Witam!
Postaram się nakreślić temat dość zwięźle,
a wiec:
Jakiś czas temu poznałem pewną dziewczynę na uczelni, na początku ot zwykła koleżeńska znajomość, od początku znajomości mieliśmy fajny, luźny kontakt. (poza tym była w związku, wiec nie było podbojów z mojej strony). Kilka miesięcy temu jednak związek jej się skończył.
Jako że w ciemię bity nie jestem (chyba) zauważyłem że coś ją w moją stronę ciągnie (zagadywanie o pierdoły en face czy przez internet, na imprezie jakieś przytulasy, szukanie kontaktu fizycznego z moją osobą itp.) i inne różnego typu przesłanki które mogły by świadczyć o jej zainteresowaniu moją osobą również się pojawiały. Żeby nie było, starałem się ją gdzieś wyciągnąć sam na sam, ale nie mogła albo nie chciała (nie wiem).
Jednak przechodząc do meritum, pewnego dnia rozmawiając z nią przez internet, ni z gruchy ni z pietruchy napisała że została wielce rozczarowana, gdyż myślała że coś tam jej z jakimś gościem wyjdzie, ale nie wyszło . Z czystej ciekawości chciałem wypytać co i jak, ale zmieniła temat.
Wtedy pojawiło się pytanie w mej głowie, czy sobie ze mną w kulki leci i chce wzbudzić zazdrość, czy jednak zostałem olany.
Z tymże pojawia się dalsza część "dramatu", parę dni temu poszliśmy w kilka osób na piwo i po paru z nich zaczęła się do mnie przymilać, gdy już się zbieraliśmy do domów, szliśmy wtuleni/ trzymając się za ręce. Przed samym rozstaniem zostaliśmy na chwile sami i było, że tak powiem, miło
.
W tym tygodniu chciałem ją gdzieś wyciągnąć, żeby wiedzieć na czym stoję wiec spytałem kiedy ma czas żeby się spotkać, jednak ona stwierdziła że pewnie pod koniec tygodnia znowu spotkamy się większa grupą na piwo. Trochę zdziwiłem się jej odpowiedzią, ale skwitowałem że ok i koniec tematu.
I tu do was miłe Panie pytanie, co o tym wszystkim myśleć? Bo mam już mętlik w głowie powiem szczerze ![]()