huśtawka nastrojów - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

Temat: huśtawka nastrojów

Witajcie, pierwszy raz piszę na forum. Nie wiem od czego zacząć... Może przedstawię siebie. Mam 37 lat. Nie pracuję. Jestem na utrzymaniu partnera. Od 10 lat leczę depresję z różnym skutkiem. W tym związku jestem od prawie 4 lat. Nie pracuję na stałe od kilku miesięcy. Ale wcześniej nawet jak pracowałam, to potrafiłam usłyszeć, że nigdy nic nie robiłam... Nie pojmuję tej amnezji z Jego strony. A z drugiej strony wiem czemu mówi takie głupoty. Wtedy dalsza rozmowa nie ma sensu, bo zatrzymujemy się nad tym... Zrobi wszystko, by odwrócić od siebie uwagę. Mówi totalnie nieracjonalne rzeczy. Dziś kłótnia zaczęła się od tego, że pies wymiotował... Zaczął mówić podniesionym głosem, pełnym agresji, że daje psu jedzenie ze stołu. Ale Jego mimika mówiła więcej... Jeśli któraś z Was była poniżana, to wie o czym piszę. Padły epitety, nie z najgorszej półki, ale że jestem gamoniem itd. Okazuje mi w takich chwilach taka pogardę, że szkoda pisać. Gdy zwracam uwagę na Jego zachowanie, robi się jeszcze gorszy. Wtedy wypomni mi wszystko... Kilka dni temu na przykład lekarstwo, na które wzięłam pieniądze. Od kilku lat leczę raka narządów intymnych. Jest ok, ale trzeba na siebie uważać (podziębienia itd.) i podleczać się co jakiś czas. Naświetlania, antybiotyki, potem z braku flory infekcje. Tak jest w kółko, nieprzerwanie. Dlatego też potrzebowałam lekarstwa. Przez 2 dni dochodziłam do siebie, choć nie było awantury. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Nie potrafię dać sobie rady z niczym. Choć przyznam, że chyba nikt by nie przypuszczał po spojrzeniu na mnie, co we mnie tkwi. Daję sobie z tym radę lepiej niż kiedyś, w tym sensie, że nie tak wylewnie, choć nie do końca... Teraz zalewam się łzami i nie mogę tego opanować. Chyba piszę chaotycznie, wybaczcie. Skończyłam na kłótni o psa. Potem było czepianie się o wszystko. On bazuje w takich chwilach na mojej najmniejszej słabości. Drwi ze mnie. Z tego, że leczę depresję, że nie jest ze mną tak jak On by chyba chciał... Tyle przeszłam w tym związku... Hart core. Nie będę już opisywać, ale uwierzcie na słowo. Był mocno zaangażowanym seksoholikiem... Było jak w bajce od jakiegoś czasu, przynajmniej dla mnie. Wiem, że Go dobija moja bezradność. Co zaczynam stawać na nogi i łapać wiatr w żagle, to wydarzy się coś, po czym muszę dojść do siebie emocjonalnie. Złapać znów entuzjazm. Dobija mnie to, że On tak wiele już poprawił, na prawdę, a ja nie mogę stanąć na wysokości zadania. To według mnie nie usprawiedliwia Jego zachowania. Chciałabym, że to wszystko co do mnie ma, powiedział normalnie. Bardzo chciałabym rozmawiać o tym. Mam olbrzymie pokłady empatii, dlatego rozumiem Jego zachowanie. Może nie zachowanie, a powody przez które tak się zachowuje. On zupełnie nie kontroluje swoich emocji i jest uparty, choć i tak w 1/10 tego co kiedyś... Nie przyzna się do tego co sam zrobił źle, a konkretnie, że źle mnie potraktował. Najgorsze jest dla mnie to, że jetem z tym wszystkim zupełnie sama, a jest tego trochę... Chciałabym teraz przytulić się do kogoś i wypłakać. Ale nie mam do kogo. Na prawdę. Żadnej rodziny. Z bliskich osób mam tylko Jego. W zasadzie nawet nie wiem po co to piszę. Co to kogo obchodzi. Przecież tysiące kobiet jest w o wiele gorszej sytuacji. Myślę, że najgorsze już przeszłam, a jest tego od cholery. Może wydawać się Wam, że to tylko takie pisanie, ale przeżyłam kilka poważnych tragedii. Nikt mi nie pomoże, wiem o tym, bo to ja powinnam sama sobie pomóc. Sęk w tym, że nie potrafię. Nie wiem jak. Nie potrafię sama chyba. Bez wsparcia, sama nie wiem. Już tyle lat terapii, już tyle wyciągnęłam ile mogłam... Jak mam się opierać na własnych potrzebach i uczuciach, to potrzebuję wsparcia bliskiej osoby, która będzie przy mnie. Muszę z tym jakoś dojść do ładu... Niby wyleczyłam się z myśli samobójczych, ale i tak gdzieś w środku jest ta beznadzieja. Myślę, że może na prawdę nie jestem nic warta. Daję z siebie wszystko, ale wiem że to o wiele za mało. Więcej nie potrafię. przynajmniej na razie. Nie mam żadnej wartości, bo próbuję tylko żyć. A to chyba trochę za mało. Panicznie boję się śmierci i chciałabym żyć i nawet być szczęśliwą, ale najlepiej byłoby gdyby mnie nie było.
Przepraszam, jeśli ktoś to przeczytał. Sama nie wiem po co to napisałam. Po prostu ogarnął mnie taki stan.
Pomyśleć, że jeszcze tydzień temu czułam się pewnie i w miarę bezpiecznie. Boże, dlaczego nie mogę być normalna.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: huśtawka nastrojów

Anarosa, przeczytaj mój dzisiejszy post /powyżej/, "przemoc psychiczna, a ja już naprawdę nie mam siły".  Czy naprawdę MUSISZ z tym swoim lubym być?!  Jak masz życzenie pisz do mnie na maila!  Ja też jestem właściwie sama.. Chętnie z Tobą podyskutuję!

3 Ostatnio edytowany przez tańcząc w ciemnościach (2013-07-13 16:44:09)

Odp: huśtawka nastrojów

Niektórzy nie mają siły by walić pięścią w stół. Jeśli ktoś szuka w sobie siły do walki ponad miarę, wyczerpuje zasoby energii, które mógłby wykorzystać w bardziej konstruktywny sposób. Poszukaj sobie zajęcia, na to skieruj swoją uwagę. Praca jest potrzebna by dojść do siebie, uniezależnić się. Nie walcz z tym człowiekiem jeśli to miałoby Cię przerosnąć. A jak będziesz miała już pewny grunt, sama postanowisz co dalej.

Ja wczoraj miałam akcję ponad swoje siły. Z jednej strony niby to ulga, z drugiej dziś nie mogę wstać z łóżka.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024