak brakuje Tobie motywacji by dążyć do realizacji tego pomysłu.
Jak znaleźć w sobie tę motywację?
Moim zdaniem są dwie drogi: albo spadniesz na sam dół i przebudzisz się z myślą, że gorzej być już nie może, więc będzie już tylko lepiej (może to potrwać jeszcze wiele lat, a Twój stan z miesiąca będzie co raz gorszy, a i tak nie ma pewności, że po chwilowym odbiciu się od dna, znowu nie zaczniesz spadać), albo zaczniesz się zmuszać do pewnych czynności, które ułatwią Ci życie.
Tylko jak się zmusić, sama walczę ze sobą zmuszając się co dnia do wielu rzeczy i wydaje mi się, że najlepiej przestać myśleć o tym wszystkim i tylko zacząć coś robić. Coś co przybliży Cię nawet o milimetr do celu jakim jest pomysł na siebie.
Ciężka praca przed Tobą, praca której nikt za Ciebie nie odrobi.
9 2013-07-14 21:31:38 Ostatnio edytowany przez Chryzantema (2013-07-14 21:38:05)
1) Lubię języki obce, jestem na filologii obecnie z 2, podoba mi się też bardzo rosyjski. Jestem wielką fanką psów
Czasami słucham jakiś smętnych piosenek, jeszcze interesuję się trochę modą i trochę tańczę.
2)Nocoty,tak to siedzenie w domu z dnia na dzień coraz gorsze, bo niby do czego dobrego ma prowadzić, a otworzyć się coraz ciężej niestety. Lata lecą i co dalej robić?
3) Saligia, tak wiem, bo tak na prawdę zostajemy sami z problemami, z samotnością. Każdy jest kowalem swojego losu podobno, kiedyś myślałam, że to takie proste, ale w rzeczywistości nikt nie jest w stanie mi pomóc. Tak jak mówisz, że nie masz dla mnie dobrej wiadomości, nie wierzę w słowa typu "będzie dobrze" i chyba przyjdzie mi być starą panną bez dzieci. Czyli mam się skupić na sobie, ciągle to robię i to aż do bólu, wolałabym zająć się kimś innym, wtedy nie myślałabym o własnej pustce. Jaka praca, mam się zmotywować do tej nauki czy do wychodzenia z domu, do wszelkich prób kontaktów międzyludzkich? Jakie czynności mogą nam ułatwić i umilić życie?
Tymczasowo poprawił mi się nastrój, mam tak wieczorami.
Może czas zmienić myślenie, pewne przyzwyczajenia, nawyki? Tylko jak się tak nagle przestawić z tak beznadziejnego systemu o niskim poczuciu wartości do tego wierzącego w siebie i tak dalej?
A skąd jestes? Ja mam podobnie. Ogólnie jak jestem wśród ludzi to jest ok, jak siedzę sama to depresja.
11 2013-07-14 21:58:16 Ostatnio edytowany przez Saligia (2013-07-14 22:02:37)
1) Lubię języki obce, jestem na filologii obecnie z 2, podoba mi się też bardzo rosyjski. Jestem wielką fanką psów
Czasami słucham jakiś smętnych piosenek, jeszcze interesuję się trochę modą i trochę tańczę.
2)Nocoty,tak to siedzenie w domu z dnia na dzień coraz gorsze, bo niby do czego dobrego ma prowadzić, a otworzyć się coraz ciężej niestety. Lata lecą i co dalej robić?
3) Saligia, tak wiem, bo tak na prawdę zostajemy sami z problemami, z samotnością. Każdy jest kowalem swojego losu podobno, kiedyś myślałam, że to takie proste, ale w rzeczywistości nikt nie jest w stanie mi pomóc. Tak jak mówisz, że nie masz dla mnie dobrej wiadomości, nie wierzę w słowa typu "będzie dobrze" i chyba przyjdzie mi być starą panną bez dzieci. Czyli mam się skupić na sobie, ciągle to robię i to aż do bólu, wolałabym zająć się kimś innym, wtedy nie myślałabym o własnej pustce. Jaka praca, mam się zmotywować do tej nauki czy do wychodzenia z domu, do wszelkich prób kontaktów międzyludzkich? Jakie czynności mogą nam ułatwić i umilić życie?
Tymczasowo poprawił mi się nastrój, mam tak wieczorami.
Może czas zmienić myślenie, pewne przyzwyczajenia, nawyki? Tylko jak się tak nagle przestawić z tak beznadziejnego systemu o niskim poczuciu wartości do tego wierzącego w siebie i tak dalej?
Też myślałam, że gdy zajmę się kimś innym to będzie tylko lepiej. I tak kupiłam psa, a mój stan się tylko pogorszył zamiast polepszyć, więc chyba to nie jest najlepsze rozwiązanie (o związku nawet nie myślę, bo szkoda byłoby mi tej osoby, która musiałaby znosić moje obecne humory). Obecnie chodzę na psychoterapię, psychicznie mam miazgę, ale zaczęłam znowu w miarę normalnie funkcjonować.
Napisałaś, że masz pomysł na siebie, więc spodziewam się, że masz już jakieś wyobrażenie o swoim przyszłym życiu, czyli rób to co ułatwi Ci urzeczywistnienie tego obrazu w przyszłości. Masz jakieś zainteresowanie to je rozwijaj. I nie odcinaj się od ludzi. Często zwykłe wygadanie się odpowiednim osobom bardzo może pomóc.
Niestety nie da się też od tak wcisnąć przełącznika, który spowoduje, że nasze myślenie o sobie się zmieni. Życie nie jest łatwe i przyjemne, jednak warto się starać by takie było chociaż przez chwilę
A w jaki sposób? Każdy ma swój sposób i niekoniecznie to co pomaga mi, pomoże Tobie.
Hej,
czytam tak ten wątek i muszę przyznać, że mam podobnie jak Wy nic mnie nie cieszy, wychodzę z domu tylko do pracy i kościoła, a największego doła mam w weekendy, najgorsza jest niedziela, byłem dzisiaj w centrum handlowym i jak zobaczyłem tych ludzi tam w parach, związkach niby szczęśliwych to po przyjeździe do domu zachciało mi się płakać, zrozumiałem, że nic nie ma sensu, a najbardziej bez sensu jest samotność, czasem mam ochotę się chociaż przytulić ale to nie jest takie proste, dobrze, ze są tego typu fora gdzie można się wyżalić.
Chryzantema pozdrawiam Cię, trzymaj się:)
Łukasz ja mam tak samo jak Ty, jak widzę tych szczęśliwych ludzi, to tak cholernie zazdroszczę...tak bardzo bym chciał mieć się do kogo przytulić. Do tego brak pracy powoduje, że z braku zajęcia te myśli cały czas siedzą w mojej głowie i dobijają mnie, a ja sam widzę po sobie, że gasnę:(
nocoty??? wiesz ja mam pracę, ale to wcale nie chroni mnie przed tego typu myślami o których mówisz, jak z kimś rozmawiam to jest ok, ale jak podczas pracy zacznę myśleć, albo jadę autem, albo nawet w domu jestem to znowu czuję się okropnie, chyba zwariowałem bo mam czasami tak, że w piątki w pracy zaczynam się bać co będę robił w weekend, w pracy przynajmniej jestem między ludźmi, a w domu niby jest rodzina, ale jednak kogoś brakuje, nocoty??? łączę sie z Tobą w naszym bólu bo nie znam na niego lekarstwa
15 2013-07-14 23:36:38 Ostatnio edytowany przez lovemurder (2013-07-14 23:41:44)
To jak żyjemy zależy od Nas. Ja jestem książkowym przykładem introwertyka. Uwielbiam spędzać czas sama. Gotuję, słucham na maksa muzyki (kocham muzykę), czytam książki, oglądam ulubione programy w tv, gram w silmsy
, czasami nawet szkicuję, bo mam do tego smykałkę po tacie. Ponad wszystko jednak przyjemność sprawia mi pomaganie innym. Wybrałam studia dotyczące najogólniej mówiąc ludzi, specjalizację natomiast określoną jako interwencję, działanie w problematycznych sytuacjach. Wtedy okazało się, że najlepiej radzę sobie w zakresie gender studies. Zrozumiałam, że to jest to. Jednak praca w stowarzyszeniach, państowych zakładach czy fundacjach to byłby prawie wolontariat. Postarałam się więc o etat w miejscu które mogę określić jako w połowie prywatna, a w połowie państową "firmę". Ta praca choć wielu ludzi się z tym nie zgadza niektórym pomaga. Z pewnością jednak pomaga grupie która mnie interesuje najbardziej. Kobietom, które starają się być samodzielne, ale też potrafią do odpowiedzialności pociągnąć facetów. A, że tam mogę się rozwijać, z czasem wyjść poza biuro, i lepiej zarabiać, tym bardziej mnie cieszy. A prawdziwy wolontariat to swoją drogą
jako zwieńczenie i dopełnienie pasji. Mówisz, że kasa rządzi. Ok, zgadzam się. Ale czy to znaczy, że musi rzadzić Tobą? Ja oprócz tego, że chce godnie żyć, niczego więcwj nie potrzebuję. Jaka różnica czy mam na sobie spodnie za 60 czy 600 zł? Żadna. Oryginalność ma się w sobie, a nie na sobie. A ci którzy myślą inaczej są po prostu niepewni siebie
A co do znajomych... żeby ich mieć, trzeba o nich dbać. I nie potrzebny jest do tego Internet. Ja nie mam fb, jest tam zbyt duże natężenie pozerstwa, poza tym jak już napisałam jestem introwertykiem, ale jednak staram się w miarę moich możliwości utrzymywać znajomości. Kiedy byłam młodsza bawiłam się z przyjaciółkami i kolegami co tydzień. Mam mnóstwo zaj*****tych wspomnień. Szalone domówki, zwariowane nasiadówy w barach (nie lubię dyskotek, zbyt duży tłum). Nie raz wracałm do domu w jednym bucie
Dziś jestem starsza, nie mam już tyle czasu i siły, mój introwertuzm też nabał na sile i te wypady nie są już tak częste. Staram się jednak regularnie spędzać czas z ekipą mojego chłopaka. Koncerty, kino, ogniska, grille, wakacje . Potem przez tydzień stronię od ludzi, bo mam za dużo wrażeń, ale wiem, że to jest tego warte.
Autorko skoro skoro lubisz psy zostań wolonariuszką w schronisku. Poznasz tam na pewno jakieś dziewczyny. Spróbuj się z Nimi zakolegować. I dbaj o te znajomości
nie dość, że zapełnisz czas vzymś czym lubisz, to na dodatek masz szansę poznać nowych ludzi
Co do języków, skorzytaj na tym, że jesteś w tym dobra. Zacznij udzielać korepetycji dzieciakom
Ja też mam problemy. Np. całe życie czuję się odpowiedzialna za moja mame. Mimo tego, że Ona ułożyła sobie w jakiś sposób życie prywatne, ja i tak.chcę się o Nią troszczyć. Zaprzyjaźniłyśmy się, dzięki czemu obowiązek nie jest dla mnie uciążliwy. Zawsze patrz na pozytywy sytuacji ![]()
Jeśli mogę spytać, co to za praca, że tak rzadko do niej chodzisz? Może, jeśli to możliwe weź więcej godzin, nie będzie Ci się nudziło. A w pracy masz ciekawe towarzystwo, jaka jest atmosfera? Lubisz do niej chodzić? Może teraz sobie zarobisz, bo im więcej będziesz pracować, tym mniej będziesz siedzieć i myśleć nad swoim życiem i się użalać. A np. za miesiąc za tą kaskę sobie wyjedziesz na jakiś właśnie wypad np. w góry. Świetny pomysł wyżej pisali, żeby jechać jako wychowawca, albo po prostu jako wczasowicz. Jesteś fajną dziewczyną, tylko niepotrzebnie się sama katujesz. Jeżeli nic Ci nie pomaga od dłuższego czasu, to może warto pomyśleć o pójściu do psychologa? I nie powinnaś siedzieć w domu, musisz chociaż pójść na spacer, na rower albo do sklepu. Pozdrawiam.
17 2013-07-15 17:30:33 Ostatnio edytowany przez lovemurder (2013-07-15 17:34:20)
A poza tym czy mogę wiedzieć dlaczego przy blondynkach czujesz się gorsza? Sama mam prawie czarne włosy i powiem Ci szczerze, że to stwierdzenie mnie zaskoczyło ![]()
18 2013-07-16 15:54:52 Ostatnio edytowany przez Chryzantema (2013-07-16 15:57:13)
Dziękuję za wpisy. Byłam wczoraj w centrum handlowym i widziałam też mnóstwo parek, np. ona seksowna, ładna, opalona brunetka z super facetem, też odstawionym.
Nocoty, a szukasz pracy?
Lovemurder, jeżeli chodzi o innych ludzi, to ja zawsze wychodzę z inicjatywą, piszę, choć rzadko,a oni mają zawsze jakieś wymówki albo mówią coś na odpiernicz typu "zgadamy się". Ja właśnie ostatnio myślałam, żeby sobie założyć fb, ale nie wiem jakbym się tak odnalazła w porównaniu z innymi imprezowiczami, a świadomość, że wszyscy będą o mnie wszystko wiedzieć i każdy będzie mnie mógł zobaczyć jest okropna. Ten wolontariat to dobry pomysł, na pewno ktoś by się tam znalazł. To jest praca sezonowa, w sumie jeszcze do niej nie chodzę, ale od II połowy lipca po wrzesień, a nawet weekendy w pazdzierniku.
Dziękuję bluebird, myślałam o jakimś psychologu albo terapii jeszcze w zimę, ale wszystko kosztuje. Staram się gdzieś wychodzić, dokądkolwiek.
Gdy chodziłam kiedyś z koleżanką ze studiów, która jest rasową blondynką często widziałam na niej spojrzenia innych facetów i to sprawiało, że czułam się gorsza. Jakiś arab, też się za nią oglądał. W dodatku ona ma duży biust, chodzi na solarium i lubi sobie wypić, czyli dla faceta jest idealna.
Podobał mi się kolega ze studiów, i on rozmawiał z pewną blondynką i wtedy pomyślałam, że tylko ze względu na jej kolor włosów oni rozmawiają, a ja nie mam szans. Wpadłam na desperacki pomysł, żeby się zrobić na blond i powiedziałam to koleżankom, a one coś wspomniały o własnej wartości. Mam straszny kompleks niższości.
Jestem z nad morza a wy?
Dziękuję za wpisy. Byłam wczoraj w centrum handlowym i widziałam też mnóstwo parek, np. ona seksowna, ładna, opalona brunetka z super facetem, też odstawionym.
Nocoty, a szukasz pracy?
Lovemurder, jeżeli chodzi o innych ludzi, to ja zawsze wychodzę z inicjatywą, piszę, choć rzadko,a oni mają zawsze jakieś wymówki albo mówią coś na odpiernicz typu "zgadamy się". Ja właśnie ostatnio myślałam, żeby sobie założyć fb, ale nie wiem jakbym się tak odnalazła w porównaniu z innymi imprezowiczami, a świadomość, że wszyscy będą o mnie wszystko wiedzieć i każdy będzie mnie mógł zobaczyć jest okropna. Ten wolontariat to dobry pomysł, na pewno ktoś by się tam znalazł. To jest praca sezonowa, w sumie jeszcze do niej nie chodzę, ale od II połowy lipca po wrzesień, a nawet weekendy w pazdzierniku.
Dziękuję bluebird, myślałam o jakimś psychologu albo terapii jeszcze w zimę, ale wszystko kosztuje. Staram się gdzieś wychodzić, dokądkolwiek.
Gdy chodziłam kiedyś z koleżanką ze studiów, która jest rasową blondynką często widziałam na niej spojrzenia innych facetów i to sprawiało, że czułam się gorsza. Jakiś arab, też się za nią oglądał. W dodatku ona ma duży biust, chodzi na solarium i lubi sobie wypić, czyli dla faceta jest idealna.
Podobał mi się kolega ze studiów, i on rozmawiał z pewną blondynką i wtedy pomyślałam, że tylko ze względu na jej kolor włosów oni rozmawiają, a ja nie mam szans. Wpadłam na desperacki pomysł, żeby się zrobić na blond i powiedziałam to koleżankom, a one coś wspomniały o własnej wartości. Mam straszny kompleks niższości.
Jestem z nad morza a wy?
jeśli chciałabyś pogadać to napisz do mnie na GG.
Nocoty, a szukasz pracy?
Hej Chryzantma:)
szukam, ale co to za praca za 800zł, żadna dziewczyna nie będzie chciała być z kimś kto nie jest w stanie zapewnić jakiegokolwiek bezpieczeństwa, nie mówię tu o willach i sportowych furach, a zwykłym spokojnym życiu.
Widzę co się dzieje na rynku pracy i jeśli mam go odnieść do swoich relacji towarzyskich, to słuchajcie... kolorowo tego nie widzę. Nie jestem pesymistą, jednak nie znoszę udawać, że wszystko jest tak jak powinno być podczas gdy tak nie jest.
Chryzantema napisał/a:Dziękuję za wpisy. Byłam wczoraj w centrum handlowym i widziałam też mnóstwo parek, np. ona seksowna, ładna, opalona brunetka z super facetem, też odstawionym.
Nocoty, a szukasz pracy?
Lovemurder, jeżeli chodzi o innych ludzi, to ja zawsze wychodzę z inicjatywą, piszę, choć rzadko,a oni mają zawsze jakieś wymówki albo mówią coś na odpiernicz typu "zgadamy się". Ja właśnie ostatnio myślałam, żeby sobie założyć fb, ale nie wiem jakbym się tak odnalazła w porównaniu z innymi imprezowiczami, a świadomość, że wszyscy będą o mnie wszystko wiedzieć i każdy będzie mnie mógł zobaczyć jest okropna. Ten wolontariat to dobry pomysł, na pewno ktoś by się tam znalazł. To jest praca sezonowa, w sumie jeszcze do niej nie chodzę, ale od II połowy lipca po wrzesień, a nawet weekendy w pazdzierniku.
Dziękuję bluebird, myślałam o jakimś psychologu albo terapii jeszcze w zimę, ale wszystko kosztuje. Staram się gdzieś wychodzić, dokądkolwiek.
Gdy chodziłam kiedyś z koleżanką ze studiów, która jest rasową blondynką często widziałam na niej spojrzenia innych facetów i to sprawiało, że czułam się gorsza. Jakiś arab, też się za nią oglądał. W dodatku ona ma duży biust, chodzi na solarium i lubi sobie wypić, czyli dla faceta jest idealna.
Podobał mi się kolega ze studiów, i on rozmawiał z pewną blondynką i wtedy pomyślałam, że tylko ze względu na jej kolor włosów oni rozmawiają, a ja nie mam szans. Wpadłam na desperacki pomysł, żeby się zrobić na blond i powiedziałam to koleżankom, a one coś wspomniały o własnej wartości. Mam straszny kompleks niższości.
Jestem z nad morza a wy?jeśli chciałabyś pogadać to napisz do mnie na GG.
To podaj ;p
ona seksowna, ładna, opalona brunetka z super facetem, też odstawionym.
Odstawionym od czego?
...jest rasową blondynką często widziałam na niej spojrzenia innych facetów i to sprawiało, że czułam się gorsza. Jakiś arab, też się za nią oglądał. W dodatku ona ma duży biust, chodzi na solarium i lubi sobie wypić, czyli dla faceta jest idealna.
Co ja pacze?
...Jestem z nad morza a wy?
Z wyżyn.
Chryzantema napisał/a:Nocoty, a szukasz pracy?
Hej Chryzantma:)
szukam, ale co to za praca za 800zł, żadna dziewczyna nie będzie chciała być z kimś kto nie jest w stanie zapewnić jakiegokolwiek bezpieczeństwa, nie mówię tu o willach i sportowych furach, a zwykłym spokojnym życiu.Widzę co się dzieje na rynku pracy i jeśli mam go odnieść do swoich relacji towarzyskich, to słuchajcie... kolorowo tego nie widzę. Nie jestem pesymistą, jednak nie znoszę udawać, że wszystko jest tak jak powinno być podczas gdy tak nie jest.
Ja też nie lubię tego udawać, ten sztuczny uśmiech przez łzy,a pozniej odbierają kogoś jak smutasa. Jak się czuję szczęśliwa to się czuję, uśmiecham się szczerze, żartuje, a jak nie to nie, niestety inni ludzie nie lubią takiego "zamulania".
Ja myślę, że mimo wszystko lepsza taka praca niż żadna. Jak w tamtym roku chciałam iść na zaoczne i szukałam pracy, dzwoniłam do biura pracy i pytałam o oferty to mnie odsyłali na jakiś zbiór wiśni czy czereśni (praca na godziny) oraz na inny zbiór z tekstem, że "tam to można zarobić". Śmieszne.
...ale co to za praca za 800zł, żadna dziewczyna nie będzie chciała być z kimś kto nie jest w stanie zapewnić jakiegokolwiek bezpieczeństwa, nie mówię tu o willach i sportowych furach, a zwykłym spokojnym życiu.
Od czegoś trzeba zacząć...
Chryzantema napisał/a:ona seksowna, ładna, opalona brunetka z super facetem, też odstawionym.
Odstawionym od czego?
Odstawiony, oboje byli poubierani, jakaś parka przy kasie, raczej bezdzietna.Chryzantema napisał/a:...jest rasową blondynką często widziałam na niej spojrzenia innych facetów i to sprawiało, że czułam się gorsza. Jakiś arab, też się za nią oglądał. W dodatku ona ma duży biust, chodzi na solarium i lubi sobie wypić, czyli dla faceta jest idealna.
Co ja pacze?
Ja tak to odbieram, chodzi o to, że ja też czuję na sobie te spojrzenia, wczoraj facet na mieście powiedział mi, że jestem ładna, ale, to jest inny typ dziewczyny. Ten bardziej wyrazisty, z charakterem, łatwo nawiązujący kontakty itp. Po prostu wydaje mi się, że mężczyzni nie lubią delikatnych kobiet, tylko te bardziej sztuczne, "wyuzdane". Mój kolega powiedział na tamtą blondynkę, że jest "zdrowa". Zwraca na siebie uwagę, styl ubierania, sposób bycia. Takie blondi imprezują, piją i sypiają w mieszkaniach kolegów, a facet na taką poleci. Kiedyś ubrała się w mini, nogi spieczone na solarium, ale cellulitu nie zakryła. Wydaje mi się też, że faceci bardzo lubią tzw "solary".Chryzantema napisał/a:...Jestem z nad morza a wy?
Z wyżyn.
Od czegoś trzeba zacząć, hmm ten zwrot zawsze pokrzepiał moje serce, ponieważ głęboko wierzyłem, że rzeczywiście tak jest. Niestety system wolnorynkowy nie jest nastawiony na nasze mega pozytywne podejście do życia, a tylko i wyłącznie na zysk. Stąd Człowiek w tym systemie jest tylko trybem, który ma zarabiać i wydawać aby podtrzymać cykliczność zielonych w obiegu.
Dziewczyny nie to żebym się czepiał czy coś, ale moim zdaniem właśnie takie podejście pokazuje, że można z nami zrobić wszystko, cholera przecież jesteśmy ludźmi...co można za 800zł? Jaką przyszłość sobie szykować, jakie plany realizować, jak się spełniać? Wychodzi na to, że praca za 8 jest w naszym kraju luksusem i, że lepsze to niż nic, choć i tak za ten miesięczny dar naszej NIEWOLNICZEJ pracy nic nie możemy zrobić, no ale jakby co, to jest (SIC!)
Obawiam się, że dochodzimy do momentu, w którym pensję będą wynosić 300zł a my i tak powiemy, że lepsze to niż nic...aż w końcu dojdzie do tego, że będziemy pracować za kromkę chleba i kubek wody...ciekaw jestem czy wtedy będziemy z tęsknotą i łezką w oku wspominać nasze złote czasy, kiedy 8 stanowiła symbol zamożności, ułudy i utopii życia, kiedy młode małżeństwo powiązane kredytem mieszkaniowym bardziej niż miłością, siedząc na wygodnej prlowskiej wersalce z kalkulatorem w ręku, przewiduje, które pokolenie w rodzinie spłaci dług pradziadów za jednopokojowy apartament na przedmieściach wwa:)
Dokładnie Chryzantema, człowiek wychodzi na zamulacza, pesymistę i ogólnie jest be:P...można by powiedzieć chory!!! Zdrowy za to, to ten, który zapieprza na osiem zmian, i krytykuje tych, którzy mają w dupie jeansy, watę cukrową i colę zero...dlatego zakończę mój monolog bardzo treściwym aforyzmem:
"Trudno nazwać zdrowiem, umiejętność dostosowania się do chorego społeczeństwa".
Przepraszam za ot, ale musiałem się wyżalić:)
27 2013-07-17 12:00:20 Ostatnio edytowany przez artystka1989 (2013-07-17 12:01:34)
Hej wszystkim:) Chryzantema z Twojego opisu wnioskuję , że na prawdę jesteś bardzo wartościową osobą i myślę też , że wbrew Twoim wyobrażeniom atrakcyjną fizycznie skoro nawet przypadkowo zdarzyło Ci się poznać mężczyznę i pisał do Ciebie. Z Twoich słów biję strasznie niskie mniemanie o sobie i na prawdę nie uważam , żebyś miała powody z tego co tu piszesz. Po prostu każdy z nas tak ma , że jak się zasiedzi w domu to potem ciężko już odnowić kontakty i mamy czarne myśli. Ja aktualnie też tak mam trochę, również mam mnóstwo pomysłów , które jakoś ciężko mi idą w wcielaniu w życie. Troszkę przez moje lenistwo niestety, ale wiem , że będzie dobrze,w końcu się ogarnę:)Myślę, że dobrze by Ci zrobiło gdybyś udała się do poradni psychologicznej , ponieważ masz bardzo niskie poczucie własnej wartości. Ja chodziłam do psychologa przez 2 lata dawno temu, ale dało mi to w sumie bardzo dużą siłę wewnętrzną i pomagało przez wiele lat, teraz znów planuję pójść. Po tamtym leczeniu znacznie podniosła się moja samoocena i nagle kontakty z ludźmi same się poprawiły :)Więc polecam i trzymam kciuki:)PS. Blondynki wcale nie mają większego powodzenia:) odkąd przefarbowałam się na ciemno faceci o wiele bardziej zwracają na mnie uwagę, zależy od mężczyzny , dużo też rude lubi:)
Od czegoś trzeba zacząć, hmm ten zwrot zawsze pokrzepiał moje serce, ponieważ głęboko wierzyłem, że rzeczywiście tak jest. Niestety system wolnorynkowy nie jest nastawiony na nasze mega pozytywne podejście do życia, a tylko i wyłącznie na zysk. Stąd Człowiek w tym systemie jest tylko trybem, który ma zarabiać i wydawać aby podtrzymać cykliczność zielonych w obiegu.
Dziewczyny nie to żebym się czepiał czy coś, ale moim zdaniem właśnie takie podejście pokazuje, że można z nami zrobić wszystko, cholera przecież jesteśmy ludźmi...co można za 800zł? Jaką przyszłość sobie szykować, jakie plany realizować, jak się spełniać? Wychodzi na to, że praca za 8 jest w naszym kraju luksusem i, że lepsze to niż nic, choć i tak za ten miesięczny dar naszej NIEWOLNICZEJ pracy nic nie możemy zrobić, no ale jakby co, to jest (SIC!)
Obawiam się, że dochodzimy do momentu, w którym pensję będą wynosić 300zł a my i tak powiemy, że lepsze to niż nic...aż w końcu dojdzie do tego, że będziemy pracować za kromkę chleba i kubek wody...ciekaw jestem czy wtedy będziemy z tęsknotą i łezką w oku wspominać nasze złote czasy, kiedy 8 stanowiła symbol zamożności, ułudy i utopii życia, kiedy młode małżeństwo powiązane kredytem mieszkaniowym bardziej niż miłością, siedząc na wygodnej prlowskiej wersalce z kalkulatorem w ręku, przewiduje, które pokolenie w rodzinie spłaci dług pradziadów za jednopokojowy apartament na przedmieściach wwa:)
Dokładnie Chryzantema, człowiek wychodzi na zamulacza, pesymistę i ogólnie jest be:P...można by powiedzieć chory!!! Zdrowy za to, to ten, który zapieprza na osiem zmian, i krytykuje tych, którzy mają w dupie jeansy, watę cukrową i colę zero...dlatego zakończę mój monolog bardzo treściwym aforyzmem:
"Trudno nazwać zdrowiem, umiejętność dostosowania się do chorego społeczeństwa".
Przepraszam za ot, ale musiałem się wyżalić:)
Ups... chyba żyję w jakiejś innej rzeczywistości, bo "od czegoś trzeba zacząć", doszło do "jest całkiem dobrze" i co najważniejsze, nie specjalnie czuję się jak wykorzystywany niewolnik.
Te 800 zł to długo chcesz zarabiać, że tak strasznie Ci źle z tego powodu?
Bardziej cenię marudzenie ludzi, którzy wykonując niewolniczą pracę na starcie, jednocześnie starają się by w przyszłości tę pracę zmienić na lepszą. Nie sztuką dostać wszystko na tacy, a postarać się by taca z czasem się zapełniła.
Chryzantemo, podjęłaś jakieś kroki by zlikwidować wakacyjną nudę?
Artystko1989, dziękuję ślicznie, popytam w poradni.
Saligio, właśnie najpierw praca jakakolwiek nawet byle jaka bym powiedziała, a w między czasie rozglądać się za czymś nowym, podnosić swoje kwalifikacje, możliwości jest mnóstwo.
Codziennie nastawiam sobie budzik na 8, chociaż mam wolne, sprzątam, wstawiam pranie, wykonuję prace ogrodowe, które są dość wysiłkowe, ale to bardzo dobrze. Po 16 uczę się, zbieram materiały do egzaminu zawodowego i tak do teraz, jeszcze się nie wyrobiłam. To dobrze bo mam zajęcie i jestem zmęczona, jutro planuje wyjść na miasto i na te tańce. Mimo wszystko jednak szkoda mi tej ładnej pogody, wakacyjnych ciepłych wieczorów, inni gdzieś na baletach a ja siedzę z nosem w książkach, ale ja to sobie tak tłumaczę, że żeby coś mieć trzeba coś robić i kiedyś to się zwróci. Zawzięłam się strasznie, a egzamin nie jest łatwy, bo to ekonomia, masa materiałów i tak dalej. A co u Ciebie, jak samopoczucie?
Pozdrawiam wszystkich ![]()
Świetna robota Chryzantemo! Ruszyłaś z kopyta
że żeby coś mieć trzeba coś robić i kiedyś to się zwróci. Zawzięłam się strasznie, a egzamin nie jest łatwy, bo to ekonomia, masa materiałów i tak dalej.
Dokładnie tak jest
Trzymam kciuki za egzamin.
wiesz co mi sie wydaje ze to depresja bo mialam podobnie. bylam tylko smutna albo zla. innych uczuc nie mialam. jak zaczelam brac wyciag z dziurawca przez 3 tyg i mi minela.