Kochani! Czemu my się tak katujemy? Rozpamiętujemy, analizujemy żale.
Licytujemy się kto miał gorzej, czyje rozstanie było bardziej bolesne.
Było, stało się.
Boli jak cholera.
Tak, wiem, że boli, mnie też bolało i boli.
Ale nie chcę temu ulegać.
Już nie.
Za dużo przeszłam.
Piszmy coś pozytywnego. Cokolwiek, Nawe pierdoły. Co zrobiliśmy, robiliśmy nie myśląc o tych którzy zafundowali nam to, że dziś jesteśmy tutaj.
Ja w końcu posprzątałam mieszkanie po szalonej imprezie (na której mnie rzucił). Zjadłam coś (nie jadłam trzy dni). To są moje małe sukcesy - nie siedzę już jak zombie. Kwiatki na balkonie rosną, nieważne że sadziliśmy je razem. Rosną. Życie się toczy.
Może Was to rozśmieszy co piszę.
Ale czy warto to rozpamietywać?