Przez ostatnie pięć lat żyłam w jakimś koszmarze.
Mam męża (25 lat razem). Bywało różnie, raz lepiej, raz gorzej, jak w każdym małżeństwie. Aż do czasu, gdy okazało się, że mój mąż ma od 3 lat kochankę. Były łzy, przeprosiny, długie rozmowy, obietnice, że to zakończy. Uwierzyłam, bo chciałam, bo go kochałam. Nie zakończył...sytuacje takie powtarzały się jeszcze parę razy przez kolejne lata. Kochałam go, dlatego chciałam mu w końcu uwierzyć, miałam nadzieję, że w końcu zakończy ten związek. To był koszmar. Morze wylanych łez, miliony przegadanych godzin. Ale byłam przy nim cały czas. Tak, ich zwiazek się skończył po 5 latach, ale nie dlatego, że on tego chciał, tylko dlatego, że mąz kochanki dowiedział się o wszystkim. I to była ta kropla w morzu. Uświadomiłam sobie, że gdyby nie to, to on dalej by się z nią spotykał. Myslałam, że jestem silna, że dam radę, myliłam się. Moja miłość zaczynała przygasać, aż w końcu się skończyła. Patrzyłam na męża jak na człowieka, który zadał mi tyle bólu i cierpienia, jak na kogoś obcego. Przecież ktos kto kocha nie może krzywdzić innej osoby, dlaczego on mi to wszystko robił, dlaczego nie bał się, że w końcu się poddam.
Miałam dość, chciałam odejść. Jednak to nie było takie proste, błagał, straszył, że jak odejde to sobie coś zrobi...zostałam, ale nie potrafię już zaufać...nie potrafię kochać. Jestem bo jestem. Łaczy nas już tylko dorosłe dziecko i kredyt, matko jaki to banał, ale tak jest. To prawda teraz mój mąż się stara, pokazuje jak mu zależy, mówi, że kocha, ale cóż, ja juz nie wierzę, już nie potrafię uwierzyć w ani jedno jego słowo!
Teraz kolej na moje grzechy. Po tym wszystkim pojawił się ON. Znałam go już od bardzo dawna, zawsze mi się podobał, ale co z tego, miałam męża, więc nie było mowy o niczym. To prawda, zrobiłam pierwszy krok, powiedziałam mu, że coś dla mnie znaczy. Nie to nie była forma odwetu za poczynania męża. Stało się...spotykamy się bardzo rzadko, ale są to dla mnie najpiękniejsze chwile. On jest po rozwodzie i żyje z kimś w wolnym związku, czyli też nie jest wolny. Tak, obydwoje nie jesteśmy w porządku, obydwoje na to się zdecydowaliśmy. Coraz bardziej zaczynam się anagażować w ten związek, niestety. Najgorsze jest to, że czuję, że bardziej zależy mi na kochanku niż na mężu.
Gdy wracam w rozmowach z mężem do tego, że chcę odejść, on wpada w histerię,dosłownie i znowu pojawia się szantaż, że gdy go zostawię to sobie coś zrobi. Poprostu wie jak mnie zatrzymać. Sami widzicie jaka jestem słaba, jak nie radzę sobie z tym wszystkim, sama pakuje się w kolejny kłopot. Zwyczajnie nie umiem sobie już z tym wszystkim poradzić. Ja bym tylko chciała być z kimś, komu mogę zaufać...
1 2013-07-13 14:17:17 Ostatnio edytowany przez zaguniona68 (2013-07-13 14:18:15)
2 2013-07-13 14:19:33 Ostatnio edytowany przez pati31 (2013-07-13 14:24:34)
Zostawic meza .
Tego malzesntwa nie ma juz , a Twoje zycie jest tez wazne .
Co do kochanka , nie bierz go za piorytet , bo on jest w wolnym zwiazku , czyli poniekad od Ciebie bedzie oczekiwal zaakceptowania sytuacji , ze nie bedzie nigdy tylko Twoj . Dla wlasnego dobra emocjonalnego , nie angazuj sie uczuciowo .
Jako piorytet postwailabym na Twoim miejscu wlasne zycie , rozwoj , wporwadzenie jakis zmian . Poniewaz nigdy zaden mezczyzna nie da tego czego brakuje w Tobie , czyli samozadowolenia , bo zaden zwiazek nie moze byc po to zeby zatykal nasze wlasne luki.
Partner to dodatek do wlasnego zycia i towarzysz drogi .
A gdzieś bym miała jego błagania i szopki. On patrzył na Twoje błagania? Będzie miał to na co zasłużył.
Najgorsze jest to, że mój mąż zachowuje się tak, jakby nic się nie stało, nie może zrozumiec, dlaczego ja nie chcę zapomnieć. Wymusza na mnie, zebym mu mówiła, że jeszcze odrobinkę cos czuję do niego, ze go nie zostawię, że myślę o nim...Wtedy wpadam w złość, mówie, że nie życzę sobie, aby na mnie naciskał, przeprasza i mówi, że nie muszę go kochać bylebym tylko z nim była. Jestem głupia, po co ja się tak zadręczam...
Nie mam odwagi zakończyć tego wszystkiego. Udaję, rozmawiam, uśmiecham się, ale to wszystko tylko pozory.
Autorko wątku - jeśli nie będziesz szanować sama siebie, to inni Ciebie tym bardziej. Boli. Wiem, że boli po tylu latach. Ale Was już nie ma od dawna. Albo zawalczysz o siebie, albo zostaniesz w układzie, który albo się rozpadnie za niedługo, albo układ przetrwa, ale Ty będziesz w nim pełnić rolę zaplecza gospodarczego ( upierz, ugotuj i spier***aj ). Nie odbieraj sobie szansy na szczęście, którego ze swoim mężem już nie zaznasz. A twierdzę, że nie zaznasz, bo 3 lata z kochanką to wielka więź emocjonalna, której z Tobą już nie czuje. A jak taka więź wygasa, to moim nigdy się nie odradza. Nie po takim czasie. Nie nabieraj się na szantaże, bo prób samobójczych nie będzie. CO najwyżej poleci wypłakać się w ramionach kochanki i tyle. Tak więc nie kieruj się już jego dobrem, a wyłącznie swoim. Taka moja rada.
Przerażające jest to, że mam wyrzuty sumienia, że go zdradziłam, tak to chore, bo on pewnie ich nie miał zdradzając mnie przez 5 lat z tą samą kobietą.
Jestem taka sama jak on!! Ale czy ja nie moge byc też odrobinę szczęśliwa?! Wiem, straszne jest to co piszę, nie chcę sie usprawiedliwaić. Ja zwyczajnie juz nic nie wiem, nie wiem jak powinnam żyć.
Przerażające jest to, że mam wyrzuty sumienia, że go zdradziłam, tak to chore, bo on pewnie ich nie miał zdradzając mnie przez 5 lat z tą samą kobietą.
Jestem taka sama jak on!! Ale czy ja nie moge byc też odrobinę szczęśliwa?! Wiem, straszne jest to co piszę, nie chcę sie usprawiedliwaić. Ja zwyczajnie juz nic nie wiem, nie wiem jak powinnam żyć.
Nie stawiaj się z nim na równi. Wydaje mi się, że nie patrzysz obiektywnie na jeden, ale za to bardzo ważny aspekt - wykańczają Ciebie wyrzuty sumienia i poczucie winy. To jest czynnik, który stawia Ciebie w znacznie lepszym świetle. Spróbuj spojrzeć na to z tej strony, zamiast podążać w kierunku destrukcyjnego dla Ciebie poczucia spadku własnej wartości. Bo jak wpadniesz w ten wir, to bardzo ciężko będzie Ci odbudować pewność siebie...
Taka juz jestem. On zawsze był dla mnie najważniejszy, zawsze to ja się starałam. Dzisiaj on to robi, ale chyba tylko dlatego, że traci grunt pod nogami. Tak myślę, bo nie jestem w stanie juz uwierzyć w nic innego, a juz napewno w jego miłość do mnie. Nawet, gdyby naprawdę kochał, to ja juz nie potrzebuję tej miłości. Stał się teraz bardzo zazdrosny, chciałby znać mój każdy krok, boi się, że kogoś znalazłam i go zostawię. Ma pretensje do mnie o to, że nie pozwalam mu się zdobywać, ha, teraz chce mnie zdobywać, ale ja już nie chcę. Mówi mi, że on mi pozwalał na to, żebym o niego walczyła, tylko do cholery jasnej nie zdaje sobie sprawy z tego ile mnie to kosztowało i do czego ta walka o niego doprowadziła...do wielkiej pustki w sercu!
Taka juz jestem. On zawsze był dla mnie najważniejszy, zawsze to ja się starałam. Dzisiaj on to robi, ale chyba tylko dlatego, że traci grunt pod nogami. Tak myślę, bo nie jestem w stanie juz uwierzyć w nic innego, a juz napewno w jego miłość do mnie. Nawet, gdyby naprawdę kochał, to ja juz nie potrzebuję tej miłości. Stał się teraz bardzo zazdrosny, chciałby znać mój każdy krok, boi się, że kogoś znalazłam i go zostawię. Ma pretensje do mnie o to, że nie pozwalam mu się zdobywać, ha, teraz chce mnie zdobywać, ale ja już nie chcę. Mówi mi, że on mi pozwalał na to, żebym o niego walczyła, tylko do cholery jasnej nie zdaje sobie sprawy z tego ile mnie to kosztowało i do czego ta walka o niego doprowadziła...do wielkiej pustki w sercu!
Taka sytuacja to zawsze możliwość wprowadzenia radykalnych zmian. Byłem w podobnej co Ty sytuacji, ale z mniejszym stażem małżeńskim. Po 8-miu miesiącach tęsknoty dojrzałem do tego, by zmienić diametralnie swoje życie. Nowe miasto, nowa praca i zero sentymentów odnośnie przeszłości. Tak naprawdę to albo sama weźmiesz życie w swoje ręce, albo nie zrobisz nic i życie samo napisze dla Ciebie scenariusz. Ale ta druga opcja według mnie nie niesie nic pozytywnego. Jeśli TY nie zechcesz zrobić cięcia i nie zechcesz szukać szczęścia na które KAŻDY człowiek zasługuje, to będziesz żyła we wspomnieniach, które Cię będą wykańczać jak nowotwór, aż w końcu w lęku by nie zostać samą albo zostaniesz w obecnym związku ( co dla Ciebie będzie równało się z cierpieniem do końca życia ) , albo zwiążesz się z byle kim, aby wypełnić pustkę w sercu. Dam Ci radę jeśli mogę - odetnij się od męża, zacznij nowe życie i żyj pełną piersią. Nie mam na myśli imprezowanie, szaleństwa itd. Mam na myśli spełnienie, świadomość celu, kierowanie się wartościami. A zobaczysz, że po pewnym czasie wróci do Ciebie chęć życia i energia, której dziś tak bardzo Ci brak. A gdy wróci energia, to zaczniesz podświadomie przyciągać do siebie wartościowych mężczyzn. Daj sobie szansę na szczęśliwe życie. Ale nie u boku kogoś, kto tak Cię zranił.
Dziękuję Tobie Fevers, dziekuję bardzo. Wchodząc tu, nie oczekiwałam, że ktoś mnie pochwali, bo przecież też zdradziłam, też zrobiłam coś, co jest godne potępienia. Ale dzięki Tobie, mogę coś zrozumieć, przemysleć...
... mogę coś zrozumieć, przemysleć...
To jest najważniejsze, jeśli chcesz osiagnąć spokój wewnętrzny. Cieszę się, że mogłem Ci pomóc.
12 2013-07-13 16:53:26 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-07-13 16:54:22)
zaguniona68 napisał/a:Przerażające jest to, że mam wyrzuty sumienia, że go zdradziłam, tak to chore, bo on pewnie ich nie miał zdradzając mnie przez 5 lat z tą samą kobietą.
Jestem taka sama jak on!! Ale czy ja nie moge byc też odrobinę szczęśliwa?! Wiem, straszne jest to co piszę, nie chcę sie usprawiedliwaić. Ja zwyczajnie juz nic nie wiem, nie wiem jak powinnam żyć.Nie stawiaj się z nim na równi. Wydaje mi się, że nie patrzysz obiektywnie na jeden, ale za to bardzo ważny aspekt - wykańczają Ciebie wyrzuty sumienia i poczucie winy. To jest czynnik, który stawia Ciebie w znacznie lepszym świetle. Spróbuj spojrzeć na to z tej strony, zamiast podążać w kierunku destrukcyjnego dla Ciebie poczucia spadku własnej wartości. Bo jak wpadniesz w ten wir, to bardzo ciężko będzie Ci odbudować pewność siebie...
sorry, ale zdradziłaś.
Zeszłaś do tego samego poziomu co on.
Zrobiłaś to samo co mąż, a powody... każdy znajdzie sobie powody które wydają mu się bardziej istotniejsze niz partner/partnerka...
Co nie zmienia faktu, że jest to zwykłe, prymitywne oszustwo.
Zachowanie tchórza.
Co do kochanka:
-on żyje w wolnym związku ( co to znaczy dla jego partnerki wolny związek? czy ona wie że żyje w wolnym związku)
Piszesz że on zdradza też, czyli jego partnerka nie wie o Twoim istnieniu.
Dlatego, wydaje mi się bezpieczniej będzie nie wiązać się z tym facetem.
Zdradza, woli "wolne" związki od stabilnej relacji ( z tego co piszesz wolisz stabilnego związku, nie wolnego - nie akceptowałaś zdrad mężą). Z jakiego powodu rozpadło się jego małżeństwo ? czy przypadkiem nie z powodu jego zdrady ?
To facet raczej nie dla Ciebie.
Jeżeli nie widzisz możliwości bycia z mężem to odejdź.
Ale odejdź OD, nie DO.